-
Posts
5174 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by zmierzchnica
-
[quote name='Faustus']Czekunia każdy ma prawo do własnego zdania jeśli mieści się to w jakichś szeroko pojętych normach moralnych, społecznych oraz prawnych. Trudno natomiast pogląd NatiiMar uznać za mieszczący się tychże.[/QUOTE] A na jakież to normy się powołujesz? Chyba żywcem wyjęte z Koranu. Znam Natii osobiście i wiem, że jej psy mają się bardzo dobrze. Toteż o los jej dziecka jestem spokojna, będzie miało szczęście, że jest na równi z psami :evil_lol: Psami, które są nie tylko wychuchane, ale mają zapewniony wysiłek intelektualny, ich potencjał jest realizowany w sporcie, a właścicielka zostawia swoje sprawy, że psy socjalizować, żeby jechać na zawody, a jeśli coś się dzieje - wszystko rzuca, by trafić do weterynarza. Tak traktowane dziecko chyba będzie się miało dobrze? Bo ja znam dzieci, które są podrzucane dziadkom, zostawiane u opiekunki, bo rodzice jadą na zakupy czy do znajomych i nie chcą dzieciaka brać ze sobą. Tacy rodzice powiedzą, że ich dziecko jest dla nich ważniejsze niż pies. Oczywiście, ale skoro ten pies jest na samym dnie, a to dziecko niewiele ponad nim, a najważniejszy jest święty spokój, ewentualnie kasa czy pozory przed sąsiadami... Nie mam dzieci, ale jeżeli jakieś się mi trafi, to nie sądzę, bym dbała o nie inaczej niż o moje psy. Bo o moje psy dbam maksymalnie, jak tylko się da. I to samo zapewnię dziecku. Pod tym względem dziecko będzie na równi z psem, ich potrzeby będą równie ważne, uwzględniając różnice gatunkowe - przecież wiadomo, że dziecko wymaga więcej niż pies. Dlatego dziecko na pewno dostanie więcej, bo więcej potrzebuje. Co nie oznacza, że muszę głosić wszem i wobec, że dziecko to numer jeden, a psa bym oddała dla jego dobra.
-
[quote name='Faustus']Dogomania w pełnej krasie :evil_lol: Błagam: nie rozmnażaj się. Nigdy. To teraz ja parę rzeczy od siebie. moja żona jest w ciąży. Pies już jest u nas dłuższy czas i pojawił się z całą świadomością tego, że dzieci planujemy. Oboje zdajemy sobie sprawę z tego, że dziecko+pies to zestaw trudniejszy do okiełznania życiowo niż sam pies, czy samo dziecko. A z różnych powodów także i trudniejszy niż dwójka dzieci, czy dwa psy. Choćby i dlatego, kupujemy mieszkanie na parterze, bo jednak to łatwiejsze niż IV piętro ;) Robimy tak, bo możemy, bo mamy taką możliwość i komfort. Tyle, że są sytuacje w życiu, których nawet będąc bardzo odpowiedzialnym człowiekiem przewidzieć się nie da. Na tym polega życie ;) I tutaj dla mnie sprawa jest jasna: jeśli kiedykolwiek dojdzie do sytuacji, w której będę stał nad wyborem dziecko, czy pies to zawsze wybiorę dziecko. Niezależnie jak będzie dla mnie ciężka ta decyzja. Natomiast cóż... dla mnie pies to nie jest rodzina. Niezależnie jak ma u mnie dobrze, jak bardzo staję czasem na głowie, aby był szczęśliwy i ile mnie to kosztuje czasem wyrzeczeń. Pies to jest pies. Rodzina to rodzina. Nikomu nie narzucam swojego myślenia oczywiście. Ale cóż...fajnie czyta się te wszystkie wszechwiedzące, przemądrzałe dogo ciotki, które to dziecku by odebrały, by psu oddać... Tylko parę uwag: wlascicielka tak serio niewiele napisała o całej tej sytuacji. Natomiast burza, która się rozpętała jest śmieszna. Wyciąganie wniosków z informacji takich jakie wlascicielka podała jest doprawdy żenujące. Jest mnóstwo rzeczy, o których ktoś może nie chcieć napisać, wstydzić się, tudzież zwyczajnie nie mieć ochoty na publicznym forum się dzielić. Więc jak czegoś nie wiadomo...to dopiszmy sobie ;) tak aby pasowało do naszej wersji.[/QUOTE] Dogomania w pełnej krasie, czyli brak czytania ze zrozumieniem. NatiiMar napisała przecież jak byk, że jest w ciąży, więc tekst o nierozmnażaniu się jest co najmniej nie na miejscu. Nie chodzi o stawianie psa ponad dzieckiem, a o nieodpowiedzialność. O branie psów i zostawianie ich sobie, gdy się doskonale wie, że nie ma się warunków na nie. Nie chodzi o to, żeby teraz wywalić dziecko, bo są psy, ale na uświadomieniu autorce wątku, że postąpili z mężem nieodpowiedzialnie. Chcieli dziecka, mieszkali na IV piętrze, wiedzieli, że nie da się połączyć psów i dziecka. Dlaczego je zostawili? Trzeba było im szukać domu, póki były słodkimi kulkami. Ani autorka by nie płakała, bo nie zdążyłaby się przywiązać, ani psy by nie cierpiały, bo miałyby nowy dom i szybko się przestawiły. Autorka pisała, czy to dobry pomysł, oddać tak wychuchane i wychowane pieski do kojca. Ano, nie jest to dobry pomysł i już. Dobrym pomysłem było oddać te psy, jak były malutkie. A teraz najlepszym pomysłem będzie szukanie im nowego domu z takim standardem, do którego już właścicielka je przyzwyczaiła. A nie wywalenie na wieś, żeby móc je raz na miesiąc obejrzeć. Jeśli ktoś pyta na forum o coś, chyba spodziewa się odpowiedzi? Choć jak na moje oko, autorka szukała usprawiedliwienia. Ale go nie ma. Można tylko zadziałać tak, by psom zapewnić dobre życie. PS. Nie widzę sensu w braniu psa, jeżeli się zakłada, że w razie problemów się go pozbędzie.
