Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. [B]sathori [/B]- jeśli obcy pies podchodzi i Twój warczy, bo chce go ostrzec, żeby nie podłaził - to warczenie ma sens, szczególnie, jeżeli pies potem czeka, czy faktycznie warkot zadziałał. A jak podbiegacz odchodzi to Twój pies daje spokój i zajmuje się sobą. Jeśli jednak warczy np na widok psa na horyzoncie czy nawet jeżeli pies przechodzi obok i olewa Twojego, to nie jest dobry sygnał - przecież obcy nie dąży do kontaktu z Twoim, a Twój i tak chętnie by go przegonił. Takie warczenie na odległość potraktowałabym jako zły sygnał, że pies nie umie sobie poradzić nawet z obecnością innych, oddalonych od niego zwierząt. Osobiście uważam, że zwiększając jego komfort psychiczny i wzmacniając spokojne posłuszeństwo, spowodujesz, że takie warczenie przejdzie samo. Jak pies uzna, że nic złego się nie dzieje to przestanie burczeć, bo po co. Ale jeżeli inny pies dąży do kontaktu, a Twój warczy, to moim zdaniem jest ok - ma prawo sobie nie życzyć wąchanka z przypadkowymi psami. Bardzo możliwe, że włączył się w nim terytorializm, jak mój Fro miał problem z agresją, to też w nieznanych miejscach odpuszczał. Ale w znanych były odpały .. :shake: Ja właśnie dlatego cały czas zmieniałam trasy spacerów - eksploracja nowych terenów zajmowała umysł psa, poza tym spotykał inne psy i był niepewny, więc nie fikał tak. Myślę, że go to też wiele nauczyło. Szczytem było, jak wzięłam go do innego miasta na "psią akcję" - oooj, jaki był grzeczniutki w gronie obcych psów :evil_lol: Ale ja wiedziałam wtedy, że nad nim panuję, Tobie tego nie polecam oczywiście. Kaganiec psa ogranicza, dlatego bardziej się denerwuje. Coś mu wisi na pysku, nie może się potencjalnie bronić, jest w ogóle niewygodnie... A tu jeszcze jakieś psy łażą. No to je odgoni, tak w razie czego. Dobrze, że się do niego przyzwyczaił :) Jak dla mnie: ćwiczenie posłuszeństwa, skupianie psa na sobie, unikanie luzem biegających psów, dużo zabawy i wybiegania. I jeśli to, co Ci napisał jamor, jest możliwe - to byłoby super. Spokojna sunia, która pokaże Twojemu psu, że nie trzeba się bać i w ogóle psy są fajne, jest na wagę złota :)
  2. [quote name='M&S']Nie każdy musi studiować. nie ma takiego obowiązku.[/QUOTE] Och, jak ja kocham takie stwierdzenia :) A co bez studiowania? Call-center czy spożywczak? :) Nie jestem na studiach z przypadku, bo wybrałam to, co lubię. Studentką najgorszą nie jestem, z ocenami problemu nie mam. A to, co mnie w nich męczy, to nie nauka - bo z tym nie mam kłopotu, ale podejście wykładowców do studentów, tracenie naszego czasu (zajęcia rano i wieczorem, a między nimi 4-5 godzinne przerwy), wymaganie nie wiedzy, ale umiejętności kombinowania, niejasne zasady gry. I trąbienie, że po studiach nie ma pracy, bez studiów nie ma pracy, ogólnie jest beznadziejnie... Odechciewa się męczyć i uczyć.
  3. Jak byłam na wakacjach z kundlami i TŻem to mieliśmy w pokoju łóżko piętrowe... On spał na górze, a ja na dole z psami :evil_lol:
  4. Mi się wydaje, że sprawa nie jest taka prosta. Możliwe, że psa zepsuły spacery z rodzicami sathori, którzy na agresję psa mogli reagować paniką, odciąganiem, napinaniem smyczy (znam to, bo tak było u mnie - moja mama nakręcała psa na agresję, bo jak widziała psa, to odciągała go idąc w tył: sama się cofała, pies zostawał z przodu i wierzgał, więc utwierdzała go w przekonaniu, że musi ją bronić). Mogło też dojść do jednego wydarzenia, które w psie utrwaliło agresję... Ale trudno jednoznacznie polecać metody pozytywne lub korekty, skoro nie znamy psa, nie wiemy jak reaguje. Na mojego psa korekty nie działały, bo go za bardzo przerażały, przestawał myśleć i kulił się (wystarczyło zwykłe szarpnięcie na obroży, nigdy nie miał kolców). A potem i tak robił to samo. Znowu metody pozytywne po nim spływały. Musiałam być bardzo stanowcza, ale nigdy nie ostra. Pracowałam z nim (komendy, szkolenie, sztuczki itd) w dużej odległości od psów, którą stopniowo zmniejszałam. Ale każdy podbiegający pies psuł mi pracę strasznie - obawiam się, sathori, że będzie tak i u Ciebie i nic na to nie poradzisz :shake: Pozostaje unikanie takich sytuacji jak ognia.. Ja sobie radziłam tak, że namolnym podbiegaczom rzucałam pod łapy butelkę wypełnioną wodą (oczywiście, jak taki pies był bez właściciela, jak miał pana to wołałam o zabranie). Ale i tak różne sytuacje się zdarzały i miałam psa uwstecznionego na dwa tygodnie na przykład... U mnie kastracja zdziałała cuda. Oczywiście dopiero po pół roku zaczyna się widzieć efekty. Nie wiem, czy tak byłoby u Ciebie, ale na pewno przynajmniej typowo samcze zapędy osłabną. No i szkoleniowiec koniecznie, ktoś musi psa na żywo zobaczyć, my możemy sobie gdybać...
