Jump to content
Dogomania

TERESA BORCZ

Members
  • Posts

    4154
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by TERESA BORCZ

  1. dzięki, postaramy się zrobić, poświecę na to sporo czasu, bo z Guciem nie jest tak prosto, nawet takiej specjalistce jak cioteczka jetek/ dziś Gucio znowu wspaniale chodził, dłużej i pewniej, on rano bardzo na mnie czeka, niemal pod drzwiami i to go tak motywuje cudownie, dzis porobimy ćwiczenia z kotem, uwielbia to, martwi mnie bardzo brak Nivalinu, powinien mieć jeszcze ze dwie serie, zostało mi bardzo mało jak narazie, szukajcie cioteczki!
  2. no jestem z rana, szybbciutko zanim opadnę z sił/ PEREŁKA pięknie obrasta, ponieważ od czasu mojego wypadku i związanego z tym niemal przywiązania do wersalki byłam stale przy niej, ona na stałe wybrała sobie nowe miejsce pod sasiadującym z wersalką stolikiem, ale stamtąd miała świetne pole do obserwacji reszty przytulaków,zaczeła pomalutku wybiegać, oblatywać wzdłuż ścian tylko cały pokój w pierwszym etapie, drugi etap to było ekspresowe i nagłe wskakiwanie na wersalke po to by natychmiast uciec, stopniowo jej wycieczki takie bardziej niz partyzanckie były coraz dłuższe i miały elementy bardzo szybkiej i krótkiej zabawy, zainstalowałam jej na stałę wielką poduchę stalegotowa na jej przyjęcie na dłużej, no i to chwyciło, polegiwała coraz dłużej i miała szanse poobserwowania że innym psiakom pieszczoty nie robią krzywdy, pozwalała się nareszcie głaskać i nawet brać na ręce, ale zachowuje do dziś niesamowitą gotowosć do ucieczki w każdej chwili/ Stopniowo się przyzwyczaiła , zaanektowała poduchę i dla zapewnienia jej poczucia bezpieczeństwa i komfortu dostała 2 miękkie kocyki, jeden lekki polarek czasem jej służy do przykrycia z głową w razie niepokoju/ To zadziałało!! poducha była stosunkowo daleko ode mnie , w tzw "nogach" a sunieczka świetna obserwatorka, pozazdrościła jamnilowi i Lisuni, śpiącym na mojej poduszce, wtulonym niemal w twarz, juz nie tylko zostawała na całe stoniowo się przesuwała, codziennie bliżej, narazie dotarła do połowy wersalki, a ja nie ingeruję, ograniczam się do stałego głaskania, masowania i smarowania jak zwykle, ponieważ miałam czasu wiecej niż bym chciała skorzystała PEREŁKA/Głaskanie z włoskiem i pod włos to wielka frajda bo ona obrasta w bardzo już teraz szybkim tempie, pojawił się spory czarny meszek na łapkach dotąd zupełnie łysych, wydłużył się ten na niektórych obszarach brzuszka i udek, meszek na najtrudniejszym obszarze gorącej stale i bardzo łysej główki jest dłuższy,gęstszy i puszysty, ogonek jest prawie że kudłaty w całości, klatka piersiowa też,zadziwia to że chociaż pod ręka czuję ogromne zmiany, jeszcze nieco prześwieca skóra ciała, ale ponieważ idzie to coraz lepiej wróżę sukces/ najważniejsze że nie ma łojotoku, chrost, jest suchutka i nie ma tej przykrej woni, ogromnie lubię ja głaskać, bo w ten sposób widzę niemal codzienne teraz zmiany na lepszea już tak tesknie za konkretną poprawą/ To oswajanie się udaje i zaczynam podejrzewać że dzikość i przerażenie, stress mogły być podłożem tych "kudełkowych problemów" Ona już się nieco przyzwyczaiła, 80% doby spędza na wersalce, w towarzystwie moich ulubieńów już odzyskanych po strasznych przejściach, mało tego, potrafi już nareszcie przespać się przytulona do jamnisia Kuby, a raz nawet poleżała z giczołkami na tułowiu naszego cudownego owczarka Tima (właśnie bajecznie dobrze wyadptowanego do prawdziwego raju z kanapą i wiekimi sercami) Mam nowy wielki powód do radości, Perełka okazuje już radość na moje wejście do pokoju, hasając po wersalce i merdając radośnie już kudłatym ogonkiem!!! UWIELBIAM TO BO TEN PSIAK PO KOSZMARNYCH CHYBA PRZEJŚCIACH NARESZCIE OKAZUJE RADOSĆ!! Mało tego , uznaje miejsce tak mocno i ofiarnie jej 'wciskane" za swoje nareszcie i wszelkie próby zaanektowania jej kącika prze tymczaskę onkowatą, Szarunię to larum, ona już broni tego azylku szczekaniem, a raz dotkliwie użarła uszko Szaruni, na szczęście ząbeczki ma jak perełki i została tylko jedna malutka dziureczka natychmiast opatrzona , w końcu zaakceptowała Szarke i jest ok/ oczywiście koszmarny był Sylwester i kilka dni po, ona panicznie się bała, nie mogłam jej nawet utrzymać w objęciach bo wyrywała się z drapaniem , cały ten czas poświęciłam na zapewnianie psiakom komfortu, (zaoszczędziły mi psiaki szampany, nie było szansy na toast!!!) wszyscy jakoś przetrwali ale koszmarne były przeżycia Perełki, nawet środek psychotropowy pożyczony od Timona niewiele pomógł, do dzis wystrzela z kanapy jak z procy na głośniejsze odgłosy/ ale generalnie jest cudownie odmieniona i pracujemy dalej, stale czekam z tą sterylką aby ne zburzyć stresami klinicznymi i zabiegiem to co narazie się udało osiagnąć/ Perełka już wie co to domofon, czując się u siebie obszczekuje potencjalnego gościa pędząc do drzwi z innymi, zaczyna się domagać pieszczot kładąc się na grzbiecie, pokazując brzusio w całej krasie, i zacheca łapką, podajac ją, tak prosi o głaskanie a najbardziej uwielbie poklepywanie po brzusiu, ma wspaniały apetyt, i cokolwiek jej daję wszystko wypucuje do końca, a daję coraz więcej tak by wreszcie coś na dnie zostało, a to się nie zdarza!!Korzystamy wiec z coraz wiekszych miseczek! Nieco mnie niepokoi że ona malo pije, chyba że robi to jak nie widzę, wydaje mi się że jej skóra jest jak na moje doświadczenia za sucha, pzebrana na łebku palcami i podniesiona wraca do swego położenia bardzo wolno, narazie staram się zapobiec podając jej dużo zup z warzywami, może dlatego mniej pije, jest grubiutka jak lulek, dopracowane jelitka i cały układ pokarmowy, konieczne przycięcie pazurków, ale przy jej panice jest to jeszcze trudniejsze niż sfotografowanie/podobnie jak u sparalizowanego GUCIA, ona jest tak zwinna i szybka, że potrafi uciec z kadru przy fotografowaniu w ułMaku sekundy, kiedy już zdjęcie się realizuje , a w cyfrowym jest to mgnienie oka, teraz będę mieć więcej czasu i tym nowym aparatem będę walczyć do skutku, każde zdjęcie w miarę udane to jedno z setek skasowanych gdzie często zostaje tylko koniec ogonka lub tylko tło/ mniej boi sie komórki/ Powiem że jednak jestem bardzo szczęśliwa, niezależnie od czasu jaki jej trzeba poświęcić, będą wyniki napewno , potrzeba cierpliwości/ Była u mnie cioteczka jetek aby pomóc tez w fotografowaniu, może coś tam sie udało, wstawi lada moment, będę sama tez próbować/ Nazywamy ją Gremlinka i bardzo się cioteczce spodobała, już ma mniej pomarańczowe oczątka, zniknął ten koszmarny popłoch, no i ogląda tv strzygąc uszami wysoko postawionymi/ Będzie dobrze, kasę jeszcze mam, postępuję z finansami bardzo oglednie, nareszcie zaoferowała się jedna z naszych wolontariuszek aby wstawic rozliczenie, trochę moja choroba i te święta nam pokrzyżowały plany, potrzebuję też kupić nowe drobiazgi jak olejki i nowa melatoninę, nareszcie mogę isc do apteki, a to jest tylko w zielarskiej/ Bardzo sie cieszę że trafiła do mnie bo tu chociaż cierpliwie popracujemy, nie gonią nas rachunki za hotelikowanie i żywienie/ Narazie pożycza sobie ,jak to babka Perełka ,ciuchy od naszej Funi domowej, pasują, ale jak już nadrobię zaległości coś poszyję, naskładałam sporo materiałów ciekawych, a może i na drutach coś uplotę, ale pielęgnacja ich wszystkich a zwłaszcza 24 godzinna opieka nad Timonem wcześniej na to nie pozwalały/ Muszę to zrobić bo idą spore mrozy/
  3. wracam do normy , jutro będą fotki PEREŁKI robione przez cioteczkę jetek i moje też, opiszę wszelkie nowości perełkowe a jest tego sporo, jestem pod wrażeniem postępu, a najbardziej jej pomogła moja powypadkowa choroba, sporo dziś uzupełniłam zaległości ale o PEREŁCE jutro, nie mam już siły,Perełka cudownie rozkwita w spokoju i swobodzie, tego jej bylo najbardziej potrzeba!!