-
[quote name='wlascicielka']Rozumiem o co Ci chodzi ;) i piszac, ze nie lubie ich zostawiac nawet na godzine, nie znaczy, ze non stop z nimi siedze, owszem sa dni kiedy jestem caly czas praktycznie w domu, ale sa tez takie kiedy wlasnie nie ma mnie 3-4 godziny i wtedy siedza same... Chodzilo mi tylko o to, ze po prostu sie o nie martiwe, ale masz rowniez racje w tym, ze chyba troche traktuje je jak dzieci, musze tak jak zaproponowalas poczytac o psiej psychice, bo tak jak radzisz musze zaczac zajmowac sie nimi madrze, a nie z przesada tez[/QUOTE] Dla mnie sprawa jest jasna: po prostu zrób ogłoszenia i poszukaj psom domu. Sprawdź, czy w ogóle ktoś jest chętny na nie. A nuż zgłosi się świetny dom dla obydwu i sprawa się sama rozwiąże. A jeśli nie, to będziesz wiedziała, że musisz szukać innych rozwiązań. Miałam dwukrotnie sytuację, że ludzie strasznie narzekali, że psy muszą oddać i nie dają rady, a kiedy mówiłam o ogłoszeniach, to milkli, przestawali się odzywać. Bo jak to tak, oddać psa...[B] Przecież nie musisz ich oddać pierwszej osobie, która się zgłosi![/B] Pogadaj z ludźmi, zaproponuj zobaczenie psów i wspólny spacer. Zawsze możesz powiedzieć, że jednak pieski zostają u Ciebie czy coś takiego. A być może zgłosi się ktoś super, komu oddasz psy chętnie i jeszcze może będziesz się nawet na wspólne spacery umawiać. Zdarzały się takie domy dla moich tymczasów, z którymi do dziś mam z przyjemnością kontakt, to wcale nie jest rzadkość... Spróbuj, ogłoszenia są darmowe, to nie boli. Jak jednak siostra weźmie psa, a Ty jednego zostawisz to ogłoszenia zdejmiesz a na telefony odpowiesz, że psy mają już dom. [B]Martens [/B]ma rację, za dużo martwienia, za mało działania. Przestań myśleć o swoich emocjach wobec psów, rozważ, co dla nich najlepsze, wybierz najlepszy dom dla nich (a nie "najprostszy"). Już je uratowałaś, dzięki Tobie żyją, to fajnie. Zawdzięczają Ci wiele. Teraz znajdź im dom na zawsze i możesz spać ze spokojnym sumieniem.
-
[quote name='wlascicielka']Prosze nie kloccie sie juz z powodu mojego tematu... Od kilku dni rozmawiamy z mezem o tym, aby jednak zrezygnować z opcji z kojcem, oraz ze bedzie to ostateczna ostatecznosc... Bardzo oboje chcemy na prawde jak najlepiej dla naszych psiakow, uwazalismy, ze opcja z kojcem to dobre rozwiazanie... Jednak po dlugich rozmowach i przemysleniach ustaliliśmy, ze nie do konca tak jest, mimo iz tesciowie sie zgodzili oraz rowniez zaoferowali opieke nad nimi w tym codzienne spacery... Inna sprawa to siostra meza, ktora psiaki dobrze znaja zaproponowala, iz prawdopodobnie wezmie jednego psiaka, suczke, gdy bedzie wprowadzala sie do nowego domu w wakacje. Piesek bedzie wowczas mieszkal w domu, a wybiegac i wyszalec bedzie mogl sie w ogrodzie. Natomiast u nas zostal by ten drugi. W ten o to sposob sprawa jakos by sie ulozyla, a ze jednego psiaka wzielaby siostra meza, to wowczas psiaki beda mialy nadal ze sobą kontakt, wiec nie będziemy ich tez w sposob drastyczny rozdzielac. To narazie jest pomysl, ktor trzeba dokladnie przedyskutowac z siostra meza, bo dopiero padla tylko taka propozycja. Ale w sumie chyba nie byłby to zly pomysl, jak uwazacie? Z jednym szczeniakiem mysle, ze bedzie troche latwiej niz z dwoma, które na prawde razem sa malymi szalencami ;) A co do osob, ktore nadal uwazaja mnie za zla osobe, ktora traktuje psy jak przedmioty sa w okrutnym bledzie... [B]Pieski zajmuja caly moj czas, bawimy sie itp itd codziennie wyprowadzam je na 2 godzinne spacery, gdy maz jest w pracy (a pracuje po 12 godzin)... nie lubie piesków zostawiac nawet na godzinę samych, bo wowczas martwie sie o nie o to co robia i czy np nie braklo im wody, bo w zabawie ja wylaly i sa spragnione. [/B] Na prawde bardzo sa dla mnie wazne i decyzja z kojcem była bardzo bolesna...