Jump to content
Dogomania

rozi

Members
  • Posts

    23043
  • Joined

  • Days Won

    10

Everything posted by rozi

  1. Ja sobie nie wyobrażam nie sprzątnąć po psie. No ale fakt, moje psy zawsze były pod kontrolą, spacer z psem to wspólnie spędzony czas i nie rozmawiam wtedy przez komórkę, nie piszę sms-ów, jestem z psami, wiem gdzie są i co robią. Natomiast wielu moich sąsiadów puszcza psy luzem m.in. po to, żeby sobie gdzieś załatwiły swoje sprawy i udają, że nie zauważyli. Widzę to dokładnie. Albo właśnie komórkę wyciągają i udają, ze coś tam pilnego piszą. Tępy naród, niestety. A biedny dozorca sprząta za nich.
  2. [quote name='Szura']Bo TTB to psy wyjątkowe. :) I nie ma problemów, żeby wybiegać, brałam normalnie psa do parku na długiej lince i tyle (a jak ma odwołanie, to i linkę sobie można darować). Dopóki ma się psa pod kontrolą, to inni mogą nam nakichać co najwyżej, głupie komentarze najlepiej mieć gdzieś, a podskoczyć mało kto podskoczy[/QUOTE] Nie musi podskakiwać, wystarczy że policję wezwie parę razy.
  3. [quote name='zaba14']Wczoraj psy nie pobiegały bo według prawa muszą być w kagańcach i na smyczy, ale cholera jasna, wielkie pole, nie ma tam nic... i nikogo, więc kurde gdzie ja mam spuścić psa?! [/QUOTE] No właśnie o to mi chodziło, kiedy się zastanawiałam czemu ktoś bierze TTB, zwłaszcza do miasta, do bloku. Przy pechowych układach pies jest bezustannie szykanowany, co to za życie dla niego.
  4. Ja nie widziałam. Prześliczny pomysł.
  5. Czasem człowiek, który sobie z czymś nie radzi, denerwuje się okropnie i rozładowuje stres czepiając się kogoś innego. Pewnie syn babkę władował w spacery z psami i była ogólnie przerażona wszystkim, tak ja to widzę. O ile oczywiście te luzem biegnące pieski po prostu sobie biegły, nie zaszczekały ani nic.
  6. Jest coś takiego, jak sterylizacja aborcyjna, można też uśpić ślepy miot. Schroniska są przepełnione, zwierzęta żyją w nędzy, nie trzeba więcej psów na świecie.
  7. Wyleczyłam kiedyś labradorce mażące się tygodniami ucho Bioparoxem, takim na gardło dla ludzi, w psiukawce. Nie wiem, czy to nie jest w jakiś sposób szkodliwe, ale Bubie nie zaszkodziło i lekarz też nie krzyczał, kiedy powiedziałam co dało wreszcie efekty.
  8. Automat docenia się w pełni, kiedy piesek się starzeje. Ale i tak jest wygodny, ja łaziłam z dwoma sporymi psami na dwóch flexi w jednej ręce, o wiele lepiej jest, niż na zwykłych smyczach, trzeba się tylko nauczyć tym operować.
  9. U mnie na dużym podwórzu też wszędzie są takie tabliczki. Wzięły się z tego, że ludzie uparcie nie sprzątali po psach i uparcie wypuszczali bez smyczy. Ochroniarzom łatwiej jest zwrócić uwagę ogólnie, że tu się psów nie wyprowadza, niż przyglądać, czy pies robi kupę, czy ktoś sprząta. Przez podwórze przechodzi się tylko do furtek, żeby wyjść poza teren. Sama o to walczyłam, kiedy miałam niesprawnego staruszka, co chwilę zaczepianego przez te niewychowane, nie reagujące na przywołanie psy, które tylko na podwórze były wypuszczane, bo nawet na smyczy nie potrafiły normalnie chodzić. Teraz już jakoś potrafią.
