Tyśka)
Members-
Posts
35751 -
Joined
-
Days Won
144
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tyśka)
-
I tak, i nie. We Wrocku od 3lat. Ale nie jest na tej stancji. Na wakacjach waletuje u znajomych, od września dopiero mamy podpisaną umowę ;) No widzisz, chciałaś Krzyki - masz Krzyki :D
-
Ok, dzięki za wyjaśnienie :D U nas pewnie wyszłoby drożej (wydaję na miesiąc na karmienie psa ok. 50zł), ale jednak wychowywałam się wśród barfujących malamuciarzy, którzy zawsze powtarzali, że to barf to najtańsza opcja :D A ja głupia zapomniałam, że koszty pomiędzy karmami są różne xD
-
Podobne te krótkie pyszczki przypominają nam niemowlaka i dlatego tak bardzo je lubimy. Takie mądrości kiedyś wyczytałam w PP :D
-
Teściowych nie ogarniesz :D. Dlatego ja swojej babci (teściowej mamy) nawet nie próbuję.
-
Buhahaha :D Zabawne jesteście.
-
To musze spróbować, hahaha :D
-
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Tyśka) replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
Najpierw to muszę być "przed" (w sensie: ciężarówką), a na razie dziecka (z wyjątkiem szczyla) nie planuję :D -
Syrop z cebuli - to nie brzmi dobrze :D
-
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Tyśka) replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
Nie umiem wbić się w temat (poród jeszcze długo przede mną :D), więc tylko powiem "hej" :D -
Ja myślałam, by ładnie je wymościć, przykryć (żeby zachęcić zwłaszcza jak pada, bo wtedy psy chowają się pod przyczepami, po krzakach i wciskają gdzie się da, by być suchymi w miarę możliwości), może też dać jedzenie. Ona ładnie idzie za jedzeniem. I postawić klatkę tam, gdzie sunia zazwyczaj śpi. Ale pomysły mile widziane.
-
Jeśli ktoś jest przeciw temu, co robimy - niech po prostu tu nie wchodzi. Ale pozwólcie nam pomagać tak, jak umiemy i możemy. Jesteśmy na miejscu, więc umiemy ocenić sytuację. Same nie podejmujemy decyzję, po pierwsze - Wy wiecie dokładnie wszystko, co się dzieje, również to, co nam się nie udaje, a przecież wcale nie musiałybyśmy opisywać, że np. nic nie załatwiłyśmy w gminie. Ale chcemy być wobec Was fair, byście mogli ocenić czy chcecie pomóc, czy nie. Po drugie - analizujemy wszystkie opcje, które przyjdą nam na myśl i to nie same, ale w porozumieniu z doświadczonymi ludźmi: lek.wet., ludźmi z różnych psich i kocich fundacji, osób które w adopcjach siedzą kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. To nie jest nasze widzi mi się, ale dokładnie przemyślane decyzje. Możecie nam zaufać, że wybieramy najlepszą opcję albo patrzeć z boku i krytykować. Decyzja należy do Was. I pozwólcie, że na tym zakończę dyskusję. Macie dostęp do tego, co robimy, bo nie ukrywamy nic. Kto chce pomóc, pomoże. Kto nie, to trudno - nie tylko te psiaki są w potrzebie. Szukamy transportu z Lublina do nas (albo chociaż do Zamościa) dla klatki. Sunię trzeba łapać z miłością, a nie brutalnie. Tylko