Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Przyszłam tu za Tatankas. Niestety, nie mam jak pomóc :( Trzymaj się, chłopaku, do poniedziałku już niedaleko! Ktoś tu poddał w wątpliwość, że ludzie nie potrafiliby się pozbyć starego psa - ech, ileż znamy przypadków "wymiany na młodszy model". Ja osobiście słyszałam od pracownika schronu, że pewien pan przyszedł ze swym starym psem i chciał go w schronie zostawić, a wziąć młodszego i zdrowego!!!!:angryy:
  2. Dumna Francis: [IMG]http://www.dogomania.pl/images40.fotosik.pl/769/fef699a9815a3e67med.jpg[/IMG][IMG]http://images40.fotosik.pl/769/fef699a9815a3e67med.jpg[/IMG] Niewiniątka: [IMG]http://images39.fotosik.pl/780/2ea232dcffa5e069med.jpg[/IMG]
  3. Zadymiara: [IMG]http://images43.fotosik.pl/787/16edf7bb05aad397med.jpg[/IMG] [IMG]http://images43.fotosik.pl/787/4085c20bcbb763d8med.jpg[/IMG] [IMG]http://images41.fotosik.pl/781/805b2af52516cc95med.jpg[/IMG] [IMG]http://images37.fotosik.pl/741/4a6687031332f884med.jpg[/IMG]
  4. [COLOR=purple]Się dzieje i zmienia jak w kalejdoskopie! Otóż po pierwsze - wielkanocny temat dyżurny "jajko". To, co było widać na USG to wcale nie było JAJKO!!! Ale powiększony węzeł chłonny! Efekt - znowu zabieg, który miał trwać 15 minut przerodził się w operację trwającą 1,5 godziny, ale w końcu odtrąbiono zwycięstwo i Lesio stał się tym samym wyjątkowym na skalę światową egzemplarzem samca, który był TRZY RAZY kastrowany :) Dochodzi chłopak do siebie, byliśmy dziś na kontroli - jest ok. Byleby tylko się nie zechciał reoperować brzegiem abażura!!!! :) Dziewuchy skontrolowane - jest lepiej. Franka też musi brać przez tydzień antybiotyk (Dalacin C), tylko w mniejszej dawce. We wtorek mamy ją pokazać i wtedy zapadnie decyzja czy w czwartek można ciachać. Lilci mam wyciskać ropę z dziur w łapce po frankowych zębach i przemywać rivanolem. Przemywać się na da, bo ona natychmiast to wylizuje, głopol jeden. Robię więc kompresy i na chwilę zawijam bandażem. Ejka przeszła sterylkę "śpiewająco"! :) Zabieg trwał 20 minut, a dziś rano już dostałam relację od Rafała, że jest wszystko OK. Wstała, przeniosła się na fotel :) Wysiusiała się i z wielkim apetytem wtrząchnęła śniadanie. Doktor mówi, że rodziła co najmniej raz :( Guzów Doktor nie zoperował. Przy zdjęciu szwów ma usunąć jeden (w znieczuleniu miejscowym) i damy do badania. Po otrzymaniu wyników co to za twory będzie podjęta decyzja czy usuwać i jak. Przyszła Pańcia wydzwania do nas co chwila pytając o samopoczucie rekonwalescentki :) Franka z pewnością może mieszkać z samcem - w relacjach z Lesiem jest wszystko OK. Do Kreski też nie ma żadnych "ale". Na razie lecę cyknąć jej parę fotek, bo zainteresował się nią domek z Łodzi - trzymajcie kciuki!!!!! [/COLOR]
  5. [COLOR=purple]Agnezio, łapa wygląda już o niebo lepiej! Przedwczoraj to nie była łapa tylko kolumna jakaś! Teraz opuchlizna już praktycznie zeszła. Wygląda bardziej nieciekawie, bo została wygolona, żeby się szybciej goiło. No i już się na niej daje kuśytkać! A nawet podbiegać, jeśli sąsiad Marcel wzywa zza płotu! :) Dajemy antybiotyk i pół apapu, żeby mniej bolało. Franol też jeszcze spuchnięty pychol ma, ale o wiele mniej niż wczoraj. Bo wczoraj to nam Doktor jakieś "optymistyczne" wizje roztaczał o uszkodzonych śliniankach - nawet nie chcę pisać!!!! Przyjrzy się jej dziś i może choć na wtorek dałoby się tę sterylkę przesunąć, bo jeszcze w środę Sławek w domu. A jeśli miałaby być w czwartek, będziemy mieć problem z kim ją zostawić w piątek. Ech... kobity nawywijały, a ty się człowieku teraz martw! [/COLOR]
  6. Nutusia

    Metamorfozy

    O mamo - ona nawet kolor zmieniła! :)