[/QUOTE] I wiesz, że robisz im tym krzywdę? :roll: Kochana, to wszystko to jest źle pojęta miłość! Psy to nie dzieci... Nie musisz nad nimi non stop czuwać, nie musisz być na każde ich zawołanie. Po tym, co teraz napisałaś, to wizja zamknięcia tych zwierząt w kojcu mnie dodatkowo przeraża :-( Przecież one są nauczone, że non stop ktoś się nimi ogania i to od szczeniaka. Póki masz czas, weź się za nie. Wychodź na zakupy na 2-3 godziny, siądź w kawiarni. Niech psy się nauczą, że bywają same. Jak wyleją wodę to trudno, nie umrą od tego przez kilka godzin. Jeśli planujesz jednego jednak zostawić, ucz już teraz psy, że zostawiasz je w jednym pokoju, kiedy przebywasz w drugim. Przecież nie będziesz ciągle "wisieć" nad psem, gdy będziesz miała dziecko! Przeczytaj dokładnie post[B] Martens[/B]. Ona ma całkowitą rację. Wiesz, to nie to, że traktujesz psiaki jak przedmioty, ale miotasz się miedzy traktowaniem ich jak dzieci a prawdziwym dzieckiem, które się pojawi. Rozwiązanie z siostrą jest dobre, ale jeśli jeden pies ma zostać u Ciebie, musisz już powoli przygotowywać psy do zmiany zwyczajów. Naprawdę nie trzeba się psami ciągle zajmować! 2-godzinny spacer jest super, ale potem mają odpoczywać i to nawet przez kilka godzin, w tym czasie się nimi nie zajmuj. Poczytaj trochę o psychice psów (Coren, McConnell, Bradshaw), dowiesz się, jak one myślą i jak je ogarnąć. Fajnie, że się przejmujesz, ale rób to mądrze... PS. Prowadzimy dyskusję, a nie kłótnię, od tego jest forum. Odmienne poglądy wypłyną jak nie tu, to gdzie indziej, więc zawsze są jakieś starcia i nie ma co przeżywać. Jeśli ktoś z tego coś wyniesie to spoko.
-
Kong Squeeze, ale taka tenisówka ;) Szybko przestawała piszczeć. Testowaliście tą? [url]http://toys4dogs.pl/kong-squeezz-ball-m-zawsze-piszczaca-pilka,id324.html[/url] Droga jest, ale jeśli faktycznie miałaby nie przestawać piszczeć, to bym się pokusiła :) Nasza piłka miała takie wgłębione kropki, a nie 'kolce' ;) Nie umiem jej znaleźć nigdzie...
-
[quote name='gojka']Beatrx-a co jeśli dziadkowie są na tyle niepełnosprawni,że zejście z psem z trzeciego piętra bez windy i wejście jest dla nich przeszkodą na do pokonania? Nie zawsze jest tak jak Ci się wydaje- warto by to wziąć pod uwagę.Miałam w rodzinie taka sytuację,że ojciec mojej kuzynki był w śpiączce po wypadku.Lekarz zalecał kontakt z nim rodziny,dzieci mówiąc tej siedmiolatce,że tata bardzo ją kocha i być może jeśli przy nim będzie to się wybudzi.I ta moja kuzynka była z ojcem przez trzy miesiące w szpitalu,mieszkały mamą w hotelu przyszpitalnym.I wtedy nic nie było ważne- ani ukochany królik,którego zostawiła w domu ani nic innego. Tu nikt nie mówi o wyrzuceniu psa= ale o znalezieniu mu dobrego domu, w którym ludzie będą mieli dla psa więcej czasu niż jego dotychczasowi właściciele.[/QUOTE] W tym przypadku się zgadzam, chociaż z innych pobudek. Po prostu, jeżeli autorka wątku przy dość sztampowym problemie panikuje, że nie da rady z psami, to kiedy pojawi się prawdziwy problem (choroba dziecka, utrata pracy, zmiana mieszkania) to te psy wyfruną tak czy siak. Tylko, że wtedy będą starsze, już nauczone wszystkiego, przywiązane do rodziny i do siebie nawzajem w ogromnym stopniu. Zmiana domu będzie dla nich o wiele większym szokiem niż będzie teraz. Nadal uważam, że cała ta sytuacja dowodzi braku odpowiedzialności autorki wątku i jej męża. Sam fakt, że biorąc szczenięta nie szukali im domu, tylko zostawili, "bo są słodkie", wiedząc, że w razie różnych sytuacji nie będą w stanie ich zostawić, jest dowodem na egoizm i bezmyślność. Nie usprawiedliwiam autorki, tak jak gojka, choćby z tego względu, że dorośli ludzie o w miarę normalnej umysłowości są w stanie przewidzieć, co się w ich życiu stanie. Dziecko nie wykluło się z kapusty. Skoro wiedzieli, że będzie dziecko, że może być dziecko, po co w ogóle te psy zostawiali? Mówię, inna byłaby sytuacja, gdyby dziecko (oby nie!) było ciężko chore i rodzice myśleli, że podołają psom i dziecku, ale jednak maluch będzie wymagał obecności rodziców w szpitalu praktycznie ciągle. Ale tu jest normalna ciąża, którą można było przewidzieć w momencie przygarniania psów. I to dla mnie jest nie do pojęcia.