klatka zagwarantuje nam sukces, a że Agniesiulka ją załatwiła (ha! a jednak coś robimy, a nie tylko jesteśmy mordercami szczeniąt!), mamy pozwolenie i pełne poparcie właściciela to ją wykorzystamy :). Byłyśmy dzisiaj u psiaczków. Byłyśmy pewne, że sunia nie przyjdzie, że będzie miała traumę. A ona... po chwili przyszła w podskokach, machając do nas wesoło ogonem. Nie kojarzy nas źle, ale z jedzeniem. Jadła bardzo blisko, żywo reagowała na nasze miłe słowa. Najedzona, wesoło oszczekiwała wraz z innymi psami ludzi po drugiej stronie ulicy. Potem pobiegła tam, gdzie zawsze się wyleguje, a nie tam, gdzie miała szczenięta. Oczywiście, priorytetem jest ją złapać - ale tego nie zrobimy bez klatki. Napisałam do paru osób w sprawie transportu, mam nadzieję że ktoś się odezwie lada moment. Chcemy ją złapać jak najszybciej, ale już bez metod pana hycla. Innym psiakom również dopisywał humor. Murzynek się łasił o nas, ocierał niczym kot. Jak dłużej nie dawałam mu jedzenia to siadał albo warował, albo trącał łapką. Kiedy odchodziłyśmy, on szedł za nami. Ślicznie przychodzi na zawołanie, jest cały cudowny. Ja mu majstrowałam przy ogonie, a on nic sobie z tego nie robił. Lisek dzisiaj również wyjadał mi prawie z widelca, prawie bo troszkę się peszył, ale ładnie towarzyszył, nie bał się gwałtownych ruchów. Tylko czasem odskoczył, ale tak to ślicznie na mnie reaguje. Trochę peszył się przy elficzkowej, bo ją mniej zna, ale tak to naprawdę psiak właściwie do zabrania na już. O dziwo, Rudy też robi postępy. :) Na mój widok się ucieszył, machał ogonem, podszedł kawałek i obserwował. Oczywiście blisko nie podejdzie, ale już coraz bliżej nas siedzi i się przygląda. A najważniejsze, nie ma już przerażonych oczu. Żal go, że jeszcze się tak boi, ale wierzę, że za niedługo i on będzie jadł przy nas. Co do deklaracji stałych dla Murzynka to zgłosiły się: jaguska - 20zł ja - 10zł *Magda* (wiem, że ogólnie zgodziłaś się wysyłać na psiaki, ale czy mogę troszkę przeznaczyć na karmę, a troszkę na hotelik dla Murzynka? Jak tak, to możesz sprecyzować kwotę? :) ) elficzkowa oraz jej siostra Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałam. Jednak jak widzicie, na razie to za mało :(. U Murki faktycznie teraz są kolejki. Jednak jeśli jesteście na TAK (by pomóc Murzynkowi), to zaklepię miejsce w kolejce.
-
Jeśli będziesz w stanie pomóc z ogłoszeniami dla Murzynka, będę Ci bardzo wdzięczna. Moja znajoma, która wzięła pod opiekę Krecika (odrzuconego szczeniaka) dopytywała się o czarnuszka. Nie mogła uwierzyć, że tak wspaniały, ufny pies mieszka tam niespostrzeżenie od paru miesięcy... Zresztą, faktycznie - kto go nie pozna, to się nim zachwyca. Jednak wszyscy są zapsieni... On naprawdę nie powinien tutaj mieszkać. Myślę, że szukanie hoteliku jak najbardziej wchodzi w rachubę. Pewnie BDT nie znajdziemy, a nie chciałabym, by chłopak doczekał się zimy w tym miejscu...
