Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. [quote name='evel']Ktoś poruszał problem przewozu dwóch psów w jednej klatce - zastosowałam patent dwa razy w weekend, w przewozach regionalnych. Niespecjalnie się kryłam, kupiłam po prostu bilet na nadbagaż i władowałam się do przedziału dla osób z większym bagażem/rowerami itd. W jedną stronę pytaliśmy konduktora gdzie dokładnie jest ten przedział, więc wskazując na suki spytał "czy to ten bagaż" :lol: , wygłaskał biednego zestresowanego zakagańcowanego Ravena :evil_lol: i wskazał nam odpowiednie miejsca, przy kontroli inny facet widział że leżą na klatce dwa kagańce i nic nie mówił. W podróży powrotnej już nikogo nie pytałam, wepchałam suki do odpowiedniego przedziału pociągu, przyczepiłam do siedzenia, wsiedli ze mną panowie SOKiści i patrzyli jak rozkładam klatkę, zdejmuję kagańce i wpycham suki do środka, nikt nic nie mówił. Przy kontroli konduktor popatrzył na klatkę zakrytą kocem, na bilet i nic nie powiedział, więc mogłam tam nawet wieźć 10 yorków albo antylopę gnu :evil_lol: Więc sposób działa, przynajmniej w regionalnych - prawdopodobnie będzie to nasza stała trasa weekendowa, więc zobaczymy jak się to sprawdza w różnych pociągach ;)[/QUOTE] O to mi chodziło, dzięki za odpowiedź! :) Muszę pomyśleć nad klatką mieszczącą Herę i Frotka jednocześnie... Jak mówiłam mamie, co zamierzam, zrobiła wielkie oczy i zapytała "JAK ty wsadzisz do pociągu tą klatkę z dwoma psami?" :lol: Ja tak myślałam, że jakby ktoś się czepiał, to bym odpowiedziała, że dzwoniłam na informację i mi poradzili ten sposób. Ale też sądzę, że nie byłoby problemu, zazwyczaj ludzie z psami jadą zupełnie na hurra - bez kagańca i książeczki.. Dlatego konduktor widząc, że w ogóle ktoś się stara przewieźć psa w nieuciążliwy sposób, jest raczej miły ;) Masz taką klatkę materiałową czy jak?
  2. Świetne foty :loveu: Kurier widać nie słyszał nic o równouprawnieniu i feminizmie, mogłaś powiedzieć, że mała już nieźle sobie radzi w Wiedźminie :evil_lol: Szkoda, że z usterką, od razu przy kurierze sprawdzałaś, czy działa? Oby wam wymienili jak najszybciej ;)
  3. Hera też się tak chłodzi jak Waldek ;) Świetne fotki, fajne takie psie towarzystwo :p Ja też nie mam siły kąpać psów, teraz pola są nawiezione i psy mimo nieustannego nadzoru zawsze się jakoś wytarzają w tym syfie... Musiałabym je dzień w dzień prać :roll: Tak dużo macie rowerzystów? Ja tylko nie lubię dzieci na rowerach, bo zwykle za szczyt ambicji uznają wjechać w psy i ryczeć "tiiit tiiiit!!!" :diabloti:
  4. Łaa, jak Was długo nie było! Cudne fotki :loveu:
  5. [quote name='marta1624']No ja mam tylko Konga classic, bo moje wyliżą wszystko ;) Ale chciałabym też piłkę :) To zaopatrzyłaś dobrze psiaki. Nie jesteś "aż" taką złą panią :lol:[/QUOTE] Miałam piłki z konga, przestały piszczeć po... Hm, może 3 minutach frotkowej zabawy? :evil_lol: Ale on jest niszczycielem zabawek. Dlatego stwierdziłam, że polecone przez kalynę funny to dar niebios, bo jeszcze jej nie zniszczył :-o Za niedługo kupię jeszcze z kilka :diabloti: Jak się u Ciebie kong sprawdza? Mój, niby oryginał, łapie wszystkie kłaki :roll: Hera go obślini, potem się nim pobawi i już jest cały zakłaczony... Potem znowu go mamle razem z sierścią :roll: Czekamy na foty :mad:
  6. [quote name='KAT2707']Odpowiedzi na to nikt chyba nie zna. Suka znajomej już drugi sezon nosi Foresto i kleszcza jeszcze nie złapała. Spacerujemy razem, mój pies zabezpieczony Foresto miał już w krótkim czasie dwa opite krwią. Sukę jeszcze niczym nie zabezpieczyłam, a kleszcza u niej żadnego. Na niej nawet Sabunol dobrze się sprawdza. Jedynie w zeszłym roku, gdy nosiła obrożę Preventic, wbitych kleszczy miała w tydzień więcej, niż przez całe swoje dotychczasowe życie. [B]Zmierzchnica[/B], ja stosuję Bros u siebie i psów, gdy idę do lasu.[/QUOTE] Dziękuję :)
  7. Ja zauważyłam, że bardzo dużo zależy od typu sierści psa, szczególnie psy o długiej i wełnistej sierści mają przekichane. Na Frotku (włos jak pudel, dość długi) znajduję po 3-4 kleszcze, w tym wbite, na dwóch suczkach (gładki, krótki włos) prawie nic nie łazi... Jak zakroplę krótkowłosą czymkolwiek to się żaden kleszcz nie ima, a do długowłosej suczki zawsze coś się przyczepi mimo zakraplania. Podsumowując, golimy psy na łyso :evil_lol: Pamiętacie może, jaki to był spray odstraszający insekty zarówno dla ludzi jak i psów? Muszę coś sobie kupić, wolałabym od razu dla psów. Advantix doszedł w końcu, będę dzielić między psy, oby był efekt ;)
