Jump to content
Dogomania

agata51

Members
  • Posts

    22868
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by agata51

  1. O swoim stanie psychicznym rozpisałam się na pół strony nocką 14.05. Postawiłam końcową kropkę i wtedy dogo zawiesiło swoją działalność - wszystko wcięło, rzecz nie do odtworzenia. Jednym zdaniem - od 18.45 14.05 czuję się parszywie. Tzn. cieszę się, że Werka wreszcie w swoim Domku, ze swoimi Ludźmi - przecież o to szło, a lepiej trafić nie mogła. Będzie jej lepiej niż u mnie, nie mam co do tego cienia wątpliwości. Ale jest mi źle - niepotrzebnie się w tej rudej małpie zakochałam. Dam radę - nie pierwsza to w moim długim życiu rozterka miłosna. Ważne, żeby jej było lżej. Pewnie będzie i to szybciej niż myślę. Do Domku zawiózł Werkę mój syn (przy okazji - dziękuję ci, Bolku, że podsunąłeś Państwu temat "Werka"). piechcia w szpitalu (przy okazji - [B]pozdrawiamy, poskręcaj wreszcie palucha i wracaj do nas!!![/B]), modlicha ratuje zabidzone szczeniaki (jakżeby inaczej!) - nie było wyjścia. Początki były trudne. A niby jakie mogły być? Po wieczornym telefonie pani Kariny jestem już prawie spokojna. Werka po spacerze spokojniejsza, kumplują się z córeczką Polą, podchodzi do Kariny i domaga się głasków. Werka jest tak otwarta na Człowieka, że nie może być źle. A Państwo są tacy na tak, że musi być dobrze. Kurczę, o tej porze zwykle wracałyśmy ze spacerku....
  2. Szykuję się już od 18.45. Ciężko mi idzie. Ten kocyk to dobry pomysł? Nie lepiej, żeby jak najszybciej zapomniała o DT? Ciekawe, czy dzisiaj zasnę...
  3. atulek, po co to wszystko? Twój pies był młody, Fuks to wyniszczony staruszek, możemy robić badanie za badaniem i co? - pewnie okaże się, że wszystko ma chore. Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo wam zależy na tym, żeby na siłę utrzymywać Fuksa przy życiu. A może on chce już odejść? Ma prawo. Uszanujmy to. I uszanujmy decyzję piechci. Jakakolwiek by była.
  4. [quote name='Yorija']A są ponoć dlugowłose weimary. Ale łyżew powinien być szorstki.[/QUOTE] W zasadzie łyżew powinien być gładki. Szorstkie jeszcze toleruję i ukochać potrafię. Wszelkie inne to podróbki.
  5. [quote name='Yorija']Na balkonie spała?[/QUOTE] Jak aniołek. Niechętnie wróciła do mieszkania. Gdyby nie tramwaje pod oknami (przeszkadzają TŻ) i zamiłowanie psiorstwa do obszczekiwania wszystkiego, co rusza się na dole (przypuszczam, że może przeszkadzać sąsiadom), w ogóle nie zamykałabym balkonu. [quote name='piechcia15']hehe udana jest :) beton nagrzany to spała na balkonie :)[/QUOTE] Sprawdzę dzisiaj, czy musi mieć nagrzany balkon. Do 3. niedaleczko. Tak sobie myślę, że gdyby domek zrezygnował, zawiadomiłby. Widać tych wyników jeszcze nie ma. Poza tym państwo dopiero co się przeprowadzili, pani Karina napomknęła, że w ogródku jeszcze bałagan i chciałaby uprzątnąć. Che, che, pewnie wizyty przedadopcyjnej się boi! Oj, naszalała się Werka przez weekend! Wychodziłyśmy o nieco innych porach i zawarłyśmy nowe znajomości. Zaczęło się od zająca, który nagle wyskoczył mi spod stóp w miejscu, w którym nie powinno go być. Miałam nadzieję, że Werka nie zauważy - akurat! Pognała za nim, nie było jej jakiś czas, ale wróciła. Po chwili zjawił się bigiel. Chwila gonitwy, bigiel wyniuchał trop, pognał, Werka za nim. Wróciła. Po bigla pani ganiała dobre 200 m. Na smyczy wrócił do domu, Werka grzecznie się pożegnała i poszłyśmy dalej. I na koniec rewelacja - półtoraroczny buldog francuski. Takiego czadu nawet z wyżełką weimarską nie było! A dzisiaj natknęłyśmy się na panią z trzema niedużymi pieskami, z którą spotykamy się dość często, ale do tej pory starałyśmy się unikać bezpośrednich kontaktów. Zaproponowałam, żeby pieski wreszcie się poznały. Dwa zostały przy pani, z Werką szalał Czaruś. Werka szybko miała go dosyć - Czaruś jajeczny coś sobie ubzdurał - Werka nie za bardzo wiedziała, o co mu chodzi. W końcu miała dość tych samczych zalotów i przybiegła u u mego boku szukać ratunku. Kochana!
