-
Posts
23016 -
Joined
-
Days Won
10
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by rozi
-
Jeszcze raz wspominając dawne czasy - kiedyś pewne rzeczy nie były po prostu tolerowane. Pies miał być wychowany, bo inaczej nie nadawał się do życia w społeczeństwie i już. Teraz większość psów nie jest uczona niczego, wszyscy się do tego przyzwyczaili i tylko labidzą (jak ja), że lata bez smyczy, że obszczekuje, że się rzuca, że jak mikra kobieta może wychodzić z bydlakiem, którego nijak nie utrzyma w razie dymu itd. W czasach mojej młodości nie widywało się dorosłych psów na smyczy, bo albo były nauczone zasad i posłuszeństwa, albo ich nie było, te niewyuczalne lądowały u kogoś w domu z ogrodem, nie nadawały się do życia w mieście, gdzie na każdym kroku mogły spotkać psa, czy człowieka. Na spacerze szukałam wzrokiem psów, żeby moje miały się z kim pobawić - teraz szukam, żeby w porę ominąć, a właściwie uciec przed niebezpieczeństwem.
-
Żyjecie? Wiesz, zazdroszczę Ci. Że możesz go pogłaskać jeszcze, że spojrzy na ciebie.
-
Ja się parę razy, w sytuacji konfliktowej, zetknęłam z pogardą dla właściciela yorka. Odróżniam to, bo całe życie miałam duże psy i inaczej takie rozmowy przebiegały. Chodzi o ton, o przyznanie rangi konfliktu. Ludzie uznają, że pańcia od yorka to osoba niewarta uwagi, niech zabiera tego swojego pieseczka i dupy nie zawraca. I okej, tylko że ten "pieseczek" - w moim przypadku - to normalny, mądry, posłuszny pies, tyle że maluśki. To ma - jak ten kot z przykładu - siedzieć w domu, żeby duże psy nie miały problemu? Tu jesteśmy dokładnie a propos tytułu wątku. Cham to ktoś, dla kogo tylko siła wyznacza ramy postępowania.
-
Niedaleko mnie mieszkają borzoje, ale są w mądrych rękach i nie zdarzyła się okazja do sprawdzenia, czy im się myli, czy nie. Tak tak, właśnie, na conajmniej sześciu :D A jeszcze jeden przykład. Córeczka sąsiadów wynosi latem na trawnik świnkę morską, mając oczywiste zaufanie do właścicieli psów. Nie do niej należy uciekanie ze świnką na widok psa - do właściciela psa należy kontrola nad nim, kiedy spostrzegą, że na trawie jest świnka i pies może zrobić krzywdę. To jest elementarny szacunek do drugiego człowieka i do słabszego stworzenia.
-
Nie z daleka, z bliska też. Pewnie że nie teges. Te wszystkie, co mi nerwy szarpią, są same z siebie pobudzone i tylko czekają na pretekst, a szybkie ruchy im za ten pretekst wystarczają. Jeden z nich podszedł i obwąchał Małego, więc doskonale wiedział, że to psi szczeniak, a po chwili uderzył go kagańcem i przydeptał.
-
Tak twierdzę. Teraz inny przykład, bo moje yorki - jak widzę - nie przemawiają do wyobraźni. Załóżmy że masz psa nie_do_końca_posłusznego, a obok mieszka ktoś, kto wyprowadza na spacery kota. I co? Ma nie wyprowadzać, czy raczej Ty powinnaś prowadzić psa na smyczy, skracać tę smycz, kiedy się zbliżacie i ogólnie chronić tego kota przed swoim psem? Kot niczemu nie winien, idzie sobie spokojnie, ma siedzieć w domu, bo właściciele psów mają kłopot? Moje psy dostawały komendę "równaj nie rusz" i mowy nie było, żeby nie posłuchały, Buba nawet odwracała głowę, żeby jej nie kusiło :megagrin: . Wyjątkiem był Olek, ale wzięłam go dziesięcioletniego ze schroniska i źle słyszał w dodatku, dlatego chodził na smyczy.
-
[quote name='Beatrx']a miałaś husky'ego?[/QUOTE] Nie miałam, ale to kompletnie nie ma znaczenia, ponieważ nie mam też husky'ego tutaj w okolicy i moje problemy nie dotyczą tej rasy. Dotyczą rozmaitych psów, które mają jedną wspólną cechę - są niewychowane, nieposłuszne, w skrócie "durne".
-
Dziwota. Miałam też psy myśliwskie i żaden się jakoś nie mylił.
