Jump to content
Dogomania

WiosnaA

Members
  • Posts

    10410
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    44

Everything posted by WiosnaA

  1. Przy Gościach w pokoju Morisek swoim zwyczajem leżał na łóżku,czekał zapewne,żeby szybciej sobie już poszli...hehe Po wyjściu sprawdzał miejsca gdzie siedzieli,nie wykazywał jednak zupełnie zainteresowania Mikusią -sunią MikAga ,nawet po wyjściu Ludzi (może stres go jeszcze trzymał po całym dniu?).Mikusia nie była mu dłużna i traktowała Moriska jak "powietrze",..chodziła sobie swobodnie,zmierzyła lekko wzrokiem i tyle, jakby Morisa w pokoju nie było...no ale Mikunia,to prawdziwa Dama ,serio-zachowanie godne podziwu! ( moje ogonki przy niej to wieśniaki- sorry,ale i tak Was kocham!). Pewnie stwierdziła ,że taki "chłopek"- Morisek nie dla niej...hihi.Próbowałam ciastkami zachęcić ich do kontaktu,ale było totalne wzajemne olewanie,nawet chęci zbliżenia wzajemnego powąchania nie było w ogóle.
  2. Odpoczynek po ciężkim dniu w Ustroniu, poduszeczki zdecydowanie są dla pieska właściwym posłankiem , podczas długiego spaceru ścieżkami wzdłuż Wisły ,
  3. Jak zapewne większość z Was wie,Morisek w listopadzie jeździł w daleką trasę do Ustronia na poszukiwania Likuni. Niestety nie udało się nam nawet jej namierzyć...Wracaliśmy wszyscy bardzo smutni,a wiązaliśmy wielkie nadzieje co do zapachów Moriska znajomych Likuni. Ewidentnie nie dotarliśmy w okolice, gdzie Lika przebywa. Cały wyjazd był Moriskowi dużym wyzwaniem, ale jestem z niego bardzo dumna! Był dzielny i spisał się (jak dla mnie ) na szóstkę! Ze względu na Morisa pojechaliśmy moim samochodem,ponieważ jest mu dobrze znany,jednak już bagaże z tyłu, wzbudziły Moriskowy niepokój.Czuł,że nie jest to jak zawsze wypad na łąki, tylko coś nowego się szykuje. Był trochę zestresowany do Warszawy i musieliśmy często robić przystanki dla niego na relaks i odprężenie.Później przekonał się,że nic złego się nie dzieje i bardziej spokojnie znosił już jazdę. W Ustroniu z Morisem przemierzaliśmy codziennie dużo km i choć oboje niby jesteśmy zaprawieni, to nawet Moris padał "na nosek". Do zmęczenia fizycznego u Morisa dochodził duży wysiłek psychiczny związany z otaczającymi go nowościami, a co za tym idzie stresem, a ten jest nawet bardziej męczący. Prawie zawsze obok nas byli mu obcy ludzie,często szli razem przy nim/za nim.Starałam się prowadzić go ze swej lewej strony (wówczas bardziej komfortowo się czuje),żeby nie był pośrodku wśród nieznajomych, jednak nie zawsze to wychodziło i różne kombinacje musiał niestety znosić. A znosił dzielnie,nie szarpał,nie panikował tylko spuściwszy ogonek i główkę, grzecznie podążał za mną.No, czasem próbował się ociągać i chciał zostawać lekko z tyłu (bezpieczniej wtedy się czuje),jednak większych oporów nie robił na słowo "idziemy". Wypracowaliśmy dotychczas jako taki kontakt z obcym człowiekiem.Morisek bez większego strachu sam z siebie podejdzie blisko,obwącha,weźmie smaczek,pozwoli się pogłaskać,jednak zaufania do ludzi nie ma,nie wie do końca czego się może po nich spodziewać i woli później cofnąć się na bezpieczną odległość.Zwłaszcza jak kilka osób ma wokół siebie.Nie panikuje co prawda jak kiedyś,dzielnie znosi ich bliskość,jednak zdecydowanie woli nie być centrum zainteresowania. Przy obcych Moris swoim zwyczajem przybiera pozę "sierotki",która godzi się na wszystko.Chcą mnie pogłaskać,to niech pogłaszczą,chcą żebym szedł z nimi,to pójdę.Nie jest wtedy szczęśliwy, ogonek tak nie wiruje jak idzie tylko ze mną. Jak mówili mi kiedyś szkoleniowcy i nasza behawiorystka.. każdy psiak radzi sobie różnie w nowych sytuacjach, także tych stresowych,zwłaszcza jak nie ma drogi ucieczki.Jeden szczeka chcąc odstraszyć,drugi szczerzy ząbki,inny może od razu atakować przy