-
Posts
23016 -
Joined
-
Days Won
10
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by rozi
-
[quote name='panbazyl']ja nie mam wakacji, a jedyne co miałam to dawno temu były. Nawet teraz będąc na dogo jestem w pracy, można tak powiedzieć :) I jeśli gdzieś wyjeżdżamy to nie są to wakacje a ciężka harówa na warsztatach czy przy prowadzeniu debat, wykładów, konferencji. I często jeździmy całą rodziną również z psami. I nie wyobrażam sobie, aby moje dzieci czy psy coś zniszczyły w hotelu czy u znajomych. Dlatego klatka to wybawienie, bo ciężko jednak podczas jakiegoś wykładu czy wywiadu pilnować psów. A poza tym, często tam gdzie jeździmy są też psy i niekoniecznie muszą się lubić ze sobą. I tu klatka też jest cudowna. Pomijam wystawy - tam klatka to podstawa, pies się w niej uspokaja, wycisza i na ring wchodzi wyluzowany a nie wymemłany przez milion obcych ludzi. Ale - co kto lubi.[/QUOTE] Bardzo mi miło, że tyle opowiadasz o sobie, ale powinnaś to jednak kierować do kogoś, kto ma mniej ciasny umysł.
-
[quote name='Talagia'] Osobiście nie wyobrażam sobie zostawić w domu samego psa, który wymiotuje i ma tak ostrą biegunkę, że musi robić pod siebie.[/QUOTE] Zostawiasz teoretycznie zdrowego, dopiero po powrocie okazuje się, że napadła go biegunka, czy tam wymioty, i pewnie od zmysłów odchodził nie mogąc wyjść z kennelu. Ale już kończę, bo faktycznie wątek odbiegł solidnie. Też miałam problem z nagłą głupawką u suki około dziewiątego miesiąca.
-
[quote name='kasikz']Po operacjach ortopedycznych na przykłąd zamyka się w klatce.[/QUOTE] Tak tak, ja mówię o kłopotach żołądkowych, nie tylko przy zatruciu pokarmowym pies ma problemy.
-
No tak, ja zawsze zabieram domowe posłania, przy dużych psach jeździłam wszędzie z ogromną kołdrą. Ale powiedzcie mi poważnie, czy chorego psa też zamykacie w klatce? Leki nie działają natychmiast.
-
W czasie wakacji człowiek nie chodzi do pracy, więc nie ma powodu, żeby psa samego zostawiać. No chyba że wakacje spędza się w dyskotece, albo nad basenem, ale w takim razie po co w ogóle wyjeżdżać z miasta :evil_lol:
-
Dobrze wychowany pies nie musi być w ogóle zamykany, więc cały czas rozmawiamy o tych, którym wychowania nie starcza :) Moje psy zawsze lubiły leżeć w przedpokoju, zwłaszcza kiedy czekają na mnie i chcą być blisko drzwi (:
-
No w kiblu to przesada, ale jeśli posłanie na stałe leży w przedpokoju, to nie jest nienaturalne w tymże przedpokoju psa zostawić. Zostawiając w kennelu martwiłabym się tylko o jedną rzecz, otóż zdarza się, że pies na spacerze coś zeżre i może dostać sraczki na przykład, albo wymiotować, i co wtedy - wszystko musi zrobić w tej klatce, a mnie nie ma przez kilka godzin.
-
Zwłaszcza że Miszka został na chodniku, na smyczce i rozmerdany podszedł do tych psów - reakcją było warczenie.
-
A dlaczego uważasz, że się nie potrafię otworzyć na inne tory? Coś komuś wpieram na siłę? Co do klatek - już wiele razy zauważyłam podejrzaną nerwowość zwolenników kennelu, może więc nie są oni tak do końca przekonani do tej - jakże naturalnej - metody zamykania psa w klatce :diabloti: U mnie nawet papugi żyły luzem. I wąż też (:
-
[quote name='panbazyl']Rozi - wybacz, ale masz chyba ciasny umysł..... [/QUOTE] Mam mam, przecież już dawno napisałam, że mam coś z głową :evil_lol:
-
[quote name='LadyS'] Wtedy będziesz dla mnie jakimkolwiek partnerem do rozmowy.[/QUOTE] Do rozmowy o Twoim bogatym doświadczeniu w wychowywaniu wilczaków, użytkowych ONków itd? Miałam dwa ONki, proces wychowania nie był krótki, ani usłany różami. Miałam cholernie energiczną labradorkę, która owszem, roznosiła dom, pewnego dnia na przykład pogryzła w drobny mak kolekcję płyt w czasach, kiedy kosztowały majątek. Miałam skundloną terierkę niemiecką tak zaciętą, że musiałam oddać jej siostrę, bo by się pozagryzały w wieku czterech miesięcy. Ale wszystkie te psy dało się ułożyć i nie miałam z nimi najmniejszych problemów, kiedy już wydoroślały.
