Moja męcizna najbardziej chyba przeżyła rozstanie z Moteuszem. No i z Krecikiem, którego do dziś nie może odżałować :)
Jeśli chodzi o Fraszkę, to sprawa się nieco skomplikowała, a właściwie wydłużyła... P. Ania wczoraj do mnie zadzwoniła, że nieoczekiwanie wyskoczył jej wyjazd od 7 do 11 marca. Musiałaby na ten czas zostawić Fraszkę pod opieką Mamy, a to nie jest najlepszy pomysł, żeby po kilku dniach w nowym domu i z nową panią, znów psinę na tydzień przerzucać gdzie indziej... Ponieważ 11 to jest poniedziałek, lepiej byłoby zaczekać do weekendu - z wiadomych powodów. W piątek, 15-go nie będę mogła zawieźć Fraszynki do Wwy - dopiero w sobotę 16-go. P. Ania powiedziała, że bardzo przeprasza i że - choć bardzo jej zależy na adopcji Fraszki - zrozumie, jeśli nie będę chciała czekać.
No, ale wiadomo - adopcje psiaków to nie piekarnia! Już przecież przerabialiśmy czekanie na domek - jakże... opłacalne ;)