najmniejszej próbie zbliżenia,a jeszcze inny poddaje się,znosi wszystko i jakby się wyłącza,.. póki mu krzywda się nie dzieje, niech robią co chcą. Morisek należy do tej ostatniej grupy.I całe szczęście,bo z agresorkiem nie poradziłabym sobie,a tu łaską i powoli umiem docierać do Morisa. W każdym razie,Morisek w Ustroniu uchodził za smutaska i niektórzy mnie nawet o to pytali, jednak czasu nie było na głębsze opowieści. Mając Morisa od początku i widząc ile trudu go kosztował każdy krok najpierw w naszą stronę,a później do innych,to jego obecne zachowanie jest nam milowym krokiem w porównaniu do tego co było jeszcze kilka miesięcy temu.Dla mnie się liczy,że ja nie tracę zaufania u Morisa,a powolutku ciągle zdobywam je coraz bardziej(co było moim priorytetem od początku). Szczerze powiem,że nie wożę go teraz w zatłoczone miejsca,nie ćwiczymy już przebywania wśród większej grupy,nie chodzimy ciągle pod sklepy jak kiedyś by ludzi poznawał.Do obcych zaufania mieć nie musi, (tak uważam) ważne,że nie reaguje już panicznym lękiem na ulicy,nie wyrywa,nie sztywnieje w przerażeniu jak kiedyś.Chodzi po ulicach mniej lub bardziej zatłoczonych i w różnych sytuacjach radzi sobie obecnie całkiem nieźle jak na dzikuska. Prawie wzorowo,prawie - jak normalny pies zachowuje się na spacerach na naszej dzielnicy idąc tylko ze mną (z mężem trochę gorzej).Mija przechodniów i jest wyluzowany,czasem podejdzie blisko do kogoś zaciekawiony czy smaka ten ktoś nie ma (tak się oswajaliśmy z obcymi),ogólnie chodzi dosyć swobodnie i z wirującym ogonkiem, a co najważniejsze uznaje mnie już trochę za swego przewodnika.Rozumie dużo poleceń typu "czekaj","spokojnie","idziemy", to nam wystarcza by spacery obojgu były już przyjemnością.W każdym razie,Moriskowi sprawiają ogromną radość od dosyć dawna. Od początku wszyscy mądrzy Ludzie mówili mi,że dzikusek nigdy do końca nie będzie taki jak nasze psy od zawsze domowe i to jest prawdą.Na widok nieznajomych mu osób,(nawet z pętem kiełbasy na szyi) nigdy nie będzie się zachowywał jak psiak normalny,nie będzie się przymilał,podskakiwał czy szukał bliskości.Nie miał w dzieciństwie bliskiego kontaktu i nie czuje potrzeby mieć go teraz,jedynie może zaakceptować ich przebywanie obok. Skłamałabym pisząc, że u nas jest wszystko różowo,a mnie udało się Morisa zupełnie oswoić.Tak nie jest niestety.Morisek miewa swoje gorsze dni nawet z tym co doskonale już zna,zdarzają się cofki,miewa swoje humorki,ale udało się nam obojgu złapać nić porozumienia i w miarę dobrze razem funkcjonować na co dzień zarówno w domu jak i na spacerach,a to chyba najważniejsze. Mam jednak cichą nadzieję,że nie zatrzymamy się na obecnym etapie i uda się zdziałać z Morisonkiem jeszcze troszkę coś więcej dla jego lepszego komfortu życia w każdym aspekcie. Pomimo, iż na wyjeździe łatwo Moriskowi nie było,to wyjazd na pewno był dobrym, nowym doświadczeniem dla Niego. Nie wyobrażacie sobie jaki Morisek był szczęśliwy jak wróciliśmy do domu!! Jak się ucieszył na widok Amiczka!..w korytarzu Obaj! w podskokach się przywitali, nawet kilka śmigów w piruetach Morisek !! zrobił,...buźki sobie dawali,o ogonku nie wspomnę...Widok był cudny! Aż mnie zacisnęło w środku....Cudownie było móc widzieć Morisa tak szczęśliwego! Nigdy wcześniej,ale i teraz takiej otwartości w relacjach z Amikiem nie ma,w dalszym ciągu Morisek trzyma lekki dystans do niego. Mam jednak ogromną nadzieję,że kiedyś doczekam i dane mi będzie oglądać na co dzień tak wyluzowanego i tryskającego szczęściem Moriska jak te chwile po przyjeździe. Ciągle mam je przed oczami i póki co marzenia ogromne,by na dobre tak się otworzył... Reasumując, Morisek spisał się na medal w zupełnie nowym mu środowisku! Jesteśmy z niego bardzo,bardzo dumni i kochamy tego dzikuska Ogromnie!