  4. no nareszcie się nieco odnalazłam,miałam problem, mały wypadek, a i KUBA potrzebował się odnależć po traumie błądzenia o głodzie i chłodzie, widać było po nim że bardzo się nacierpiał, właściwie nie odstępuje mnie na krok, ponieważ wetki doradziły po jego wędrówkach, odpoczynek, dokładne odrobaczenie, kompletne szczepienia i kastracje na końcu robimy wszystko po kolei, mój wypadek i swieta nieco opóżniły wszelkie akcje ale ponieważ jest dzięki cioteczkom finansowe zabezpieczenie i ja juz jestem ok w przyszłym tygodniu końcowe ogniwo zabezpieczania cudności/ To jest absolutnie cudowny pies i nie ukrywam że najchętniej bym go zostawiła z moim jamniolem ale jest tyle bardzo potrzebujących psiaków gwałtownej intensywnej pomocy że skoro jest zdrowy i cudowny poszukamy mu najlepszego domku, tak jak się to właśnie udało dla kolesia Kuby z wersalki olbrzyma onka Timona!! przepraszam zaduga cisze ale nie byłam w stanie jednoczesnie zapewnić idealną opiekę tymczaskom i leczenie siebie oraz wpisy na dogo, priorytety zdecydowały i mam nadzieję wybaczycie mi to,będą wstawione gotowe już zdjęcia jak nieco odrobię zaleglości! on jest naprawdę przesłodki, spokojny, nie wyobrażam sobie jak mógł ukąsić tę panią w JAWORZNIE, jest najbardziej przytulaśnym, aksamitnym psiakiem o maślanych oczętach jakiego znam, może w tym konkurować tylko z Lisą z wnyków, kielecką, oboje mi dostarczają nieziemskiej radości i spokoju właściwie rzadko budze sie rano bez tych aksamitnych łebków po obu stronach głowy na poduszce? Napewno jest mu pisane piękne zycie , nie musimy sie śpieszyć ma dach nad głową i wikt i opierunek, a domek wymarzony już gdzieś się czai napewno, spokojnie cioteczki/
  5. dzięki za jedyną fotkę jaką udało się zrobić bez uszkodzenia psikowej skórki, próbuje dalej, moze sieudawiecej, energia jego jest z niczym nieporównywalna, miał robiony manicure u wetek, w asyście 3 osób udało sią z wrzaskami minimalnie skrócić pazurki, tak by nie uszkodzić rdzeni, musimy go bardziej przyzwyczaić do normalności, aby wszelkie zabiegi nie stanowiły zagrożenia dla niego,/ pazureczki rosną jak najęte bo na wszelkie jego słabości, skórne, stawowe itd daje mu Sufrin,przy prześwietleniu i obronie psika słabiutka i wrażliwa skóra aż pękała, ale wierzę że się wszystko zmieni powoli na normalne, najpierw szalał i gryzł że strachu, teraz nie gryzie ale szaleje z przywiązania i dramatycznego pragnienia pieszczot , podołamy napewno, trzeba czasu/ on musiał wiele przejsc ale choć tyle żejuz nie cierpi i jest kochany!! wł asnie spaceruje przy mnie na czterech łapulkach,usiłuje dostac sie do kotow dośc wysoko, to świetne ćwiczenie!! uwielbiam to!!!a on uwielbia masełko, zwłaszcza to najprawdziwsze !! dzięki ingo juz jest lepiej, wracam do aktywności!! KLEMBÓW OK KUPIŁAM TEZ SŁOMKĘ DLA NICH BO IDĄ 20 STOPNIOWE NOCNE MROZY, POMÓŻCIE KTO MOŻE!!