-
Poczwarkowo-gordonkowa galeria czyli Kudłata Dama Tina i Merida Waleczna
zmierzchnica replied to Talia's topic in Galeria
Śliczne obróżki :) Ale psiaki średnio zadowolone ze wspólnej foty :evil_lol: Noo, taką porządną zagrodę w ogródku ze świnkami mieć - marzenie :) W zoo opolskim jest zagroda, gdzie mają świnki, mnóstwo miejsca mają do łażenia i taką namiastkę wolności ;) Chyba gdybym miała mieć świnki to bym wolała w ten sposób, dać im dużo swobody i móc je obserwować :) -
[quote name='Beatrx']i jeden pójdzie za miesiąc, a drugi zostanie i ostatecznie centralnie na zimę wyląduje sam w kojcu u teściów...[/QUOTE] Ogłoszenia nie zaszkodzą. Przecież zamieszczenie ogłoszeń nie jest równoznaczne z oddaniem psa. Niech dziewczyna wybada sytuację - a nuż ktoś zechce dwa. Albo ktoś zadzwoni po jednego, ona powie że do adopcji będzie za tydzień-dwa i w ciągu tego czasu może zgłosi się ktoś po drugiego. Szczeniaki i kilkumiesięczne podrostki idą szybko. Większość ludzi biorąca psa z adopcji jest dość wrażliwa. Właścicielka zaprosi do siebie na obejrzenie szczeniaka, przyszli właściciele przyjdą i zobaczą bardzo związane ze sobą psy. Mało kto się temu oprze - znam kilka przypadków, gdy ludzie mieli wziąć jednego psa, a brali dwa ;) Moja znajoma ma dwa psy z dogomanii, a chciała jednego. Ostatnio wyadoptowaliśmy bernardynkę, ale znajoma zawiozła ją babce i przy okazji wzięła drugiego psa do adopcji. Pani zobaczyła, jak psy się ze sobą bawią, i stwierdziła, że weźmie oba. I tak dalej. Nie twierdzę, że tak będzie. Ale można spróbować, przecież to nie boli. Najlepiej jest płakać i się smucić, a potem zrobić najmniej wymagającą rzecz, czyli oddać byle gdzie, byle jak. Autorka jest dopiero w ciąży, dziecka jeszcze nie ma. Ma kilka miesięcy, żeby poszukać psom domu. Może też się zwrócić do fundacji, schronisk z prośbą o ogłoszenia. Jeśli byłaby możliwość dowozu psów w okolice woj. opolskiego, sama mogę porozwieszać ogłoszenia po mojej okolicy (Opole, Strzelce Opolskie).
-
[quote name='wlascicielka']Przepraszam, ze w ogole zaczelam tutaj na forum ten temat, bo widze, iz w wiekszosci prowadzi to do sprzeczek miedzy wami, a nie o to tutaj chodzilo... Zreszta i tak widze, ze wiekszosc mnie potepia... Dziekuje osoba, ktore chociaz w pewnym stopniu umialo postawic sie w mojej sytuacji i chociaz czesciowo ja zrozumieć. .. bardzo przywiazalam sie do tych psiakow i gdybym na prawde byla wstanie je zostawic u nas w mieszkaniu, zostawilabym je :( Ale kazdy ma w koncu prawo do wlasnego zdania. .. Tylko na prawde potrzebowalam rady, a nie kłótni między wami, ani potepiania mnie :([/QUOTE] Już po ptakach. Masz te psy. Zostawiłaś je - nie wiadomo po co. Problemem tutaj jest właśnie to "przywiązanie". Przykro mi, ale to egoistyczne i już. Ładne, słodkie szczeniaczki trudno oddać. Wiem, miałam kiedyś 6 psów, moje 3 dorosłe i 3 słodkie szczeniaczki. Jak oddawałam szczeniaczki to aż się łza w oku kręciła, ale przecież wiedziałam, że nie wydolę z tyloma psami. MIMO że były słodkie i MIMO że się do nich przywiązałam. Kit, że jeden wrócił, taki powalony i potem mnóstwo czasu i kasy poświęciłam, żeby go "naprostować" i został ze mną. Teraz miałam piątego psa na tymczasie. Ponad 3 miesiące. Oj, jak mnie serce bolało, bo się przywiązałam do niego bardzo, znałam go od lat i on od zawsze bardzo mnie lubił i ja jego. Ale znalazł dom i go oddałam, wiedząc, że po prostu mu nie zapewnię minimum, szczególnie, że planuję przeprowadzkę. Więc rada dla mnie jest jasna:[B] szukaj psom nowego domu.