-
Posts
23054 -
Joined
-
Days Won
10
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by rozi
-
A mnie dziś spotkało coś, czego pod chamstwo się nie podciągnie, ale pod nieżyczliwe zaczepianie na pewno. Chodziło oczywiście o jorecki. Dziewczyna z dwoma ujadającymi beagle'ami na luźnych smyczach, chodnik wąski, więc capnęłam Kulkę pod pachę, żeby się nie wplątała w to zamieszanie, i usłyszałam: Po co pani psa na ręce bierze, to chore jest, pies ma łapy do chodzenia :megagrin:
-
[quote name='panbazyl']bez klatek bym nie potrafiła mieszkać z 3 psami gdzie 2 są z serii - zniszczyć co się tylko da a przy okazji zjeść kable z prądem[/QUOTE] No własnie to mi się nie mieści w głowie. Jak to jest możliwe, że dorosły pies nie wie, że nie wolno niszczyć. Wydaje mi się, że ludzie stosują klatki ZAMIAST wychować i ja wiem, że to łatwiej, podobnie jak łatwiej jest przez całe życie trzymać psa na lince, zamiast wikłać się w trud nauczenia go bezapelacyjnego przychodzenia na zawołanie oraz chodzenia przy nodze bez smyczy. Nie mówię o psach po przejściach, tylko o tych zwykłych psiuchach, prowadzonych od szczeniaka.
-
Ależ oczywiście, że nie mam pojęcia o kennelu (: Bardzo zresztą lubię rozmowy na ten temat, bo zazrdoszczę ludziom, którzy używają takich akcesoriów ułatwiając sobie życie. Ja, niestety, mam coś z głową i tak długo będę się motać, aż pies zrozumie wszyściusieńko. Święcie wierzę, że zrozumie, może dlatego nigdy jeszcze nie przegrałam. Klatka nie jest straszna, nigdzie nie mówiłam, że jest. Porównanie do dziecka w kojcu jest nietrafione, dziecko wyrasta, a pies zawsze będzie w kennelu zamykany, jeżeli już ktoś zacznie stosować.
-
Od właściciela zależy, jak najbardziej, ja nigdy nie miałam problemów z zachowaniem moich psów, a miałam najrozmaitsze psy przez ponad czterdzieści lat. Teraz inaczej traktuje się psy, teraz pies jest psem, dawniej był członkiem rodziny i nikomu nie przyszłoby do głowy używać klatki. Zamykanie w klatce niczym się nie różni od zamykania w kojcu, czy uwiązywania przy budzie nawet - tak samo każe psu wyłączyć się z ogólnego realu. A fakt, że takie wyłączanie jest potrzebne, świadczy jedynie o tym, że pies właśnie NIE potrafi się zachować i nie można mieć do niego zaufania. Owszem, pies to nie człowiek, więc nie może sobie poczytać kiedy zostaje sam. Pomijając te wywody macie sporo racji i opisywane postępowanie niewątpliwie ułatwia życie, zwłaszcza człowiekowi.
-
Nie rozrywki, tylko towarzysza. Ale miałam przez krótki czas samotnego psa i przyznam, że dla mnie to było bardzo wygodne pod każdym względem, tyle że mi go bylo żal ;)
-
[quote name='a_niusia']taaa jasne. kazdy powinien miec sfore, bo inaczej piesek sie nudzi. moje psy jak wychodze z domu zostaja w klatkach i szczerzenie interesuje mnie, co maja ochote wtedy robic. sa najedzone, napojone, wybiegane i maja spac a nie roznosic mi chalupe bez mojej kontroli.[/QUOTE] Szkoda że pies nie ma wyłącznika, byłoby jeszcze łatwiej :megagrin:
-
Pies jest samotny nie tylko w domu, na spacerze też dobrze jest, jeśli ma możliwość poszaleć z drugim, a nie tylko czekać co pan wymyśli, o ile wymyśli. Moje znajdują jakiś orzech, czy inny patyczek, i potrafią całą skomplikowaną wojnę rozgrywać rozwijając wyobraźnię. W domu oczywiście też. Dużym psom mówiłam "dobra, teraz idźcie się pobawić" i one szły się bawić - samotnemu psu nie dałabym takiego polecenia. Samotny pies ma po prostu mniej możliwości i jest bardziej uzależniony od człowieka, tak samo jak jedynak uzależniony jest od humoru rodziców. Uważam też, że dom nie służy tylko do wypoczynku, w domu powinno toczyć się życie, psie życie również, a człowiek nie może być niezbędny choćby dlatego, że wychodzi do pracy. Nie ma nic smutniejszego, niż samotne stworzenie zawieszone w próżni na wiele godzin. Może sobie spać, naturalnie, ale w nocy też ma spać, ileż można spać...