  8. Słodkiego masz synka :) Ale ten jego konik średnio zadowolony :evil_lol:
  9. I żeby nie zanudzać fotami z zoo, jaszcze na koniec kilka psich ;) Maksiu :) Fotka była efektem długich starań, żeby się, [I]do cholery!,[/I] przestał wiercić :evil_lol: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3260159_zps01a3dc80.jpg[/IMG] Romantycznie :loveu: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3260167_zpsc8bde007.jpg[/IMG] Panienki :) [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3260171_zpsa0a12b2a.jpg[/IMG] I przystojniak z Lusławą ;) [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3260182_zps9774e294.jpg[/IMG] Na koniec kokorycz, wyjątkowo urodziwe zielsko :) [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3260174_zpsaf80330e.jpg[/IMG] Pochwalę się Wam tylko, że moja nowa trasa biegowa liczy 14 km z groszami i przebywamy ją bez większych przerw (mniejsze są na obsikanie drzewka albo powąchanie Super Hiper Bardzo Istotnego Krzaczka :roll:) w nieco ponad półtorej godziny :loveu:
  10. Dla fanów przyrody - wizyta we wrocławskim zoo w poprzedni weekend :p Lało jak z cebra, ale twardo poszliśmy do zoo, przemokły nam buty i łaziliśmy głównie po pawilonie gadów, płazów i owadów :diabloti: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3230072_zps6545c792.jpg[/IMG] Ktoś rozpoznaje? ;) [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3230082_zpsc94e30f3.jpg[/IMG] To szczekuszka była bodajże, słodka jak miód :loveu: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3230093_zps8cd81071.jpg[/IMG] Nad tą lamą dłuuugo debatowaliśmy, czy jest prawdziwa czy sztuczna, szczególnie, że lał deszcz i wydawało się, że żadne zwierzę tego nie wytrzyma... W końcu odwróciła głowę :evil_lol: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3230096_zps164e2118.jpg[/IMG] Urocze akwarium... Przyjrzyjcie się dobrze stworzonku po lewej :diabloti: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3230132_zpse0ba76cf.jpg[/IMG] Akurat otworzył paszczę, jak podeszłam.. Wcale nie wzięłam tego do siebie, na pewno nie miał nic na myśli :evil_lol:
  11. Sterylka zawsze będzie kontrowersyjnym tematem, stąd dużo dyskusji ;) Ja uważam w sumie tak jak większość... Jeśli nie trzeba, to nie robię. Jeśli trzeba, bo wiem, że w domu nie dopilnują, bo ciąże urojone czy zdrowie, to bym zrobiła. A z agresywnym kotem to ciekawe, bo znam mnóstwo kotów po kastracji czy sterylce i czegoś takiego nie spotkałam... Trudno mi sobie wyobrazić agresywnego kota :evil_lol: A w ogóle, Luka jest już u mnie 9 lat! Dokładnie 25 marca stuknęła nam dziewiąta rocznica. Oby przed nią było jeszcze tyle ;) To szalona i pełna energii wariatka, więc liczę na to, że jeszcze nieraz mnie zadziwi ;) Ostatnio dręczy Maksia, żeby się z nią bawił, a Maks dręczy znowu Herę, żeby się z nim bawiła, Frotek komentuje to wrzaskiem, bo nikt nie chce z nim się bawić, a Chibi chowa się pod stołem i warczy na durniów :evil_lol: Na niedawnym spacerze znaleźliśmy coś takiego... [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3220045_zps13ecda69.jpg[/IMG] I zrobiliśmy z tym to: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3220049_zps4e6efdb0.jpg[/IMG] [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3220050_zps603723d3.jpg[/IMG] :diabloti: I nasz ulubiony teren na spacery - kamieniołomy. Gdyby nie sarny, kleszcze i wybuchy co jakiś czas.. Kiedyś wlazłam tam akurat jak wysadzali skały, w życiu tak szybko nie biegłam :loveu: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3220054_zpsa4e24fc0.jpg[/IMG] [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P3220059_zps3875d523.jpg[/IMG]
  12. Wow, gratuluję, ja bym umarła na zawał (pozytywnie!) jakby psy wybrały mnie zamiast zwierzyny :diabloti: Czekamy na wiosenne foty, pewnie u was w lasach jest pięknie? :p