[/B] Młode psy bardzo szybko się przestawiają i są w stanie pokochać nowych ludzi, wierz mi, lepiej to zniosą niż Ty. Chociaż raz pomyśl o NICH, a nie o SOBIE :roll: PO CO chcesz oddawać te psy do kojca, do teściów? Żeby raz na czas je widywać, bo jesteś do nich przywiązana? Skrzywdzisz je. Zrób ogłoszenia w internecie (olx.pl, alegratka.pl, anonse.pl), powieś w zoologicznych i u weterynarzy. Daj znać weterynarzom, że szukasz takim psom domu. Sprawdź dom przed oddaniem psa/psów. Najlepiej ogłoś je razem, ale z dopiskiem, że mogą pójść oddzielnie - zawsze będziesz miała taką ewentualność. Zachowaj kontakt z nową rodziną psa/psów, to Cię uspokoi, że psy mają się dobrze. I nie rób im we łbie jajecznicy, jak po dwóch tygodniach je odwiedzicie u teściów, a potem znowu sobie pojedziecie, skazując psiaki na frustrację :shake: To naprawdę fajnie, że uratowaliście psy, to się chwali. Więc stańcie na wysokości zadania, uznajcie, że byliście ich domem tymczasowym i znajdźcie im ludzi, którzy je będą mieli już na zawsze.
-
Poczwarkowo-gordonkowa galeria czyli Kudłata Dama Tina i Merida Waleczna
zmierzchnica replied to Talia's topic in Galeria
[quote name='Talia']Wtedy należy wziąć kilka świnek. One zdecydowanie wolą swoje towarzystwo, więc wystarczymy im do karmienia kilka razy dziennie i wywożenia gnoju :) Przedwczoraj przyszła nowa obróżka dla Tinki - Furkidz biedronki. Musimy wstawić fotki ;)[/QUOTE] Jasne, i odstąpić im mój pokój :diabloti: O wieeeem, brata eksmituję, powiem mu, że sorry - ale świnki muszą gdzieś mieszkać. On może spać w szopie. :evil_lol: No właśnie, fotki!!! -
Gamonius pospolitus i kotus bezmózgus do potęgi drugiej :D
zmierzchnica replied to Ty$ka's topic in Galeria
Przykro mi z powodu koteczki :( Najgorsze, że to nie jest tak, że młody kot się uczy życia na ulicy i potem będzie już wiedział. Mojemu TZowi zginęła pod kołami przepiękna kotka. Miała jakoś 6-7 lat, wiele przeżyła, myśleliśmy, że jej nic nie ruszy, bo jest doświadczona i tak dalej. Ale wybiegła na ulicę o raz za dużo... Nie wyobrażam sobie trzymać kota w domu i go nie wypuszczać. Ale jeszcze bardziej nie wyobrażam sobie, że wypuszczałabym i co dzień bym myślała, czy wróci, czy żyje. Dlatego wolę psy :diabloti: Ja myślę, że jeśli chcesz mieć psa najaranego na zabawki, to efektem będzie wszczynanie o nie burd. Więc jeśli się bawisz szarpakiem i widzisz psy zainteresowane wami, to najlepiej zabrać psu zabawkę, żeby nie dać powodu do kłótni. Skarcenie psa, jeśli robi burdę, jest oczywiście wskazane, ale lepiej po prostu nie dawać mu ku temu powodu ;) W ten sposób nie zepsujesz sobie nakręcenia na zabawkę, a to moim zdaniem cenniejsze niż relacje z przypadkowo spotkanymi psami. Aaa, i oczywiście, bierz psa na studia! Myślę, że Twoja babcia ma po prostu wkodowane - pies ma być na podwórku, to tylko pies, po co mu spacery i tak dalej. Dlatego dla niej wzięcie psa ze sobą jest głupotą i dlatego jej się to nie podoba... Nie dlatego, że go lubi i chce go zostawić, po prostu "to głupie więc tego nie rób". Moja babcia próbowała mi wmówić, żebym wyrzuciła Frotka na ulicę, bo "jak to tak, mieć trzy psy" (wtedy trzy :evil_lol:). Ona nawet go nie widuje, nie przeszkadza jej, nie ma z nim kontaktu. Ale pozbyłaby się go, bo "to głupio mieć tyle psów", nie licząc się ani z moimi ani z psimi uczuciami. Także nie warto się przejmować, przecież nie robisz im krzywdy, biorąc Morusa ze sobą ;) -
Ależ on piękny jest :loveu: Zawsze mi się marzył taki pies - owczarkowaty i czarny. Ale w marzeniach dodawałam mu biały krawat :evil_lol: Kiedyś widziałam takiego psa, dłuuugie nogi, takie czarne wilczyszko z białym krawatem :loveu: Ale odkąd mam Herę zwracam uwagę tylko na psy o szorstkim pysku :diabloti: Tak mi małpa wszystko pozmieniała. Fajnie, że się dogadujecie, będzie coraz lepiej :)
