Fajnie, że Dianka będzie już sobie w cieplutkim domku na święta pupcie grzać. Bardzo sie cieszę. Co do wolontariatu w Chorzowie to faktycznie jest, jak liczny trudno powiedzieć. Klementynkaa z ND wyciągała niedawno z Chorzowa struszkę dobcię i kontaktowała sie właśnie z jakąś wolontariuszką. Jednak schron, choćby najlepszy i z wolontariatem, jest zawsze tylko betonowym, zakratowanym boksem, skąd wyglądają smutne psie oczyska, marząc o włanym posłanku w ciepłym domu, obok swojego człowieka. Superowo, że Dianka już nie jest w gronie tych biednych, psich oczu...