  13. [quote name='Martens']Pies może być normalny i nie lubić szczeniaków, szczególnie obcych. Szczeniaki często zachowują się dość obcesowo (szczególnie w odczuciu co wrażliwszych na tym punkcie psów), i nie ma nic nienormalnego w tym, że taki szczeniak zostanie sprowadzony do parteru i będzie mu w ten sposób po psiemu wytłumaczone, że nowo poznanemu pieskowi nie skaczemy na głowę i nie wtykamy łapy w oko. Tyle, że jest ogromna różnica, między sprowadzeniem rozbisurmanionego malucha do parteru, a zagryzieniem go na śmierć, bo szedł ulicą :roll: Inna grupa to psy, które ogólnie mają słaby socjal z innymi psami, a przy tym problemy z agresją; dla takich psów szczeniak to pies jak każdy inny i niekoniecznie dają mu taryfę ulgową. Czasem taka agresja ma u podstaw zwyczajnie instynkt łowiecki; dla kiepsko zsocjalizowanego psa z dużym popędem do zabijania np. gryzoni szczeniak yorka nie będzie młodym osobnikiem jego gatunku, tylko będzie traktowany jako cel typu mysz, szczur, wrona. To już są psy problematyczne, tyle że one niekoniecznie są problematyczne same z siebie, a bardziej wskutek zaniedba człowieka i takich a nie innych doświadczeń. Istnieje też teoria mówiąca, że niektóre suki posiadają atawizm z czasów dzikich przodków, który każe im traktować [U]obce[/U] szczeniaki jako konkurencję dla swojego (także potencjalnego) potomstwa. Te same suki mogą być super matkami, super dogadywać się z innymi psami, a na obce szczenięta, szczególnie na swoim terytorium, reagować z równą niechęcią co reagowałyby przykładowo w cieczce na sukę konkurentkę ;) Historia zna nawet przypadki zagryzienia szczeniaków jednej suki przez drugą; jak dobrze pamiętam chodziło o północniaki, nie pamiętam którą konkretnie rasę. U dzikich psowatych nierzadko zdarza się do dziś, że w momencie kiedy w stadzie urodzą się dwa mioty, a mało jest żarcia, jeden miot zostaje zagryziony i zjedzony, często przez matkę drugiego. Cóż, z punktu widzenia praw natury jest to sytuacja normalna - dla nas etycznie niekoniecznie ;) To tak dla rozwinięcia stwierdzenia, że "pies, który zagryza szczeniaka na pewno jest nienormalny" ;) bo i od tego są wyjątki.[/QUOTE] Mi się wydaje, że właściciele o wiele zbyt często zapominają, że psy są zwierzętami, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Często na spotkaniach szkoleniowych, jakichś seminariach, spotykam towarzystwo goldenowo-labradorowo-borderowe. I średnio to lubię - wystarczy, że jeden pies warknie na drugiego, pokaże zęby, wyskoczy karcąco i zapada niezręczna cisza, a ów pies-"agresor" jest postrzegany jako potencjalnie niebezpieczny. Halo, zebraliśmy grupę obcych sobie psów na bardzo małym terenie, sami jesteśmy nieco zestresowani sytuacją - to przecież nic nowego, że z powodu napięcia mogą się zdarzyć różne wyskoki. Byle właściciele kontrolowali psy, ale nie muszą się bawić i kochać niczym rodzina :roll: Nie wiem jak wy, ale ja tak średnio wierzę w "niewinną" zabawę grupy psów. Dwa psy mogą się jeszcze bawić na równych zasadach, ale jeżeli dopuści się do szalonej zabawy stadka psów, zwykle polega ona na gonieniu jednego z nich. I ten goniony wcale nie jest zachwycony. W moim stadzie takim "jeleniem" jest Frotek i zabawa przybiera taki obrót, że suczki za nim pędzą, on ucieka, Hera go łapie za sierść na szyi, Chibi usiłuje go złapać za tyłek, a Luka gania i podgryza... Dlatego ja im nie pozwalam na takie zupełnie niekontrolowane zabawy, mimo że Frotek nieraz sam je inicjuje, to wolę psy zawołać i zająć lataniem za piłką. Najbardziej nie lubię "doświadczonych" i "pełnych wiedzy" właścicieli, zwykle już starsze osoby, które mają młode psy. Podbiega pędem do moich suk rodezjanka w wieku szczenięcym, tak na oko trzy razy większa od Chibi, bez CSów zupełnie, heja na moje psy. Oberwało jej się :diabloti: Oburzenie, łapanie tamtej suki, bo jak moja mogła ją tak, kiedy ona taka miła.. Tylko że takie osoby nieraz są "autorytetami" w jakiejś niewielkiej grupie właścicieli psów, opowiadają o tym i w tym momencie Chibi jest postrzegana jako "nieopanowana" i takie tam. Nie jest to miłe, bo akurat Chibi to wzór cnót wszelakich, psi savoir vivre ma w jednym pazurku i pięknie CSuje, a na spacerach sama omija psy po łuku... Za to brak poszanowania etykiety u innych psów tępi niemiłosiernie :evil_lol: Lubię obserwować jak tymczasowicze uczą się przy niej manier ;) Pewne takie mity, jak to, że każdy pies musi lubić szczeniaki, brak wiedzy na temat zachowań psów, tylko uogólnienia wysnute na podstawie "pozytywnych podręczników" często prowadzą do nieporozumień i niesprawiedliwej oceny psów, które po prostu nieco bardziej szanują swoją przestrzeń osobistą.