  5. Lusława jako foczka [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-19 09.28.26.jpg[/IMG] Frociek robi "ap!" ;) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-19 09.35.12.jpg[/IMG] No i przynoszenie smyczy, co zawsze kończy się szarpaniem, które pierwsze do mnie z nią podleci :evil_lol: [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-19 09.35.54.jpg[/IMG] [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-19 09.36.09.jpg[/IMG] ;) Miłego weekendu :)
  6. [B]Ty$ka -[/B] ale teraz to chyba też macie prawdziwą zimę? ;) Bo u nas -6 :loveu: Uwielbiam zimę i bardzo mi przeszkadza teraz sesja i niemożność wychodzenia na wielogodzinne spacery :roll::diabloti: Chociaż i tak uczę się tylko tyle, ile muszę i wybywam w świat :siara: [B]evel[/B] - nie powiem, żeby moim psom się chciało o tej porze wychodzić :evil_lol: Ale nie mają za bardzo wyboru, pańcia się zbiera, woła, to idą i czasem o 5.40... :roll: Nie ma to jak zaczynanie zajęć na studiach o 7.30 :wallbash: [B]NatiiMar [/B]- bo go rozleniwiłaś! Puszczaj go na noc, żeby jakieś bażanty albo zające na obiad upolował, a nie w ciepłym domku spał, kto to widział, taki pies bezużyteczny :diabloti: A teraz trochę kundli zimowych ;) Biedne, katowane pieski robią zostań na śniegu :diabloti: [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-17 08.04.53.jpg[/IMG] Patyk lepszy niż najfajniejsza zabawka :razz: [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-19 09.21.42.jpg[/IMG] [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-19 09.21.51.jpg[/IMG] [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-19 09.22.35.jpg[/IMG]
  7. Ps. Co do piesków luzem. Wczoraj miałam paskudne zdarzenie :( Spacer z psami rano, dzień targowy (w mojej mieścinie oznacza to pełno aut na ulicach). Idę jedną z głównych ulic i nagle z otwartej bramy wybiega pies, w typie jamnika... Wrzeszczę, żeby stanął, ale on nic.. Auto trzasnęło go w głowę. Uciekł z powrotem w bramę. Zatrzymałam jadące auta, pędem pobiegłam do tego domu, zawołałam właściciela... "Ale on nigdy nie wybiega". Ale teraz wybiegł... Schował się w takiej wnęce domu, facet go wyciągnął, mówi, że ma znajomego weta. A dziś poszłyśmy tam z mamą, okazało się, że psa musieli uśpić, takie miał złamanie szczęki. Czuję się tak paskudnie, jak tylko można. Staram się o tym nie myśleć, ale widok tego zakrwawionego pyska... Biedny piesek, chciał tylko do nas podejść :-( Wiem, że to wina właściciela i tak dalej. Ale nawet nie jestem w stanie być zła, po prostu okropnie mi przykro, że akurat tam byłam, akurat chciał do moich psów podejść. Gdybym widziała go w bramie, to bym tam nie poszła w ogóle, ale wybiegł tak nagle...