  4. Wszystkie Wasze wpisy czytałam wcześniej, jednak sprawy zaginionej Liki mnie pochłonęły i wątek Morisa poszedł na bok...Dziękujemy Kochani za tyle miłych słów. Będziemy się starać nie zawieźć Moriska i pokazywać Mu te najpiękniejsze strony życia blisko z człowiekiem,żeby był psem jak najszczęśliwszym. "Pisarz" ze mnie marny,by nie powiedzieć beznadziejny, jednak uważam, że Ciocie Moriskowe nie pocieszone by były czytając tylko krótkie słowa, typu "u nas wszystko w porządku"," Moris cały i zdrowy" i chciałyby wiedzieć coś więcej z życia Moriska, więc piszę jak umiem...wybaczcie za jakość. Zwłaszcza,że z braku czasu dawno filmików na żywo nie było jak sobie radzi. Nadrobimy, trochę się rozpiszemy.
  5. Chociaż to dosyć daleko,ale mogła wyruszyć ,musimy to brać pod uwagę. Tysia miała zawiadomić wszystkie schroniska na południu. Byłam chora i nie mogłam się zająć wcześniej,żeby dać ogłoszenie w gazecie o szerszym zasięgu.Dziś rozmawiałam z AgusiąP i postara się w poniedziałek skontaktować z Dziennikiem Zachodnim. Z telewizji regionalnej na wysłane meile nie dostaliśmy niestety odpowiedzi,jeszcze będziemy próbować.
  6. Wieści o suni niestety brak. Były sygnały,ale fałszywe. Co tydzień wykupujemy kolejne ogłoszenia w Gazecie Głos Ziemi Cieszyńskiej,która dociera do okolicznych miejscowości również poza Ustroniem.Nadzieja w nas nie gaśnie i nieustannie liczymy na ten właściwy sygnał. Wierzymy również w ogromną moc FB,który uratował nie jedno psie życie,więc może w końcu ktoś zauważy również poszukiwaną Likunię. Z całego serca prosimy Was Wszystkich Kochani o rozsyłanie info i udostępnianie zdjęć zaginionej Liki. Jeśli ktoś może i umie wstawiajcie apel na różnych Grupach i stronach. Zbliża się okres Świąteczny i Ludzie będą podróżować,odwiedzać rodziny i znajomych w odległych różnych zakątkach.Może Lika właśnie gdzieś w takim miejscu na uboczu przebywa,gdzie Ludzie jeszcze nie wiedzą iż jest poszukiwana. Bardzo,bardzo prosimy! Przypomnę wydarzenie Liki na FB, https://www.facebook.com/events/1481895111925523/?active_tab=discussion
  7. Cudnie,że u Tinusi wszystko ok. W sprawie Liki były sygnały,ale okazywały się fałszywe,albo psiak w dane miejsca już nie wracał i sprawdzić nie można było. Likuniu,..na Ciebie też cieplutkie kocyki czekają. Jakość marna,ale tam...grypa mnie rozłożyła i w "kocach siedzę",a Morisek mi towarzyszy...lubi ciepełko baaaardzo.
  8. 30.11.17 wpłynęło do mnie 50zł od Naszych Kochanych MikAga i Mikusi...Dziękujemy z całego serduszka! Jako,że przyszedł czas zakupić nowy Kreon Duszkowi,a mnie od tygodnia rozłożyło choróbsko i na dodatek nie mam samochodu ,Kochana Togusia zajmie się zakupem i wysyłką. W skarpecie miałam 100zł + dołożyłam od siebie 30zł i na dniach przelałam Basi 130zł. Zajrzałam przed chwilą na konto,a tam niespodzianka! MikaAga z Mikusią zrobiły kolejny prezencik Dusiowi i przysłały Mikołajkowo jeszcze 50zł!!..Agusiu,Dziękujemy ogromnie!,. w przyszłe wakacje meldujecie się na Podlasiu po drodze zgarniając Togusię. Drugi przelew na 50zł przed chwilą poleciał właśnie na zakup Kreonu- w sumie wysłałam 180zł. Stan konta u mnie 0zł. Ps.Basiu, już dwie kawy wiszę dla Ciebie!...jesteś Mistrzunio!..moja lodóweczka wróciła do normalności!