  6. Wielkie dzięki za pomoc w sfotografowaniu i wstawieniu fotek, psiak jest naprawdę cudowny, ma maniery salonowca i wrażliwość godną podziwu, właściwie każdy kto go spotkał jest pod jego wrażeniem Timo uwielbia jeść orzechy włoskie, chyba się nauczył w dt w Gierałtowicach gdzie jego kojec był pod olbrzymim "Włochem"/ u mnie w czasie rekonwalescencji częstował się po uzyskaniu przyzwolenia z olbrzymiej tacy, pięknie je rozłupywał i umiejętnie wyłuskiwał nawet najmniejsze drobinki/ będą następne fotki już z nowego domku!!!!:multi::multi::multi::multi: Ogromnie mi go brakuje, bo tak to już bywa że im więcej pracy i poświeceń kosztuje 'odzysk" takiego cuda tym bardziej się z powodu jego odejścia cierpi akurat w tym przypadku zdarzył się niemal cud/ Cioteczka jetek dała mi namiar na niebywały adres, niebywały bo stale myślałam że ten pies musi mieć dom lepszy niż Gierałtowicki czy mój tymczas, tak jak to miało miejsce z inną owczarką wyadoptowaną wcześniej / marzyłam sobie głośno z przyjaciółmi że dla naszego cuda dom musi być po pierwsze w Gliwicach,blisko by być pewnym że nie dzieje mu się krzywda, na konkretnej ulicy, bo tam są piękne domy z ogrodami, zasobne i wygodne z gospodarnymi ludzmi, musi być bez kojca, Timo musi mieć domek gdzie będzie swobodnie się poruszał z domownikami, ponieważ potrafi się zachować jak należy, no i z racji jego uroku niezaprzeczalnego marzył mi sie kominek przy którym będzie sie wylegiwał w zimowe wieczory, musi być kochany przez nowych przyjaciół/ Namiar odpowiadał wszelkim moim marzeniom za co jestem bezgranicznie wdzięczna cioteczce jetek!!!!Wielkie dzięki w imieniu moim no i Timona!!!:Rose::Rose::Rose: Jedynym problemem były koty!! Timo to "pies na koty' mimo to coś i kazało jednak zadzwonić, superowa miłośniczka czworonogów stwierdziła że to nie problem bo koty mają osobny domek ogrzewany w ogrodzie, i z psiakiem nie będzie kontaktu/ Pojechalismy na trzeci dzień tak by dać pani czas do namysłu, mimo że decyzja była już przez nia podjęta i poczynione przygotowania do przyjazdu Timonka! w transporcie do kliniki na szczepienia i do nowego domku pomogła nam gliwicka cioteczka z wolontariatu, wielkie dzięki!!!:Rose: Domek to naprawdę marzenie, wszystko tak jak marzyłam, nawet lepiej, piękny dom , ogród, wspaniali ludzie kochający ptaki, ryby, koty i psiaki,Timon dostał wielki kosz, piękne puszyste koce przy kominku i ludzi do których przylgnął odrazu!! chodził swobodnie za panią MARIĄ kręcąc ogonkiem, dawał jej łapę, a niespodzianka nas dopiero czekała po wkroczeniu pana domu, niezwykle sympatycznego, a wyglądem przypomnał pana z Gierałtowic który dogadzal Timowi, wiec Timon uznał go za swego i chodził za nim dość radośnie!!:laola: Timon dość swobodnie i dokładnie obejrzał pomieszczenia, trafił pięknie do kuchni, potrafił otworzyć rozsuwane wielkie drzwi jednym gestem tak jak by to robił od zawsze, pooglądał widoki z okien do ogrodu, opierajac się wygodnie łakami o parapety okien a potem poleżał na chłodnych kafelkach, dając nam nieco czasu na omówienie jego menu i zwyczajów/ Mnie przytłaczała myśl o rozstaniu, jak wstawałyśmy Timon szykował się do wyjścia!! dramat, musielismy go zająć przysmakami w kuchni a ja z towarzyszką poprostu zniknęłyśmy, ale Timon nas szukał i dramatycznie chciał wyjsć za nami/ Pani Maria wie jak postępować, zajeła się nim i jakoś to przetrwał/ Jesteśmy w kontakcie, Timo nie sprawia kłopotów, może nieco żołądkowych ale to raczej związane ze zmianą choć niewielką menu i stresem, już temu zaradzono, zachowuje się idealnie/ Jest mały problem, bo tam jest przygarnięty jamnikowaty niewielki piesek, i trzeba ich do siebie stopniowo przyzwyczaić, co napewno się uda bo u mnie akceptował wszystkie psiaki, i wylegiwał się z nimi na wersalce, pokazałam pani fotki w aparacie dla dodania odwagi/ bardzo tęsknię narazie za Timem ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie aby mógł lepiej trafić, więc to koi nieco mój żal/ Coś mi się niechcący wyczarowało, wymarzyło, trzymajmy kciuki za powodzenie i aby nie wynikły jakieś niespodzianki, w poniedziałek lub wtorek dostanę zamówione adresówki i numerki z kliniki, zrobię zakupy prezentów i pojadę, z dokumentami adopcyjnymi,choć bardzo się boję by Timowi nie dostarczyć stresu, mam nadzieję że do tego czasu już pokochał swój nowy wygodny dom!!! Narazie jest dobrze, zalegam chyba z deklaracjami za miesiąc czy dwa, zaraz jak się odrobie posyłam i prosze cioteczki o uzupełnienie zaległości, to ważne bo wszystko wygląda superowo, adopcja jest fajna i niespodziewana, ale musimy być zabezpieczeni na wszelki wypadek/ wszystko mamy opłacone, transport zasponsorowała gliwicka wolontariuszka, mamy zaoszczędzony jeden miesiąc hotelikowania, u mnie bezplatnie, klinika :leczenie , zabiegi, diagnozy ok, zakupy apteczne i zielarskie od pierwszego dnia leczenia do dziś zapłacone częściowo z ok 290 zł z ostatniego przelewu spłacone ok 125 reszta wisi, no i doszło szczepieniena wszystko 60 zł/jeśli doskładamy na hotelikowanie następne, spłacimy tę resztówkę, mam nadzieję że jednomiesięczna dodatkowa rezerwa na wszelki wypadek nie będzie konieczna jednak/ Cioteczka Korespondentka zaoferowała pomoc przy skanowaniu i umieszczeniu wszelkich diagnoz, opisów leczenia i rachunków za co jej jestem wdzięczna i lada moment to zrobi, ja stale jeszcze nie umiem, gapa jedna/dodamy ostatnie kanapowe zdjecia z mojego aparatu i z nowego domku, a może i fachowe zdjęcia z poadopcyjnej wizyty wkrótce/ to chyba dobre wiadomości, prawda Pani Maria nawiązała już kontakt z dobrą kliniką gliwicką na wszelki wypadek, a ja ja poprosiłam o zaaplikowanie odpowiedniej dawki advocata Bayera na wszelki wypadek gdyby ta wyleczona juz po okropnych infekcjach skóra miała tendencje do nowego ataku/ Dokumenty dotyczące wszelkich diagnoz i zabiegów oraz stosowanych leków po zeskanowaniu dołaczę do ksiażeczki zdrowia Timona, dla pełnego obrazu jego stanu/ Jak narazie wyniki są dobre, obejrzała go jego prowadząca wetka w dniu adopcji,Timo wymaga tylko kontynuacji opieki nad uszami/ Aha , Timon już wybrał sobie miejsce doleżenia alternatywne dokosza przy kominku, wiadomo, na kanapie przy pani Marii! Nasz cudowny Timo ma prawdziwy dom:lol:
  7. no znowu jestem, tak jak już wiecie wyadoptowały się wszystkie psiczki, nawet FARCIK z osobnego wątku, już mam wiadomości poadopcyjne że wyrósł na większego psiaka niż przypuszczaliśmy ale to nie zmienia faktu że jest kochany i zadbany W zeszłym tygodniu przeszedl zabieg kastracji/ z naszej rodzinki wyadoptowały się wszystkie szczeniaki, a ostatni ten co był tak ciężko chory i ratowano mu życie sporym kosztem, wyadoptował się po sporym pobycie u mnie w domu, bo leczyłam mu dodatkowo dziwną chorobę stopy, odszedl jako hiperaktywny młodzian do własnej już rodzinki/ tutaj muszę napisać że jakoś tak desperacko zwróciłam się do super kobiety w Szwajcarii, z opisem Waszej sytuacji z tą zagrozoną psikową rodzinką, i mimo że ta osoba nic o mnie nie wiedziała, a ja przy moim pełniutkim bdt byłam bezsilna finansowo, posłala bez zmrużenia oka sumę która pozwoliła nam uratować te psiaki, a ja wykorzystałam te pieniążki co do ostatniego grosza zgodnie z przeznaczeniem, ponieważ w tym łańcuchu pomocy znalazła się też pani JADZIA, która zgodzila się psiaki przetrzymać nieodpatnie zupełnie łącznie z żywieniem, udało się wszystko/ z pomocą pośpieszyła tez nasza klinika dając spore zniżki/ Nikt nie przewidział że jeden z psiaków dojedzie w stanie agonalnym, ale zdążylismy na czas i został uratowany choć pochłonęło to sporą częsć funduszy bo 354 zł wszystkie psiaki zostały odrobaczone , zapewniłam odrobaczonko od siebie, dla maluchów wszystkich , wszystkie zostały zaszczepione pełnym kompletem szczepionek, łącznie z FARCIKIEM czyli 5 szczeniaków i mamunia koszt to 160,00 + 45 czyli mamy 205,00 20, 00 zl wydałam na pierwszej wizycie w domku pani JADZI na żywnościowy prezencik dla rodzinki 2 kg suchej karmy chow dog purina - 20,00 zł 200 zł tuż po otrzymaniu przelewu natychmiast uratowało 2 sunie owczarki, zapewniło im ucieczkę przed wielkim niebezpieczeństwem, ponieważ te pieniążki mogły zapewnić mamuni sterylkę, sunia została wysterylizowana z innych funduszy, których część mam jeszcze do spłacenia ale to nie problem, nie ma pośpiechu i zajmę się tym/ Ponieważ sporo z powodu wypadku nie bylo mnie na dogo dopiero teraz z dobrymi wiadomościami chciałam bardzo podziękować sponsorce i rozliczyć się przed nią przede wszystkim z powierzonych z takim zaufaniem pieniędzy osobie zupełnie obcej/ otrzymałam na konto 770 zł wydałam jak wyżej 779zl Dzięki gestowi Baerbel uratowaliśmy i zmobilizowaliśmy innych do pomocy w uratowaniu i zabezpieczeniu zdrowej przyszłości mamuńkę, 4 szczeniaki, częściowo Farcika i 2 owczarki/ 8 psiaków!!!! mamunia zdrowa, zaszczepiona, wysterylizowana i bezpieczna czeka na ten jedyny domeki wierzę że wkrótce jej to zapewnimy/ jak się trochę odrobię z pochorobowych zaległości porobię/ jej fotki Wielkie dzięki BAERBEL!!!
