-
Posts
29109 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
30
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ewa Marta
-
Mieszkam i pracuję na Ursynowie. Mogłabym po pracy podjechać gdzieś, żeby przekazać Ci ręczniki, koc i pościel. Problem jest jednak taki, że nie bardzo mam możłiwość jechania gdzieś daleko, bo jestem sama z dwoma psami, które kiepsko znoszą długie bycie bez człowieka w domu. Gdzie ewentualnie możemy się umówić?
-
TYGRYŚ szuka domu ... Tygryś za TM ... [']
Ewa Marta replied to Nicol's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie wierzę że jakiekolwiek słowa mogą w takiej chwili pocieszyć, ale chcę, żebyś pamiętała, że do ostatnich chwil jego świadomości Tygryś miał kochający dom i swoje miejsce na ziemi. A to, co potem musiałaś zrobić, to wyraz wielkiej miłości do psa i ulżenie mu w tych ostatnich chwilach Aguś. Dostał WSZYSTKO, co było możliwe. Tak naprawdę żył na kredyt i to jak cudownie żył.... Niejeden człowiek nie jest otoczony taka miłością, jaką on był. To jest bardzo ważne Aga, może w tym wszystkim najważniejsze. Ktoś go kochał i on doskonale o tym wiedział!!!! -
[quote name='ankekoval']Dlatego, ze pies zotał zaewidencjionowany w jej Azylu i ona podejmuje takie decyzje. Znależliśmy pare innych prywatnych hoteli ale Agnieszka Brzezińska zadecydowała, ze ma być w Hotelu - El-WET. Całą resztę ustalę na miejscu -finansowanie pobytu psa. Dla mnie to zupełnie nowa sytuacja -pierwszy raz mam do czynienia z Fundacją -Azylem-psim hotelem...... ie znam tych zależności.....[/QUOTE] Skoro pies jest zaewidencjonowany w Azylu, to dlaczego nie wezmą go pod opiekę? Na dogomanii jest zasada, że jakakolwiek zbiórka pieniędzy, musi zostać rozliczona na wątku psa, na które zbierane są pieniądze Aniu. To nie nasz wymysł, ale wymóg tego, żeby wątek nie zostal zamknięty, a osoba go zakładająca nie dostała bana. Zresztą jest to uczciwe, bo wpisywanie każdej zgromadzonej złotówki i wrzucanie rozliczeń wydatków uniemożliwia podejrzenie o nieuczciwe dysponowanie pieniędzmi. Czy mogłabyś - bardzo Cię proszę - dowiedzieć się jaki jest status Stefana. Jeśli Fundacja chce decydować o wszystkim, co go dotyczy, powinni też przynajmniej częściowo partycypować w kosztach w szpitaliku. Co innego umieszczenie go tam na króki czas, w którym znajdzie się dla niego DT, ale rozumiem, że i o tym będzie decydowała Fundacja?
-
[quote name='ankekoval']Stefan dzisiaj zostanie przewieziony do psiego hotelu EL-WET w Bobrowcu/pod Piasecznem/. Ja osobiscie go dzisiaj odbiorę z kliniki i tam zawiozę. Tak zadecydowana Szefowa Psiego Azylu pod Aniołem. Pobyt w tym hotelu -szpitalu wynosi 25 zł za jeden dzień. Jutro podam numer konta tego hotelu i jest prośba, zeby pieniążki bezpośrednio wysyłać na nr konta EL-WET'u w Bobrowcu. Wstrzymajcie sie jeszcze chwilę, proszę. Ja to dzisiaj wieczorem ustalę i jutro wszystko napiszę. Moz ebędzie można do niego zawieść też jakąś karmę.......Zobaczymy w jakim jest stanie. Do jutra.[/QUOTE] A czy hotel będzie wrzucał rozliczenia i aktualny stan finansów Stefana? Trudno wpłacac tak w ciemno, nie wiedząc jakie są zobowiązania. Zastanawia mnie tylko, dlaczego szefowa Azylu pod Psim Aniołem podejmuje decyzje, gdzie on ma być, chociaż nie ona będzie finansowała jego pobyt tam....