  8. [quote name='Joven']Wystawiać jeże - czy to oznacza, że pies po prostu pokazuje jeża? A co w tym nielegalnego? :) Mój pewnie na widok jeża by padł na zawał hehe.. A wracając do tematu chamstwa...spotkałam się ostatnio z nietypowym chamstwem, aż mnie zamurowało. Otóż szłam sobie przez osiedle z moim małym bzikiem (który nie ma w sobie pierwiastka agresji i jest typową nadaktywną przytulanką w typie silky terrier lub york jak kto woli), aż tu nagle starsza pani (stare babsko w moherze) wyjeżdża na mnie z mordą, że psy to trzeba na smyczy i w kagańcu trzymać! Że ona już dzwoni po policję (policję?:) ) i że mnie spiszą , bo pies (ta moja bestia przerażająca...) nie może tak sobie latać gdzie popadnie i podbiegać do ludzi, bo to strach! Mówię wam, zatkało mnie. Foto mojego psa widzicie koło mojego nicka...on nie szczeka, a podbiega do ludzi dzieci i psów - to fakt - z podkulonym ogonem, gotowy by położyć się na plecach na ziemi - bo chce się bawić.... Cóż...bestia niebezpieczna no...kolczatkę mu chyba kupię ;)[/QUOTE] Właśnie ze względu na takie osoby, lepiej trzymaj psiaka na smyczy albo flexi, a puszczaj w miejscach nieuczęszczanych. I koniecznie ucz, że podchodzić może tylko jak mu powiesz. Może podbiec do psa agresywnego lub problemowego, starszego albo chorego - albo ten obcy zrobi krzywdę Twojemu, albo Twój niepotrzebnie wystraszy lub zdenerwuje innego. Może podbiec do osoby, która nie lubi psów i bez ogródek Twojego psa kopnie, a miałam z takimi do czynienia. Albo do człowieka, który został pogryziony przez psa (yorkopodobne pieski też mają zęby) i się obawia. Żyjemy razem w społeczeństwie, musimy myśleć o sobie nawzajem, nawet jeżeli Twój pies jest łagodny.
  9. [quote name='kalyna']W poprzedniej uczelni było łatwiej :shake: o wiele łatwiej.... A ta szkoła z linku Szalej fajnie wygląda ;)[/QUOTE] Ja rok temu miałam najgorszą sesję na świecie, do dziś nie wiem, jak mi się udało ją przeżyć... Każdy przedmiot to była ogromna kobyła, na którą musiałam umieć mnóstwo łacińskich nazw, nawet zaliczenia były straszne, a co dopiero egzaminy. Dodatkowo TZ wyjechał do Niemiec i byłam w psychicznej rozsypce... No, to było makabryczne. Ale przeżyłam i teraz nie wydaje mi się to aż tak straszne. Zawsze jak mam dość podczas sesji to myślę, że ten czas tak szybko leci, że za niedługo nie będę pamiętać nawet, że miałam tyle nauki i było okropnie ;) Ale fakt, że studia są okropnie wymęczające psychicznie - mówcie, co chcecie. Jak słyszę, że "aa tam studia, najlepszy okres w życiu" to się zastanawiam, co taka osoba studiowała :roll: Ostatnio dużo moich znajomych pokończyło studia i zaczęło pracę.. I jak porównuję ich w trakcie i po studiach, to są o niebo szczęśliwsi i bardziej wyluzowani teraz. Mimo że na pracę narzekają :diabloti:
  10. [quote name='rozi']A większość psów "z odzysku" U MNIE (choć z opowieści innych wydaje się, że wszędzie tak jest) to agresywne psy, szarpiące się na smyczach, a co najgorsze - ich właściciele nad nimi nie panują, tłumacząc że to psy po przejściach. Samo życie, prawda?[/QUOTE] I znowu odnosisz się tylko do tej części mojej wypowiedzi, która Ci pasuje. A co z tą pierwszą, w której Ci tłumaczę, dlaczego Twój podbiegający pies może skrzywdzić inne? Miałam Cię za lepszego rozmówcę, naprawdę. Masz rację. U mnie jest podobnie z tymi psami po przejściach (ale przynajmniej chodzą na smyczy, mimo że się szarpią, to nie podbiegają). I co z tego? Dlaczego czujesz się urażona moimi wypowiedziami dotyczącymi yorków, skoro swoje uważasz za dobrze wychowane? Mój pies po przejściach był agresywny, wtedy sprawowałam nad nim maksymalną kontrolę, szelki, obroża, smycz, początkowo kaganiec, linka i taśma treningowa, flexi. Pracowałam z nim, jestem dumna z tego, że stał się cudownym psem, który już nie rzuca się na psy, ignoruje je, a ja mogę mu ufać i nie martwię się, że z naprzeciwka idzie pies i będę miała problem z przejściem. Dlatego Twoja wypowiedź mnie nie rusza. Samo życie - właściciele yorków mają gdzieś, że ich psy są niewychowane i prowokują inne. Właściciele psów trudnych nic nie robią z problemami, bo uważają, że tak to już jest. Właściciele haszczaków olewają to, że ich psy im zwiewają, bo taka rasa. Właściciele labradorów i goldenów nie wychowują ich i puszczają je luzem, bo to taka łagodna rasa. Samo życie! Dlatego jest ten wątek. I dlatego wszyscy próbują Ci wytłumaczyć, że puszczając nieodwoływalnego psa, zaliczasz się do tego szacownego grona uprzykrzaczy życia.