  8. czy ktoś może posiada zbyteczny NIVALIN? albo zna sąsiedzkie apteki gdzie nie wszystko sprzedano? Dramatycznie potrzebuję tego dla dokończenia rozpoczetej terapii dwóch sparaliżowanych tymczasków cudnego DROPSIKA i Gucia/
  9. biedna mała, ciekawa jestem czy doszły moje 2 wpłaty po20 zł jednego dnia, dawno mnie nie było na dogo, Zuziu, bardzo Cię prosze podawaj Mikuni wywar z zawartościa ze znamion kukurydzy, czy raczej napar, (waptece zielarskiej to koszt ok 2 - 3zł torebka)to wspaniale aktywizuje i oczyszcza nerki i cały układ moczowy, w sytuacji kiedy utrudnione jest wydalanie moczu istnieje zagrożenie infekcju całego układu moczowego i organizmu ogólnie, konieczne jest podawanie w wodzie albo i w tym naparze nauralnego w100 % soku żurawinowego, też zaaktywizuje układ moczowy a zakwaszony nie pozwoli na nagromadzanie sie bakterii i wirusów i będzie bardzo (koszt ok 20 zł 1/2 litrowa , płaska butelka), na ochronę i aktywizacje wątroby koniecznie ostropest plamisty , mielony, skoro lubi chudą kurkę posypuj ostropestem i tak przemycaj, albo zastąpić łatwiejszym do podania olejkiem z ostropestu jeśli podejrzewasz problemy wątrobowe koniecznie na już kup Sufrin, to naturalna nieutleniona bioaktywna siarka w kapsułkach, w zielarskiej aptece, koszt ok 38 zł ale lek wielki i na uaktywnienie i regenerację wątroby i na sprawy stawowe, to jest słynny olej z HARLEEM, ktorym wiele psiaków postawiłam na nogi, koniecznie w sklepie ze zdrową żywnością kupić syrop daktylowy i podawać po troche alb odaktyle posiekane na miazgę, pomoże na watrobe i wzmocni w syt osłabienia, ona może mieć kłopoty ze wstawaniem także z powodu osłabienia, przydałoby sie aby lepiej byla w pomeszczeniu a nie w kojcu, nie da się coś zrobić??? ona powinna być w cieple/ Trzymam zawas kciuki!
  10. Dziekuję bardzo, wszystko pomału wraca do normy, dziś nasza i całego zwierzakowego świata przyjaciółka wstawi fotki Lisuni robione aparatem, a potem moje pierwsze z nowego aparatu zdjęcia Lisuni w sporym psim towarzystwie na kanapie w idealnej komitywie nawet z onkiem Timo! Nie pamiętam czy już pisałam o tym że nasza księżniczka w pierwszych chwilach po powrocie układała się tak dokładnie jak do zabiegów pielęgnacyjnych jej ran, rozkładając szeroko nóżki , tak jak to dlugo musiała robić, widać psiaki nic nie zapominają/ Ważne że chodzimy na coraz to dłuższe spacerki, a wracamy na wyrażny apel "stójką" aby jej nie zniechęcać, JEST SUPER, ja też chciałabym ją zatrzymać, ale zawsze myślę że gdyby znalazła zwój raj miałabym miejsce na podobne psie nieszczęście do wyleczenia/ To jednak cudowne znajdować Liskę cieplutką aksamitną ,wtuloną w twarz na poduszce, z jej wyboru!!
  11. siedział w kagańcu zresztą bez protestów tylko w chwilach kiedy nie mogłam siedzieć tuż przy nim, i bronić zoperowany ogonek przed polizywaniem i podgryzaniem,tu z nas nikt nie mógł znalezć sensownego sposobu zabezpieczenia , ani opieka ani weci,nie pomagało absolutnie nic, cwaniaczek wykorzystywał każdy moment nieuwagi i aby nie zawalić wyników nawet przy fotografowaniu czy wyjściu na moment do toalety musiał mieć zabezpieczenie,albo drugą osobę dopilnowania na szczęście udało się go w końcu upilnować, a trzeba było to robić w dzień i w nocy, i od dawna juz to nie jest potrzebne, ogonek pięknie zarasta i raczej nim się już nie interesuje, fotki nie są najnowsze lada moment będą nowe, teraz zamiast podgryzać ogonek podgryza pieszczotliwie moje ręce/kaganiec w sensie ochrony otoczenia nie jest mu zupełnie potrzebny, bo to wyjątkowe stworzenie, przyjazne dla wszystkiego dookoła z wyjątkiem kotów/Kaganiec pozostanie rekwizytem spacerowym dla porzadku strzeżonego przez straż miejską na spacerach/
  12. sporo mnie nie było ale miałam wypadek i dalej sporo psiaków pod opieką, dziś nieco uzupełniam braki w informacji w niektórych wątkach, na szczęście wszystko wraca do normy i najważniejsze że psiaki mają się dobrze / ja się bardzo cieszę że starsza się wyadoptowała dobrze a nawet bardzo dobrze wcześniej, bo druga jest łatwiejsza do adopcji, no i zupełnie do niej przygotowana, widać jej szczęśliwa godzina zero dopiero ma nadejść, ona jest nieco bardziej zadziorna jak to młoda stworzenie ale z taką urodą znajdzie swoje miejsce napewno/ Bardzo żałuję że tak długo czekaliśmy na " blizniaczą" adopcje bo było sporo chętnych na pojedyncze na wielkiej imprezie gliwickiej, ale w końcu chcieliśmy dla suń jak najlepiej, nie zawsze da się przewidzieć co będzie najlepsze, ważne że w końcu pomału dojdziemy do pomyślnego finału, Sunia dalej jest zadbana, wykarmiona i czeka na ten wymarzony domek/ z wielką radościa dam znać jak jakiś nie byle jaki dom dla niej się znajdzie, narazie poszły wszystkie mniejsze i większe szczeniaki pszczyńskie a nawet wielki cudowny onek, mamy dwie fajne sunie księżniczkę i mała królewnę pszczyńską obie gotowe zupełnie, wyszczepione, wysterylizowane, odkarmione, wierzę że wkrótce się uda/ finanse już na 100 % uregulowane, i dobrze sie stałoże ten nasz przelew pomogl uratowaĆ jeszcze inne 2 sunie!