-
[quote name='marecki1']Bardzo piękny pies. Chciałbym wysłać jakieś skoromne pieniądze na Stefana. pOdajcie może konto, gdzie mam przekazać.[/QUOTE] No właśnie, Aniu..... podaj może swój numer konta. To normalna praktyka na dogo, że jedna osoba zbiera pieniądze na utrzymanie psa, a potem przedstawia rozliczenia na wątku, to znaczy wrzuca listę darczyńców i zestawienie wydanych pieniędzy. Chyba, że dogadasz się z mru (choć wiem, że stale jest zajęta), ale może zgodziłaby sie wrzucać na pierwszą stronę rozliczenia wpłat i wydatków. Do tego potrzebny jest jednak numer konta.
-
[quote name='ankekoval']Witam Dziękuję wszyskim za ofiarowaną pomoc finansową. Trwa zbiórka na opłacenie leczenia Stefana w klinice. Klinika chce go dzisiaj wypisac. Psi Azyl pod Aniołem jest przepełniony - dlatego prosi o znelezienie ciepłego hotelu. Dzisiaj dowiedziałam się, ze oprócz chorego pęcherza Stefan ma złamana przedną prawą łapę..... Potrzebuje ciepłego kąta do czasu wyleczenia. Jak tylko skontaktuje sie ze mną Szefowa z Azylu - napisze co uzgodniłyśmy dalej. Klinika nie udziela żadnych informacji obcym, dlatego dopiero dzisiaj dowiedziałam się od Pana który współpracuje z Azylem że Stefan ma łapę w gipsie. Póki co robimy zbiórkę na leczenie i hotel.[/QUOTE] To smutne, że miałyście go pod swoją opieką, a teraz nie otrzymujecie informacji o jego stanie. Łapa w gipsie uniemożliwia chyba pobyt w kojcu z budą bo Stefen może mieć problem z wchodzeniem do budy:-( W najgorszym przypadku, trzeba go zawieźć do jakiejś płatnej kliniki, gdzie poczeka na zdjęcie gipsu. Chociaż najlepszym rozwiązanioem byłby domowy hotelik... A co z hotelem Pani Aliny? Niedawno jechal tam psiak z kartonu i teraz szczęśliwie mieszka w domu? Może warto tam zadzwonić Aniu? To 60 km od Warszawy...
-
[quote name='Tora&Faro']To ogromne szczęście jak pies ze spokojem przyjmuje takie sytuacje.... [COLOR=Silver]Ja to juz się monotematyczna zrobiłam przez ten wystrzałowy okres....aż głupio, bo o niczym innym nie mówię:( [/COLOR] A postępy Marleja na pewno wrócą, tylko czasu mu trzeba:)[/QUOTE] No to możemy podać sobie rękę. ja też jestem monotematyczna i wściekła jak diabli... Dopieor wróciłam ze spaceru, na którym psy sie załatwiły. Obyście miały rację, że jutro już się skończy. Sama potrafi zatrzymac w miejscu jeden maleńki wystrzał, a potem rzuca się do domu... Idę spać, mam dosyć:-(
-
Jutro powinna pojawić sie Ania, która ma kontakt z lecznicą wie dużo więcej niż my wszyscy na jego temat. No i zarządzi zbiórkę w swojej firmie na Stefana. Zadzwonię do niej, żeby koniecznie dawała znać na bieżąco co z nim.
-
[quote name='gusia0106']Kupiłam też "spod lady" Frontline za 25 zł, ale nie mam na to rachunku, bo nie miał mi go jaki podmiot wystawić ;) Jeśli nie zaakceptujecie, najwyżej pokryję ze swojej kieszeni - proszę więc o szczere komentarze.[/QUOTE] Chcesz szczerze? No to weź Ty nas kobieto nie denerwuj. To chyba normalne, że jak coś można kupić taniej bez rachunku, to tylko dobrze dla finansów, więc nie miej skrupułów, tylko kupuj i wpisuj do ogólnego rozliczenia! Dziewczyny, zajrzyjcie proszę na wątek Stefana, bardzo potrzebny jest domowy tymczas... [URL]http://www.dogomania.pl/threads/175743-WARSZAWO-POMA-A-Stefan-z-budowy-miaA-WYPADEK-PILNIE-kaA-dy-TYMCZAS-nawet-ogrodowy/page27[/URL]