  11. Macie świadomość, jak trudnym psem jest akita? Wiem, że pojawia się u nich agresja do innych psów tej samej płci, choć raczej suka wychowana z innymi od szczeniaka powinna się dogadać. Tylko myślę, że mogłoby dochodzić do starć w wieku dojrzewania, a akity są raczej nieugięte w bójkach. Akitom też daleko do ideału posłuszeństwa, tym bardziej trzeba byłoby z nimi intensywnie pracować od szczeniaka (szkolenie posłuszeństwa w zakresie własnym lub grupowo). Także ważna byłaby socjalizacja - z dziećmi, z miastem, innymi, obcymi psami. Każdy pies tego wymaga, ale akity są niezależne i trudne, dlatego tym bardziej trzeba poświęcić temu uwagę. Wasze warunki wydają się bardzo fajne dla psa, także akita wydaje mi się ok, jeżeli jesteście świadomi, jakie to psy. Polecam wejście na galerię akit na forum dogomanii i poczytanie, porozmawianie z właścicielami. A także dużo rozmów z hodowcami :) Z innych psów przychodzi mi do głowy suczka hovawarta, może rottweiler, jeżeli poświęcić dość czasu na ich socjalizację. To wcale nie są psy trudniejsze do opanowania niż akity - swego czasu akity były przez chwilę w modzie, ale bardzo szybko przestały być, widocznie ich charakter nie pozwolił rasie na stanie się popularną. Akity mają silny instynkt łowiecki i są niezależne, więc raczej puszczanie luzem takiego psa w lesie nie byłoby mądre. Pod tym względem fajne są rottweilery, bo łatwiej u nich instynkt opanować. Z tego co zaobserwowałam, a znam trochę rottków, łatwiej też dogadują się z innymi psami.
  12. [quote name='rozi']Zmierzchnica, ja już wiem, czemu nie możesz ze mną rozmawiać normalnie. Nie możesz, bo mam yorki. Mądre, posłuszne yorki, tylko że Ty sobie tego w ogóle nie wyobrażasz.[/QUOTE] Ależ ja staram się normalnie pisać, tłumaczę Ci co i jak, grzecznie. I wzywam do rozsądku, opisując przypadek mojego psa, dla którego podbiegający york oznaczał panikę. Ale po Tobie to spływa, i mówisz, że psa można sobie podporządkować pewnością siebie. Mojego się nie dało! Opanowałam go ciężką pracą, a nie postawą przewodnika. To miękki, strachliwy pies, choć robi dużo cyrku i burczenia. A "pewność siebie" go przerażała, nie mogłam być ostra, bo się zamykał w sobie. A jak nie byłam, to znowu świrował na widok psów ze strachu. Szlag mnie z nim nieraz trafiał. I mówię Ci, że mały piesek może komuś zepsuć pracę, nawet jeśli jest łagodny, dlatego NIE powinno dochodzić do kontaktu psów bez zgody właścicieli, koniec kropka. Znam posłuszne yorki. Ostatnio mijałam takiego w parku. Moje psy luzem, york luzem, był z państwem z wózkiem. Podbiegł do nas na odległość 3 metrów. Państwo go odwołali. Pies poszedł za nimi, moje się nie zainteresowały. Był luzem, był yorkiem - da się! Obeszło się bez kontaktu. I taki pies sobie może latać luzem ile chce, bo bez pozwolenia nie podbiegnie do innych. Super, jeśli Twoje takie są, ale pisałaś, że raczej nie i że uważasz, że jak Twój podbiegnie to jest ok i inne psy powinny na niego uważać, a nie on na nie. Z czym się nie zgadzam zupełnie. Większość yorków U MNIE (choć z opowieści innych wydaje się, że wszędzie tak jest) to agresywne psy, strasznie hałaśliwe, a co najgorsze - ich właściciele nie próbują nad nimi panować. Zdarzają się fajne yorki i takie są ok. Nie wina psów, że są kupowane przez idiotów, ale rasa jest oceniana już pod kątem doświadczeń z nią, a te u większości ludzi są kiepskie.