  13. Cudny ten Berti, ponieważ wyadoptował się cudownie mój ukochany onek wielkoludek o smutnych oczach i to w sposób niemal czarodziejski a zostało mi po nim 10 zl deklaracji mogę to przeznaczyć na BERTIEGO może z tymi pieniążkami przejdzie też czar adopcji?? poproszę konto na stałą deklarację/
  14. to są komorkowe zdjęcia, będą inne może jeszcze dziś a najpóżniej jutro z normalnego aparatu, będzie ich kilka wraz z dobrymi wiadomościami, jest dobrze,a Timo to naprawdę salonowiec,jak na Onka to pies zadziwiający, wzrusza do łez/przecudownie się zachowywał u mnie w domu, uwielbia kanapę do momentu gdy mu się w objeciach lub na poduchach zrobi za ciepło, wtedy przenosi się na podłogę, toleruje psiaki inne mniejsze i większe, i wstawię fotki jak urzęduje z moimi maluchami na wersalce, poczuł się w domu lepiej to i smutne oczy się zmieniły a Timo jak mały szczeniaczek podgryzal mi dłonie dla pieszczoty i wręcz podszczypywał delikatnie przednimi zębulami, już nie jest taki smutny wie że jest nadzwyczjnie kochany, ale też i jest wart wielkiej miłości , potrafi się zachować w każdej sytuacji, powita gości jak należy podając cudowną łapę, potrafi poprosić o wszystko wymownie, tak że wiemy o co chodzi, zachowuje idelany spokój i porządek, nie gryzie nic i nie drapie, nie piszczy i nie szczeka, nie wyobrażam sobie lepszego psa, ale nie cierpi kotów i sprawdza bardzo dokładnie na każdym spacerze każde drzewo, wspianając się po pniu aż pod konar, czy tam nie siedzi kocie licho, ale za to przeparasza wracając do pańci i przytulając się w oczekiwaniu na popieszczenie szyi i karku/ Bardzo daje sie kochać , taki psi ideał, ładnie tez wygląda,nareszcie mu się błyszczy sierść, czekam kiedy będzie jej miał więcej, bo wyczesałam kilka reklamówek starej, pojadł omeg,żołteczek, olejków to i sierść się wzmocni a i wiosenna nowa szata się wnet pojawi Starałam się jak najbardziej mu dogadzać w trosce by nieco jeszcze przytył, ale narazie osiągnalął wagę 39 kg i stop, miał za mało może u mnie ruchu no bo wiadomo co moge zapewnić w bloku, i w moim stanie, ale za to nauczył się jesc gotowane potrawy, zupy wartościoe z mnóstwem warzyw i uwielbia milanowskie krówki, trzeba widziec sprint Tima w kierunku odgłosu odwijanego papierka!! Bardzo wzrusza kiedy siadam na wersalce na oddalonym od Tima końcu, on się wtedy przenosi bliżej i kładzie mi ten wielgachny łepek na kolana, takiego psa się nie zapomina! czekajcie cioteczki na nowe zdjęcia i nowe dobre wieści!
  15. ja juz nareszcie nieco lepiej się czuję i dzis na maksa uzupełniam zaległości, nawet nie wiem czy napisałam że miałam wypadek , z efektem wstrząsu mózgu, i tak to mnie zwaliło z nóg, że ledwo miałam siłę ogarnąć swoje czworonogi ukochane, ale udało mi się utrzymać opiekę nad nimi w stopniu jeszcze lepszym niż za "zdrówka" bo siedziałam w domu z nimi na okrągło, wykonując wszelkie obowiązki a i dopieszczając wiecej niż zwykle Siostra też mi wyzdrowiała, no i ten wielki wspaniały onek Timo też, ale podołałam niestety kosztem dogo korespondencji i informacji dla WAS,/ mam nadzieję że mi wybaczycie/ już mam nareszcie kogoś kto mi powstawia rozliczenia i rachunki, bo te sprawy są ważne/ Jeśli chodzi o zdjęcia to zobaczę co wyszło w aparacie mojej przyjacioółki, super fotografki,ale muszę powiedzieć że mam dwa psiaki których sfotografowanie graniczy z cudem, do nich należy Gucio, ale trzeba mu będzie zrobić jakąś specjaną sesję jak się nieco uspokoi/ Bardzo poprawił sie jego stan zdrowia, pięknie przytył i naprawdę odbudowały się mięśnie na tylnich udkach i nieco grzbietu się pojawiło, ale w związku z tym wszystkim stał się nieprawdopodobnie ruchliwy i praktycznie w pobliżu mnie albo gości, zwłaszcza tych psiolubnych, nie ustoi nawet sekundy, tak dramatycznie chce zbliżyć się do nas i wywalczyć zabranie na ręce, uwielbia być w czyichś objęciach, nadrabia zaległości/ Najpiękniejsze jest to że nie podniesiony natychmiast próbuje wręcz skakać z wielką energią, ponawiając próbne skoki z częstotliwością przyprawiąjacą o zawrót głowy, przypomina to film puszczony z nadzwyczajnym przyspieszeniem /Jest to fatalne przy fotografowaniu, ale cudownie napawa nadzieją przy obserwacji jego rosnących możliwości/ coraz pewniej i coraz dłużej utrzymuje się na 4 łapkach, a nawet jest w stanie przebieć spory odcinek korytarza na moje poranne powitanie, tak bardzo czeka, na każdy bliższy kontakt, wstaje sam, moje zadanie polega na powitaniu go równie gorąco i ustawieniu poprawnym łapeczek , ktore jeszcze przy wykraczaniu mu się krzyżują, ustawiony poprawnie na niepodwiniętych łapeczkach utrzymuje pozycję dość długo, ale jedna łapka jest słabsza i wtedy jak osłabnie , przykuca i opada na kolanka / często zastaję go jedzącego na stojąco, bardzo mnie cieszą jego postępy, zwłaszcza że przełomu spodziewam się z wielką nadzieją po zintensyfikowaniu ćwiczeń i wsparciu zabiegami w Katowicach no i na bieżni wodnej/ Cały dzień biega za mną po mieszkaniu, i przy każdej okazji dramatycznie mi wciska łepek w dłonie do podpieszczania, to jest piękne, już zaufał i docenił, a przecież gryzl na początku!! mam duży problem bo za mało dostał NIVALINU, w hurtowniach nie ma a ja wszelkimi możliwymi drogami poszukuję może gdzieś zostało kilka opakowań w aptekach, może ktoś ma w sąsiedztwie jakaś