-
Rozmawiałam przed chwilą przez telefon z Anią. Niestety Stefan MUSI najpóźniej jutro opuścić klinikę, w której obecnie jest. Problem jest jednak taki, że Stefan ma zapalenie pęcherza i bierze antybiotyk. Nie ma mowy, żeby z powrotem wrócił na budowę, anie tez nie bardzo jest możliwość hotelowania go w kojcu. Choć kilka dni musi byc w cieple i brac leki, a do tego ze 4 razy być wyprowadzany na krótki spacer. Ostatecznością byłoby przewiezienie go do lecznicy, w której jest szpitalik, jak np. na Kosiarzy 37 albo Rosoła. Tak, czy inaczej potrzebna byłaby zbiórka pieniędzy i szukanie DT w domu. czy macie jakiekolwiek informacje o wolnym miejscu w domowym, płatnym DT? Ania wraca właśnie do Warszawy, jutro w biurze zrobią spotkanie. na pewno jakąś kwotę uda się zebrać, może my tutaj pomyśłimy o allegro (ktoś umiałby je zrobić?) Potrzeba tylko miejsca, do którego możnaby go przewieźć. Mial opuścić klinikę już dzisiaj, ale udało sie przesunąć to do jutra. Tam jest pełno, masa psiaków po wypadkach, nie ma miejsca na to, żeby Stefan został:-( Acha, gdyby ktoś chciał znać bliższe szczegóły, to na pierwszej stronie wątku jest numer Ani właśnie. ja telefon do niej mam właśnie stamtąd... Mru wrzuciła temat na wątek, ale nie ma bezpośredniego kontaktu z kliniką. Tak jam my wszyscy chce po prostu pomóc. Zastanawiam się właśnie, czy nie mogłabys mru zmienić tytułu wątku, tak, żeby było wiadomo, że szukamy DT w jakimś w miarę ciepłym pomieszczeniu. A swoją drogą jak go to mnusiało boleć, takie zapalenie bez leczenia.....
-
[quote name='gusia0106']Ja to luz ;), jego szkoda. Warczy, zęby pokazuje, kuli się, ogon na płucach...bidula. Dziś zaliczyliśmy pierwszy spacer bez strzałów. Kupa powoli zaczyna wyglądać jak kupa. Mam nadzieję, że to nowy początek.[/QUOTE] Ja byłam pod Twoimi oknami o 23:30 wczoraj. W końcu bez strzałów udało mi się psy wyciągnąć tak daleko, żeby poruszały się trochę. A swoją drogą to chore, żeby człowiek musiał po nocy łazić na mrozie godzinę, bo w ciągu dnia nie ma na to szans. Dzisiaj rzeczywiście nie strzelali od rana, więc poszłam na psią górkę. Tyle, że po 40 minutach wracaliśmy szybko, bo zamarzałam:-) One ganiały za piłką, patykami, więc nie czuły tego mrozu. Gusiu, oby Marlej zaczął z powrotem wychodzić z tej traumy!!!
-
W górę Stefan, może ktoś Cię dojrzy...
-
Jak na to, co Marleja spotkało, to on i tak niewiarygodnie Ci Gusiu zaufał. Pomyślcie, jaki to mógł być radosny pies, gdyby jako szczeniak trafił na swój dom:-( Tak mi przykro, że tyle cierpień za nim. Jak on ma się otworzyć, skoro tyle go spotkało:-( Jeśli jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie, to Marlej znajdzie najlepszy dom, pełen miłości do niego i może z jakimś łagodnym towarzyszem - czworonogiem dla niego... Tego życzę mu z całego serca!