  6. [quote name='sylwiaso']Kochana cioteczko,myślę,że to nie porażenie nerwu,bo Kamyś bezproblemowo potrafi go zwinąć![/QUOTE] Po prostu mu zwisa.
  7. Wyżle, który to raz na nocny spacer cię zapraszam...
  8. Ja już ten ostatni spacer wymusiłam telefonicznie. Nie umiem i nie chcę być nachalna. To domkowi powinno zależeć. Żeby chociaż zadzwonili - "spoko, jesteśmy zdecydowani, czekamy tylko na wyniki testu". A w międzyczasie mogliby wziąć Werkę na spacer. Już beze mnie. Daleko nie mają. Ale może ja zbyt wiele od ludzi wymagam. A Werka to bardziej do budy się nadaje niż do willi z kanapą i basenem. Wczoraj pobyłam trochę na dogo, przy otwartym balkonie, bo cudnie było. Koło 3. kliknęłam "zamknij", Mixer na kanapie, Betka u TŻ, Holka na swoim. Już chciałam i balkon zamknąć, ale bzy tak pięknie pachniały, więc wyszłam na ostatniego (akurat!) papierosa. Patrzę, a tu Werka zwinięta w kółeczko śpi słodkim snem. Aż żal było budzić.
  9. Werka poznała wczoraj wyżełkę weimarską. Śliczna jest, ale jednak to nie to! Nie ma to jak niemieckie! Cała reszta to podróbki.
  10. Oj, Depku, musiałeś w swoim żuciu sporo narozrabiać, skoro nikt cię nie chce.
  11. Piesków ci u nas co niemiara, i młodych, i starszych - jest z kim poszaleć. Tylko one o innych porach wychodzą i rzadko się spotykamy. Ale dajemy radę - jak nie ma pieska, polujemy na myszki. Zimą szło nam lepiej - widać w trawie łatwiej uciec. Myszki robią Werkę w konia - od stopnienia śniegów ani jednej nie zdołała zamęczyć. Ale ma zajęcie i wraca do domu równie zmęczona jak po szaleństwach z wyżełką weimarską. Upały też robią swoje. Jasne, że życie mam ciut lżejsze. Nie muszę brodzić w głębokim śniegu i odpadło to wieczne ubieranie, rozbieranie, przebieranie. Brrrrrr! Teraz będę narzekać na upały. Mnie trudno dogodzić. Werka, póki co, nie boi się burzy. To dobrze, bo ciasno by nam było w czwórkę (Holka głuchawa i ślepawa - burzy nie rejestruje) w mojej niedużej łazience. Cholera, uwielbiam burze i wszelkie nawałnice, a teraz, zamiast podziwiać, siedzę na sedesie i rozwiązuję krzyżówki. Ta nasza pierwsza burza była, na szczęście, krótka - zdążyłam rozwiązać tylko jedną. Kurczę, co z tym domkiem!?
  12. mdk8, myślę, że opuszczenie tego wątku jest najmądrzejszą z twoich życiowych decyzji. Te młode osoby, które tak potępiasz, więcej wiedzą o śmierci niż ty, choć dopiero co wyszły z piaskownicy. Wiedzą, że przychodzi czas, że trzeba odejść. O co walczyć? O dzień, o tydzień, o miesiąc? Psy mają ten komfort, że mogą odejść najpiękniej - z łbem przytulonym do kolan ukochanego człowieka. Też bym tak chciała. "ludzi z chorym sercem też byś zabijała?" - to jest cios poniżej pasa. Nikt nikogo nie zabija. z powodu chorego serca. A już napewno nie "te młode osoby". Fuks jest psem wyniszczonym doszczętnie. Nie tylko o serce chodzi. mdk8, ile psów odgrzebałaś ze śniegu i dałaś im dom?