  14. [quote name='Pani Profesor']ehhh... Patryk dziś ma makabryczne zaparcie :roll: najpierw rano [I]zsikał się w domu [/I],co się zdarzyło pierwszy raz w życiu, a wcale długo nie siedział bez spaceru. poleciałam z nim na zewnątrz i kucał, kucał, kucał... nic :( biedak się zatkał, dam mu olej do pyska zaraz, chyba że mi podrzucicie jakiś inny sprawdzony sposób na zaparcie, bo się męczy gnojek.. a w ogóle rozważam zejście z BARFu :placz: mimo tego, że psu służy niesamowicie, to jednak jego połykanie w powietrzu chyba odbija się na trawieniu... "kupa w worku" się zdarza, poza tym te zaparcia co jakiś czas (dziś jest okropne), on kości w zasadzie nie gryzie za mocno :( smutno mi, bo już myślałam, że wreszcie mamy dobrą dietę..[/QUOTE] Moje psy zawsze mają zaparcie po kościach, dlatego ja się trzymam suchej karmy :roll: Marzy mi się BARF, ale chyba bym nie umiała dość dobrze tej diety dopilnować... Maks ma problemy gastryczne, wet mu zalecił syrop Lactulosum (2 ml do każdego posiłku, ale Maks ma 6 kg), który podobno ułatwia załatwianie się. Faktycznie, wydaje się, że lepiej mu idzie, on ma chyba zmiany rakowe, czasem krew w kale i trudno mu się załatwiać (to chyba prostata). Po syropie jest ok. Tylko Pat jest wrażliwy, więc nie wiem, czy mu tak "na czuja" można leki dawać... Biedaczek :shake: A mleko go nie przeczyszcza?
  15. [URL]https://lh5.googleusercontent.com/-AF6WIun8MLg/UzaO0tpN8wI/AAAAAAAAAUY/VTy5btZpmiU/w271-h480-no/WP_20140329_002.jpg[/URL] Haha, wygląda tak nieśmiało jak panienka :loveu:
  16. [quote name='gojka']Zmierzchnico jeszcze się z tym nie spotkałam by właściciele szczeniaka próbowali go na siłe socjalizować.To tak jak z małym dzieckiem- nie idę z nim na boisko gdzie bawią się starsze dzieci bo wiem,że może dostać piłką.Tak samo ze szczeniakiem nie idę do grupy psów,których nie znam lub wiem,że mogą mojemu małemu zrobić krzywdę- nawet jeśli będzie niezamierzona.[/QUOTE] :crazyeye: To gdzie Ty mieszkasz? Zapraszam do mnie - na porządku dziennym jest sceniacek-blabladorek czy goldenek, który podbiega, gdy ćwiczę z psami - "one takie grzeczne, na pewno się zaprzyjaźnią, może się czegoś nauczy, hohoho". Ostatnio pani prowokowała moje psy ze szczeniakiem, ćwiczyłam na odległej parkowej polance. Zostawiłam psy na "zostań", odeszłam kilka metrów, odwracam się, a tu kobitka radośnie z kundelkiem ładuje się na moje psy, łazi między mną a nimi. Nie przejęłam się, uznałam to za doskonałe ćwiczenie - psy wytrzymały pięknie :loveu: Nie wiem, czemu pani nie zagadała, czy może się przywitać (powiedziałabym, że nie :diabloti:), chyba liczyła, że moje nie wytrzymają i same się przywitają :evil_lol: O socjalizacji "na siłę" to nieraz na dogo były wypowiedzi, i to nie tylko ktoś opisywał takie sytuacje - nieraz ktoś sam się przyznawał, że w ramach socjalu chodzi do parku ze szczylem i podchodzi do przypadkowych psów :evil_lol: Tobie może się wydawać, że "tak się nie dzieje" - cóż, fajnie, jeśli Tobie się to nie zdarzyło. Ja nie opisuję takich sytuacji, bo mi to rybka, moje psy szczyla oleją, Chibi co najwyżej ryknie na takiego i go przygwoździ, jeśli będzie ją zaczepiał mimo wyraźnych warknięć, że ma spadać. Luka przed szczylami ucieka, jak się domyślacie - dla szczeniaka to fajna zabawa. NIE ZNOSZĘ, jak ktoś podłazi do mnie i pozwala szczylowi na takie ganianie przestraszonej Luki i ostro to przerywam. Ogólnie taki szczeniak to dla mnie nie problem, bo w razie wu łapię go za obrożę, prowadzę do właściciela i kategorycznie proszę o zabranie. Jak miałam problemy z Frotkiem to nie znosiłam szczeniaków i ich uroczych właścicieli, którzy je podtykali wręcz mojemu psu pod nos. Nie mówiąc o dzieciach, wysyłanych do moich psów "żeby pogłaskać" Może to kwestia, że mam więcej psów? Ludziom się wydaje, że skoro mam dwa, trzy, cztery psy ze sobą, to znaczy, że one się lubią, co znaczy, że lubią psy, więc ich pies może spokojnie do moich podejść. Jak idę z jednym psem to rzadziej ktoś podłazi.
