Ja wiem że to łatwo się pisze, ale czy grupa osób znających Miodzika i mieszkających w pobliżu nie mogłaby zrobić takiego poszukiwania kilkugodzinnego w jeden ustalony dzień, żeby jakoś się umówić i przeczesać ten teren na którym może być psiak, kawałek po kawałku. ewentualnie nawołując go albo wabiąc jedzeniem albo ... suczką ?
Przecież to jednak nie jest dziki psiak.
A jeśli chodzi o hycla to pewnie ma swoje metody łapania psów, ale mnie to się jakoś hycel nieprzyjemnie kojarzy.
Może jakieś inne służby, tylko że kogo obchodziłby błąkający się bezdomny psiak :(.