aptekę gdzie się to uchowało, potrzebne są 2 opakowania dla Gucia i jedno dla Dropsa, będę dzwonić do producenta może w przyszłym tygodniu ciekawe jaka jest przyczyna braku tego u nas, to produkują Bułgarzy , wierzę w pomocną siłę tego leku bo wiele zmienił w stanie DROPSIKA/ A może ktoś ma taki lek i nam odstąpi? Ćwiczymy z Guciem na takiej termodynamicznej szpiczastej gąbce,ale z Guciem nie jest łatwo bo on się tak kręci w kółko aby być stale zwróconym do mnie i usiłuje się przytulać, ale nie poddaję się może się przyzwyczai, to samo z tym szaliczkiem do prowadzenia, jest zainteresowany bardziej urządzeniem niż chodzeniem czy utrzymaniem równowagi,ale myślę że jakoś przez to przebrniemy, grunt że widac bardzo duże zmiany i cierpliwość przyniesie dalsze efekty / Nie mogę go trzymać razem z calą ferajną tymczasków, bo on tak jak i Dropsik jest ogromnie zaborczy, gryzie wszystko co się rusza w moim pobliżu, dobrze że chociaż obaj z Dropsikiem siebie tolerują, mam nadzieję że to minie za jakiś czas/ Gucio toleruje też cudowną sunie LISĘ z wnyków, i jej obecność wymusza na nim ekstremalne próby wstawania i chodzenia, a sunia jest bardzo łagodna i pomaga mi w tej nadzwyczjnej terapii! Ponieważ już już mam mój własny aparat, będę się starać jakoś opanować Gucia i zrobić mu całodzienne sesje zdjęciowe aż do skutku, może mi sie uda, jak był "nowy" czyli słabszy szło to łatwiej/ Ma wspaniały apetyt i pożera wszystkie frykasy, nawet gotowane warzywa, bardzo pięknie się błyszczy no i chyba sie skończyły problemy z bardzo słabą skórą, nie pojawiaja się żadne wyłysionka, a skóra jest elastyczna i piękna/ pewno po łososiu wędzonym który uwielbia i omegach 3,6,9 , kapsułkach specjalnie zamawianych dla niego i Dropsa z Warszawy trochę uzupelnie inne wątki i znów wracam jak ktos ma jakies pytania, mam nadzieję że opóżnienie wybaczone/ Gucio uwielbia zmiany pościeli, nie ma większej przyjemności niż zmiana legowiska i poduszeczek po praniu, kiedy są puszyste i pachnące, sam biegnie się przekonać czy są dosć czyste , pachnące i miękkie i rozkłada się samodzielnie na calłą długość wąchając i wtulajac się, fajny ten psiak/już nie śpi na płaskim legowisku, pakował się do cudzego koszyczka, teraz ma swój wyścielony i potrafi się w nim umieścić wygodnie samodzielnie/ UDAŁO MI SIE NARESZCIE DOSTAC KWAS HIALURONOWY, polecany przez naszych specjalistów, wzięłam dla Gucia i dla Dropsika, Dałam za wygraną jakiś czas powalona ceną apteczną (1000 zł za fiolkę) ale znalazlam w innej formie z Olimpui mam, zobaczymy jak to się przełoży na dalszą poprawę stanu psików, zaszkodzić nie zaszkodzi z pewnością a cena jest przystępna/
  16. no trochę mi lepiej,dzięki moim psinkom, przecież muszę się dla nich pozbierać, pomału uzupełniam zaległości, LISUNIA to prawdziwe cudo, była szczęśliwa u mnie zawsze ale teraz to już jest apogeum szczęścia i miłości czemu nieustannie daje wyraz całym swym jestestwem, nie opuszcza mnie na moment, ma stale miejsce przy mnie wtulona, cudownie gładziutka jak aksamit, to ona mnie podgłaskuje przecudownie delikatną łapeczką, prawdziwe, delikatne i w dotyku i w zachowaniu cudo, zawsze uśmiechnięta tym ślicznym Lisuniowym pyszczkiem, nawet jest zainteresowana programem TV, i skumplowana ze wszystkimi psikami łącznie z olbrzymim Timonem, poleguje czasem wciśnięta między mnie a Onka, na nikogo nie warczy, widać powrót do nas ja ukoił, jest spokojna /Pamiętała też swój krzaczek forsycji i chodzimy sobie tam do toalety, zrobiła się odważniejsza i zataczamy coraz szersze spacerkowe kręgi, mało kto zauwża że ma tylko3 łapki, tak świetnie sobie radzi!! Jak chce wracać na swoje poduchy to staje na tej jednej łapce a dwie prosząc opiera o mnie , jak każdy normalny psiak, ma świetny apetyt, i dość już podrosła i nabrała cudownego ciałka,, ma tak cudownie gładki i puszysty brzuszeczek że niemożna przestać ją głaskać, ta moja choroba wyszła na dobre psikom bo ą dopieszczone za wszystkie czasy, dla mnie był tylko problem z wychodzeniem na spacery, ale udało się wszystko nawet z wielgusem Timonem, ciagnął ogromnie ale owiązywałam się wpół jego dlugaśną niemal taterniczą liną by sie nie wyrwał za kotem czy psem bo byłam zbyt słaba by go pewnie trzymać dłońmi, wszystko ma się ku lepszemu!!! Lisa robi swym urokiem wrażenie na wszystkich moich gościach, a na niej stale jeszcze robi wrażenie choinka, razem z Perełką mają zajęcie śledząc migające kolorowe światełka/ Wszyscy mieliśmy cudowne święta mimo chorób, a psiaki uczestniczyły i w wigilii i wcałych świętach w pełnym słowa znaczeniu, jestem spokojna o los tej suni, takie cudo znajdzie w końcu domek taki na jaki zasługuje, wcale nie dziwię się pani KAROLINIE że trudno jej bylo się z Lisą rozstać, postaram się wstawić jakieś fotki nowez pomoca zaprzyjażnionej duszyczki/
  17. Super wieści o BRASZCE , Poker czy pamietasz jeszcze super ekspresową akcje z poleconym przez Ciebie pudelkiem z RADYSÓW??? Cudownie trafił, bardzo chory , juz wyleczony i kochany bezgranicznie, on też kocha bez granic, ma kogo dzięki Tobie!!
  18. Cudowna wiadomość jak na moje pierwsze wejscie po chorobie, co za radość on tak dlugo czekał!!! I domek wydaje się superowy, trzymam mocno kciuki za powodzenie na zawsze, to sśiczny pies!Posyłam moją deklarację styczniową , zmniejszy dług!
