A ja słucham położnej, która wręcz była zachwycona, jak jeszcze będąc w ciąży, powiedziałam jej, że mamy psa i kota :D
Do dziś pamiętam, jak Alicja (położna) była ucieszona :)
I właśnie o owe zarazki jej chodziło ;) Że dziecko ma mieć styczność z nimi, żeby nabierać odporności :)
A teraz taka ciekawostka w kwestii dziecko+zwierz ;)
Mamy znajomych, których córka, notorycznie wychodziła od nas z drapiącą i czerwoną buzią :(
Tak biedna Julia miała po najmniejszym kontakcie z naszą Torą.
W końcu, zrobiono jej testy, z których jasno wynikało, że Julia ma uczulenie na psy i koty :look3:
No a żeby było śmiesznie, to oni sami mają kota i na niego Julia nie ma uczulenia :)
Dlaczego? Lekarze nie wiedzą. A ja myślę, że dlatego, że miała z nim styczność już w momencie, jak jeszcze była w brzuszku mamusi i się uodporniła na jego alergen ;)