  9. Wydaje mi się,że las w znaczeniu- to ludzie...a to znaczyłoby,że nie jest sama... Tysiu,niech Twój sen będzie proroczy! Mam nieodparte wrażenie,że Lika trzyma się kogoś,do kogo nie docierają wieści o poszukiwaniach...a ostatnio "kotłuje" mi się z Liką jakiś mężczyzna?... głupie,nie wiem dlaczego,ale od jakiegoś czasu w głowie coś podobnego wciąż siedzi. A może myśli same tylko się uczepiły,żeby nadziei nie tracić... Aniu,ja też...i chyba nie nie tylko my obie chcemy wierzyć...Niech Ten Cud się Spełni!
  10. Wczoraj wpłynął do mnie zwrot od Anulki 48,05zł. Bardzo dziękuję. ..Stan konta u mnie 0zł. Tysiu,tak,..ogłoszenia Liki w Gazecie ukazują się co tydzień od dawna. Dalej nie mamy tropu Likuni....były sygnały, ale okazywały się fałszywe. Maluszku Nasz Kochany, ujawnij się nam gdzie przebywasz...proszę!
  11. Elu,pewnie to Fb coś "miesza"...nie bywa tam czasem zawirowań jak z naszym dogo? W sprawie Likuni znów tel. milczą.....
  12. Stan konta na dzień 13.11.17 u mnie wynosił 0zł. Na moje konto 20.11.17 wpłynęło 30zł od Yoana...dziękujemy najserdeczniej! Zwrot 22.11.17 z firmy Brookol za nierozniesione ulotki - 129,15zł https://postimg.org/image/ftnkoow4z/ https://postimg.org/image/x6xv3jjqb/ Wpływy razem: 159,15zł Wydatki: 86,10zł - ogłoszenie w Gazecie GZC w dn.24.11.17 https://postimg.org/image/u03bjxu5f/ 86,10zł - ogłoszenie w Gazecie GZC w dn.1.12.17 https://postimg.org/image/tnbxdrjlf/ i do wydatków doliczę duże zdjęcia Liki + kilka grubych koszulek,(nie sądziłam,że ksero będzie takie drogie,ale nie mogłam się już wycofać jak Pan wydrukował,bo były nam potrzebne. 35zł - (2 ujęcia x 8szt - 16szt) https://postimg.org/image/8qfp92b9v/ Wydatki razem: 207,20zł 207,20zł -159,15zł --------------- Razem do zwrotu: - 48,05zł Faktury papierowe Gazeta wysyła mi po ukazaniu się numeru z małym opóźnieniem.Zrobię zdjęcia któregoś dnia tych co już mam,na razie wstawiam potwierdzenia przelewów.
  13. Tak,mnie udało się wstawić post na wydarzeniu bez problemu,i nawet udostępnić u siebie...hura! Przed niedzielą wpłynęły pieniążki od Yoana .....bardzo gorąco dziękujemy!, i zwrot za ulotki. Wieczorkiem wpiszę wszystko,bo zaraz wyjeżdżam.
  14. Aha,elik mi podpowiedziała,żeby spróbować nagłośnić w regionalnej telewizji. Pomysł dobry,trzeba się zorientować ile kosztować będzie i jaką tam mają stację. Od dłuższego czasu mam wrażenie,że Lika zatrzymała się przy jakimś domostwie,może starszych ludzi,którzy ją dokarmiają,a gazet nie kupują. Program w telewizji mógłby w takim wypadku bardzo pomóc.