  17. Śliczne foty! I sto lat dla Blusi :loveu: No, Luka 25 marca do nas przybyła... 9 lat temu! :crazyeye: Nic nowego nie powiem, ale czas pędzi jak oszalały, nadal jak ktoś mnie pyta, czy ona młoda jest, to odruchowo odpowiadam, że tak :evil_lol: A dziadkiem się nie przejmuj, bo zawsze się ktoś przyczepi ;) Mnie na jednym spacerze potrafią zaczepić, że: a) nie spuszczam psów, a przecież muszą pobiegać, b) czemu one luzem, c) czemu się nie pobawią z jej/jego dzieckiem, d) czemu w ogóle mam tyle kundli i ile to żre, e) jak to cudownie, że mam tyle psów i sobie radzę... ...I tak dalej ;) Ja już jestem odporna i na miłe i negatywne komentarze, chociaż jak mam akurat zły dzień, to taki negatywny przyczepiacz może usłyszeć nieco miłych słów na swój temat :evil_lol: Stanowczo wygląd dużo zmienia, jak wyglądasz ma młodszą i miłą to przekichane... Trzeba sobie zrobić irokeza, założyć bransolety z ćwiekami i glany :diabloti:
  18. [quote name='Pani Profesor']dobra, przyznam się :roll: co jest w takim razie [I]niehalo [/I]z moim psem, jeśli na szczyle reaguje bardziej nerwowo, niż na starsze psy? to nie jest agresor z notoryczną pianą na mordzie, w stadzie jest grzeczny, to samo jak się zmęczy, wtedy akceptuje psy - jeśli jednak jakiś podbiega, to jest kicha :shake: parę razy widziałam go 'w akcji' i może nie była to chęć mordu a raczej buractwo i kozaczenie + "co to nie ja", ale do szczeniaków też startował :shake: raz oszczekał wściekle maleńką maltankę,która do nas podleciała, może kilogram wagi... nie sprawdzałam, co by jej zrobił :roll: więc nie wiem, czy to kwestia tego, że "pies który atakuje szczeniaki jest nienormalny" - mój na psychicznego nie wygląda :cool3: a raczej na "cwanego buraka, który lubi sobie kłapnąć", no ale szczyli nie zniesie - to naprawdę reguła, że każdy normalny, dorosły pies (nawet nieakceptujący za mocno innych) MUSI znosić szczeniaki?[/QUOTE] Moja Chibi nie lubi szczeniąt i pogoni takowego, jak podlezie. Wyskoczy z rykiem, przygwoździ delikwenta do ziemi, aż ten się nauczy, że ma jej nie ruszać. To nie jest tak, że psy mają kochać szczeniaki, inaczej są nienormalne ;) Widzę jednak znaczną różnicę między potraktowaniem ostro szczeniaka, który podlazł do naszego psa i totalnie bez żadnych sygnałów uspokajających chce się witać czy bawić... A między wydostaniem się z ogrodzenia, dorwania szczeniaka i zabiciem go. W sumie nieważne, że to był szczeniak, to mógłby być dorosły york czy chihuahua. Sam fakt, że ten pies dorwał mniejszego i słabszego psa od siebie i postanowił go zabić, jest dla mnie wyraźnym sygnałem, że jest psychopatyczny :roll: To nie jest obrona terenu, to żądza mordu, nie wiem, może szukanie takiej makabrycznej rozrywki? Gdyby mogło być tak, że właściciele teraz się przerażą i zaczną maksymalnie kontrolować psa, wychodzić z nim w kagańcu, zainwestują w behawiorystę i szkolenie - to jeszcze ujdzie. Ale zapewne tak nie będzie. Jeśli nie będzie policji, mandatu, jakiejś bardzo konkretnej akcji - sytuacja nie ulegnie zmianie, a pies zabije kolejnego :shake: Frotek był agresywny wobec psów, także szczeniąt (choć te jednak ulgowo traktował), ale kurka wodna, gdyby zabił jakiegoś psa to bym się poważnie zastanawiała nad tym, czy warto go resocjalizować :roll: [B]gojka [/B]- ja myślę, że jeśli pies iskra_wroc nie podchodzi sam do szczeniaka, to nie ona ma problem. Nawet, jeśli jej pies jest luzem. Jeśli pies pracuje z właścicielem i ignoruje otoczenie, a podłazi nieodwoływalny szczeniak - to raczej szczeniak ma problem i jego bezmózgi właściciel. Znam właścicieli, którzy mając szczyla, pchają się na inne psy, żeby się przywitał - nie toleruję tego i uważam, że[B] żaden pies nie musi tego tolerować, jeżeli sam nie wywołuje interakcji. [/B]Oczywiście, mówię o przypadku, gdy nasz pies opieprzy szczeniaka czy przygwoździ go do ziemi, jeżeli ten jest bardzo namolny. Nie dziwi mnie, że moja 15 kg Chibi wścieknie się na 20 kg szczyla, który chce się "z nią", a raczej nią, bawić. Wiadomo, że jeżeli pies jest w stanie zabić innego psa, w tym szczeniaka, to sprawa ma się zupełnie inaczej, jak wyżej pisałam.
