A teraz trochę światecznych wiesci od Kasi :)
"23 grudnia "wypchaliśmy" samochód psami i wyruszyliśmy do naszego dobrego Wrocławia , coby kolejnych świąt nie spędzać bezczynnie i jak zawsze przed telewizorem ( z tym telewizorem, to sytuacja nieco wymuszona, bo dziecko nasze w wynajmowanym mieszkaniu do którego się dostarczyliśmy i tak telewizora nie posiada :) :) ) . Po 8 godzinach jazdy, stu przystankach na poprawianie kocyków, zmianach podkładów pod babcia Leną , podstawiania wody, karmienia , innymi słowy sprawdzania czego Lena znowu chce a Lena najcześciej nie wie czego albo potrzebuje 15 minut na myślenie, żeby po dłuuuugiej zadumie nad miską przypomnieć sobie po co wrzeszczała, dojechaliśmy na Jelenią. Pierwsze trzy dni to prawdziwe wariatkowo spacerowe, bo nasze wieśniaki niewychowane i nic a nic nie przystosowane do zycia w mieście, na każdym spacerze wyrywały nam ręce ciągnąc z siłą koni, byle przed siebie i szybko. Milion bodźców, ludzi, samochodów, rowerów, zapachów , hałasów - każde wyjscie z Burtonem i Polą to szaleństwo... na szczęście połowa spacerów przypada w udziale Elizie , więc dajemy radę :)
Oj będą się nudzić te nasze zwierzęta po powrocie na cichą, głuchą wieś bezludną, ale póki co przed nimi jeszcze prawie tydzień życia w mieście i nasze wspólne szczęście....
Szarusia i Szpileczka zostały w domu pod baczną opieką mojej mamy, która dogląda, sprawdza, sprząta, karmi, podaje Szpilce leki i robi wszystko to, co ja bym robiła swoimi rękami gdybym była w domu. Przed wyjazdem do Wrocławia wymieniliśmy w psim domku ogrzewanie, z elektrycznego na gazowe, coby Szarce było jeszcze przyjemniej niż było a nam żeby na chleb zostało po opłacaniu rachunków za prąd. Kupno piecyka na gaz i zmiana ogrzewania opłacały się bardzo , w końcu wilk jest syty i owca cała :)
Poza Burtonem i Polą - psami, które trafiły mi się przypadkiem.... , Łatką i Ząbkiem - naszymi maluchami , jest tu z nami jak już wiecie, babcia Lenka paluszczanka. Przed wyjazdem robiliśmy psom przeglądy okresowe w tym rozszerzony Lence z racji na jej stan ogólny - niestety rtg łapy, którą podkulała od jakiegos czasu, wykazało nowotwór kości, dlatego nie zostawiamy Leny nawet na 5 minut samej , wiedząc doskonale, ze niewiele czasu bedziemy wszyscy razem... Lena generalnie od dawna jest w cieniutkiej formie, od jakiegos czasu nie chodzi, sika w podkłady, marudzeniem i głośnym wrzaskiem oznajmia swoje potrzeby - Pić! , Jeść! , Mam mokro! , Boli! - to ostatnie jest najtrudniejsze w wyeliminowaniu, ale silne leki przeciwbólowe pozwalają jeszcze Lence byc ciągle w stadzie - i to taka smutna wiadomość na koniec tego roku.
Dla równowagi dla smutnej wiadomości, radosnym wydarzeniem, była wyprawa do TARY w drugi dzień świąt - zostaliśmy oprowadzenie po całym schronisku, poznałam wszystkie konie, kozy, osły, świnki, cudne psy, które towarzyszyły nam podczas całego pobytu - widok zwierząt uratowanych przed zamordowaniem, bezcenny, cudowny, jak sen właściwie. I tylko to poczucie bezsilnosci i smutku....taki odcisk w sercu i głowie , który pozostaje po tym jak dotkniesz, pogłaszczesz, poczujesz czy po prostu zobaczysz te wszystkie konie, młode przed którymi mnóstwo zycia, starsze i całkiem stare , wyciągające głowy w Twoją stronę, ciekawskie i ufne,piękne, mądre, wrażliwe i żywe...żywe... - ich wszystkich by nie było, dawno stałyby się kawałkami mięsa, zabitymi, porąbanymi i pokrojonymi . Patrzysz na nie, masz świadomosć , ze te tutaj wygrały zycie i przed oczami te wszystkie, które nie miały szczęścia:(:( , załadowane na do tirów i przyczep, odjechały w ostatnią drogę do rzeźni. Te są, żyją, czują, kochają, setki takich jak one, poćwiartowane leżą podzielone na kilogramy , zapakowane w foliowe worki
Załączam kilka zdjęć, niestety bardzo marnej jakości, bo jak zwykle aparat do wyrzucenia... W naszym tymczasowym lokum zajmujemy mały pokoik, więc bałagan mamy duży (prosimy nie patrzeć :) ). Najbardziej okupowana okazała się walizka - już wiem, jakich legowisk pragną moje psy :) . Burton ulitował się nad nami i przeniósł sie do łóżka Elizy, z czego najmniej zadowolone są koty hi hi, ale gościnne są bestyjki, więc dzielą się ludzkim łóżkiem.
Podeśle jakieś przyzwoitsze zdjęcia , jak uda się zrobić, może coś z drogi powrotnej, bo w tą stronę nie robiłam zupełnie nic. Tymczasem wysyłam to co mam i do "usłyszenia" potem."