-
[quote name='Tora&Faro']Cholera czy to oznacza że on się biedny już nawet w domu nie czuje bezpiecznie?...bo chyba jak dotąd agresywny był tylko w sytuacjach kiedy się bardzo bał....czyli jak musiał wyjść na spacer.....[/QUOTE] Od 3 dni słyszy w domu niemal nieprzerwane huki, można przestać czuć się bezpiecznie, zwłaszcza, jeśli dopiero nabierał zaufania do miejsca i Gusi:-(
-
[quote name='gusia0106']No doszło niestety. Do sypialni już nie za bardzo mogę wchodzić jak on tam jest, ukucnąć blisko nie mogę, jak podchodzę do niego po prostej, nie po łuku - to samo...[/QUOTE] Gusiu, a może zwabić go do łazienki i puścić wodę do wanny? Moje psiaki troszkę uspokaja ten szum i zagłusza trochę strzały. Szlag niech to trafi:-( Ja też mam dosyć, mimo, że moje mnie nie atakują, ale serce się kraje, jak patrze na przerażone oczy, podkulone ogony i schowane po kątach dwa psiury.... Nie dziwię się, że chwilami jesteś na niego zła. Ja miałam tak wczoraj, kiedy sam panicznie się wyrywał i grzał przez uliczkę (na szczęście nie jeździły samochody). W pewnym momencie krzyknęłam na niego ostro, ale zrobiło mi się strasznie głupio, bo czemu on jest winny? Do tego w domu natychmiast przychodzi się łasić, liże mnie po twarzy i bardzo szuka kontaktu wzrokowego. On dziękuje mi, że w końcu jest bezpieczny w domu. K....mać, mam dość!!!!! Znowu słyszę serię strzałów. Ty pewnie też, bo jesteś obok:-(
-
[quote name='jola_li']A może...... nie wiem tylko tak sobie myślę...... Jeśli Gusia jest zmotoryzowana to może dałoby się wyjechać z Marlejem gdzieś poza miasto... nawet niedaleko, na jakieś solidny i niezakłócony spacer..... Ja tak robiłam z moją suczką jak było bardzo hałaśliwie.... W drodze, w samochodzie strzałów nie słychać....[/QUOTE] Ja zrobiłam to wczoraj. Wyjechałam z moimi psami kawal za Warszawę i udało się zrobić tylko siku, bo zaraz potem coś huknęło. Ci kretyni strzelają wszędzie:-(
-
Piękny onek Lemon wygrał ze śmiercią! Już w kochającym domku :)
Ewa Marta replied to Lemoniada's topic in Już w nowym domu
Super zdjęcia i super wiadomości!!! Dziewczyny dzięki:-) Magda, dla Ciebie ogromne podziękowania za podtuczenie naszego Lemona. Wygląda dużo lepiej, niż kilka dni temu!!! -
Na pewno nie można mu teraz dać nic usypiającego, bo jak jest płochliwy, to po jedzeniu ucieknie i jak zaśnie, to zamarznie. Przydałby się hycel i biegacz, ale raczej marne szanse, że przyjadą bo już w kilku sytuacjach po Marleju odmawiali:-( Gdybyście robili jakąś akcję łapania psiaka, dajcie znać, postaram sie przyjechać. Jak przestana strzelać mogę spróbować przejść się ze swoimi psami , może podejdzie do nich? Narazie jednak mam koszmar w związku z fajerwerkami:-( Mogę narazie pojechać sama, ale skoro nie daje się złapać karmicielce, to i mnie tym bardziej nie pozwoli sie zbliżyć. Czy ktoś widział, gdzie on śpi?
-
Aż się martwię, że Gusia się nie odzywa:-( Zwłaszcza, że na Ursynowie walą cały dzień kretyni skończeni. Mam nadzieję że wszystko u nich w porządku... Mam dosyć, w akcie rozpaczy wywiozłam dzisiaj koło 20 psy kawałek za Warszawę, żeby się w końcu załatwiły. Efekt był taki, że Sam w końcu siknął pierwszy raz od rana, Barsa dwa razy. Nagle coś huknęło i Sam wyrwał mi się z obroży i smyczy i mało się nie zabił goniąc do samochodu. Na szczęście był ze mną mój syn, który zostal przy samochodzie i widząc biegnącego na oślep Sama, przytomnie otworzył drzwiczki. Sam wskoczył i nie było siły, która by go stamtąd wyciągnęła. Syn włączyl muzykę i jechali wolniutko, a ja biegłam z Barsą przy zaśnieżonej drodze, żeby choć trochę się przebiegła. Wyszłam z nimi na nocny spacer o 23:25 i prawie godzinę spacerowaliśmy. Tyle, że Sama dwukrotnie zabierałam spod klatki, bo coś znowu daleko strzelało. W końcu zrobił kupala, co wywołało moją olbrzymią radość i pies patrzył się dziwnie, kiedy dostał wielkiego buziaka. Barsunia poradzi sobie doskonale, bo łobuz rozpuszczony jak jej się zachce w nocy, to pójdzie do swojego ulubionego miejsca w kuchni i załatwi co trzeba. W takich dniach jak wczoraj i dzisiaj, zastanawiam się czy to nie jest dobrze, że jednak potrafi załatwić się w domu. Samik pęknie, a nie załatwi się tutaj i cierpi bidula:-( Uroczyście przysięgłam sobie, że w przyszlym roku po pierwsze psy dostana środki na uspokojenie, po drugie zabieram je na wieś, w miejsce, gdzie nie ma tylu huków:-(