-
Ja stałam przed takim pytaniem - parę miesięcy temu umarł mi Olek i Kulka (york) została sama. Kupiłam drugiego yorka i przez pierwszych kilka tygodni nie miałam odpowiedzi, Kulka chciała Olka, a nie innego pieska. Ale od paru dni bawią się razem, zaczeły spać w pobliżu siebie i sądzę, że Kulka zdecydowanie lepiej znosi moją nieobecność mając tego malucha przy sobie gdzieś, niż sama w mieszkaniu. Mały bawi się, kiedy mne nie ma, widzę po bajzlu :D więc pewnie i Kulka się nie nudzi. Trzeba mieć dwa zwierzątka, moim zdaniem, jeśli zostawia się dom na wiele godzin.
-
Mnie się najbadziej podoba, kiedy idę zebrać kupkę Krasnalka, że muszę lawirować między kupami normalnych psów i nie zawsze mi wychodzi :roll: A właściciele okolicznych willi nie sprzątają po własnych psach. Na własnym trawniku. Ulica Felińskiego w Warszawie! Halo! Może czyta to ktoś z tej ulicy i się ocknie...
-
Ma ktoś niewielkiego psiucha z uporczywą sraczką? Mam otwarty Furazolidon Medana 2/3 butelki, do 11 marca się nadaje. Na salmonellę i lamblie. Ja dawałam z diagnozą na oko, lamblie nie zawsze wychodzą w badaniach.
-
Jedna moja suka, terier niemiecki, na wakacjach spała dosłownie w ognisku, aż jej kłaki na zadzie skwierczały. Potrafiła też leżeć latem na balkonie w pełnym słońcu, mnie się niedobrze od patrzenia robiło, a jej to odpowiadało i ani myślała szukać cienia.
-
Ja ci dobrze radzę nie zmieniaj karmy, jeśli na obecnej kupy są w porządku. Może nie byłoby tragedii, ale jest obawa, że dostanie s*aczki, a wtedy pies robi gdziekolwiek, bo go pędzi, i nie sprząta się tego łatwo.
-
[quote name='klaki91'] Akurat takich historii o niereformowalnych psach (a raczej takich, których wychowanie przerosło właścicieli) znam sporo i to z własnego doświadczenia. Mówiło się "boże co za durny pies" i oddawało na wieś. Kończyły w kojcach gdzie albo do końca swojego życia wściekle ujadały przy kratach i nerwowo biegały w tą i z powrotem albo zaznawały luksusu łańcucha i byle jak zbitej budy. Jeden z zakojcowanych psów mojej dalekiej rodziny nawet został zastrzelony bo stał się tak agresywny że nie byli w stanie wsadzać do kojca ręki z miską nie mówiąc już o wymianie wody na świeżą. I te psy rzeczywiście na ogół trafiały właśnie z miasta.[/QUOTE] To jest oczywiście przykre, ale jednak facet, który parę razy kogoś pobił, albo i zamordował, albo biega nakręcony z nożem po okolicy, ląduje w więzieniu, czy w psychiatryku, i nikt się nie rozczula nad jego pechowym dzieciństwem, jest zagrożeniem i koniec i należy go ze społeczeństwa wykluczyć. Ponieważ spokojni ludzie mają prawo do życia w poczuciu bezpieczeństwa. A spokojne pieski takiego prawa dzisiaj nie mają. Doszliśmy w tym do sytuacji paranoidalnej, zawzięcie bronimy praw biednych, pokręconych psychicznie psów i umykają nam podstawowe prawa tych zwykłych, nie-biednych, grzecznych i mądrych, które na koniec muszą (według w totalnym uproszczeniu skleconego przepisu) chodzić uwiązane na smyczy.
-
Jeszcze raz wspominając dawne czasy - kiedyś pewne rzeczy nie były po prostu tolerowane. Pies miał być wychowany, bo inaczej nie nadawał się do życia w społeczeństwie i już. Teraz większość psów nie jest uczona niczego, wszyscy się do tego przyzwyczaili i tylko labidzą (jak ja), że lata bez smyczy, że obszczekuje, że się rzuca, że jak mikra kobieta może wychodzić z bydlakiem, którego nijak nie utrzyma w razie dymu itd. W czasach mojej młodości nie widywało się dorosłych psów na smyczy, bo albo były nauczone zasad i posłuszeństwa, albo ich nie było, te niewyuczalne lądowały u kogoś w domu z ogrodem, nie nadawały się do życia w mieście, gdzie na każdym kroku mogły spotkać psa, czy człowieka. Na spacerze szukałam wzrokiem psów, żeby moje miały się z kim pobawić - teraz szukam, żeby w porę ominąć, a właściwie uciec przed niebezpieczeństwem.