  13. A u Was nie? ;) U nas totalnie zimowo.. Aż udało nam się takiego stwora ulepić :diabloti: [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-15 20.35.55.jpg[/IMG] Miał nawet strażników (którzy polowali na jego ręce z gałęzi :roll::eviltong:) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-15 20.36.46.jpg[/IMG] Uwielbiam zimę :loveu: Mimo że sesja tuż tuż i ogólnie nauki mnóstwo, chodzę cała szczęśliwa, bo jest śnieg :diabloti: Ale uczyć mi się nie chceeee.... A tutaj Hera wezwana na spacer przed 6 rano :evil_lol: [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-15 05.45.03.jpg[/IMG] Też mam podobną minę jak się przed 5 muszę zwlec z z łóżka...:cool3:
  14. Wszystkiego najlepszego dla Was obojga! ;) Morus jest przecudowny po prostu :loveu: [URL]http://imageshack.us/photo/my-images/832/p1060244v.jpg/[/URL] :loveu: schrupać go! ;)
  15. [quote name='rozi']Owszem, zaczyna, pod warunkiem że czuje, że Ty wiesz więcej i lepiej i bezdyskusyjnie. Tak sądzę.[/QUOTE] Ja już na to odpisywałam, więc nie skomentuję ;) Dziś mnie znowu właściciele yorków radośnie doprowadzili do szewskiej pasji (choć połknęłam gorzkie słowa, bo wiem, że to nie typ ludzi do dyskusji). Zaginęła u nas w mieście sunia, rozwieszałam ogłoszenia na jej temat. Mijam starsze państwo z dziamającą jorką. Jak minęłam ich z Fro i Herą, jorek hop na całą długość flexi i drze się niemiłosiernie na moje futra. Właściciele patrzą (czy może raczej "paczą", bo to nie było inteligentne patrzenie), co się stanie. A że nic się nie stało, olali sprawę. Wieszam ogłoszenie na drzewie 10 metrów dalej. Dochodzą do mnie. Stają. Jorka znowu na całą długość flexi i drze ryjka. Hera już podenerwowana, ale dostała zakaz ruszania dziamacza, no to nie rusza. Ludzie - nic. Zero reakcji na agresję ich psa. Odchodzę znowu i wieszam ogłoszenie kolejne, ale w takiej alejce daleko od ulicy. Niewygodnie wieszać z dwoma psami na smyczach, no to je na moment spuszczam, wąchają trawkę przy mnie. Dochodzą ludzie od jorki (pies już luzem, z daleka się drze na moje) i... stają jak wryci :diabloti: No bo moje złe kundle luzem. I co zrobią z ich kochanym pieseczkiem! Przebierają nogami, podchodzą, odchodzą, kątem oka widzę takie typowe zachowanie pieniaczy "podszedłbym i ją opieprzył, ale w sumie nie wiem..." ;) Moje psy olały sprawę, trwało to krótką chwilę, ogłoszenie powiesiłam, poprosiłam kundle żeby wzięły smycze w ryjki i poszliśmy dalej, zaraz je zapięłam. Ciekawe, czemu nie przeszli obok mnie, pozwalając joreczce rzucać się na moje psy? :diabloti: Chyba w ich główkach jednak świta jakaś nikła, maleńka świadomość, że jednak ich pies prowokuje inne do ataku... Tylko czemu nic z tym nie robią? NAPRAWDĘ nie rozumiem, jak można mieć na końcu smyczy psa, którzy rzuca się na inne i nic nie próbować z tym zrobić. Cieszę się tylko, że po moich futrach to spływa...
  16. [quote name='rozi']Wydaje mi się, że duże znaczenie ma to, czy człowiek jest absolutnie przekonany, że pies się podporządkuje. Pies, czy inne zwierzę. Jeśli w sobie dopuszczamy możliwość niepowodzenia, czy choćby trudności, to zwierzę ma furtkę i będzie działało według własnych przekonań, bo nasze są za słabe. To akurat zobaczyłam dawno temu na przykładzie trudnego konia - robił ze mną co chciał, dopóki nie nastąpiła sytuacja, kiedy absolutnie konieczne było dla mnie szybko pojechać w konkretne miejsce i zwyczajnie nie dopuszczałam możliwości, że się nie uda, wtedy się podporządkował.[/QUOTE] To mi zakrawa trochę na myślenie magiczne albo w stylu "dobrej energii" i "silnego przywódcy stada" Millana. Oczywiście, że większa pewność siebie przewodnika wpływa na działanie zwierzaka, ale to nie jedyny czynnik, który wpływa na zachowanie. Zależy jak silne emocje kierują psem. Jeśli słabe, a rzuca się na inne psy dla hecy albo ze względu na terytorializm, to pewny, silny przewodnik psa usadzi bez problemu. Nawet ekscytację stanowczy i doświadczony właściciel może szybko zgasić. Jeśli masz do czynienia z prawdziwą agresją lękową, pewność siebie możesz sobie wypisać na czole, a pies będzie trudny do opanowania bez terapii behawioralnej, która MUSI być stopniowa, powolna, dawać psu przestrzeń i możliwość decydowania o swoich reakcjach. Podbiegający nagle pies wzbudzi strach, a to emocja, którą owszem, można opanować, ale potrzeba na to czasu i ćwiczeń, nie wystarczy władczo szarpnąć, spojrzeć "wzrokiem przywódcy", powiedzieć "NIE!" i pies magicznie się uspokoi. Miałam trzy psy z agresją lękową od bardzo słabej (tydzień ćwiczeń i po sprawie), po silną i selektywną (na konkretne psy - tu zajęło mi 2-3 miesiące) i bardzo silną (1,5 roku