Jump to content
Dogomania

Ewa Marta

Members
  • Posts

    29274
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    31

Everything posted by Ewa Marta

  1. Ale jedno Wam powiem..... nie wolno gwałtownie zmieniac żarcia. Po tych wszystkich dyskusjach, postanowiłam zmienić moim psiakom gotowanegop kurczaka, na gotowana wołowinę. I jak kretyn skończony dałam im od razu poranną porcję. Efekt? Barsie nic nie jest, bo ona ma żelazny żółądek, a Sam od poniedziałku choruje, jest na antybiotyku, jakis psatach z elektrolitami i na karmie leczniczej. Ja nie żyję, bo ponad dwie doby latałam z psami równo co 3 godziny, czyli 8 razy dziennie. Jestem kretynką, to fakt, ale chaiałam jak najlepiej, tylko mi zamroziło zwoje mózgowe, bo przeciez WIEDZIAŁAM, że Sam musi wszystko zaczynac od maleńkich porcji... jadl to jednak tak zachłannie, że straciłam czujność i... dołożyłam mu więcej:-( Wracam więc do kurczaków i koniec z wołowiną!
  2. W mojej głowie już siedzi Luna, a zdrobnienie Mysza-tka jest super:-)
  3. Trudno powiedzieć któego.... ale serce mi mówi, że tego gnębionego, żeby chłopak złapał oddech.
  4. Wrzuciłam Ci już na konto 50 zł do rozdysponowania wg uznania albo na Lunę albo na kolejnego onka. W tym miesiącu więcej nie dam rady, sama mam spore wydatki na mojego Samika:-(
  5. Kurcze, Mysza bierz tego chłopaka, przecież samej Cię z tym nie zostawimy. Może jak Lemon pojedzie, uda się namówić Lemoniadę na pozostawienie pieniędzy dla tych nowych bid? Jako jeden z darczyńców, będę ją o to bardzo prosiła;-) Ja narazie nie mam na bazarki nic nowego. To , co mam, przekażę Gusi na dniach na Karmelka i podopiecznych Greven (tak, jak prosiłaś). Ale będę zbierać , dorzucę jakąś kaskę. Może uda nam się namówić kogoś na wspólny bazarek dla Lunu i tego chłopaka (że dwa psy zabrane ze schroniska, że ciężko finansowo, ale trzeba było ratować itp...) Mróz jest koszmarny. Moja Barsa wyszla dzisiaj w ciepłym kubraczki, a i tak dupina jej sie telepała:-( Normalnie ganiaja godzinę rano, dzisiaj po 25 minutach oba leciały do domu...
  6. Trudno się dziwić, że Stefanowi tak siadły nerki. W końcu cały czas był na mrozie i dopóki dziewczyny nie kupiły mu budy, mieszkał w szafce z kilofami:-( Takie leczenie zapalenia wymaga czasu i nie ma sie co martwić. Najważniejsze, że jest leczony. Zastanawiam się czy nie dałoby sie mu zawieźć tam koca z budy ( oczywiście po uprzednnim wysuszeniu, bo teraz pewnie zamarzł. On tam leży na niedużym kocyku i może lepiej, żeby miał cieplej pod pupą. Aniu, czy byłoby to możliwe? Może jakbys do niego jechała, mogłabyś wziąć koc? Zastanawiam sie co z tą budą, może warto ją zabrac z budowy. A nuż Stefankowi trafi się dom, w którym będzie ogród i ta buda sie przyda? A jak nie jemu, to może oddać ją albo nioedrogo odsprzedać dla jakiejś bidy z dogo?
  7. Ale z Ciebie błyskawica Mysza:-) Piękna sunia, jestem pewna, że szybko znajdzie domek!!! Narazie jednak wrzuć mi proszę numer konta, dorzucę coś do jej utrzymania;-)
  8. Ze zwrotem benzyny nie byłoby problemu, bo przecież Lemon ma kase na koncie. A dla niego byłoby mniej stresująco. Trzymam mocno kciuki z awizyte przedadopzcyjną. Mam nadzieję, że Pan w realu okaże się równie sensowny, jak przez telefon:-) Taki dom z ogrodem, to wymarzone miejsce dla Lemona!!!