  19. [quote name='czi_czi']nie widzialam calej sytuacji, nie wiem czy go jakos ten maly czy dziewczyna sprowokowali... zadziwilam sie mocno po akcji z ta dziewczynka, teraz jeszcze ten szczeniak a wobec mnie i moich psow ten pies zawsze zachowywal sie inaczej O_o w ogole bylam zdziwiona ze dalej u nich jest, myslalam ze po tym pogryzieniu zostanie uspiony czy odebrany- nie wiem jak wyglada procedura[/QUOTE] Ja bym tego psa uśpiła, do jasnej ciasnej, jak szczeniak mógł go sprowokować? Ok, nie lubić, ujadać, nawet chapnąć, ale zabić? Dla mnie nie ma wytłumaczenia "sprowokował", jeżeli pies okazuje tak otwartą i nieopanowaną agresję :roll: mam nadzieję, że ktoś zgłosił to na policję... U nas ast rozszarpywał psy, a właściciel dawał ludziom w łapę kasę, żeby nie zgłaszali i cholerny kundel nadal łazi po ulicy, wszyscy muszą się bać, a dresik z rogalem, że każdy przed nim ucieka :shake: Mam nadzieję, że to się tak nie skończy...
  20. [quote name='4Łapki'][B]Zmierzchnica[/B], mają tam tę śmieszną psią toaletę? Nawet zdjęcie musiałam zrobić. (Mam małą kolekcję zakazów. W internecie znalazłam tabliczkę z napisem "Okresowo rozpylany monotlenek diwodoru. Prosimy nie wyprowadzać psów!" - ktoś sobie taką ustawił, bo mu srali psami i nie sprzątali - teraz ma spokój...) Pogoda była taka, że pewnie się pochowali w najciemniejszych kątach komendy :loveu: Biedrony nie widziałam. Ale przed świętami byłam zmuszona pójść do polskiego sklepu i jakoś niemiło mi się tam zakupy robiło. Moja mama raz chciała przeprosić panią, która stała jej na drodze w alejce sklepowej. Szukała odpowiedniego słowa, a pani do niej "proszę, już panią puszczam" po polsku. Swój swego pozna :lol: Z ciekawostek, ciotka, która tam mieszka, gdy brała psa ze schronu, musiała przejść coś w rodzaju kursu przygotowawczego do adopcji. Nie pamiętam dokładnie, jak to wyglądało, ale jeździła do schroniska, mówili o obowiązkach, co się wiąże z posiadaniem psa, miała okazję poznać trochę wybraną suczkę, zanim trafiła do ich domu. Nikt jej jednak nie przygotował na to, że psina będzie zafiksowana na punkcie telewizji. Gdy leci mecz, to już w ogóle, nie ma zmiłuj... Kilka miesięcy temu przegryzła ekran laptopa na wylot, bo chciała "złapać" piłkę... Dobrze, że nic jej się nie stało, bo ekran pociekł :shake:[/QUOTE] Taaak, toaleta ze żwirem, nie wiem jaki zdrowy psychicznie pies tam będzie chciał się załatwić :evil_lol: Z tym monotlenkiem diwodoru - świetne!! :loveu: Omg, no to niezła suczka, jakiś mix BC? :evil_lol: W sumie w Irlandii mnie dziwiły te psy, były tak totalnie łagodne i ignorujące ludzi i świat dookoła, że się zastanawiałam, czy są na prochach ;) Za to jak byliśmy na klifach to spotkaliśmy psa luzem, w obroży, który nas prowadził ewidentnie na dół... Myśleliśmy, że może coś się stało właścicielowi. Poszliśmy za nim na dół, aż na plażę... Piesek kazał sobie patyczki rzucać :loveu::diabloti:
  21. [quote name='Majkowska']Wiadomo że też trzeba brac pod uwagę indywudalne predyspozycje psa. W temacie tycia nie mogę się zbytnio wypowiadać, bo u nas Amor jadł za dużo, gdyby miał normalną małą dawkę i ruch to byćmoże byłoby inaczej:roll: Za to naprawdę charakterowo się poprawił, uspokoiło go to. Z decyzji zawsze byłam zadowolona. Przez tyle lat nie pamiętam żebym miała takie hece jak u Waldka z lizaniem sików itd. M. in właśnie dla tej dobrej wpółpracy myślę nad tą chemiczną, choć od początku sobie wmawiałam że mój kolejny pies będzie wyciachany.. Co do suk, to też dosc często słyszę o ropomaciczu, ale i dużo suk ma urojone. Osobiście z dwojga złego jakbym miała mieć perspektywę problemów z suką to bym wolała wysterylizować ;) Kotki mam np wysterylizowane - pamiętam do dziś jak szalała Inka w rui, jaka była agresywna, miauczała, wiła się... szok! Teraz jest fajną koteczką, bardzo zgrabną i miłą (powiedzmy). ZA to Amy która też jest wycięta jest gruba jak balon i ciągle choruje. Najpewniej choruje od otyłości (tu też jest źle żywiona). Choć też nie