-
Wracając do Yorków - ja się specjalnie przyglądałam moim i wydaje mi się, że one (malutkie malutkie są) mają w ruchu coś z gryzoni i to może prowokować duże, niewychowane psy. Biegną przebierając szybciutko nogami, biegną kawałek i zatrzymują się, żeby ogarnąć otoczenie z tej swojej mikrej perspektywy, w bezpośrednim kontakcie też mają szybkie, nagłe ruchy, no w każdym razie rozumiem, że to może jakoś rozdrażnić durnego psa. Co w dalszym ciągu nie zmienia faktu, że żaden z moich dużych psów nie zaatakowałby yorka, a te durne powinny bezapelacyjnie chodzić na smyczy, bo mogą zwyczajnie zabić komuś zwierzątko, nawet jeśli mają na mordzie kaganiec.
-
Można dokładać, ale większe jest zainteresowanie nowym bazarkiem.
-
Dobrze mówisz.
-
No pewnie, jest lepszy od ścierki, o ile ktoś ma swobodę finansową, bo 10 podkładów na dzień to już ponad 400zł miesięcznie. To jest duży pies! Ja w ogóle wątpię, czy ten podkład wchłonie nawet jedne porządne siczki takiego, zwłaszcza nie na środku zrobione.
-
O jakim rozmiarze ludzkich podkładów mówisz? 90x60 w najtańszej opcji 44zł za 30 sztuk. A przy tym szczeniaczku trzeba będzie zmienić po każdym sikaniu, bo jeśli zrobi drugi raz na to samo miejsce, to mocz wypłynie z podkładu, to nie pampers.
-
Podkłady higieniczne kosztują 40-60zł za 30 sztuk, mnie jeden podkład wystarcza na góra dwa dni przy dwóch yorkach, wychodzących na normalne spacery. Dla tego szczeniaka obstawiam kilka/kilkanaście podkładów dziennie.
-
[quote name='Sybel']Rozi, czytaj, co ludzie piszą.[/QUOTE] Czytam czytam, i widzę pierwszy post. Hikaru rozsądnie chciała psa dorosłego, a została namówiona na szczeniaka i JEST z tym sama przez calutki dzień, a już widzę, jak facet po całym dniu pracy grzeje z psem na dwugodzinny spacer. Żal mi dziewczyny po prostu, choć oczywiście poradzi sobie, wszystko jest kwestią motywacji.
-
[QUOTE] z nacisku narzeczonego zamiast wziac doroslego ze schroniska stanelo na szczeniaku, bo chcial[/QUOTE] Po obejrzeniu zdjęcia nawet wiem dlaczego. Szkoda tylko, że wychowanie tego szczeniaka spadło na dziewczynę z małym dzieckiem.
-
[quote name='taks'] Strzelac to sobie mozna w parku[/QUOTE] W parku mieszkają ptaki.
-
[quote name='Handzia55']Też zauważyłam, że małe kudłate pieski budzą złe uczucia u dużych psów. Mój jest bardzo spokojny, nie zaczepia ani ludzi ani psów, a kilka razy leciał na niego duży pies. Jednego takiego musiałam potraktować gazem. Teraz jak nas widzi to z daleka omija, a inne psy nadal atakuje.[/QUOTE] O! Jakim gazem? Takim co psika jak dezodorant, czy żelowym?
-
[quote name='Gezowa']To ja się zapytam po co ten wątek, skoro wiecie lepiej? :mdleje:[/QUOTE] Wątek po to, żeby się utwierdzić. Na zasadzie przekory. Zazwyczaj jest tak, że jeśli ktoś ma uzasadnione wątpliwości co do czegoś, a bardzo chce jednak to robić, to wystarczy kilku oponentów i już nie ma mowy o zmianach. Trzeba było pisać, że wszystko w porządku i jak najbardziej dadzą sobie radę, wtedy rozwinęłyby się opowieści o problemach i może zwierzaki zostałyby oddane :evil_lol:
-
[quote name='Ejre']To nie jest chyba tylko kwestia wielkości, jeden z moich psów jest bardzo mały i nawet kiedy idę z nią bez dużych na spacer to raczej bezpośredniego ataku nie ma. [B]Z reguły większy pies pozoruje atak[/B] a moja ustawieniem ciała zmienia jego zamiary[/QUOTE] No właśnie, ale dlaczego on ma takie zamiary?? Olka wzięłam ze schronu kiedy miał 10 lat, atakował z nawyku duże psy, kiedy się zbliżyły, ale NIGDY nie warknął na mniejszego ani w miarę równego. Równego ustawiał, jeśli ten się rzucał, ale odpuszczał natychmiast po ustawieniu. Co do yorków - Miszka ma 5 miesięcy, jest małą, rozmerdaną kulką, każdy widzi, że to szczeniak. A Kuleczka chodzi obcięta na krótko (pysk też), zajęta swoimi sprawami, tuż koło mnie, i chcą je pogryźć naprawdę prawie wszystkie mijające nas psy, niezależnie od płci. Nawet te, które z pozoru chcą się zaznajomić, po chwili atakują bez najmniejszego powodu i to nie są żarty, jak już ktoś napisał jedno chapnięcie wystarczy, znajomej mikrus chwycony RAZ zębami dużego psa miał uszkodzone płuca, więc jeśli ktoś nie przywołuje zganaszowanego psa, albo luzuje smycz i mówi "on nic nie zrooobi", to mnie się nóż w kieszeni otwiera.