  15. Zarejestrowałam się na Fb, ale tam póki co czarna magia jest dla mnie. Rozmawiałam z elik o wydarzeniu ,ma masę spraw ostatnio na głowie i nie wyrabia.Ela mówi, że tam każdy może pisać wiadomości i to co dzieje się w temacie Likuni,...także dziewczyny udzielajcie się tam pliss...ja raczkuję i nic nie umiem,..wydarzenie trzeba rozsyłać,to ktoś może dostrzeże Likę. https://www.facebook.com/events/1481895111925523/
  16. Aniu,dobrze,ze masz rękę na pulsie. Dziewczyny,musimy działać dalej, Trzeba rozesłać info i zdjęcia do Wszystkich schronisk na południu,ponieważ brak sygnałów może świadczyć też,że Lika została odłowiona na terenie gminy,która ma podpisaną umowę z jakimś odległym schroniskiem.Dałby ktoś z Was radę? Druga sprawa, wydarzenie Liki na FB. Obecnie jest "martwe",nie ma info co ogólnie w jej sprawie się działo/dzieje,nikt nic tam nie pisze. Elik założyła,ale być może potrzebuje pomocy w prowadzeniu?,albo nie ma możliwości obecnie nim się zająć? Jeśli tak,to ktoś by to przejął? czy nowe założył? Kurczaki,zielona jestem w temacie FB,ale w każdym razie powiedziano mi ,że wydarzenie,to obecnie podstawa w poszukiwaniach i trzeba tam pisać i rozsyłać. Elik,jak znajdziesz chwilkę napisz proszę jak sprawa wydarzenia wygląda.
  17. Super Aniu,że czuwasz nad tym! Jeżeli jest możliwość powtórzenia (nie znam się na tym) ,to ponów info. Do Tomaszowa są setki km i nie sądzę by tam dotarła,jednak sprawdzić zawsze można by mieć pewność. Ciociu elficzkowa zajrzysz proszę na dawny plac i zapytasz tam ludzi?
  18. Wiemy z dużym prawdopodobieństwem,że pierwsze rozłożone szmatki Morisowe wywabiły Likę w nocy z Równi (z nad strumyka,jaru) i ruszyła ich tropem do domu,jednak deszcz o którym pisałam zatarł na pewnym etapie ślad i zbłądziła.Była widziana blisko domu na drugi dzień rano w tę ulewę.Pani opisała psiaka bardzo dokładnie ze szczegółami podczas rozdawania ulotek. Teraz Moriskowe ślady nic nie pomogły,...przynajmniej dotychczas.
  19. Nie wiem gdzie,czy tu również,ale Nilsson na początku wysyłała info do Czech.Na pewno warto,wręcz trzeba rozesłać ponownie.
  20. Od środy zaczęliśmy poszukiwania Liki. Ustroń jest oplakatowany,masę ulotek rozdanych i mieszkańcy są dobrze zorientowani o zaginionym psiaku,a gro przypadkowo spotkanych osób zna Likę nawet z imienia. Penetrowaliśmy dokładnie teren skąd były jakiekolwiek sygnały,ustawialiśmy klatki.Pieszo lub samochodem przemierzyliśmy Ustroń i okolice.Nie dało się dotrzeć do każdego domostwa osobno,których jest dużo rozsianych na obrzeżach miasta. Wszystkie sygnały,które były z poza Ustronia zostały sprawdzone i wykluczone,były to inne psiaki. Na niedzielę AgusiaP i Mysza2 załatwiły drona,który sprawdził praktycznie całe miasto.Z dużą dokładnością wykrywał psiaki,ich kolor,wielkość,w pewnym momencie myśleliśmy nawet,że Lika namierzona,ale po udaniu się na miejsce okazało się,że to nie ona. Nie mając nowych tropów,żadnego punktu zaczepienia postanowiliśmy zakończyć pobyt w Ustroniu i ze smutkiem się rozjechać. Zrobiliśmy,co było w naszej mocy,a ofiarność Ludzi przerosła moje oczekiwania. Pan Robert Neumann z firmy From the Sky poznając historię Liki, blisko 3 godzinny przelot dronem nad Ustroniem wykonał nam Gratisowo! Zapłaciliśmy tylko 100zł za dojazd z Gliwic.Byliśmy w szoku! Wspaniały Człowiek chciał dołożyć cegiełkę od siebie do poszukiwań Liki. Mało tego,rozgłosił zaginięcie Liki wśród swoich Znajomych. Nie wiedziałam jak dziękować. Nasza grupa, MikAga z mężem i Mikusią