-
Piszę to na podstwie tego, co czytam. Jeżeli pies używa klatki i mimo upływu czasu, dorosłego już nadal nie można bez zamknięcia zostawić, bo roznosi chałupę, to moim zdaniem oznacza, że nie został nauczony nieroznoszenia. Został w zamian za to nauczony bezstresowego przebywania w klatce, co oczywiście też załatwia sprawę. Ja znałam TTB przyzwyczajonego do kennelu i widać było, że mu tam całkiem dobrze.
-
A mnie dziś spotkało coś, czego pod chamstwo się nie podciągnie, ale pod nieżyczliwe zaczepianie na pewno. Chodziło oczywiście o jorecki. Dziewczyna z dwoma ujadającymi beagle'ami na luźnych smyczach, chodnik wąski, więc capnęłam Kulkę pod pachę, żeby się nie wplątała w to zamieszanie, i usłyszałam: Po co pani psa na ręce bierze, to chore jest, pies ma łapy do chodzenia :megagrin:
-
[quote name='panbazyl']bez klatek bym nie potrafiła mieszkać z 3 psami gdzie 2 są z serii - zniszczyć co się tylko da a przy okazji zjeść kable z prądem[/QUOTE] No własnie to mi się nie mieści w głowie. Jak to jest możliwe, że dorosły pies nie wie, że nie wolno niszczyć. Wydaje mi się, że ludzie stosują klatki ZAMIAST wychować i ja wiem, że to łatwiej, podobnie jak łatwiej jest przez całe życie trzymać psa na lince, zamiast wikłać się w trud nauczenia go bezapelacyjnego przychodzenia na zawołanie oraz chodzenia przy nodze bez smyczy. Nie mówię o psach po przejściach, tylko o tych zwykłych psiuchach, prowadzonych od szczeniaka.
-
Ależ oczywiście, że nie mam pojęcia o kennelu (: Bardzo zresztą lubię rozmowy na ten temat, bo zazrdoszczę ludziom, którzy używają takich akcesoriów ułatwiając sobie życie. Ja, niestety, mam coś z głową i tak długo będę się motać, aż pies zrozumie wszyściusieńko. Święcie wierzę, że zrozumie, może dlatego nigdy jeszcze nie przegrałam. Klatka nie jest straszna, nigdzie nie mówiłam, że jest. Porównanie do dziecka w kojcu jest nietrafione, dziecko wyrasta, a pies zawsze będzie w kennelu zamykany, jeżeli już ktoś zacznie stosować.
-
Od właściciela zależy, jak najbardziej, ja nigdy nie miałam problemów z zachowaniem moich psów, a miałam najrozmaitsze psy przez ponad czterdzieści lat. Teraz inaczej traktuje się psy, teraz pies jest psem, dawniej był członkiem rodziny i nikomu nie przyszłoby do głowy używać klatki. Zamykanie w klatce niczym się nie różni od zamykania w kojcu, czy uwiązywania przy budzie nawet - tak samo każe psu wyłączyć się z ogólnego realu. A fakt, że takie wyłączanie jest potrzebne, świadczy jedynie o tym, że pies właśnie NIE potrafi się zachować i nie można mieć do niego zaufania. Owszem, pies to nie człowiek, więc nie może sobie poczytać kiedy zostaje sam. Pomijając te wywody macie sporo racji i opisywane postępowanie niewątpliwie ułatwia życie, zwłaszcza człowiekowi.