  7. Ale te "przedszkolanki" go regularnie... UKRADŁY!!!!
  8. Spóźniłam się, ale nie wiedziałam! I ja dołączam się do wszystkich najlepszych życzeń! Do dusz życzliwych, psów szczęśliwych, tarasów pięknych i mebli wymarzonych! :)
  9. [COLOR=purple]A tu partyzant z wyciętego lasu... Najpierw zaraz po operacji bioderka: [IMG]http://images39.fotosik.pl/777/493b6c4ee3dce591med.jpg[/IMG] I teraz, gdy bioderko już naprawione i zarasta powoli... [IMG]http://images39.fotosik.pl/777/5f5d39d6b525cedfmed.jpg[/IMG] Za to nastąpiły obrażenia na skutek nielegalnych walk suk :( [IMG]http://images35.fotosik.pl/600/e58128259d80b48cmed.jpg[/IMG] [IMG]http://images39.fotosik.pl/777/61f7db22201022c5med.jpg[/IMG] [IMG]http://images37.fotosik.pl/738/5fa870a6982ad14bmed.jpg[/IMG] Aha, i na koniec pękam z dumy, bo dzięki instrukcji Obraczus, wreszcie umiem wstawić zdjęcie!!!!! Hurrrraaaaaa!!!!! [/COLOR]
  10. [COLOR=purple]Piękne dzięki, Marudo! A tu dupa zbita :( Pojechałam z Franką do Doktora, bo choć opuchlizna o wiele się zmniejszyła, to wolałam sprawdzić. Dostała te same leki co Liluch poprzedniego dnia i sterylka odwołana z dzisiejszego dnia :placz: Jedziemy dziś na kontrolę z obiema zadymiarami no i z Ejką na sterylkę. Miał też jechać Lesio, żeby wydobyć z niego jajo na pisankę, ale Pańcio wydał dziś śniadanie z rozdzielnika i nie wiem czy do 18-tej wystarczy, żeby strawił. Zobaczymy co Doktor powie. W razie czego pojedziemy jutro. Jesteśmy z Małżem na zwolnieniu, bo mi wysiadł żołądek - prawdopodobnie z nerwów, bo w pracy też mam nieciekawą sytuację :shake: a Sławek w sobotę mył okna, przeziębił się i nie może przestać być smarkaty. Tak więc na razie sytuacja opanowana, bo gdy jesteśmy w domu panuje harmonia idealna! Same zobaczcie! Czy one wyglądają na śmiertelnych wrogów?... [/COLOR][COLOR=purple][IMG]http://images40.fotosik.pl/766/cf184062631bdc1fmed.jpg[/IMG][/COLOR] [COLOR=purple] [IMG]http://images41.fotosik.pl/778/4442810f267f7f0bmed.jpg[/IMG] [/COLOR]
  11. O tak - wygląd psa nie zawsze źle świadczy o właścicielu. Wystarczy przykład naszej Łośki, co Brosiku?... :) Ileż to razy patrzono na nas jak na potwory! Ale tylko raz jedyny podeszła do nas pani zaniepokojona jej wyglądem i spytała dlaczego tak wygląda. Reszta patrzyła i... snuła domysły! Jakie - wolę nie wiedzieć. Jednak najbardziej tajemnicze w historii jamnisia jest jego zniknięcie z ogródka i znalezienie się w schronie. I na co schorowanemu dziadziowi taki stres?...
  12. A musieli w schronie zostawić namiary na siebie?... Bo mnie zastanawia po co ktoś kradłby starego, wychudzonego jamnika. No chyba nie po to, żeby go do schronu zawieźć! A w schronie co widnieje w karcie przyjęcia? Że skąd się wziął?... Moje psy też same zostają w ogrodzie i teoretycznie jest możliwość, żeby ktoś je zabrał przepiłowując kłódkę od bramy, ale... mimo wszystko... dziwna historia.
  13. [quote name='snuszkak']ludzie chyba myślą, że my nie śpimy, nie pracujemy, nie uczymy się tylko psami się zajmujemy :evil_lol:[/QUOTE] No w sumie... niewiele się pani pomyliła :)
  14. O MatkoiCorko! Chociaż jedna dobra wiadomość dzisiejszego dnia! A chudzieńki pewnie, bo chorutki biduś :( A ten kretyn co go kradł to co miał przepraszam na myśli?!?!?!?!!?
  15. A nie mówiłam, że ludzie to "chore potwory"?!?!?!?!? Niech sami się zmieszają, żeby uzyskać efektowne i efektywne wyginięcie wszelkiej głupoty i patologii!!!!!!!!