p.Agnieszka togaa AgusiaP Mysza2 alma591 p.Zbyszek z żoną (właściciele) wspierała nas również p.Wiktoria z Ustronia (od Nilsson) penetrując tereny z własnym psiakiem. no i ja z mężem i Morisonkiem MikAga z mężem - dojazd z Jeleniej Góry + nocowanie - wszystko na własny koszt AgusiaP i Mysza2 - dojazd z Dąbrowy Górniczej + nocowanie - wszystko na własny koszt P.Agnieszka - wielokrotne dojazdy do Ustronia od początku zaginięcia Liki + drukowanie plakatów- na własny koszt togaa - niezliczone dojazdy do Ustronia + od początku mamy wszystkie plakaty i ulotki gratisowe dzięki Basi z drukarni Abezet Plus s.c - na własny koszt . W imieniu swoim i Likuni Dziękuję Wam Kochani z całego serca za cały trud,wyjątkowe oddanie sprawie i Wasze Ogromne Serca! Cieszę się,że dane mi było poznać tak Wspaniałych ludzi! My z mężem wyruszyliśmy również na własny koszt. Jednak pokonana odległość- 1300km i najdłuższy pobyt w hotelu,a co za tym idzie wysokie koszty,skłoniły i zdecydowaliśmy przyjąć wsparcie finansowe ,które zaoferowała nam P.Agnieszka z Bielska-Białej w wysokości 200zł.Z całego serca Dziękujemy P.Agnieszko! Przyjmę również pomoc od Magrgo3011 i bardzo ogromnie Dziękuję Kochana! Pozostałe koszty związane z wyjazdem bierzemy na siebie. Akcja zakończona ,co nie znaczy, że poszukiwania Likusi kończymy! Martwej nikt jej nie znalazł i musimy działać dalej!
  21. Chciałabym móc napisać To, na co wszyscy czekamy,ale niestety.... Z ogromnym smutkiem akcję w Ustroniu zakończyliśmy. Nie udało się Liki odnaleźć. Więcej napiszę wieczorem.
  22. Wybaczcie,że nikogo z Was nie cytuję,ale szybciutko dwa słówka napiszę i zmykam lulu. Dziękujemy za ciepłe myśli, wsparcie i kciuki. Ślijcie te pozytywne fluidy bo ciągle nic...,jedyny dziś sygnał od Pani odbierającej ulotkę,że widziała podobnego psiaka (chudszy) na Liściastej.Klatka na Kuźniczej stała do późnych godzin,ale na noc zabraliśmy.Rano znów rozstawimy. Przechodnie o Lice wiedzą z ogłoszeń, jednak jest niewidzialna. Morisek z małymi przerwami cały dzień maszerował,nawet po centrum gdzie niekoniecznie czuje się jeszcze komfortowo.Tyle nowości wokół, jemu też jest wyzwaniem ,znosił jednak dzielnie i bez paniki.Oprócz spacerków,zdobywa tu sobie nowe doświadczenia,które psa męczą i wieczorem padł nam jak "mucha". Nie na moim łóżku a męża,któremu bardzo się to spodobało i powiedział,że pewnie psa zamęczyłam i ma mnie już dosyć.... Szkoda,że Liki nie udaje się namierzyć.Gdzie ten maluch siedzi wciąż pojęcia nie mamy. Jutro znów łazimy,jeździmy. Wraz z domkiem Morisek dostał też nazwisko,a togusia dziś pokazała nam "naszą" ulicę w Ustroniu. https://s5.postimg.org/7x9hcke0n/20171123_154631.jpg
  23. Była głucha cisza..,ale dziś zadzwoniły 3 telefony z różnych stron,że widziana o 7 rano.. ( Puń...coś tam-koło Dzięgielewa ,okolic Skoczowa i z ul.Kuźniczej jak szła w kierunku Zawodzia.Później udało się jeszcze dowiedzieć,że była jakiś czas temu na ul.Leśnej. Kuźnicza i ścieżki/uliczki po drugiej stronie Wisły,to najprawdopodobniejszy trop Liki na dzień dzisiejszy.Teren do poszukiwań masakryczny i Cudu potrzeba by Likę w tym gąszczu Ustrońskich kryjówek odnaleźć. Morisek pozdrawia Ciocie z Ustronia i prosi Was o wsparcie dla Likuni w przeszukiwaniu terenu. Może ktoś będzie mógł wpaść na weekend albo na dzień do pomocy,prosimy. Zatrzymaliśmy się na ul.Sportowej u "Sylwi". Wieczorem zrobiliśmy sporo km zostawiając Moriskowe ślady i nie tylko. Należy mu się najlepsza miejscówka w hoteliku,
×
×
  • Create New...