Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Ohohohooooo.... ależ się "nadziało"... To ja może napiszę od siebie: Moim zdaniem, pomoc tylko wtedy jest efektywna, jeśli ten, komu się pomaga i ci, którzy pomagają [B]grają do jednej bramki[/B]. [B]To znaczy wyznają te same zasady, wartości i dążą do tego samego celu.[/B] Czasami może się zdarzyć, że różnymi drogami, ale [B]cel muszą mieć TEN SAM[/B]. Dlatego pewnie tworzą się określone kręgi osób, które pomagają w konkretnych przypadkach. Są osoby, które stanowczo i bezwzględnie wyznają zasadę aborcji czy usypiania ślepych miotów (do takich ja należę) i takie nie przyłożą ręki do pomocy ludziom, którzy np. dopuszczają zachowanie przy życiu narodzonych zwierząt i pewnie odwrotnie (nie raz były awantury na dogo w tym temacie i pewnie nadal będą, zupełnie niepotrzebnie, bo ani ci pierwsi nie przekonają tych drugich, ani ci drudzy tych pierwszych). [B]Na szczęście każdy ma wybór i może z niego korzystać[/B]. O Kwiaciarence dowiedziałam się od kejciu, pomyślałam, że warto pomóc, tym bardziej, że mieszkamy niemal po sąsiedzku. Wyobrażam sobie jak trudno jest zapanować nad ponad 40-sztukowym stadem kotów, a nawet przekonałam się o tym, jadąc niedawno na miejsce. Podziwiam pracę i determinację, cierpliwość i miłość, ale nie rozumiem dlaczego i skąd się wzięły 2 ślepe kociaki. Rozumiem, że nie dało rady wysterylizować na raz kilkunastu kotek, że mogło się zdarzyć rozwiązanie, ale zachowania kociąt przy życiu nie rozumiem i NIE ZROZUMIEM. Przy okazji muszę przyznać, że w pewnym sensie utraciłam zaufanie, że sytuacja się nie powtórzy... A przyłączając się do pomocy nie chodziło mi o powiększanie stada, ale o jego zmniejszanie i utrzymanie tych kotów, które już są. Sprawa gołębia - też nie jestem zwolenniczką ratowania na siłę, w myśl egoistycznych pobudek "dam radę". Inna sprawa, że do naszych lekarzy mam 200% zaufanie i wiem, że jeśli twierdzą, że nie ma ratunku, to go nie ma. Nie znam innych, którzy z taką determinacją i poświęceniem walczyliby o życie zwierzęcia, jeśli tylko jest jakakolwiek nadzieja - przykłady: nasza Tosia, Oskar czy choćby jeż, lecznicowy Szef, którego powinno było się uśpić praktycznie zaraz po wypadku, żeby choćby... nie generować kosztów i przypadek z wczoraj, z psiakiem, którego przywiozłam potrąconego przez auto na szosie gdańskiej... Sprawa została postawiona uczciwie, decyzję podjęliśmy wspólnie... Rozumiem natomiast (w pewnym sensie), że Kwiaciarenka może lekarzom z tej lecznicy nie ufać, ale wtedy może warto skonsultować się z innym lekarzem i [B]podjąć jakieś działania[/B], bo chyba gołąb nie może, a przynajmniej nie powinien spędzić całego życia na ręczniku (sam z siebie się raczej nie "naprawi")... Druga sprawa, że komuś, kto nie jest w centrum wydarzeń, nie zna warunków, "układów" może być trudniej zrozumieć jak to wszystko działa i że czasami nie jest tak prosto i łatwo, jak się wydaje. Jednak - powtórzę - CEL NASZYCH DZIAŁAŃ MUSI BYĆ BEZSPRZECZNIE TEN SAM. Inaczej rozejdźmy się w pokoju i poszukajmy ludzi, którzy będą rozumować i działać zgodnie z naszymi sumieniami... Tak będzie prościej, lepiej, spokojniej i efektywniej. Pozdrawiam i życzę Wszystkim spokojnych i ciepłych Świąt.
  2. Nutusia

    Metamorfozy

    Cudowna historia :) A do imienia Chmurka mam szczególny sentyment - miałam uroczą tymczasowiczkę o tym imieniu - też trafiła do cudownej Rodziny, choć pierwsza adopcja nie do końca była trafiona...
  3. Czyli jednak pojechał i zje jajo ze swoimi człowiekami :)
  4. O masz ci los - Nuśka, coś pożarła? Forsycję!?!?!?!?!?!?
  5. Trzeba być dobrej myśli, co do Garda - cóż nam innego pozostało?...
  6. A ja dopiero dziś czuję jak mocno go przyciskałam do siebie, żeby przestał się bać, żeby tak rozpaczliwie nie szczekał - mam regularne zakwasy mięśni ramion i klatki piersiowej... Nazwałam go wczoraj Mikuś - niech ma chociaż imię...