mogę powiedzieć że nie chorowałaby gdyby nie była wysterylizowana, bo... no zwyczajnie nie wiem co by było ;) A odbiegając - nie ma jakich fot? Ja ich tak lubię oglądać całym stadem :loveu:[/QUOTE] Gdybym miała jakiś realny powód, tak jak piszesz - ciąże urojone czy przesłanki zdrowotne - to też bym wysterylizowała suczki ;) Na pewno każdy organizm reaguje inaczej, są suki, które po sterylce w ogóle się nie zmieniają. Ale są też problemy i trzeba to brać pod uwagę, bo nie wiadomo jak nasza konkretna suczka na to zareaguje :) Na kotach się zupełnie nie znam, więc ciężko mi coś powiedzieć o tym, jak na nie wpływa sterylka czy kastracja ;) Znam kilka kotek wysterylizowanych i są miłe i szczupłe :) Na pewno po sterylce u każdego rodzaju zwierzaka trzeba uważać na dawki jedzenia i mieć nad tym jakąś pieczę... Fotki mam, ale dziś tyle miałam nerwów z robieniem ładnych zdjęć Maksa do ogłoszeń (przecież toto nie umie stać sekundy w miejscu, jak tylko kucałam, żeby fotę zrobić, to już leciał do mnie po smakołyczka i mało mu łba nie ukręciłam :diabloti:), że nie mam ochoty nawet na te foty patrzeć... Na razie, na górze, filmik na zachętę :cool3:
  22. [video=youtube;io_9_kps8Eg]https://www.youtube.com/watch?v=io_9_kps8Eg[/video] Tak staruszek Maksio, który się męczy i nadaje tylko do uśpienia, bawi się z Herą :evil_lol: PS. Ten warkot w tle to Frotek :diabloti:
  23. http://i1169.photobucket.com/albums/r520/magdabroy/Album/album2/DSC_6336_zps5bc4110c.jpg Groźny pies zjada dziecko! :evil_lol: http://i1169.photobucket.com/albums/r520/magdabroy/Album/album2/DSC_6344_zpsda859fb6.jpg Cudna fotka :loveu:
  24. [quote name='Majkowska']Ja sobie zawsze kastrację i sterylkę chwaliłam. Teraz widzę że ogólnie jest coraz więcej przeciwników i nawet czasem jak gdzieś rzucę że z miłą chęcią bym Waldkowi ucięła to i owo to zaczyna się fala "przeciw". Co do tycia - czy nie jest to tak , że pies kastrowany nie spala już tego co spala przeznaczając na aktywność względem suk i potrzebuje zmniejszenia porcji zwyczajnie?? A za otyłością idzie właśnie zdrowie -stawy , ociężałość itd Co myślicie o takiej teorii? Ja tam trochę jej wierzę...[/QUOTE] Ja się wypowiadam tylko za siebie, z moich obserwacji - Chibi łatwiej tyje, to jest makabra, wystarczą dwa tygodnie ze zmniejszoną dawką ruchu przy tej samej wielkości porcji, żeby przytyła :roll: Kulenie jest niezależne od jej wagi, ostatnio mi ślicznie schudła, bo dużo biega luzem i ją dręczę bieganiem (siebie też, chowam się, uciekam jej, żeby mnie ganiała i się ruszała). Ale mimo to zaczęła kuleć, pewnie właśnie przez to, że dużo biega. Inne psy latają tyle samo, tylko Chibi ma problemy ze stawami. Ma problemy ze wstawaniem, ciężko ją w ogóle z łóżka wyciągnąć. Musi się rozchodzić, powoli dochodzi do siebie rano. Mam porównanie między 9,5 letnią Luką i 6 letnią Chibi... I mogłyby się zamienić metrykami, jeżeli chodzi o zachowanie, energię, chęć do robienia czegoś i do życia w ogóle. Chibi by mogła non stop spać, gdybym jej na to pozwoliła. Za to Frotek, czyli kastrat... Też łatwiej tyje, jest wiecznie głodny i ciężej go odchudzić. Długo, mimo ogromnej dawki ruchu, bo on najwięcej z moich psów biega, był raczej niechudy. Odkąd biegam z psami po 10-15 km 3/4 razy tygodniowo to ładnie schudł i się utrzymuje na poziomie normalnym. Ale nie znam wielu ludzi, którzy by dla linii psa biegali tyle czasu ;) Ja się wkurzam, bo biegam, żeby schudnąć - psy mi pięknie schudły, a ja wcale :evil_lol: Oprócz tego chwalę sobie kastrację psa BARDZO, choćby sam fakt, że pies jest chętny do pracy ze mną zupełnie niezależnie od tego, czy jesteśmy w grupie ponętnych suczek, czy na polance jest ślad cieczki itd. Nie próbuje zwiewać za sukami, a umie płot w sekundę przeskoczyć, więc nie byłoby na niego mocnych. Nie liże sików i nie kłapie pyskiem, co mnie osobiście brzydzi :diabloti: Poza tym jego poziom agresji drastycznie spadł i spadł też poziom agresji obcych psów wobec niego - nawet jak podbiega nabuzowany