odczulania, z ciągłym rozwalaniem mi pracy przed podbiegające psy). Rozi, Ty twierdzisz (dobrze rozumiem?), że[B] a)[/B] psy mają prawo podbiegać do innych, szczególnie małe i szczeniaki, w ramach socjalizacji i nauki psiego zachowania oraz [B]b)[/B] ktoś, kto ma problemowego psa, powinien albo go usunąć ze społeczeństwa albo go magicznie opanować postawą ciała i głosem, bo "zły" pies nie ma prawa do życia, spacerów itp. A wszyscy Ci tu tłumaczą, że[B] a)[/B] życie to nie nibylandia, tylko realny, okrutny świat, w którym podbiegający pies może zostać skrzywdzony i będzie to właściciela wina - ZNASZ warunki, więc JEŚLI puścisz psa, zgadzasz się na ryzyko, [B]b) [/B]Twój podbiegający pies, którego nie chcesz krzywdzić smyczą i brakiem socjalu, może mocno skrzywdzić inne psy, które nie mają szczęścia mieć normalnej psychiki i fajnej przeszłości. I to też Twoja wina, bo puszczasz psa bez pytania, kiedy jest to zakazane prawem i dodatkowo źle odbierane przez większość świadomych właścicieli psów.
  17. [quote name='rozi']Nie wiem. Ja się nie znam na szkoleniu, więc stosuję proste metody, należy do nich ostre "E!", albo ostre "Olek!" i pies natychmiast przestawał robić to, co robił, zanim krzyknęłam. Jeśli więc zobaczył psa i tężał do ataku, to moja reakcja przerwała proces, a potem już mogłam wydać polecenie "chodź tu do mnie", albo "siadaj" (nie siadał, ale stał w miejscu i zastanawiał się, czy usiąść, co go zajmowało :D ). Mogłam też odwrócić się i odejść szybkim krokiem, on się bardzo pilnował, najważniejsze dla niego było mnie nie zgubić.[/QUOTE] No to widocznie nie miałaś ciężkiego przypadku, zazdroszczę. Mój pies po wielokrotnym pogryzieniu przez podbiegające psy, reagował na nie agresją graniczącą z paniką, ja to nazywałam cyrkiem. Skakał na wysokość ramion, owijał mnie smyczą, wrzeszczał, stawał na tylnych łapach, wymachując przed nimi, po prostu parodia - ale mi nie było do śmiechu. Było mi wręcz bardzo nie do śmiechu, a nieraz do płaczu, bo każdy podbiegający łagodny piesek włączał w Frotku reakcję obronną. Reagował tak na szczeniaki, na yorki, na malutkie psy, nawet jak kot szedł w naszą stronę to Frotek dostawał paniki połączonej z tym jego cyrkowaniem. Fakt, że jest strasznie słabym psychicznie psem, ale to nieważne. W każdym razie, Frotek raczej by nie pogryzł takiego yorka, co by podbiegł. W jego świrach było więcej cyrku, żeby taki pies NIE podszedł. Pracowałam z nim intensywnie. Biegałam po lesie po kilka - kilkanaście kilometrów. Spacery to było non stop szkolenie, nauka mijania psów, budowanie zaufania do mnie i do tego, że inny pies mu nie zrobi krzywdy. No i potem podbiega radosny podbiegacz, przekonując Frotka - PSY MNIE ATAKUJĄ! No tak. On ucieka od nich, wrzeszczy jak podchodzą, robi co może, żeby nie doszło do kontaktu. A tutaj miły piesek chce się socjalizować i "nic nie zrobi". Panika, pies uwsteczniony na wiele kolejnych dni. Uważasz, że powinnam była go uśpić albo oddać do kojca, bo nie było dla niego miejsca w społeczeństwie? Dopiero uratowała nas sroga zima, właścicielom nie chciało się czterech liter z psem ruszyć. Psów niewiele, więc mogłam spokojnie mu je dozować, szkolić w odpowiedniej odległości, byłam w stanie uciec, gdy widziałam właścicieli z psami luzem. I tak dalej i tak dalej, do teraz, kiedy nie mam z Frotkiem żadnych problemów, biorę go na psie festyny, robimy pokazy szkolenia w grupie psów, Fro ma pełno psich kumpli, a jak jakiegoś nie lubi, to burknie raz i już. Czasem aż się dziwię, kiedy przypominam sobie, co z nim przeszłam. I niestety, takie podbiegające, łagodne pieski bardzo mi utrudniały życie. Mi i mojemu psu, który nie był zły, tylko nie doznał od innych psów niczego innego poza atakami i musiał się przekonać, że psy nie mają zamiaru mu przegryźć gardła czy wygryźć dziury w zadzie na dzień dobry. Dlatego liczę na to, że przynajmniej na dogomanii znajdą się ludzie, którzy zrozumieją, że podbiegający pies do obcych może zepsuć ciężką pracę. Znam sporo psów poschroniskowych, które panikują na widok innych psów. Dlaczego w imię socjalizacji swojego psa, ktoś funduje innym traumę? Wystarczy psa na chwilę zapiąć, zatrzymać ręką (jeśli nie umie się słownie) i zapytać, czy może podejść. Mówię, ja morze łez ze wstydu i bezradności wylałam dzięki temu, że wszyscy wokół mieli gdzieś, że ciężko pracuję z moim psem i chcę go wyprowadzić na prostą. Życie miał przesrane i zasłużył na szansę, wykorzystał ją w pełni i jest świetnym zwierzakiem. Wszyscy się podniecają na metamorfozach, jak to pies się zmienił i jest fajny, ale te same osoby psują pracę innym, którzy właśnie takie trudne psy próbują wyprostować.