-
Nie rozrywki, tylko towarzysza. Ale miałam przez krótki czas samotnego psa i przyznam, że dla mnie to było bardzo wygodne pod każdym względem, tyle że mi go bylo żal ;)
-
[quote name='a_niusia']taaa jasne. kazdy powinien miec sfore, bo inaczej piesek sie nudzi. moje psy jak wychodze z domu zostaja w klatkach i szczerzenie interesuje mnie, co maja ochote wtedy robic. sa najedzone, napojone, wybiegane i maja spac a nie roznosic mi chalupe bez mojej kontroli.[/QUOTE] Szkoda że pies nie ma wyłącznika, byłoby jeszcze łatwiej :megagrin:
-
Pies jest samotny nie tylko w domu, na spacerze też dobrze jest, jeśli ma możliwość poszaleć z drugim, a nie tylko czekać co pan wymyśli, o ile wymyśli. Moje znajdują jakiś orzech, czy inny patyczek, i potrafią całą skomplikowaną wojnę rozgrywać rozwijając wyobraźnię. W domu oczywiście też. Dużym psom mówiłam "dobra, teraz idźcie się pobawić" i one szły się bawić - samotnemu psu nie dałabym takiego polecenia. Samotny pies ma po prostu mniej możliwości i jest bardziej uzależniony od człowieka, tak samo jak jedynak uzależniony jest od humoru rodziców. Uważam też, że dom nie służy tylko do wypoczynku, w domu powinno toczyć się życie, psie życie również, a człowiek nie może być niezbędny choćby dlatego, że wychodzi do pracy. Nie ma nic smutniejszego, niż samotne stworzenie zawieszone w próżni na wiele godzin. Może sobie spać, naturalnie, ale w nocy też ma spać, ileż można spać...
-
Ja stałam przed takim pytaniem - parę miesięcy temu umarł mi Olek i Kulka (york) została sama. Kupiłam drugiego yorka i przez pierwszych kilka tygodni nie miałam odpowiedzi, Kulka chciała Olka, a nie innego pieska. Ale od paru dni bawią się razem, zaczeły spać w pobliżu siebie i sądzę, że Kulka zdecydowanie lepiej znosi moją nieobecność mając tego malucha przy sobie gdzieś, niż sama w mieszkaniu. Mały bawi się, kiedy mne nie ma, widzę po bajzlu :D więc pewnie i Kulka się nie nudzi. Trzeba mieć dwa zwierzątka, moim zdaniem, jeśli zostawia się dom na wiele godzin.
-
Mnie się najbadziej podoba, kiedy idę zebrać kupkę Krasnalka, że muszę lawirować między kupami normalnych psów i nie zawsze mi wychodzi :roll: A właściciele okolicznych willi nie sprzątają po własnych psach. Na własnym trawniku. Ulica Felińskiego w Warszawie! Halo! Może czyta to ktoś z tej ulicy i się ocknie...
-
Ma ktoś niewielkiego psiucha z uporczywą sraczką? Mam otwarty Furazolidon Medana 2/3 butelki, do 11 marca się nadaje. Na salmonellę i lamblie. Ja dawałam z diagnozą na oko, lamblie nie zawsze wychodzą w badaniach.
-
Jedna moja suka, terier niemiecki, na wakacjach spała dosłownie w ognisku, aż jej kłaki na zadzie skwierczały. Potrafiła też leżeć latem na balkonie w pełnym słońcu, mnie się niedobrze od patrzenia robiło, a jej to odpowiadało i ani myślała szukać cienia.
-
Ja ci dobrze radzę nie zmieniaj karmy, jeśli na obecnej kupy są w porządku. Może nie byłoby tragedii, ale jest obawa, że dostanie s*aczki, a wtedy pies robi gdziekolwiek, bo go pędzi, i nie sprząta się tego łatwo.
-
[quote name='klaki91'] Akurat takich historii o niereformowalnych psach (a raczej takich, których wychowanie przerosło właścicieli) znam sporo i to z własnego doświadczenia. Mówiło się "boże co za durny pies" i oddawało na wieś. Kończyły w kojcach gdzie albo do końca swojego życia wściekle ujadały przy kratach i nerwowo biegały w tą i z powrotem albo zaznawały luksusu łańcucha i byle jak zbitej budy. Jeden z zakojcowanych psów mojej dalekiej rodziny nawet został zastrzelony bo stał się tak agresywny że nie byli w stanie wsadzać do kojca ręki z miską nie mówiąc już o wymianie wody na świeżą. I te psy rzeczywiście na ogół trafiały właśnie z miasta.[/QUOTE] To jest oczywiście przykre, ale jednak facet, który parę razy kogoś pobił, albo i zamordował, albo biega nakręcony z nożem po okolicy, ląduje w więzieniu, czy w psychiatryku, i nikt się nie rozczula nad jego pechowym dzieciństwem, jest zagrożeniem i koniec i należy go ze społeczeństwa wykluczyć. Ponieważ spokojni ludzie mają prawo do życia w poczuciu bezpieczeństwa. A spokojne pieski takiego prawa dzisiaj nie mają. Doszliśmy w tym do sytuacji paranoidalnej, zawzięcie bronimy praw biednych, pokręconych psychicznie psów i umykają nam podstawowe prawa tych zwykłych, nie-biednych, grzecznych i mądrych, które na koniec muszą (według w totalnym uproszczeniu skleconego przepisu) chodzić uwiązane na smyczy.