  9. Na ich wątku o 16:07 jest info, że szczęśliwie dojechały:-)
  10. A pan nie chce przyjechać żeby Lemona najpierw zobaczyć? Bo może jak przyjedzie i zachwyci sie Lemonkiem (tego jestem pewna), to możnaby jakoś znaleźć mu transport. Z tego co mi po głowie chodzi na tej trasie często ktoś tu jeździ... A Pan zamiast na bilety, dorzuciłby do benzyny i byłoby fajnie:-) Lemon jechal pięknie pociągiem z Lemoniadą do warszawy, ale siedzial na miejscu obok i łapy trzymal na jej kolanach. Nie wiem, czy na tak długiej trasie będzie wolne miejsce i czy będzie to możliwe. Trzymam mocno kciuki za wizytę, żeby wypadła pozytywnie!!! Podoba mi się, że pan już mial psa po przejściach i że właśnie takiego chce przygarnąć.
  11. Straszne, że on cały czas sie boi, że znowu przestał ufać:-( Gusiu, Ty się w ogóle nie zastanawiaj, czy coś kupić, czy nie, tylko kupuj jeśli Piotr tak mówi. W końcu podjęta została mądra decyzja, że poprowadzi go behawiosrysta i on dobrze wie, co jest ważne i co trzeba zrobić. Mogę podrzucić Ci troszkę waniliowo-miętowych ciasteczek w kształcie małej kostki. Myślę, że powinnaś przetestować ogólnie dostępne smakołyki, żeby potem ewentualny dom nie mial problemów z ich zakupieniem. Mam jeszcze takie większe roladki - też Ci trochę podrzucę jak chcesz. Resztę trzeba kupić, to przeciez nie jest drogie. A może warto poszukac na allegro i u jakiegos jednego sprzedawcy kupić kilka rodzajów? W wolnej chwili popatrzę i podrzucę Ci jakis link. Jeśli nie masz tam konta, mogę kupić na siebie.
  12. [quote name='mysza 1']Mam bardzo mieszane uczucia- dwoje małych dzieci w tym niemowlak, mieszkanie czyli konieczność spacerów plus bardzo żywiołowy pies- nie widzę tego. Poza tym, jak można oddać własnego psa? Ale nic, zobaczymy czy zadzwoni, bo to, że zapytała jeszcze nie przesądza o niczym ;)[/QUOTE] Pani oddała swojego psa, bo nie lubił dzieci, zamiast postarać sie o to, żeby je zaakceptował:-( A co zrobi, jak niemowlę okaże się uczulone na Bruna? Komu tym razem go odda? Ja tego jakoś nie widzę:-( Sorry za szczerość.... Nie wyobrażam sobie sytuacji, że oddaję członka swojej Rodziny, bo nie lubi innego i nikt mi nie wytłumaczy, że pies to co innego. Mam psa, który najpierw był w schronisku, potem w dużej rodzinie, w końcu rodzina postanowila oddac go do schroniska, wylądowal więc u mojego Jacka i siedzial po 14 godzin sam w domu. Wzięłam go pełna obaw, bo pies podobno uciekał, był niezdyscyplinowany. Ale groziło mu schronisko, więc nie umialam na to pozwolić. I mam w tej chwili wrogo nastawionego do Sama syna, ale za to przekochanego, supergrzecznego i najwierniejszego kundla na świecie. Na początku było ciężko. Płakałam z bezsilności, bo nie słuchał mnie i widać było, że jest bardzo smutny. Ale wzięłam go wiedząc, że mogą byc problemy. Dlatego nie rzucam słów ot tak, sama wiem, że czasami jest ciężko, mimo to twardo uważam, że psa sie nie oddaje tak łatwo.