-
Doris, snucie teorii zostawiam... bo to nic nie zmieni... ale napiszę to co wiem... Sunia tego psiaka odrzuciła. Gdy je znalazłam, płakało przeraźliwie jakieś 3m od gniazda. Matka mnie już czuła, ale ja byłam jeszcze za płotem, za reklamą na płocie, z dala od gniazda, poza tym nie jestem znowu dla niej taka obca. Suka nie reagowała już wtedy na przeraźliwe wycie malucha. A było je słychać je z daleka... Nawet wtedy, gdy poszłam odprowadzić swojego psiaka i została sama z małymi, sunia nie reagowała na płacze. Zanim przyszłam pod gniazdo minęło 20min... Potem do szczeniąt zajrzeliśmy tylko po to, by złapać tego malucha, bo nie przestawał płakać. Reszta spała spokojnie pod mamusią, matka je spokojnie wymywała, a ten dzieciak płakał przez cały czas, z dala od gniazda... czy matka gdyby psiaka nie odrzuciła pozwoliłaby by dziecko płakało przez ponad godzinę? Suczka nie zareagowała też gdy psiaka wyjmowałyśmy, gdy z kolei ręka zbliżała się do niej z innymi małymi, od razu włączało sę warczenie. Na rękach płakało nam ciszej, ale płakało - matka w ogóle nie zareagowała, zajmowała się resztą. Czy nadal uważasz, że to dziecko nie zostało odrzucone? Gdy je wzięłyśmy, dziecko było już mocno ochłodzone, przeraźliwie głodne... Właściwie dopiero nad ranem któreś z kolei karmienie go uspokoiło i zasnęło spokojnie.... Suni specjalnie nie niepokoiłyśmy. Od czasu zabrania szczeniaka, nie zajrzałyśmy tam ani razu. Dla mnie to wszystko dawało wyraźny znak: dziecko jest odrzucone. Obecnie to już nic nie zmieni, psina ma wspaniałą opiekę, uwielbia jak się go masuje, jest silny i najważniejsze - nie jest już bezdomny.
-
mdk... Czytając więc nas, musiałaś tez doczytać, że poświęcamy całe serce, by sunię uratować i że nie mamy, gdzie ją umieścić. Naprawdę uważasz, że my chciałyśmy takiego finału? Ja wczoraj, będąc parę godzin u Odrzuconego płakalam jak bóbr, że nie wszystkie mają takie szczęście. I że matka z małymi jest teraz w taką pogodę pod przyczepką... Przykro mi, że nagle pojawili się mądrzejsi, a gdy szukałyśmy pomocy, to się nie odzywali... jestem wdzieczna, że są Ci, którzy zrozumieli na czym polega ten cały dramat i chcieli pomóc... i pomogli... nie tylko pieniędzmi, ale wsparciem, dobrym słowem, radami... ale czytanie postów ludzi odzywających się po fakcie, że nas to nie kosztuje, że to nasza wina, że te psy są tu gdzie są i że nie zrobiłyśmy nic, by to zmienić... boli. Nie chodiz tu o mnie, bo ja tu chodzę zaledwie od jakiegoś czasu i karmię, owszem przywiązuję sie do psiaków, ale ja to ja... ale chodzi tu o elficzkową, Agniesiulką i Karmicielkę, które robią wszystko, co mogą, a może nawet i ponad to, by tym psom pomóc... Teraz ważne jest, by skupić się na złapaniu suni. Chcę, by skonczyła się jej gehenna jak najszybciej. Niczego innego od samego początku nie pragnę...
-
Bo my śpimy spokojnie... daruj sobie te aluzje... Ja nie śpię w ogóle od paru tygodni. Jak zasypiam, w nocy mam koszmary. A od czasu kiedy chodzę do tych psów mój sen nie jest spokojny... jest to od 2013r... nigdy nie pogodziłam się z zabijaniem, na co dzień bronię każdego życia, nawet przysłowiowej muchy... uwierz mi, że ta decyzja o usypianiu szczeniat była i jest cholernie trudna.... Nas to kosztuje, nie tylko ciebie. Zwłaszcza, że co innego jest czytać, a co innego walczyć o te psy. Możesz uważać nas za najgorszych bandytów, ale naprawdę naszym jedynym celem jest walka o te psie życia... I prosimy o tę pomoc. Mogłaś wczesniej zgłosić się, że weźmiesz matkę z wszystkimi szczeniakami do siebie i te szczeniaki nie zasilą grona bezdomnych. Wtedy nie musiałybyśmy z bólem serca szukać kogoś, kto pozbawi ich życia... Nam sie nie udaje, jesteśmy szczere - ale to nie oznacza, że los tych psów nam wisi i powiewa. Na wątek zaglądać nie musisz. Ale to tak samo, jakbym napisała "żałuję, że zaczęłam karmić te psy, mogłabym udawać, że one nie istnieją, tak jak wszyscy tutaj udają, że tych psow nie ma... przynajmniej spałabym spokojnie".