  7. Nie udało się... Malutki odszedł :( Okazało się, że uderzenie było centralnie w główkę - nie miał żadnych innych obrażeń. Natomiast obrzęk mózgu tak duży, że pomimo kilkugodzinnego utrzymywania go w śpiączce farmakologicznej ciśnienie nie spadało. Gdy tylko leki zaczynały przestawać działaś, Maluszek wył i dostawał drgawek. Nie było sensu dalej go męczyć. Doktor zadzwonił do mnie i podjęliśmy jedynie słuszną w takiej sytuacji decyzję :( Jedyne, co mnie pociesza to fakt, że udało mu się ulżyć w cierpieniu i nie odchodził godzinami przy drodze w niewyobrażalnych męczarniach... Śpij spokojnie, Malutki...
  8. Właśnie powędrowała na konto Lili wpłata tytułem utargu za książki z VII bazarku - 124,40 zł. Lila, przepraszam, omyłkowo w pierwszym przelewie poszła wpłata o 6 zł za mała, stąd kolejny przelew o tym samym tytule na 6 zł ;) Po otrzymaniu, proszę o potwierdzenie tu na wątku, oraz na wątku regałowym: [B][url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/251708-Zako%C5%84czony-SI%C3%93DMY-rega%C5%82-dla-Filonka-i-Zapa-do-29-03-godz-21?p=21967354#post21967354[/url] [/B]Pozdrawiam! :)
  9. Filusiu - na konto Joli właśnie przesłałam 124,40 zł z VII regału. Proszę o potwierdzenie otrzymania tu i na regale: [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/251708-Zako%C5%84czony-SI%C3%93DMY-rega%C5%82-dla-Filonka-i-Zapa-do-29-03-godz-21?p=21967354#post21967354[/url]
  10. Ano ciekawe. Bo u nas to za normalnie nie jest ;) Lesio - król haremu, który wszystko ma "w tyle", kompletnie fiśnięta, nie zdająca sobie sprawy ze swojej siły i masy Lili, szybsza od światła Kreska oraz chwilami zabawowa, chwilami wycofana Gapcia. I na deser kicia Helenka, która psów się nie boi, śpi w ich posłaniach, ale się z nimi za bardzo nie koleguje...
  11. Oj tam, oj tam... Po tym, co się wydarzyło dziś rano, może się okazać, że zabranie Iki będzie po prostu koniecznością! W drodze do pracy (dojeżdżamy ekspresówką S7), zauważyliśmy najpierw auto na prawym poboczu, a przy nim kobietę rozmawiającą przez telefon i wpatrzoną w jeden punkt, a zaraz potem, po lewej stronie, wijącego się w konwulsjach i szczekającego rozpaczliwie małego psiaczka, na przejeździe pomiędzy pasami. Chwilę nam zajęła zmiana pasa z lewego na prawy i zjazd na pobocze. Gdy cofnęliśmy, zauważyłam, że zdążyły się już zatrzymać 2 kolejne samochody - jeden po naszej, drugi po przeciwnej stronie szosy (oczywiście nie ten, który psa potrącił!!!!!). Złapałam matę ochronną z tylnego siedzenia i usiłowałam przejść przez 2 pasy szosy, po której gnały auta. Szybszy był pan z furgonetki, która się zatrzymała po przeciwnej stronie. Na szczęście, bo wijący się pies coraz bardziej zbliżał się do lewego pasa i sekundy dzieliły go od trafienia pod koła kolejnego nadjeżdżającego auta! W końcu udało mi się przebiec. Z panem z furgonetki nakryliśmy psa matą i "zebraliśmy" z jezdni. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na jakoś bardzo ciężko rannego. Miał zakrwawiony pyszczek. Natomiast cały czas szczekał jak opętany. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy z powrotem, do Nowego Dworu, do "naszej" lecznicy. Z drogi dzwoniłam do Doktorów, żeby przyszli do pracy przed czasem, ale pies tak szczekał, że nie mogliśmy się dogadać... Gdy szczekał, na boki tryskała krew i wyglądało, że w aucie rozgrywa się jakaś krwawa jatka - cała boczna szyba spływała krwią... W lecznicy Doktorzy natychmiast się nim zajęli. Przede wszystkim dostał zastrzyk przeciw wstrząsowy, na chwilę przestał szczekać, ale nie chciał "zasnąć". Wydawał z siebie bardzo dziwne dźwięki - jakby... gdakanie. Jeśli chodzi o pyszczek, na pierwszy rzut oka nie ma tam jakiejś tragedii - krew była bardziej z powodu przygryzionego języka. Złamań też nie ma. Natomiast Doktorowi nie podobały się 2 rzeczy - to, że temperatura skoczyła do 42 stopni (a w takich przypadkach raczej mocno spada) i to, że podane leki długo nie chciały zadziałać (tzn. psiaczek nie mógł "usnąć"). Może to niestety wskazywać na najgorsze, czyli na uszkodzenie mózgu :( Zostawiliśmy nieszczęśnika w lecznicy, jeszcze musieliśmy przejechać przez dom, bo całe spodnie i sweter miałam we krwi i pojechaliśmy do pracy... Mam dzwonić do Doktora po południu. Teraz pies będzie spał i czekamy jak zareaguje na leki. Czy uda się go uratować, okaże się dopiero, gdy się wybudzi... A jeśli się wybudzi i będzie odpowiednio reagował na bodźce, czeka go dalsza diagnostyka, czy nie ma urazów wewnętrznych, a dalej... nie mamy co z nim zrobić :shake: Będzie musiał zostać w lecznicy, a co za tym idzie [B]Ika musi "zniknąć"[/B]... Psiaczek jest niewielki - pewnie trochę ponad kostkę, długawy, gładkowłosy - biały, w rude łatki. Trzymajcie kciuki... Aha, Ikę zabieramy w sobotę rano. Jeszcze ją w lecznicy wykąpiemy, żeby jej nie stresować pakowaniem do wanny u nas. A teraz idę się napić kawy, bo jeszcze mi się ręce trzęsą....