  13. [quote name='Luczater']Ewcia, uwierz mi Inka ma swojego Anioła Stróża ;). Zresztą jak prześledzisz cały wątek Inki, to sama dojdziesz do takiego wniosku. Myślę, że w święta właśnie ją widziałaś. Cóż to dla niej 7 km, dużo więcej kilometrów przebiegła i w dużo krótszym czasie. Swoją drogą, dziwne ....... prawdopodobnie właśnie Ty widziałaś "moją" Inkę. Za dużo tych zbiegów okoliczności :shake:.[/QUOTE] Teresko, to nie zbiegi okoliczności, tylko szczęśliwe zrządzenia losu:-) Fajnie, że sie tak losy ludziom kochającym zwierzaki tak przeplatają... Jacek nie ma jak zajrzeć na wątek, ale ja w zasadzie jestem pewna, że to byla ona! Wątek przeczytałam i właśnie dlatego o tym napisałam. Zatkało mnie, jak czytałam, że uciekła ze smyczą, skojarzyłam to z tą sytuacją pod moim balkonem i dopóki nie przeczytałam, że szczęśliwie sie odnalazła, gardło miałam ściśnięte strasznie. Najważniejsze, że teraz jest szczęśłiwa i lepszego dla niej domku nie można sobie wymarzyć. Zazdroszczę jej, że ma obok siebie Beniusię:-) To niesamowita sunia, jestem pewna, że jeszcze wiele zastraszonych sierot wyprowadzi na prostą:-)
  14. [quote name='gallegro']Skwituję to fragmentem tekstu piosenki: "Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma. A ja w domu mam...(...)" W tym miejscu pokuszę się o małą improwizację i do wyboru mamy: wrażliwość / obojętność / dobroć / bezduszność / odpowiedzialność / lekkomyślność * * niewłaściwe skreślić Każdy ma jakiegoś bzika... Prawdopodobieństwo, że to była Inka jest odwrotnie proporcjonalnie do prawdopodobieństwa, że to był inny psiak, a więc zastanówmy się.... Jakie jest prawdopodobieństwo, że właśnie w tym czasie, w tej okolicy, podobnej wielkości pies (ba, nawet sunia), z ciągnącą się smyczą, ucieka innemu opiekunowi? Moim zdaniem znikome...[/QUOTE] Jeśli to ona, to jej Anioł Stróż musi mieć naprawdę niezłe znajomości tam na górze.... Tyle ruchliwych ulic musiala przebiec i tak długi dystans pokonać... Chcialabym, żeby to byla ona, bo wiem, że jest teraz przeszczęśliwą i nieuszkodzoną przez żaden samochod sunieczką. Tak, czy inaczej zapytam wieczorem Jacka, może on powie, że na bank ona albo, że z całą pewnością nie... To prawda, każdy z nas ma jakiegoś bzika, a ja tego swojego lubię wyjątkowo;-)
  15. Syn niestety kiepsko musiał ssać, skoro nie wyssał dogochoroby:-) A może to po prostu zazdrość, bo od kiedy w domu są psy, poświęcam im masę czasu i nagle on nie jest jedynym konsumentem mojego wolnego czasu:-) Mieszkam przy Nowoursynowskiej, w okolicach Nugat. Nie pamiętam koloru smyczy i obróżki niestety, a Jacek ma problemy z kolorami, więc i on nie pomoże. Na pewno jednak różniły się kolorem od suni, bo jakoś tak obróżka i smycz rzuciła mi się od razu w oczy, a jestem krótkowidzem i z daleka kiepsko widzę. Mieszkam na 3 piętrze, więc odległość jak dla mnie była spora. Mała nie rzucała się na psy, nie wyglądala na