-
U mnie nie przeżyje żadna piszczałka... Miałam te piłki z Konga, też przestają piszczeć po jednym dniu :roll: Jeszcze jak tylko Herze rzucam piłkę to daje radę, ale jak Frotkowi się rzuci piszczącą zabawkę... To zabawka w mig przestaje piszczeć :shake: Raz miałam piłkę winylową, taką pomarańczową w kolorowe kropki, która piszczała mimo dziur (!), to mi gady zgubiły. Co najgorsze, znalazłam ją na spacerze, a w żadnym zoologicznym podobnej nie ma.. Szkoda, bo bym z 10 kupiła ;) Za to funny znalazłam w zoologu, babka mi sprzedała mówiąc, że "tych to nikt nie chce, bo się psują szybko" :crazyeye: Ja nie wiem, co ludzie z nimi robią, chyba je gotują, skoro im się niszczą... Moje żyją długo i szczęśliwie :loveu: Takie funny z piszczałką to byłoby marzenie :diabloti:
-
[quote name='Baski_Kropka']Zawsze brakuje takich zwierzaków, które potrafiły zaleźć za skórę i którym trzeba było poświęcić dużo serca i czasu :) Kibicuje mu mocno,niech już tam zostanie :D[/QUOTE] Oj tak ;) Nigdy nie było mi żal tych łagodnych, słodziutkich i miłych pieseczków, które szły do nowego domu. Ale jak pies miał dużo za uszami, był charakterny i wymagał wysiłku to trochę ciężej było się pożegnać... Zresztą, dlatego mam Frotka i Herę. Oboje byli popieprzeni i wymagali mnóstwa pracy ;) Też mam nadzieję, że Maksiu tam zostanie! Dostaliśmy zdjęcia Maksa ze świnką morską i filmik, jak biega za swoją panią ;) Oby tak zostało ;)
-
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
zmierzchnica replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='sunshine']No są psy które mają różnie w głowie, i właściciel z góry wie co ma drugim końcu smyczy. Pewnym w życiu można być tylko śmierci ale jeżeli ktoś ma całe życie psa super socjal i wgl (chociażby psy do dogoterapii i inne zwierzaki ułożone pod miśki i dobrane) to na cholerke im klatki na pysk? Nasz ast mial kagol dobrze dobrany bo miał różne wypróbowane nawet fizjologi, szmaciaki, skórzane serio wiele pieniędzy i kagańcy poszło w kubły. Trudno, ja jestem zdania że trzeba mieć mózg ze sobą i nic się nie stanie ;) Uważam że moją sucz sprowokować do jakiegokolwiek ataku to serio ktoś zdolny musiał by być. Socjal poziom ekspert praca wybitna i nie robię tego wszystkiego żeby mi ktoś psa w kagańce pakował czy zarzucał mi jakieś kosmiczne rzeczy.Brrr zuo:P[/QUOTE] Oo, to, to. Właśnie. Jeżeli mnóstwo czasu, pieniędzy i energii poświęcam na to, żeby mój pies był wychowany, wyszkolony i dobrze zsocjalizowany, to odgórny nakaz traktujący go jak potencjalną bestię jest dla mnie krzywdzący. Trochę tak, jakby prawo zakazało wchodzić na trawniki, bo niektórzy wyrzucają tam papierki. Nawet dużo ludzi wyrzuca tam papierki. A na przykład ja nie wyrzucam, mój TZ nie wyrzuca, moje (hipotetyczne) dziecko nie wyrzuca. Ale "ludzie wyrzucają", więc nam też nie wolno. Z góry jesteśmy traktowani jak potencjalni złoczyńcy. Ja tak właśnie odbieram prawo, które każe nosić psu kaganiec w każdym miejscu. Nie mówię o środkach transportu publicznego itd., bo tu jest tłok, zamieszanie, a jazda zwykle trwa dość krótko. Jeśli ktoś non stop każę mojemu psu nosić kubeł, bo to pies i może ugryźć, to po pierwsze: uważa, że nie umiem wychować psa. Po drugie: wrzuca do kosza całe moje starania, pieniądze wydane na szkolenie, spotkania socjalizacyjne, czas psu poświęcony. Po trzecie: daje sygnał, że społeczeństwo traktuje psa jako potencjalne niebezpieczeństwo i prawdopodobnie najchętniej by się go pozbyło. Czyli niefajnie :diabloti: Nieco podobnie, jakby mężczyznom nakazać nosić kajdanki czy pas cnoty (:evil_lol:), bo mogą zgwałcić. Gwałtów jest dużo. Są dokonywane tylko (głównie?) przez mężczyzn. Ale przecież takie prawo byłoby absurdalne... Dlatego ja pieję na lewo i prawo o tej tzw Karcie Psiego Obywatela, która nadawałaby psom więcej praw, jeżeli są wyszkolone i zsocjalizowane. Nawet mogłoby być ileśtam stopni. 