  19. no nareszcie jestem, trochę lepiej sie czuję po tym cholernym wypadku, bardzo mi było ciężko wszystko ogarnąć tak jak naleŻy, i jak zwykle resztki sił poświęcałam wszystkim tymczaskom, tak aby one nie odczuły żadnego dyskomfortu, ani nie były poszkodowane zaniedbaniem, a wręcz odwrotnie,jak by były jakieś złe wieści napewno by dotarły, a ja mam wielką nadzieję że mi cioteczki wybaczą opóżnienie, siostra już uratowana, Timo też, wzystkie tymczaski w super kondycji, ja się wylizuję pomału z porządnego wstrząsu mózgu sama, mam zrobić dokładne badania bo za długo to trwa ale na nfz się nie doczekam jak wszyscy rodacy a jak sobie pomyślę ilu psiakom pomogę za kase jakiej wymaga prywatnie tomografia albo choć rezonans to wiadomo że wolę w nadziei poczekać że się ułoży jakoś/ Mam nadzieje że mi wybaczycie, a za to mam dużo dobrych wiadomosci i zdjęć, te kilka powyżej to z mojej komórki, ale była u mnie moja przyjaciółka i zrobila aparatem już kilka dni temu ale znowu z mojej winy opóżnilo się wstawianie bo nie mogłam się zebrać aby posłać linki do wątków moich wszystkich cudeniek, przede wszystkim sprawy finansowe bo to najważniejsze, pieniażki otrzymałam dzieki Julio!! i też mi troche czasu zabralo ich rozdysponowanie, , przedewszystkim zwrociłam dług za pierwsze kliniczne rachunki, opłacone wcześniej z pożyczki, zapłaciłam miesiąc hotelikowania, rachunek za zabieg kastracji i amputacji na szczęście niwielkiego kawaleczka ogona mojego a raczej naszego ukochanego Timcia oraz leki, uregulowałam spora częsć opłaty za wszystkie leki z zielarskiej i normalnej apteki, zostałajeszczeczesc niewielka, zaraz sie doliczę/ 17 listopada zabrałam Timona do siebie bo nie chciałam by sytuacja pogorszyla się w tym kojcu po amputacji (znow sie cudo pastwilo nad ogonem) i kastracji, miałam go zabrac na 4, 5 dni ale został o wiele dłużej i bardzo dobrze, wprawdzie było mi przeogromnie trudno bo to 40kg przyjemniaczka, ale nie widziałam innej drogi, dla Tima wszystko, za miesiac pobytu u mnie udalo sie zaoszczędzic jeden miesiacczynszu hotelowego, i dobrze bo to ułatwilo splate zobowiazań, a u mnie miał sie jak pączek bez opłat/zaraz wszystko dokladnie opiszę pomalutku bo jeszcze na dodatek aktulizuje mi sie komputer i co napisalam wszystko zniknie, nie mam za duzo siły pisać jeszcze raz/ zarazwracam i opisze Timona salonowca, wstawimy zdjęciaprzyjaciołki, zdjęcia z zewnatzr domu na wyprawie Timona i opisze jego wspaniałe dopiero odkryte cechy, grunt ze Timon jest zdrowy, wykastrowany z obrastajacym pieknie ogonkiem i ogromnie kochany przez każdego ktosie z nim spotkał,Korespondentka wklei wszystkie rachunki i diagnozy, oraz opisy leczenia z kliniki, wszystko mam gotowe od dawna ale nie umiem wstawić, aby rozdysponować kaske otrzymana tez potrzebowalam kondycji i czasu, bo nie zawsze psiaki moge zostawic same, Timon jest tez zaszczepiony na wsio co trzeba/ mam nadziejeże opóznienie wybaczone dobre wiesci zaraz nadejdą w szczegołach, JEDNA NAJWAZNIEJSZĄ DOBRA WIESCIA JEST TO ŻE DAŁAM RADY MIMO WSZYSTKO, CHOĆ NIE WIEM JAKIM CUDEM!!!!
  20. Cioteczki miałam straszne przeżycia, zachorowala mi bardzo siostra , zagrożenie życia bylo spore, ale jest juz ok , bylo mi bardzo ciężko bo nie tylko ona wymagała opieki 24 godzinnej ale i Timo, w końcu i ja przy pierwszym lodzie uległam okropnemu wypadkowi i leżę lecząc wstrząs mózgu, bardzo to dolegliwe, ale za to mam wspaaniałą wiadomość, Timo nadal jest u mnie, pojedzie na dniach do dt w Gierałtowicach i wcale mnie to nie cieszy bo to cudowny kanapowy przytulak, ale stał sie niemal cud i ten ogon ma wreszcie zagojony porasta ogolone miejsce włoskami, odkryłam też nareszcie sekret tych problemów, ale opiszę jak sie nieco lepiej poczuje bo jest mi jeszcze nieco trudno dzisiaj, pierwszy raz wstałam, (tak naprawde to wstawałam tylko na spacery z psami) i staram się minimalnie choć nadrobić zaległośći , napewno wszyscy są ciekawi, tak tu światecznie i życzeniowo a ja niecnie nie pisałam do nikogo ani nawet na wątkach bo nie miałam ani głowy ani siły, ani ogona Tima nie mogłam spuścic z oczu, jak miał sekundkę nadgryzal ogon w nowym miejscu, a potem ten wypadek, najgorzej ze mimo kastracji Timoński jest strasznie żywiołowy , BO W KOŃCU MA ZDECYDOWANIE ZA MAŁO RUCHU,a ja już naprawdę padam na nos , muszę z nim wychodzić na spacery a on ciągnie jak szatan, obwiązuje się jego linką w pół, ale mimo wszelkich wielkich trudów Timon ma ogon zagojony, jest wykastrowany i poprzegladałam każdy centymetr jego skóry, miał sporo małych martwicznych miejsc po nie wiadomo czym i pod tym były rozmaitości, wyczesałam i podleczyłam wszystko, i dalej to robię zanim go odwiozę do dt jeszcze wykąpię luksusowo, może teraz jak lepiej śpi często na kanapie!!i lepiej się czuje podje nieco więcej choć i tak wage ma niezłą , chce go jeszcze super ufocić talentem przyjaciółki, które już może też swoje problemy skończyła i wpadnie do mnie/ MIMO WSZYSTKO MIELIŚMY CUDOWNĄ PSIKOWĄ WIGILJE I JAK WIDAC WSZYSTKO DOBRE CO SIE DOBRZE KOŃCZY!! przepraszam za opóznienie ale naprawdę nie dawałam rady, a do tego wróciła cudowna Lisunia z adopcji i dobrze!!