przerażoną, ale zwinnie starała się od nich uwolnić, skupiona była na opędzaniu się i zrzucaniu z siebie tego mniejszego. Duży raczej asystował, bo miał małe szanse na dostanie się do niej. Była szybka, pełna sił. Czy warczała, nie wiem, bo wołałam Jacka, a potem ubierałam się w pośpiechu. Może dzisiaj ściągnę Jacka na skypa i wrzucę mu wątek Inki, żeby obejrzał zdjęcia. Bardzo się o nią martwiłam, myślałam, co przeżywają jej właściciele, którym uciekła:-( Szukaliśmy jej długo, ale pojechaliśmy w stronę Kabat. Może ona pobiegła właśnie w stronę Żwirki i wtedy nie mieliśmy szans ani my, ani spotkani psiarze na spotkanie jej. Kocham zwierzaki, boleję nad tym, jak cierpią i mam szczęście, że mój Jacek jakoś to akceptuje, a nawet mnie w tym wspiera. Ale moje przygotowanie świąt w tym roku pozostawiało wiele do życzenia, bo 23 grudnia wieźliśmy bezdomnego Lemona do hotelu w Serocku i wypadło mi ponad 5 godzin czasu, a 26 właśnie ganialiśy sunię:-) Rodzina znacząco na mnie patrzyła, kiedy usprawiedliwiałam się dlaczego nie ze wszystkim się wyrobiłam, ale co tam. Dla nich mogę być wariatem, dobrze mi z tym:-)
  16. Cześć Bruniątko.... Piękniejesz, wiesz? Widać, że ten tymczas bardzo Ci służy:-)
  17. [quote name='gusia0106']Napiszę do Kosu, coś mi się kojarzy, że ona jest z Pruszkowa, albo co najmniej tam bywa;)[/QUOTE] Oj trzymam mocno kciuki!!!! Ja nie dam rady pojechać do Pruszkowa. Mam codzienne wizyty u weta z psami mojej koleżanki. Wczoraj tak sie zakopałam, że mnie jacyś ochroniarze wypychali. Koszmarnie się jeździ:-( A może warto Panu wysłać wyraźniejsze zdjęcia na maila, żeby określił jak bardzo jest zdecydowany na Lemonka? Mam nadzieję, że to ktoś fajny...
  18. Świat jest jednak mały:-) Teraz okazało się, że znamy się z Luczter;-) Poznałyśmy się przy okazji próby wykradania szczeniaczka z mieliniarskiego domu w jej miejscowości. W końcu sunia zostala wykupiona, a Teresa z przejęcia zgubiła kluczyki do swojej bramy i razem z Neigh próbowałyśmy przeskoczyć przez wysokie ogrodzenie, żeby dostać się do niej na posesję;-) Na szczęście uratował nas sąsiad Tereski i pomógł otworzyć bramę..... pamiętasz tę akcję Teresa? Męczy mnie, czy ta sunia spod mojego balkonu, to rzeczywiście byla Inka. Czy ona mogła mieć jeszcze zapach cieczki? Bo ten nasz osiedlowy dyżurny mały psiak rzuca się na wszystko, co się rusza, a już jak atrakcyjnie pachnie, to nie ma zmiłuj. Było zresztą o nim tu ostatnio, ktoś myślał, że biedny psiak się zgubił przy Nugat i szukał mu DT;-) Zapytałam syna, czy jak wypadliśmy z domu łapać sunię wyglądąl przez balkon, żeby coś zobaczyć i czy mógłby rozpoznać na zdjęciach sunię. Niestety nie spotkało się to ze zrozumieniem, usłyszałam, że to jest choroba psychiczna i że staję się powoli Violettą Villas..... Syn jakoś nie podziela mojej miłości do czworonogów, a szkoda, bo na bank zaprosiłabym do naszej rodziny jakąś trzecią bidę...