  12. Zabierz na działeczkę i cykaj na dworze. Wtedy zdjęcia wychodzą nawet atrakcyjnie ;)
  13. Jak każda dobra mama - porządnie dziecko wychowałaś i posłałaś w świat... ;)
  14. Ludzie to straszliwe goopki som - zamiast tych wszystkich palem, jajek, zajęcy, żarcia, supermarketów i innych bab, adoptowaliby na święta psa i dopiero byłaby... radocha!
  15. Wielka ulga... Bardzo się cieszę :)
  16. A Neska to kiedy zostanie wstawiona do albumu, hę? ;)
  17. O matko, Nuśka - saldo masz na koncie +6,40, a jeszcze nie wpisana rehabilitacja kwietniowa... Po świętach będzie przelew za VIII regał, potem jeszcze grosik za IX... Gorzej, bo nam się książki kończą :( A ile za focenie gałązek będzie cirka ebałt?...
  18. Nie poddamy się - wymeldujemy ścierwo z Ikusiowych ucholi ;) :)
  19. Dziękuję jaanko :) Tak, zachary - problem z uszami wygląda na bardzo, bardzo zadawniony :( Ika nie trzepie uszami, ani nie kręci się w kółko, choć momentami jakby miała problem z błędnikiem. Natomiast w uszach jest bagno, śmierdzi, boli i psina nie słyszy - i tu nie wiemy czy jest głucha trwale, czy jest szansa, że po doprowadzeniu uszu do zdrowia słuch powróci. Rozmawiałam z Doktorem. Została pobrana zeskrobina z uszu i poszła do badania. Trzeba zrobić antybiogram, bo stosowany antybiotyk nie działa wystarczająco efektywnie. Jutro/pojutrze powinny nadejść wyniki. Jutro Ika będzie miała zdjęte staplery. Jeśli się uda, zostanie lekko znieczulona i Doktor ponownie postara się wyczyścić uchole, a przy okazji prześwietli Ikę, bo utyka i nie jest to sprawa wenflonu, jak podejrzewałyśmy z Kasią (wenflon już wyjęty). Może mieć jakieś problemy ze stawami, a ostatnio przytyła i stąd może się brać ból. Jeśli nie uda się tego zrobić przed świętami - pojedzie do zdjęcia po świętach :) W piątek lub w sobotę już będzie można ją wykąpać - nareszcie przyniesiemy ulgę skórze, która swędzi z brudu i ran po kleszczach. I właśnie w piątek lub w sobotę Ika przyjedzie do nas - co najmniej na święta. Jest to na razie takie połączenie planu A z planem B ;) Państwo, którzy ją przywieźli do lecznicy szukają jej domu i ponoć pojawił się na horyzoncie ktoś, kto rozważa adopcję, ale decyzję podejmie dopiero po świętach. Nie ma sensu, żeby Ika siedziała w piwnicy i wyła, bo lecznica będzie czynna w święta tylko doraźnie - w razie nagłego przypadku i wtedy nikt nie będzie miał czasu, żeby się nią zająć (oprócz nakarmienia i wyprowadzenia na chwilę na dwór). A my będziemy w domu, spokojnie będziemy sobie świętować w naszym domowym gronie, więc Ika będzie miała towarzystwo, a my czas dla niej... A dalej?... Czas pokaże...
  20. Mizerniutki spadek... Może do KWB się uśmiechnąć o pomoc?
  21. Daj spokój... Odjajczaj chłopaka - na jaja okres w sam raz! ;) I niech spada na swoją chatę, a nie zadymy we wsi robi :)
×
×
  • Create New...