  18. http://i1076.photobucket.com/albums/w457/kalyna2/DSC_0320-4_zps4182d3c0.jpg Piękna! Taka dostojna (szczególnie z tą kapką śniegu na nosku) :) A bawi się jak dzieciak w śniegu, Luka też tak ma - wystarczy kapka śniegu i już pies się tarza przez dziesięć minut bez przerwy... Odświeżają sobie futerka :diabloti: http://i1076.photobucket.com/albums/w457/kalyna2/DSC_0341-3_zpsad86a561.jpg Ęteligętna mina :diabloti: http://i1076.photobucket.com/albums/w457/kalyna2/DSC_0434-1_zpsd01d981b.jpg Noo, Ghandi-owczar ideał :loveu: Umaszczenie ma świetne i wzrok też, taki wilczy :cool3:
  19. [quote name='kalyna']Siemanko... :multi: Jest prawie sesja, a więc JEST ZAKAZ wstawiania zdjęć :evil_lol: nadrobię w lutym, albo jak będę mieć dość nauki, więc od dzisiaj mogą się pojawić w każdej chwili... ehh już rzygam tą nauką, a nadal prawie nic nie umiem... taa efektywność uczenia się, jak się patrzy :roll: w sumie to mój cel, to aby na to 3 zaliczyć i mieć z głowy... Dzisiaj się poświęciłam i przyjechałam wcześniej do Poznania, bo rano i byłam na WOŚP z Goldenami.... tak mi d*** zmarzła, z edo teraz nie odtajałam.... i doszłam do wniosku, że to bardzo fajne pieski, ale jednak czegoś mi brakuje.. nie ma to jak ON :loveu: a tych nie było :shake: Wypiłam napój energetyzujący i zaraz śmigam robić obiad i zabieram się za dalsze uczenie :angryy: aaaa i u nas jest śnieg :multi: i ciągle pada.. oby utrzymał sie do piątku :evil_lol:[/QUOTE] Powodzenia na sesji, ja właśnie zaczynam zaliczenia i DLATEGO nagle pojawiło się u mnie wiele zdjęć... Nie, żebym była leniwa! :diabloti: Z tym nieumieniem to się cicho i wrednie cieszę, że nie tylko ja mam ten problem ;) Ale mi się tak okropnie nie chce, że nawet widmo extra trudnych egzaminów mnie mało motywuje.. Byle 3 i do przodu ;) Trzymam kciuki!
  20. Wzięłam się porządnie za ćwiczenie przywołania kundli, i szczególnie jeżeli chodzi o Chibi, są ogromne postępy ;) Na razie oczywiście puszczam kundlaste na terenach bezpiecznych i pewnych, z niewielkimi rozproszeniami. Martwię się tylko, bo teraz dwa tygodnie będę raczej nieobecna, i pewnie nauka pójdzie w las... Ale postaram się im to ładnie utrwalić. Trochę zimowego nastroju :) Zaczajka z głupią miną. [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-12 14.17.06.jpg[/IMG] Obiekt zaczajki. [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-12 14.17.23.jpg[/IMG] Wracamy :) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-12 14.28.07.jpg[/IMG] Oszroniona ;) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-13 09.48.00.jpg[/IMG] [I]Ależ wcale nie kopałam w śniegu! [/I][IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/2013/2013-01-13 09.48.57.jpg[/IMG] Miłej resztki weekendu i udanego tygodnia! :loveu:
  21. Mi się wydaje, że skoro argument zdroworozsądkowy do [B]rozi [/B]nie przemawia, to może przemówi argument prawny. Agresywny pies, który mógłby rozgnieść yorka, jest na smyczy i w kagańcu = zgodnie z prawem. Yorczek, nawet maluśki i łagodniuśki, jest tu bez smyczy = niezgodnie z prawem. Jeżeli yorkowi coś się stanie, wg prawa, winny będzie właściciel yorka, nawet jeżeli będzie się pluł, że "takiego agresywnego to uśpić". Nie da się zakrzywić i zmienić prawa na rzecz małych yorków, prawo definiuje psa jednoznacznie, [B]rozi[/B], i nawet jeśli wybuchniesz czy wyjdziesz z siebie, to Twoim obowiązkiem jest prowadzenie zwierzęcia na smyczy. A w sytuacji konfliktowej, to Ty będziesz winna, niezależnie od tego, co stanie się z Twoim psem.