  16. Ludzie to jednak dziwaki - ogon czy jego brak ma decydować o tym czy pies będzie miał dom czy nie?!?!? To tak, jakby o losie człowieka miała decydować np. długość włosów :(
  17. Donka - dzięki! Trzymaj się, Kochana... Wpłaty z FB wpisuję więc do pierwszego postu - dzięki Ellig. Dakotka, a do Was były jakieś wpłaty, żeby je tu umieścić?... Ja jeszcze "wiszę" za kwiecień, ale wciąż czekam na pensję...
  18. Pani z "wysokim płotem" mi się podoba! Tylko żeby nie było jak w tej piosence "Wysokie płoty tato grodził..." :) Kciuki trzymam! A przez Łomianki codziennie przejeżdżam ;)
  19. Marycha - ten DT, z którym rozmawiasz o warunkach jest najwyraźniej PŁATNYM DT. Ja mam w tej chwili na DT dwie sunie. Jedna nie utrzymuje czystości w domu, więc środków czystości idzie sporo, ale bez przesady, żebym to wpisywała w koszty! Niszczą w domu jak pijane zające w kapuście, pogryzły buty, podrapały drzwi, wczoraj rozbiły butelkę z sokiem z aronii i mam pochlapaną ścianę w kuchni na 1,5 m! Ale biorąc do domu psa, psa po przejściach w dodatku, trzeba być na to przygotowanym. Jakoś sobie nie wyobrażam, żebym w rozliczeniu wpisała koszt zakupu farby do pomalowania pochlapanej ściany! Odruch serca jest bardzo ważny. Takich ludzi jak Ty bardzo tu potrzeba. Oferujesz konkretną pomoc i stawiasz sprawę jasno. Moim zdaniem nikt by do Ciebie nie miał pretensji, że prosisz o zwrot kosztów za weta, jedzenie czy potrzebne psu akcesoria. Ja np. wpisuję w rozliczenie koszt zakupu podkładów higienicznych, bo bez nich moja podłoga dawno by zgniła. Nikt nie ma o to do mnie pretensji, że zebrane na dogo pieniądze przeznaczam na takie rzeczy! Do weta mam 34 km w obie strony. Każda podróż to 10 zł. Jeśli jeżdżę raz na jakiś czas, nie liczę za paliwo, ale jeśli tak jak ostatnio muszę być w gabinecie CODZIENNIE, doliczę ten koszt do wydatków. Generalnie chodzi chyba o to, żeby wpłacający wiedzieli na co idą pieniądze, żeby to wszystko było przejrzyste, żeby było jasne, że nie zarabiasz na Rio :), ale po prostu nie stać Cię na utrzymanie psa. Bo może gdyby Cię było stać, adoptowałabyś jakąś bidę. Mnie też nie stać na utrzymanie dodatkowo dwóch psów (bo swoich mam 2 + kot), ale jeśli ludzie się godzą, żeby mnie wesprzeć finansowo i żeby jednak psiak do mnie trafił, a nie siedział w schronie albo w drogim hotelu - to ja zawsze chętnie pomogę. Doświadczenie z psami mam takie, że od zawsze mam własne psy (a żyję już dobrą chwilę na tym świecie). Jesteśmy z mężem poza domem 10 godzin dziennie, więc nie są to idealne warunki dla psa, ale po powrocie zapewniamy opiekę, miłość i całą resztę, więc chyba nie jest tak źle :) Marycha, nie poddawaj się, nie załamuj, nie tłumacz, nie krępuj i broń Boże nie utwierdź w przekonaniu, że się nie nadajesz na bycie DT, bo Ci czasem brakuje do 1-go :) Powodzenia!