  10. [quote name='juli88']Ja mam takie pytanie, jako że mamy miejsce, a nie mamy klatki nie mamy możliwości przetrzymywania przede wszystkim kotek ale i suniek po sterylizacji. Czy jest możliwość zrobienia bazarku właśnie na taką kaltkę?[/QUOTE] Bazarki są na pomoc bezdomnym zwierzętom, więc sądzę, że możesz zrobić bazarek na klatkę, o ile jest jakiś wątek, w którym to rozliczysz i będziesz opisywać, dla których stworzeń się przydała. Taka klatka to duża oszczędność, sporo kosztuje doba w lecznicy.
  11. Moim zdaniem lepiej ma pies mieszkający w bloku i wychodzący na porządne spacery (u mnie porządne dla dużego psa to minimum jeden dwugodzinny i dwa dwudziestominutowe), niż ten co tkwi w ogrodzie. Zazwyczaj prawda wygląda tak, że właścicielowi ogrodu nie chce się wychodzić z psem, skoro ma przestrzeń, a że na tej przestrzeni głównie leży, bo zna już wszystkie zapachy i kąty, to tylko problem psa, nikt mu nie broni biegać.
  12. [quote name='cienkun']No cóż, agresja to jedna z rzeczy która nas ludzi w jakiś pierwotny sposób kręci.[/QUOTE] No właśnie mnie zupełnie nie kręci. Mnie się podobało, jak moja ONka potrafiła trzymać chuligana w miejscu bez atakowania, stała sobie i miała część zębów na wierzchu, tylko tyle. I chowała te zęby, kiedy powiedziałam "nie rusz". To chyba APBT taki nie będzie, choćbym go sto lat szkoliła. Nawiasem mówiąc fakt, ludziom się chyba podoba, że mają takiego potwora, co to nie do końca nad nim panują, parę razy słyszałam z dumą rzucony tekst "Proszę wziąć psa, bo ja swojego mogę nie utrzymać". No ja bym sobie nie pozwoliła na takie coś.
  13. No dobrze, czyli póki co zrozumiałam, że ktoś kupuje TTB, ponieważ psy z tej grupy mają wspaniałą osobowość i w domu są idealne i są na tyle wspanialsze, niż inne rasy, że warto poświęcić czas i wysiłek na skomplikowane szkolenie. Ja w tej chwili mam Kulkę - czy znawcy TTB uważają, że mogę sobie kupić APBT i nie będzie on (z założenia) zagrożeniem dla niej?
  14. Słuchajcie, a czy ktoś mógłby mi spokojnie wytłumaczyć, po co ludzie kupują psy takich trudnych ras, wyhodowanych bynajmniej nie do towarzyszenia człowiekowi? Ani z nim wyjść na normalny spacer w mieście, krótka smycz, podwójna obroża (skoro czytam, że któremuś "kolczatka puściła"), kaganiec, kołek, cholera wie co jeszcze. Jaka to przyjemność? W mieszkaniu przy gościach chyba kennel, na dzieci trzeba uważać, jak to się ma do tego psa-przyjaciela, którego chce się mieć w rodzinie? Ja rozumiem, że komuś się trafi niechcący agresywny, niełatwy jakiś kundel, duży czy mały, no trudno, trzeba z tym żyć, ale specjalnie kupować petardę z bardzo prawdopodobnymi morderczymi inklinacjami? Mnie się bardzo podobają TTB, już mówiłam, i co z tego, pumy też mi się podobają, nawet bardziej.
  15. Wszystko zależy od tego, jak zbudowany jest blok. U mnie przez stropy nie słychać niczego, za to sporo słychać przez ściany, ale ściany łatwiej wyciszyć. Rozważyłabym poszukanie innego mieszkania, nie tylko ze względu na jamnika, ciężko się żyje, kiedy nad głową co rusz coś łomocze.
  16. A nie możesz po prostu bandażować? Dać podkład z czegoś miękkiego i bandaż.
  17. [quote name='zaginiona sara']Jeśli chodzi o postawę i np wydawane dźwięki, to niektóre pekińczyki, charczące chow chowy czy mopsy przez swoją postawę bywają zaatakowane. Kilka razy spotkałam się z taką sytuacją.[/QUOTE] To mi przypomina, że Buba (labradorka) nauczyła się od Mins postawy dominującej. Labki potrafią małpować, jak mało które stworzenie, więc wychodziło jej to idealnie, tyle że nie wiedziała o co biega, ale obce psy nie czuły, że ona nie wie, tylko czasem ją atakowały. Inna rzecz, że Mins nauczyła ją obrony, więc nie bałam się. Nigdy nie atakowała pierwsza, a w obronie była świetna i odpuszczała jak tylko siły się wyrównywały. Edit: mówię tu o sporadycznych sytuacjach gdzieś w parku, gdzie psy się razem bawiły, na ulicy nie wolno im było podejść do nieznanego psa.