  22. [quote name='xxxx52']kateczka-czy musisz dostac korypetycje:powtarzam nie cztaj moich postow,jest cos takiego jak ignorowanie psow ale i dotyczy ignorowania ludzi,poza tym oszczedzisz troche na urodzie. :roflt:ojej powiew komuny czuje i 1000km ,czy czujesz? ps nie zasmiecajmy tego ciekawego watku,jak lezy tobie cos "na watrobie "napisz na WP ,a nie rozczulaj sie nad soba,bo psy i tak ciebie nie rozumiejaWau,wuf,finito[/QUOTE] Raportowałam Twoje posty jako nieczytelne i zupełnie odbiegające od dyskusji. Jeśli masz problemy z interpunkcją i poprawnym pisaniem, najpierw pisz w Wordzie, który koryguje błędy i potem wstawiaj na forum. Dziewczyny, nie odpisujcie na zaczepki i nieczytelne posty, bo to tylko napędza niepotrzebny off-topic. Ktoś, kto będzie chciał się poradzić, wejdzie i nie napisze, widząc, co się dzieje. Ja kończę temat, ale proszę Was, nie ciągnijcie nieistotnego dla tematu wątku.
  23. Witamy się :) Piękna ta klucha Morusowato-Lusiowa, mam ogromny sentyment do takich psów :loveu:
  24. Kurczę, nie ma szans teraz, sesja... Ale może po sesji się uda :) Jak używała to super, dobrze mieć takiego szkoleniowca dość blisko :)
  25. [B]NatiiMar [/B]- nie chcę metodą prób i błędów, dlatego na razie OE nie kupiłam i kminię ;) Znasz kogoś z Opolszczyzny, kto używał elektryka, ma o tym pojęcie i mogłabym się do niego wybrać? A może Aneta zna? Łódź to kurczę daleko, ale biorę to pod uwagę... Nie jestem mobilna i z tego względu muszę ciągle myśleć, jak by tu wykombinować transport, nie zapłacić za niego fortuny i nie robić komuś problemu ;) No, ale pomyślę. [B]a_niusia [/B]- cena równie zachęcająca :lol: Wiem, że dobry sprzęt kosztuje, ale jestem tylko marną studenciną :diabloti: i rozpatruję obroże max do tysiaka (jeśli takie się w ogóle opłaca kupować). [B]kalyna[/B] - nie neguję tego, poczytałam i uważam, że na pewno warto się wybrać :) I bardzo bym chciała, ale niemobilność i jednak ograniczenia finansowe trochę stopują mój entuzjazm. Co nie zmienia faktu, że intensywnie się nad tym zastanawiam ;) Chętnie bym wzięła Herę, tylko pytanie czy na ćwiczeniach na swoim psie do wszystkich komend musiałabym używać OE, nawet jeżeli pies z czymś nie ma problemu? Bo to mnie martwi. Na razie mama chora na grypę i tylko ja się psami zajmuję ;) Co oznacza trochę musztry i brak pobłażania (no nie da się pobłażać 4 psom, jak ma się je naraz na spacerze :diabloti:). Jakoś kundle nagle się grzeczne i ciche zrobiły :loveu: Co nie zmienia faktu, że sytuacja trochę męcząca, bo muszę się ze studiów zrywać, żeby z psami wyjść ;) PS. Stwierdzam też, że moje psy są o niebo bardziej kulturalne niż przechodzący ludzie. Psiaki idą sobie, coś wąchają, olewają wszystko. Ludzie zatrzymują się, gapią perfidnie, podchodzą, cmokają. Stają na chodniku tak, że nie mogę przejść i sobie patrzą i komentują między sobą. Dzieci drą się "pieeeski!!!!", lecą do nas... Ok, jakbym z wielbłądem szła, rozumiem. Ale z psami? :roll:
×
×
  • Create New...