  13. [quote name='Pianka']Doy wrócił z adopcji. Murka napisze więcej. Stevie Rae chyba ma mało czasu, więc nowe wpłaty prosimy na konto Murki wysyłać. Mam nadzieje, ze są osoby które nie zostawia Doya w potrzebie :([/QUOTE] Jasne, że go nie zostawię, będę wysyłać na konto Murki, ale rozliczenia wpłat od SR oczekuję. Murka, przepadło, musisz go adoptować :evil_lol: Doy wybrał.
  14. Mieliśmy dziś pierwszą burzę. Na szczęście krótko to trwało i nie za głośno. Jestem wściekła - ja burze uwielbiam, chętnie bym sobie nawałnice wszelkie pooglądała przez okno, ale okna muszę pozamykać i pozasłaniać, i z psami do łazienki się udać - tam najmniej widać i słychać.
  15. [quote name='Olena84']Rany, jaki ten jęzor wielki!!! :crazyeye:[/QUOTE] Pozdrawiamy Babcię! Ja nie wiem, co jest z tym jęzorem. Może jacyś specjaliści powinni się tym zainteresować. To nie jest normalne.
  16. [quote name='piechcia15']kleszczy jest masa to fakt!! wczoraj pojechałam do Dropsa na spacer, tarzał się w trawie...jak wstał...chodziły po nim 3 kleszcze [B]a kolejny po mojej nodze ! [/B]blehhhh ohyda[/QUOTE] Dziękuj bogu, że tylko po nodze i że tylko chodził. Nie ma rady, po każdym spacerze trzeba wziąć prysznic, przetrzepać ubranie, a psy wyczesać. I zakraplać!!! Podobno babeszjoza szaleje. Sama chętnie bym się zakropliła. U Werki niby lepiej widać, ale jednak dwa przeoczyłam. A takie niedopite trupki łatwo się usuwa. Domek milczy, pewnie czeka na wyniki testu na alergię. Czekam cierpliwie, jestem dobrej myśli, a Werka jest coraz bardziej rewelacyjna. Wczoraj poznała nową koleżankę - półroczną wyżełkę weimarską. Dały czadu. Werka padła pierwsza.
  17. [quote name='Yorija']Bo Ty żeś miała miastowe łyżewy a Baron to jest łyże właściwy - on niczego się nie boi :-)[/QUOTE] I tego się trzymajmy.
  18. [quote name='Yorija']No jak to tak? To nocny tylko z Werką?[/QUOTE] Werka wciąż jest nieco nieokrzesana - jej tylko zapasy w głowie, a moja trójca już się do tego nie nadaje - wspólne spacery z Werką to męczarnia. Mixer nigdy nie był zabawowy i na spacerach ma ważniejsze sprawy do załatwienia, takie bardziej męskie, Holka już prawie całkiem głucha, trzeba jej pilnować, zwłaszcza w nocy, bo jest mocno zdezorientowana i lubi się zgubic, a Betka na smyczy, więc poszaleć za bardzo nie może, a poza tym nie podoba jej się nachalność Werki. Ona tylko z Mixerem się dogaduje, bo z jego strony nic jej nie grozi - toż powtarzam od 6 lat, że trafił mi się anioł nie pies. [quote name='zula131']Ech, a nasze nocne spacerki dalej masakryczne ... Nie mogę wymienić żarówki, bo 1) za wysoko :( 2) nie mam uprawnienia (od tych spraw jest tylko i wyłącznie pracownik UG, który ma teraz dłuuuugi weekend). Skąd u Was, w [B]mieście[/B] Łodzi, tyle leśnych stworzeń :crazyeye:? Myszy, jeże, króle... Dino w nocy znajduje tylko sucze siuśki, ew. od czasu do czasu przemknie jakiś kot...[/QUOTE] Do wkręcenia żarówki trzeba mieć uprawnienia???!!! I ma je tylko pracownik UG (urząd gminy?)??? Za moich czasów wystarczył dozorca. Bez uprawnień, ale żarówkę umiał wkręcić. I w mieście Łodzi (właściwie w centrum) mamy jeszcze parę dzikich kaczek i spore stadko bażantów. Pojęcia nie mam, jakim cudem przetrwały, ale wciąż są - samiec i jego harem. Jakoś sobie radzą. Ale za rok, dwa, nic tu nie będzie. Może tylko myszki. zulka, przecież ty mieszkasz w lesie! Tam musi coś być! Widać Dino nie ma instynktu łowieckiego. Miźnij go ode mnie, ok?