-
Żyjecie? Wiesz, zazdroszczę Ci. Że możesz go pogłaskać jeszcze, że spojrzy na ciebie.
-
Ja się parę razy, w sytuacji konfliktowej, zetknęłam z pogardą dla właściciela yorka. Odróżniam to, bo całe życie miałam duże psy i inaczej takie rozmowy przebiegały. Chodzi o ton, o przyznanie rangi konfliktu. Ludzie uznają, że pańcia od yorka to osoba niewarta uwagi, niech zabiera tego swojego pieseczka i dupy nie zawraca. I okej, tylko że ten "pieseczek" - w moim przypadku - to normalny, mądry, posłuszny pies, tyle że maluśki. To ma - jak ten kot z przykładu - siedzieć w domu, żeby duże psy nie miały problemu? Tu jesteśmy dokładnie a propos tytułu wątku. Cham to ktoś, dla kogo tylko siła wyznacza ramy postępowania.
-
Niedaleko mnie mieszkają borzoje, ale są w mądrych rękach i nie zdarzyła się okazja do sprawdzenia, czy im się myli, czy nie. Tak tak, właśnie, na conajmniej sześciu :D A jeszcze jeden przykład. Córeczka sąsiadów wynosi latem na trawnik świnkę morską, mając oczywiste zaufanie do właścicieli psów. Nie do niej należy uciekanie ze świnką na widok psa - do właściciela psa należy kontrola nad nim, kiedy spostrzegą, że na trawie jest świnka i pies może zrobić krzywdę. To jest elementarny szacunek do drugiego człowieka i do słabszego stworzenia.
-
Nie z daleka, z bliska też. Pewnie że nie teges. Te wszystkie, co mi nerwy szarpią, są same z siebie pobudzone i tylko czekają na pretekst, a szybkie ruchy im za ten pretekst wystarczają. Jeden z nich podszedł i obwąchał Małego, więc doskonale wiedział, że to psi szczeniak, a po chwili uderzył go kagańcem i przydeptał.
-
Tak twierdzę. Teraz inny przykład, bo moje yorki - jak widzę - nie przemawiają do wyobraźni. Załóżmy że masz psa nie_do_końca_posłusznego, a obok mieszka ktoś, kto wyprowadza na spacery kota. I co? Ma nie wyprowadzać, czy raczej Ty powinnaś prowadzić psa na smyczy, skracać tę smycz, kiedy się zbliżacie i ogólnie chronić tego kota przed swoim psem? Kot niczemu nie winien, idzie sobie spokojnie, ma siedzieć w domu, bo właściciele psów mają kłopot? Moje psy dostawały komendę "równaj nie rusz" i mowy nie było, żeby nie posłuchały, Buba nawet odwracała głowę, żeby jej nie kusiło :megagrin: . Wyjątkiem był Olek, ale wzięłam go dziesięcioletniego ze schroniska i źle słyszał w dodatku, dlatego chodził na smyczy.
-
[quote name='Beatrx']a miałaś husky'ego?[/QUOTE] Nie miałam, ale to kompletnie nie ma znaczenia, ponieważ nie mam też husky'ego tutaj w okolicy i moje problemy nie dotyczą tej rasy. Dotyczą rozmaitych psów, które mają jedną wspólną cechę - są niewychowane, nieposłuszne, w skrócie "durne".
-
Dziwota. Miałam też psy myśliwskie i żaden się jakoś nie mylił.
-
Wracając do Yorków - ja się specjalnie przyglądałam moim i wydaje mi się, że one (malutkie malutkie są) mają w ruchu coś z gryzoni i to może prowokować duże, niewychowane psy. Biegną przebierając szybciutko nogami, biegną kawałek i zatrzymują się, żeby ogarnąć otoczenie z tej swojej mikrej perspektywy, w bezpośrednim kontakcie też mają szybkie, nagłe ruchy, no w każdym razie rozumiem, że to może jakoś rozdrażnić durnego psa. Co w dalszym ciągu nie zmienia faktu, że żaden z moich dużych psów nie zaatakowałby yorka, a te durne powinny bezapelacyjnie chodzić na smyczy, bo mogą zwyczajnie zabić komuś zwierzątko, nawet jeśli mają na mordzie kaganiec.
-
Można dokładać, ale większe jest zainteresowanie nowym bazarkiem.
-
Dobrze mówisz.
-
No pewnie, jest lepszy od ścierki, o ile ktoś ma swobodę finansową, bo 10 podkładów na dzień to już ponad 400zł miesięcznie. To jest duży pies! Ja w ogóle wątpię, czy ten podkład wchłonie nawet jedne porządne siczki takiego, zwłaszcza nie na środku zrobione.