samiec to nie widzi we Frotku konkurencji i nie ma bójki. Zanim go wykastrowałam, każdy samiec pełnojajeczny podbiegał do moich suk, stwierdzał występowanie samca i była burda. Także ja osobiście kastrowałabym swoje psy (widzę więcej plusów niż minusów) oraz nie sterylizowałabym suk, tylko pilnowała (bo sterylka jest poważniejsza, charakter suki często się mocno zmienia i wcale nie na lepsze). Ale mówię o sobie i nic mi do innych ;) [B]magdabroy[/B] - ja znałam suczki chore na ropomacicze albo takie, u których po sterylce stwierdzano, że w macicy była ropa. Problem w tym, że choroby zdarzają się tak czy siak, jak nie ta to inna. Często sterylizacja, szczególnie za wcześnie, powoduje niedoczynność tarczycy. Pogadałam trochę z ludźmi i okazało się, że to stosunkowo częsta choroba u psów. Mi się sterylka jako profilaktyka chorób kojarzy z obcinaniem piersi, żeby tam raka nie było. No jasne, jak sobie wszystko obetniesz, to siłą rzeczy te narządy nie zachorują :roll: Jeśli ktoś obawia się ropomacicza, to może robić częściej badania krwi. Nie neguję sterylki jako profilaktyki, jeśli komuś taka forma odpowiada, to ok... Ale nie lubię, jak się wmusza to w kogoś. Jeśli ktoś pilnuje psa czy suki, jego sprawa, czy go ciachnie czy nie. Dziękuję za podanie nazwy ;) Znałam 3 przypadki, kiedy sunia ni z tego z owego umierała podczas sterylki... I to młode suczki. To operacja i takie rzeczy się zdarzają. Nie ma co wmawiać ludziom, że to standardowy zabieg, takie podejście mnie denerwuje :roll:
  25. [quote name='4Łapki']Jeden? Przestraszyłaś mnie teraz, bo ja będąc w Opolu puściłam Viki wolno w jakimś parczku. Dowiedziałam się później, że tuż koło komendy - TZ lepiej zorientowany w mieście powiedział mi o tym, gdy już wróciłam ze spaceru :roll: Starbucksa omijam szerokim łukiem odkąd obsługa w Dublinie kazała mi i koleżance czekać na Polkę, która akurat była na przerwie, gdy usłyszeli, jak rozmawiamy między sobą po polsku stojąc w kolejce. Mimo że problemów z angielskim nie mamy, nie mogli łaskawie przyjąć zamówienia. W Dwóch Małpach na Ruskiej mają całkiem fajną (mocną) kawę, ale to taka klitka, że pies to by musiał po suficie chodzić, by się tam w ogóle zmieścić. Sama obsługa robi tłok :evil_lol:[/QUOTE] A, wiem, to właśnie wejście na wyspę Bolko, czyli ów słynny, zabytkowy park, gdzie pies nie może nawet pierdnąć, żebyś mandatu nie zapłaciła :diabloti: Nie no, przesadzam, ale wkurza mnie to, bo mnie TZ ciągnie, żeby się przeprowadzić do Opola... A ja z psami tam siebie nie widzę. Dobrze, że to w sumie niewielkie miasto i da się z niego wyjść gdzieś w pola. No i są jeszcze wały nadrzeczne (tam oczywiście psów nie wolno spuszczać, ale wszyscy to robią... Do czasu, aż SM nie stwierdzi braków w budżecie i nie postanowi go podreperować kasą psiarzy). Haha, to bardzo dużo od samej kawiarni zależy, a nie od konkretnej sieci ;) Np. Coffee Heaven na dworcu we Wrocku to jakaś żenada, ciągle problemy, nie potrafią zrozumieć prostej prośby - proszę o kawę na wynos małą w dużym kubku - żeby mi się nie wylało. Panika, oni zawsze w małych kubkach dają i o co mi chodzi :roll: Starbucks koło Capitolu też nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, ale ten na rynku jest ok, z psem tam nieraz wchodzę, dużo miejsca, wodę chcieli przynieść itd :) I słyszałam nieraz, jak obsługiwali kogoś po angielsku, więc może polska obsługa aż taka zaściankowa jak irlandzka nie jest ;) W sumie, jak ja byłam w Dublinie, to praktycznie dwa-trzy razy w ciągu jednego spaceru słyszałam rozmowy po polsku. Raz chciałam zagadnąć Polkę (słyszałam, jak mówi po polsku przez telefon), ale nie zdążyłam, bo spanikowana zawołała "i don't speak english" i zwiała :evil_lol: Może dlatego obsługa was tak potraktowała, jeśli mieli kontakty z Polakami, którzy ani be ani me po angielsku, to woleli zawczasu znaleźć kogoś polskojęzycznego :eviltong: A widziałaś taki sklep z polskimi artykułami spożywczymi "Biedrona"? :evil_lol:
×
×
  • Create New...