  18. A Mins (słynna Mins) miała kiedyś fazę na plastikowe butelki. Gryzła, turlała, sama sobie rzucała, wszystko bardzo ładnie, tylko że okropnie tym trzeszczała, a ja chciałam porozmawiać z kimś, więc wreszcie wkurzona złapałam tę butelkę i sru do kosza, a Mins wskoczyła za nią, zad jej tylko został na wierzchu, to był taki wąski uliczny kosz na wysokiej nodze.
  19. No właśnie. Skarcona Kulka idzie w jakiś ciemny kąt, wdrapuje się na coś miękkiego i tam zwija się w ciasny kłębek i zalewa łzami. Co do pełnych zdań - Mins w szczenięctwie nauczyła się komendy "wyjdź z kuchni" i później samo wyjdź jej nie wystarczało, czekała na dalszy ciąg, co budziło spore zainteresowanie na przykład kiedy wlazła za mną do sklepu :D
  20. No nie wiem. Najlepszą komendą dla moich dużych psów było ostre "E!", zaraz się ogarniały, patrzyły co robią nie tak i co powinny zrobić i to trwało moment. Naprawdę (:
  21. [quote name='Uranoe']rozi, no ja niestety znam uroki pieska do którego trzeba sercem :). Niedawno ostrzej swojego, osobistego zawołałam, bo chciał zobaczyć czy łabędź sfrunie do wody czy nie, to pod koniec dystansu, który miał pokonać w drodze do mnie, zaczął się czołgać, kulić uszy i patrzeć zbolałym wzrokiem. Biedny, biedny ten mój piesek, co za zwierzątkami pobiegać nie może (tzn. może, ale jak nie ma ludzi :D).[/QUOTE] Ależ ja też mam pokrzywione maleństwo po totalnych przejściach i nie chodzi mi o to, żeby ostrzej, tylko o to, żeby bez ciumkania. Znaczy generalnie chodzi mi o to, żeby nie traktować psa jak niedorozwiniętego, bo istnieje realne zagrożenie, że on się do tego dostosuje. Mam przynajmniej dwa przykłady naprawdę inteligentnych psów, które strugają niedojdy przy ciumkających właścicielach, a rozumieją doskonale normalny język i widać, że cieszą się, kiedy potraktuje się je po dorosłemu. Nawiasem mówiąc to samo można zaobserwować u dzieci.
  22. Nie lubię dyskusji o astach, czy tam pitbullach, ogromnie mi się te psy podobają, chciałabym mieć i nie mogę odżałować, że są, niestety SĄ śmiertelnym zagrożeniem dla innych psów. Widziałam dwa ataki, zamiarem nie była bójka, tylko zabicie. Jeden z tych psów, słysząc drepczącego po podwórku pieska, wystartował ze środka pokoju, wyskoczył oknem (wysoki parter) i w sekundę dosłownie rozszarpał tego staruszka. No nikt mi nie powie, że jakiś onkowaty, czy labkowaty psychol wykonałby aż taki numer. Bezgłośnie, bez ostrzeżenia, szybko i sprawnie. Drugi chciał zeżreć moje psiuchy, nagle usłyszałam szelest i nad dwumetrowym parkanem wystrzeliła głowa asta -chwała Bogu właściciel był tuż obok i ściągnął psa za nogi. Też nie było nawet warknięcia ostrzegawczego, od razu skok, mało zawału nie dostałam. Obydwa te psy były spokojne, kiedy szły na spacerze, nie szarpały się na smyczy, nie próbowały atakować.