  21. poszedł przelew na Pusia ode mnie i Joasi z Knurowa , 20 zł
  22. jestem i ogromnie przepraszam za nieobecność, przeżyłam horror i jakoś z tego wyszłam bardzo mi zachorowała (wirus) moja siostra która jest od zawsze i na zawsze pod moją opieką, zagrożenie życia bylo poważne, szpital mimo skierowania absolutnie nie wchodzi w rachubę ,w tym wieku raczej nie za bardzo można liczyć na opiekę, sama zastosowałam teoretyczną i praktyczną wiedzę i jest ok, miałam ją i Timona pod 24 godzinną opieką w dodatku do reszty tymczasków, nie było to łatwe i trwało nieco , w tym kołowrocie na pierwszym lodzie miałam fatalny wypadek zakończony wstrząsem mózgu, to okropna dolegliwość ale wszystko wraca do normy siostra już w porządku, życie uratowane , Timon cudowny kłopot od miesięcy może wracać do swego dt w GIERAŁTOWICACH, stal sie cud i ogon o który walczymy og kilku miesięcy się zagoił, także wszystkie pooperacyjne ranki, Wszystkie tymczaski wypieszczone bezgranicznie bo sporo czasu musiałam poleżeć, biegając w przerwach do łazienki, straszne zawroty i torsje, ale mieliśmy za to wspaniałą wigilję, wszystkie psiki w niej aktywnie uczestniczyły, tak że rzadko spotykanej światecznej tradycji stalo się za dość, jadły dosłownie wszystko, a ja mimo nawału nieszczęść, miałam najcudowniejszą wigilię od lat Perełka już sie zachowuje coraz bardziej jak normalny psiak, jeszcze jest od czasu do czasu nieco płochliwa, ale spodobało jej się leżenie na wersalce , razem z innymi psikami przy mnie, najdziwniejsze jest to ze wogóle nie robi na niej wrażenia mój ogromny tymczasowy Timon, on też jak maskotka pcha się na kanapę, z cudownym łebskiem na moje kolana, a Perełka często się o niego opiera całym ciałkiem lub chociaż wyciągniętymi na całą długość dla relaksu łapeczkami opiera sie o jego grzbiet, tolerują się wzajemnie, choć zanim Timon się rozłoży mała na niego poszczekuje, bo to już przeciez jej kanapa, BARDZO CHCIAŁAM ZROBIĆ ZDJĘCIA WIGILIJNE ALE POPROSTU NIE MIAŁAM JUZ SIŁ, odrobię to w Sylwestra napewno/ Perełka ma sie super, pięknie je, jest coraz odważniejsza i coraz częściej sama szuka kontaktu ze mną, śpi często na wersalce wtulona we mnie co jest nowością, ale mamy ciężki czas bo bardzo boi się petard, a u nas niestety w mieście z rozumem krucho i bawi to "mądrych ludzi" od kilku dni, staram się ją przytulać ale się trzesie ja osika, wiec puszczam tv na całość, lepiej to niż głupie grzmoty/ Bardzo bawi ja choinka i kolorowe światełka migające, siedzi w gotowości , z uszkami postawionymi do góry i kręci rytmicznie główką wraz ze zmiana świateł, Kudełki się wzmacniają ale jeszcze sporo trzeba te na łysym łebku rosną bardzo powoli ale są i to jest super, w sumie same pozytywy, trzeba jej juz tylko czasu, waham się nad tą sterylką, bo ponieważ dobrze się dzieje lepiej chyba poczekać z nowym wstrząsem, może te jej problemy z owłosieniem maja podłoże zwiazane ze straszliwym stressem? Wierzę funiu że każdy by chciał zobaczyć, ja sama co chwilę ja oglądam i głaszczę z włoskiem i pod włos ciesząc się każda kępką, zrobię juz nareszcie te fotki, przyjaciółka która obiecała super sesje tez miała problemy, tak to widocznie przed końcem roku jest każdy musi wyczerpać swój "wór'/ Cudownie się sama bawiła wczoraj poszwą kolorową z kołdry, pustą,i super delikatna, jedwabną, wywracała sią na niej i turlała bez końca, brykała jak mały szczenior, widać naturalny material sprawial jej ogromna frajdę, pierwszy raz ją widziałam taka rozbawioną to już jest wielki plus!! Ta moje choroba bardzo posłużyła psiakom bo są stale przy mnie , wylegują się i przytujają jak muszą leżeć/ Mam nadzieję się już na dobre pozbierać, i wracać na dogo/
  23. jestem nareszcie, miałam bardzo ciężkie chwile , zachorowała mi siostra bardzo poważnie i nie przyjęłam do wiadomości absolutnie konieczności szpitala do którego miała natychmiastowe skierowanie, wykorzystałam całą swoją wypraktykowana wiedzę i mogę powiedzieć że uratowałam jej życie bardzo jestem szczęśliwa, ale to jeszcze nie wszystko, ponieważ miałam tez obok siostry tego historycznego Timona onka z niekończącą się historią niegojącego się ogona , on sam po dwóch oparacjach!! więc było za czym biegać dzień i noc, w rezultacie przy pierwszym lodzie miałam fatalny wypadek zakończony wstrząsem mózgu, ale co tam przeżyję i to, ważne Timon zagojony, jak wydobrzeję ja , idzie do swego dt w Gierałtowicach, odkryłam też przyczynę tego horroru z ogonem !!, Ważna jest że LISA JEST U MNIE I OGROMNIE JEST SZCZĘŚLIWA, leży sobie na fotelu w legowisku od pani Karoliny tuż przy wersalce i niezmiennie bez przerwy się we mnie wpatruje, przytula i liże przy każdej okazji, zaakceptowała nawet Timona, olbrzyma, zapamiętała swój krzaczek forsycjowy "spacerkowy" i chętnie tam biega, aby nie zapomniała mimo paskudnej choroby zbiegam z nią tam, zna świetnie godziny wyjścia i pilnuje tego, nie zasiusiała mi nic od powrotu, a ja staram się ją przytulać stale, zwłaszcza teraz jak muszę sporo leżeć Miałyśmy obie z całą resztą tymczasków wspaniałą wigilię, radosną z powodu wyzdrowienia siostry, i (o cudzie !!!)Timona, oraz powrotu LISY, jest cudowna, wszystkie psiaki uczestniczyły aktywnie w wigilii, jadły wszystkie kolejne potrawy, i bawiła je migająca choinka, Lisa jest cudownym psiakiem i nie jest dla mnie absolutnie ciężarem, szkoda tylko że juz nie miałam sił przy mdłościach zawrotach i bólu głowy porobić wigilijnych zdjeć, może w sylwestra będzie juz wszystko ok Pani KAROLINA wyposażyła Lisunie w piękne szeleczki i miseczki, a także zasponsorowała szczepienie, a Liska ma genialną pamięć bo pamiętała że to u mnie się leczyła!!! Zaraz po powitaniach na wersalce mi pięknie porozkladała łapeczki, tak jak to robiła przy zabiegach na tych koszmarnych ranach, ona nawet sobie nie zdaje sprawy że nie ma tej łapki, nawet na spacerze koniecznie chce być bliżej mnie i staje na tej jednej łapinie by ją wziac na ręce lub chociaż pogłaskać, Wiem napewno ze chyba przyczyną problemów w pięknej przecież rodzinie mogło być dziecko, nie wiemy jakie były jej doświadczenia z dziećmi przed wypadkiem, ale pies napewno nie bo u mnie żyje z wszystkimi w cudnej komitywie, burczy nieco jak się któryś zbliza do miski ale na tym poprzestaje, zero agresji/ MAM NADZIEJĘ ŻE MOJE OPÓZNIENIE WYBACZONE?
  24. dobra wieść ostatni ze szczeniaczków superman czarnulek wyadoptowany, ten co trzeba mu było tak kosztownie ratować życie, był u mnie kilka dni bo leczyłam jakie zapalenie na nodze, przy którym robiły się mu jakieś łysawe placki, wyzdrowiał akurat na droge do nowego domku, poczekamy na wiadomości jak się tam zaaklimatyzował, a raczej na wieści jak sobie domownicy radzą z jego nadzwyczajną aktywnością, oby dobrze!!! Dobrze że sie u mnie choć nauczył jak dobrze jest być przytulonym w objeciach jakiegoś ludzia, może ich tym ujmie ? TRZYMAM KCIUKI!! wyadoptowane mamy poczwórne rodzeństwo i FARCIKA, z książeczkami, odrobaczeniami i wszelkimi szczepieniami, teraz kolej na mamuńkę, postaramy się jakoś jej tą sterylkę załatwić no i dobry domek!!!
  25. Hurra!Dzięki pomocy jednej z naszych gliwickich cioteczek suneczka mamunia z księżniczek jest juz mam nadzieję szczęśliwa w nowym domu, to przytulak i mam nadzieję że się zaaklimatyzowała, postaramy się o nowe informacje jak się tam czuje, malutka księżniczka, urocza ale zadziorna, jest nadal pod dobra opieką i wkrótce i ona znajdzie domek na jaki zasługuje!!
×
×
  • Create New...