  20. Nie będę więcej wchodzić na ten wątek, bo się zapłaczę... :-( Gdyby tak można było zapoznać psy na odległość!
  21. [COLOR=purple]Tatankas - wielkie, wielkie dzięki! No i oczywiście dziękujemy Dominice. Pisałam z nią na PW i prawie ją "ucórkowałam" :) A u dziewuch - dupa zbita :( Stolik, który stoi wciśnięty w kąt kuchni znalazł się wczoraj na jej środku. Spadły butelki, potłukły się i wylał się sok z aronii (również ściana jest pochlapana do wysokości 1,5 m) oraz likier. Dziewczyny się lepiły, że o podłodze nie wspomnę. Lilcię musiałam opłukać prysznicem, bo samo wycieranie nie przynosiło rezultatów. Frankę jakoś powycierałam. Powywracane krzesła, fotel... Jednym słowem przeszedł tajfun! Łapcia Liluchy wyglądała wczoraj gorzej, prawie w ogóle na niej nie stawała i wyraźnie było widać, że się źle czuje. Nie było na co czekać - pojechałam do Doktora. Temperatura 40 st, więc od razu morfologia. Na szczęście wynik dobry, czyli stanu zapalnego nie ma. Ponieważ nie chciała stawiać pogryzionej nóżki, zrobiliśmy kontrolne USG - ufff... kości całe. Strasznie była biedniusia. Chyba z nerwów miała tak pozapadane żyły, że nie można było wbić wenflonu, a potrzebna była kroplówka. W końcu się udało. Dostała płyny wzmacniające, środek przeciwbólowy i antybiotyk. Za akcję ratunkową jesteśmy winne Doktorowi 135 zł :( Od dzisiejszego wieczora mamy też podawać Dalacin w tabletkach. Po powrocie do domu położyłam ją na kanapie, ale na dźwięk szykowanych misek przyszła i jak zwykle z nieziemskim apetytem wchłonęła kolację. Nie ciągnęłam jej już na wieczorny spacer, zostawiłam przykrytą na kanapie. Gdzieś nad ranem przylazła do łóżka się przytulić. Rano czuła się wyraźnie lepiej, choć nadal kuśtyka. Zjadła i przekomarzały się z Kreską jak zwykle. Jak już wróciłam z Lilcią, zapodałam kolację i usiadłam wreszcie, nagle spostrzegłam, że z Franki zrobił się... balonik! Szyja cała spuchnięta i fafle - szczególnie prawy. Przyjrzałam się dokładniej, przyświecając sobie latarką i zauważyłam, że ma parę draśnięć, ale żadnej poważnej rany. Już sama nie wiem czy te draśnięcia to zęby lilkowe czy może szkło z rozbitych butelek... Zrobiłam na noc okład z sody i rzeczywiście do rana opuchlizna z szyi zeszła, ale fafle nadal jakby pychol do ula wsadziła - spuchnięte i gorące. Myślałam, że może nie będzie chciała jeść śniadania, ale zjadła wszystko z apetytem. Usiłowałam wziąć urlop na żądanie, ale niestety mam teraz w pracy bardzo nieciekawą sytuację (co też mnie wykańcza psychicznie) i nie dało rady. Po powrocie pewnie znów będę jechać do Doktora - tym razem z Franką, bo dawno mnie tam nie było... I coś mi mówi, że pod znakiem zapytania stanie jutrzejsza sterylka. No po prostu jak nie urok, to przemarsz wojsk :( Nie miałam dziś wyjścia - Lili, Kreska, Lesio i kocica zostali na dworze. Do budy wsadziłam jeszcze dodatkową kołdrę i koc - mam nadzieję, że nie zmarzną. Frania została w domu. Szczerze mówiąc, takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam :( Pilnie domek Frani jest potrzebny!!! [/COLOR]
  22. Nie zapomniałam. Jednak 10 dni w klatce u weta zamiast w domowych warunkach u osoby, która jednak będzie się nią troskliwie opiekować (i tylko nią) to jest różnica. Samo zabranie jej z zajezdni już będzie stresem. Nawet jeśli zrobi to gadzia. Potem obcy ludzie w lecznicy, ból i samotność, potem jak proponujesz jeden dom, potem drugi... Ale jeśli tylko takie rozwiązanie będzie możliwe, żeby Nuka opuściła zajezdnię to i tak lepiej niż ją tam zostawić - to nie podlega dyskusji.
  23. Nie demonizujmy - sterylizacja owszem, jest poważniejszą i bardziej rozległą operacją niż kastracja psa, ale jeśli zrobi ją wprawny lekarz, a nie rzeźnik, na drugi dzień suka praktycznie wraca do siebie. Opiekowałam się 9 suńkami po sterylizacji (w tym 5 w ciągu ostatniego roku). Zabieg robimy w czwartek wieczorem, bo wtedy nas lekarzy przyjmuje po południu, na piątek biorę wolny dzień w pracy, przez weekend jestem w domu, a w poniedziałek suka funkcjonuje już całkiem normalnie - tyle, że paraduje w "sukience" :) Trzymanie psa u weta do czasu zdjęcia szwów (czyli ok. 10 dni!!!) jest bezsensownym stresem dla psiny. Jest trzymana w klatce, bez kontaktu z człowiekiem, często w pomieszczeniu są inne, obce zwierzęta. Co innego, gdyby Nuka po sterylce miała wrócić na ulicę, ale jeśli ma trafić do domu, do człowieka, niech już nie ma dodatkowych stresów. Ja bardzo przepraszam, że tak się wymądrzam, choć pomóc nie mam jak, bo mam w tym momencie 2 sunie na BDT (w tym właśnie jedna po sterylce i dość skomplikowanej operacji biodra) ale wiem, że sama narkoza jest dla psa dużym przeżyciem i widzę z jaką ulgą moje podopieczne wracają do domu i w znanych sobie warunkach szybciutko dochodzą do siebie.
  24. Szkoda, bo już miała nadzieję, że jej tułaczka się skończy...
×
×
  • Create New...