  23. [quote name='Uranoe']E tam, było lepiej. Ja sobie nie wyobrażam, żeby ziomal mógł się z własnej woli ośmieszyć przed kumplami nieposłusznym psem. Co to, to nie, ambicja nie pozwala :D. wcześniejsze psy wiedziały, że ich właściciele się nie będą z nimi patyczkowanie "a może, kochanie, jednak podejdziesz, niuniuniu, słodziutki". Wtedy pies nie mógł nawet pomyśleć, że mógłby nie posłuchać [/QUOTE] To mi przypomina, jak mój exmąż żebrał u Mins (suka jagdterrier) przynienienia gumowego kółka. No gdzie masz kóleczko, no daj kółeczko, pies patrzył że coś z tego wyniknie, bo to był wyjątkowo rozwinięty pies i do głowy mu nie przyszło, że takim tonem można prosić o zwykłą rzecz. Wreszcie nie wytrzymałam i mówię półgłosem weź Mins przynieś to kółko. No to przyniosła.
  24. Tak tak, jeszcze wcześniej. Ja mówię o latach 70/80-tych. Psów było mniej, bo ludzie podchodzili odpowiedzialnie i ten, kto nie miał czasu zająć się porządnie, po prostu nie brał zwierzątka. Jako dziecko miałam psa z odzysku, przywiezionego ze wsi, wałęsającego się kudłacza, który nie znał żadnych zasad miejskich, czy choćby domowych, ale przecież dotąd się go uczyło, aż się nauczył. Pies miał być przyjacielem i towarzyszem, takie było założenie. Wtedy, wychodząc na spacer, szukalo się wzrokiem innych psów, żeby mogły się razem pobawić. Teraz - widząc gdzieś psa bez smyczy - uciekam na drugą stronę ulicy na wszelki wypadek. Pamiętam jak zdumiało i oburzyło mnie już w latach 90-tych pytanie jakiejś kobiety, czy moja idąca luzem ONka "nie gryzie" - no przecież gdyby była jakimkolwiek zagrożeniem, to nie szłaby luzem! Później zorientowałam się, że zmieniły się normy. A najlepszym przykładem były sytuacje, kiedy moje dwie psice (nie ciapowate aniołki) szły przy nodze, nawet nie marząc o nieposłuszeństwie, a mijała nas rycząc wisząca na smyczy suka nowych sąsiadów. Cała przyjemność posiadania psa polegała na otwieraniu go, budowaniu porozumienia, uczeniu rozmaitych rzeczy i czerpaniu z tego. Po to miało się psa. Nie dla ozdoby. I naprawdę moja maciupna Kulka jest mądrzejsza i lepiej wychowana, niż wszystkie psy, jakie spotykam, wyjąwszy jednego doga niemieckiego i jednego berneńczyka, choć berneńczykowi zdarzają się niewielkie wpadki (:
  25. Siedzę tylko na PwP i nie widziałam wczesniej tego wątku. Sytuacji różnych nie będę opisywać, bo kilka stron by mi to zajęło, ale ponarzekam na czasy. "Dawniej" nie do pomyślenia było, żeby jakiś pies się nie słuchał, a jeśli już się taki zdarzył, to oczywiste było, że trzeba go prowadzić na smyczy. Każdy wychowywał psa, uczył sztuczek, żeby się pochwalić, uczył też wszystkiego, co pozwalało psu towarzyszyć w życiu codziennym. Moje wszystkie psy chodziły luzem przy nodze i były pod całkowitą kontrolą, głos był lepszy niż smycz - pies miał udział umysłowy w posłuszeństwie i w ogóle uwłaczające dla psa jest tarmoszenie go na sznurku, tak uważam. I żeby mu nie musieć uwłaczać, należy wychować. Ale "w dzisiejszych czasach" ludzie nie szanują zwierząt, ani cudzych, ani własnych. Od lat motam się z bezmyślnymi ludźmi i ich niewychowanymi psami. Dokuczyło mi to do tego stopnia, że właściwie zrezygnowałam z posiadania psów, to znaczy mam Kulkę (York, który chodzi luzem przy nodze :evil_lol: ), ale ją mogę capnąć pod pachę w razie czego, a o moje większe psy stale się bałam. I jeżeli kiedyś wezmę drugiego psa, to będzie to taki jakiś wielki bydlak, że na sam jego widok każdy będzie łapał swojego i zwiewał.
×
×
  • Create New...