  19. W Rzeszowie zawsze cieplej, ale i burzliwiej. I to mnie martwi. Moje wyżły umierały ze strachu, jak grzmiało i błyskało. A w Łodzi jeszcze nie mieliśmy.
  20. [quote name='maarit']To się cioteczko ciesz :) Kleszczory też są:angryy: Kamyś te rybki na jęzorek łowi czy na jakąś specjalną przynętę;)?[/QUOTE] Spinning chyba odpada, coś mi się widzi, że jęzor za żywca robi. Zaczynam się bać - Kamyk bez jęzora?!
  21. [quote name='Yorija']Przecież, dziś upał i słońce. A jak Wy Ye spacery robicie? Wszyscy razem czy kolejno?[/QUOTE] Dziś, owszem, nie padało, ale żeby od razu upał i słońce?! Padało wczoraj. Przecież wiesz, że moje "dziś" znaczy "wczoraj". Spacery robimy osobno - tzn. Werka sama, 2 dzienne i 1 nocny (jakbym wychodziła z całą sforką, niczego bym jej nie nauczyła - ona dość surowa była), dłuuuuuugi spacer z Betką i Mixerem (oni są nierozłączni) i późnym wieczorem TŻ wychodzi z trójcą - Betka, Mixer i Holka. Holka jeździ z TŻ do pracy i jak oni tam teraz spacerują, to do końca nie wiem - sucz mocno się postarzała i woli spać (i to snem kamiennym) niż spacerować. Byle w pracy. A ludzkie baby tak się boją późniejszej emerytury!
  22. [quote name='Yorija']Stacjonarne to warczą i chrumkają. A ruchliwe tupią jak galopują. No i łypią tymi okami. A mnie ciekawi jak je Mixer aportuje.[/QUOTE] Mixer nosem odwracał jeża na grzbiet, brał w paszczę odkryty brzuszek, ale delikatnie, i rzucał mi zdobycz pod stopy. Ale to już przeszłość. Zabroniłam.
  23. [quote name='maarit']... ale komary dopisują:angryy:[/QUOTE] Komary?!! U nas nawet much nie ma. Tylko kleszcze. [quote name='sylwiaso']I Bzura i przed oknami stare dorzecze Bzury,ale już wody jest mniej mimo,że pada.Zapraszam Was na szczupaka![/QUOTE] Szczupak z Bzury? Oj, lubisz pożartować, sylwiaszko.
  24. Ciągle pada... I dobrze, przynajmniej zieleni przybywa w zawrotnym tempie. Doprawdy, Werka jest psem wszechstronnie uzdolnionym. Wiadomo, że tropi i poluje, ale dzisiaj wprawiła mnie w osłupienie, zachwyt i dumę. Na spacerku spotkałyśmy sąsiadkę, czekoladową labkę Fugę. Obie ca dwulatki, obie energiczne i skłonne do zabawy. Do tej pory szalały, spuszczone ze smyczy, do upadłego (chyba upadłej?), ale dzisiaj po kilku minutach wróciły na smycze, bo zaczęło być groźnie. Fuga zbyt nachalnie zaczęła mnie witać i po którejś próbie skoku na moją klatę z gardła Werki wydobył się złowrogi bulgot - wciskała się między nas i wyraźnie odganiała ją ode mnie. Kłów jeszcze nie szczerzyła, ale była bardzo niezadowolona. Pies obronny mi się wreszcie trafił, bo te moje to nie za bardzo. Jeszcze niedawno była niezrównoważoną wariatką. Efekt sterylki? Nie za wcześnie? Ona jest niesamowita. A poza tym, mimo neverending deszczów, mżawek i siąpień, kleszcze dbają o swoje. Rozumiem - Betka, Mixer i ja mamy prawo załapać kilka na każdym spacerze (zapuszczamy się w najgęstsze chaszcze), ale Werka? Dzisiaj ściągnęłam 2 na spacerze i 3 po powrocie do domu. Na szczęście na złotej lepiej widać.
×
×
  • Create New...