  19. Jestem pod wielkim wrażeniem całej historii Ineczki i tego, co zrobiliście dla kolejnego psiaka!!! Nie mogę się oprzeć wrażeniu i gdyby to rzeczywiście byla prawda, byłoby mi łatwiej.... Otóż 26 grudnia rano, w czasie szykowania obiadu świątecznego, wystawiałam na balkon garnek. Mieszkam na Ursynowie... I nagle przed swoim balkonem zobaczyłam małą czarną sunię, łudząco podobną do Inki. Miała na sobie obróżkę i ciągnącą się smycz. Obok niej bardzo namolnie kręciły sie dwa psy, jeden dyżurny osiedlowy nieduży kremowy, drugi więszy, nieznany mi. Krzyknęłam do mojego TZ-a, żeby natychmiast przybiegł do mnie i patrzył, w którą stronę lecą a ja popędziłam ubierać się. Jacek zobaczył, że psy skaczą na sunię ostro, a ona się broni i zwinnie ucieka, więc podjął decyzję, że ruszamy razem samochodem, bo na piechotę jej nie dogonię. Zjechaliśmy na dół i wyjechaliśmy z garażu, trwało to pewnie ze 3 minuty. Suni i małego psa nie było, ale zostal duży, który starał się chyba znaleźć ich tropć i biec po ulicy. Jechaliśmy rozglądając się dookoła. Krążyliśmy małymi uliczkami, zatrzymywaliśy sie koło psiarzy i prosiliśmy, żeby w razie czego łapali suńkę i przede wszystkim sprawdzili, czy ma adresówkę. Niestety nie udało się nam jej znaleźć:-( Bardzo się martwiłam o nią, myślałam, że ma cieczkę i że psy ją gwałcą, a ona zestresowana nie znajdzie drogi do domu. Zastanawiam się teraz, czy to możliwe, żeby zdołała tyle przebiec i być na Ursynowie... Gdyby to była ona, ciężar spadłby mi z serca, bo martwię się, czy znalazła drogę do domu. Kiedy przyjedzie w sobotę mój Jacek, pokażę mu zdjęcia i filmik z Inką i zapytam, co on o tym sądzi. Nie wiem, jaki kolor smyczy miała, skupiłam się na niej... Tak, czy inaczej chciałam tylko napisać, że Beniusia jak zawsze jest niezawodna i naprawdę nie mogę wyjść z podziwu nad jej nadprzyrodzonymi zdolnościami. Jest NIESAMOWITA!!!!! Oczywiście Inka jest wspaniała, ale jestem pewna, że bez pomocy Beni, nie otworzyklaby się tak niewiarygodnie.
  20. A cóż to za nowe piękności u Was? Bo chyba Inka doszła niedawno?
  21. O matko, ile piękna i nieszczęścia w jednym:-( Czy dobrze rozumiem, że młodziutka sunia idzie do Megi i opiekuje się nią Mysza, a pozostałe psiaki nadal szukają miejsca? U Megi narazie miejsca dla samców nie ma (rozumiem, trudno z hoteliku zrobić ring do walki dominujących samców...)
  22. [quote name='Sol_1']A jaki jest obecnie dojazd do Bobrowca?? Da radę się przebić przez zaspy bez jeepa i napędu na 4 koła? ;)[/QUOTE] Da się, tylko trzeba uważać przy wjeździe na parking przy lecznicy. Chyba, że będzie odśnieżone, wtedy luz:-) Po drodze tylko uważaj, bo odśnieżone jest dosyć wąsko i jak jedzie autobus, to trzeba uważać, żeby się razem zmieścić:-)
  23. [quote name='Sol_1']A jaki jest obecnie dojazd do Bobrowca?? Da radę się przebić przez zaspy bez jeepa i napędu na 4 koła? ;)[/QUOTE] Da się, tylko trzeba uważać przy wjeździe na parking przy lecznicy. Chyba, że będzie odśnieżone, wtedy luz:-) Po drodze tylko uważaj, bo odśnieżone jest dosyć wąsko i jak jedzie autobus, to trzeba uważać, żeby się razem zmieścić:-)
×
×
  • Create New...