-
Wieczorny spacer wyglądał następująco: Najpierw, schodząc po schodach, słyszałam szczekanie na podwórku - wiem, który pies tak szczeka (gryzie), więc wyjrzałam przez okno, czy jest na smyczy. Był na smyczy, poczekałam aż minie moją klatkę i wyszłam. Bardzo uważnie zbadałam podwórko, nikogo nie zauważyłam, postałam jeszcze chwilkę, bo może zza trawnika wyskoczy któryś z moich faworytów, i dopiero postawiłam Krasnalki na ziemi. Podwórze ma zakręt, przed tym zakrętem hamuję, bo może tam jakiś pies biega, czekam chwilę, idę dalej. Na ulicy jest łatwiej, lepsza widoczność, ale widzę, że idzie gostek z takimi psami, co jeden na smyczy a drugi nie i mądre one nie są, więc przechodzę na drugą stronę. Na drugiej stronie idzie babka z suką, która "nic nie zrobi", ale już kiedyś Kulkę zaatakowała, nie ma trzeciej strony, biorę małe pod pachę. I tak dalej. To jest męka, nie spacer. A idę z uroczymi, grzecznymi, maluśkimi pieskami i powinnam sobie gwiazdy oglądać i cieszyć się.
-
Właśnie, ja nie mogę tego zrozumieć, czemu te małe są atakowane. Żaden z moich (przeróżnych) psów nie atakował mniejszego, to znaczy dużych też nie atakowały, ale zdarzało się, że musiałam powtórzyć komendę "nie rusz" kiedy jakiś duży się sadził, a obszczekujące małe były mijane bez zainteresowania. Dopiero teraz, mając yorki, zetknęłam się z problemem atakowania małych. I to nie jest sporadyczne, [B]większość[/B] psów - od niewielkich kundelków po ONki - jeży się i próbuje chapnąć. I nie jest też tak, że dawniej nie było mikrusów, my znaliśmy i yorki, i królicze jamniki, moje psy nigdy nie były nimi poirytowane, labradorka umiała nawet bawić się z maleńką yorczką tak, żeby nie przydepnąć. Sądziłam więc, że moje spacery z małymi będą czystą przyjemnością, a skończyło się tak, że muszę mieć oczy naokoło głowy. Jestem w totalnym szoku, prawdę mówiąc.
-
Moim zdaniem on uważa, że na temat sztuczek wie przynajmniej tyle, co Ty, a jest szybszy, więc się popisuje. Musisz mu pokazać swoją jednak wyższość w tym temacie, czyli uczyć nowych, których nie zna, to powinno wytrącić go z rutyny. Nawiasem mówiąc miałam labradorkę, która sama się uczyła różnych rzeczy - na przykład w jednym, stale tym samym miejscu nagle przybiegała i przez kilkadzisiąt metrów szła przy nodze, za nic nie mogłam skojarzyć dlaczego, ani namówić do biegania. Czekanie przed drzwiami na wytarcie zabloconych łap też osiągneło monstrualny wymiar, wystarczyła lekka mżawka i pies mi nie chciał za skarby świata wejść do domu :megagrin: Teraz wiem, że za mało z nią pracowałam, miała ogromny potencjał i nudziła się, więc sama dawała sobie zadania.
-
Tak tak, teoretycznie to ja też wiem, chodzi mi o czyjeś doświadczenie. Z psem.
-
Dzisiaj trzaśnięty mix labka (co prawda w kagańcu, ale luzem) starmosił mi Miszkę. Właścicielka nawet rozmowy telefonicznej nie przerwała. Słuchajcie, kupiłam gaz, taki jakiś w żelu, co się nie rozłazi w powietrzu, i nie bardzo mocny. Czy ktoś z Was użył kiedyś takiego? Jak to wygląda w realu? Nie zrobi trwałej krzywdy?