1 stopień - podstawowe posłuszeństwo = trochę więcej praw. 2 - np. spokój w tłumie ludzi, wytrzymywanie dzieci, wracanie z dużej odległości= jeszcze więcej praw. I tak dalej. Najwyższy poziom zwalniałby z kagańca nawet w środkach transportu. Napisałam nawet o tym do Wyborczej (opolskiej), opublikowali, potem obiecali wybiegi... Nie ma kart, nie ma wybiegów, a psy w Oppeln dalej są potencjalnymi bestiami :loveu: -
Wiecie, ja jednego nie rozumiem. Mąż będzie pracował 8 godzin zapewne. I tyle czasu psy nie będą wychodzić na spacer. Gdyby jednak oboje pracowali - autorka wątku i jej mąż - i nie mieli dziecka... To psy zostawałyby same na tyle samo czasu. Dziecko tutaj niewiele zmienia. Mąż mógłby rano iść z psami przed pracą, potem wraca do domu i zajmuje się dzieckiem, w tym samym czasie autorka bierze psy na spacer. Kochani, ja znam osobę, która ma dziecko i psa. Mąż jeździ tirem i nie ma go po kilka dni w domu. W ciąży chodziła ze swoją suką na szkolenie (tak ją poznałam). Po urodzeniu dziecka radziła sobie - a to na dziecko zaglądała sąsiadka, a ona szybko z psem szła. Więcej bawiła się z suką w domu i w ten sposób ją męczyła. Potem brała wózek, sukę i na spacer. Do dziś tak robią, choć mała już podrosła. Szczególnie, że takie malutkie dziecko dużo śpi, psom można zorganizować pół godziny szkolenia w stylu - wrzucanie piłeczek do miski, otwieranie szafek, podawanie rzeczy i takie tam. To męczy bardziej niż bieganie. Na siku z psami nie trzeba taszczyć wózka. 2/3 znajomych matek nosi dzieci w chustach. Wiadomo, że tak nie pójdziesz na kilometrowy spacer, ale przejść się da. Można zapytać sąsiada, czy za dwie dychy miesięcznie nie brałby na siku psów w ciągu tych ośmiu godzin jak mąż jest w pracy. Dziecko dość szybko podrośnie, jak się wytrzyma pierwsze miesiące to jest już łatwiej. Ja osobiście jestem niechętna kojcom. Psy uczą się drzeć na przechodzących ludzi i psy, nad tym przez kilka godzin nikt nie ma kontroli i taka negatywna reakcja się utrwala. Część psów tego nie przenosi na spacer i życie, część tak. Mój rottek nie znosił tych psów, które widywał przechodzące za płotem, kiedy był w kojcu. Moim zdaniem, skoro autorka i tak psów mieć nie będzie i tak, to nie ma sensu szukać prowizorycznych rozwiązań w stylu kojca u teściów. Lepiej poszukać psiakom domu, w którym będą miały stały kontakt z człowiekiem i spacery. Szczególnie, że od początku są uczone życia w mieszkaniu... A co do Waszej dyskusji, dla mnie to niepojęte - brać psa z myślą, że pozbędzie się go w razie ciąży. Ja jeszcze dzieci nie planuję, ale moje dzieciate rówieśniczki mają psy, część jest w ciąży. Żadna nawet nie zakładała, że odda psa, jak będzie miała dziecko :roll: Chodzą z wózkiem i psem. Nie rozumiem, po co w ogóle brać psa w takiej sytuacji. Skoro wiem, że będę chciała mieć dzieci i wiem, że tego nie pogodzę, to psa nie biorę, a jak znajduję, to szukam nowego domu. To jest takie "jakoś to będzie". A potem się okazuje, że "jakoś to nie jest". Tylko że my sobie bez psa poradzimy, a pies nieraz przeżywa traumę, trafia do schroniska lub w złe ręce. Zanim weźmiesz psa, skoro planujesz dzieci, usiądź i się zastanów, czy rodzina pomoże, czy masz pomocnych sąsiadów, czy mąż lubi psy i się trochę poświęci, czy w okolicy nie ma pet-sitterów itd...
-
Nic nie pisałam, bo się dużo działo... ...Nie chcę zapeszać, ale: Maks ma domek! Od poniedziałku jest we Wrocławiu u młodej i fajnej osóbki :) Z relacji wynika, że coraz lepiej się dogadują, chociaż źle zniósł tą zmianę. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to tam już zostanie na stałe. Cieszę się bardzo, chociaż trochę mi go brakuje ;)
-
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
zmierzchnica replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
Kurczę, może dogomaniacy powinni zorganizować cohousing :D Spiknąć się, wyłożyć kasę i razem wybudować osiedle dog-friendly, małe domki naokoło dużego zielonego terenu z torem agi, wydzielonym ogrodzonym miejscem na wybieganie trudniejszych psów i tak dalej :diabloti: Tylko znając życie i tak pewnie byśmy się o wszystko gryźli mimo wszystko :evil_lol: -
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
zmierzchnica replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='marmara_19']Miala psy na smyczach i placila za brak kaganca? Bzdura! Moje laza na 8m flexi. Jest kawal niuzytku, zielonej laki po starych dzialkach. SM wprost mowi "tu mozesz psa spuszczac". Jest to centrum :) Widok psa biegajacego bez smyczy i bez kaganca na "polach" nie robi na nich wrazenia. Mam dom i podworko. Teren jest tak ogroszony.. ze maly pies wyjdzie;p Owczar jakby mial super stawy i pstro pod czaszka to tez by wyszedl. Bo "brama" jets otwarta. Tzn otwarty jest wjazd do garazu- tym smaym czesc "wyzszego" trawnika jest za plotkiem wiec pies nie skacze. Czesto stoi w rogu i drze morde na innego psa. Reakcja SM? Zadna. Bo pies po zaincydentem 8.5 roku temu okolo kiedy wyszedl inna droga i naszczekal jako szczeniak na innego psa- nie rusza sie. A mialby spsobnosc jakby chcial;p Gliwice nie sa zle dla psiarzy. Mowie to jako wlasciciel psow malych jak i duzego-od prawie 9 lat razem. [/QUOTE] Nah, może znajoma ma schizofrenię :diabloti: Nie wiem, gdzie to było, bo ja do Gliwic tylko do Forum jeżdżę czasem. Może macie jakiś park, gdzie jest nakaz trzymania psów w kagańcu? W każdym razie mandat dostała. Ale na lotnisko chodzi i psy luzem puszcza i tam nie ma problemu podobno. Ma straszne problemy z sąsiadami, dostała pogróżki, że jej psy otrują, zgłaszała to na policję. Zgłoszenie przyjęli, ale zainteresowali się średnio z tego, co pamiętam. To już nie jest raczej kwestia Gliwic jako takich, tylko akurat jej konkretnego sąsiedztwa. Ja mam 4 psy, w porywach do 5, sąsiedzi mnie nie lubią (za sam fakt posiadania psów, bo nigdy nie są na podwórku same, nie drą mordy, zbieram po nich)... No ale właśnie, nie daję nikomu powodów, żeby mnie jakoś wyjątkowo nienawidził, więc eskalacji problemu nie ma. Mieszkam w bliźniaku z ogrodem między dwoma blokami. Jako dziecko słyszałam od mieszkańców bloku: "won na swoje podwórko!", mimo że przecież trawników nie obsrywałam :diabloti: Także wiem, że z czystej zawiści ludzie potrafią być bardzo chamscy. Jednak jeśli nie daje się powodów do nienawiści, to zwykle konflikt nie eskaluje. Tylko trzeba mieć nerwy na wodzy, nie kłócić się z każdym i robić swoje. (U nas jak któryś sąsiad, który nas tak "kocha", znajduje psa albo ma problem z psem, to zgadnijcie do kogo leci pierwszy...) A że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i progu wrażliwości na pewne sytuacje i rzeczy, to wiadomo ;) Dla kogoś będzie strasznym chamstwem usłyszenie, że ma "utopić te cholerne kundle", dla kogoś innego takie coś jest nawet niewarte uwagi. Dla mnie pies luzem, który do nas podbiega to żaden problem (chyba że gryzie na serio), ale dla kogoś to już tragedia.. No i stąd te tragiczne opowieści w stylu "pies podbiegł-nagadałam właścicielowi-on mnie sklął-ja jego sklęłam-cóż za chamstwo" :cool3: Czasem, jeśli nic złego się nie dzieje, lepiej się nie odezwać i mieć nadal dobry dzień :eviltong: -
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
zmierzchnica replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='Beatrx']Zwolnienie psa ze smyczy oraz nie zakładanie kagańca na terenie nieruchomości może mieć miejsce w sytuacji, gdy nieruchomość jest ogrodzona w sposób uniemożliwiający jej opuszczenie przez psa i wykluczający dostęp osób trzecich, odpowiednio oznakowana tabliczką ze stosownym ostrzeżeniem ja mam taki zapis, a u mnie nie ma nastawienia wyjątkowo antypsiego;)[/QUOTE] Dla mnie ten zapis brzmi antypsio :) Jeżeli teren jest mój, a pies jest dobrze wychowany, chociaż ogrodzenia nie ma, to nie mam prawa tam ściągnąć tam kagańca i porzucać piłeczki? To robienie z właściciela (i psa i terenu) jakiegoś nieodpowiedzialnego niedorajdy, który nie umie zapanować nad psem. [B]Ejre - [/B]a jesteś z Gliwic? Moja znajoma ma straszne problemy ze względu na swoje dwa psy, ma podwórko i Straż Miejska jest wiecznie nasyłana na nią, że psy biegają tam luzem. Po jej ogrodzonym terenie. [B]Pani Profesor[/B] - niestety nie ;) Jak mieliśmy kiedyś rottweilera to też sąsiedzi mieli problemy, że biega u nas po (dobrze ogrodzonym) podwórku... Oczywiście, wszystkie te sytuacje dotyczą dużych psów :) Osoby, które piekliły się w sprawie naszego rottka, same miały jakieś małe obszczekujące wszystkich kundelki. Puszczali je luzem i nie było problemu wg nich. -
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
zmierzchnica replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='Ejre']Wygląda na to, że zgodnie z prawem nie można. Nie wiem jak z tym zezwoleniem, u nas głównie zakazy, problem jest z zoologicznymi wewnątrz marketów. Jednym przemknąć z większym psem da się tylko od strony podziemnego parkingu (przynajmniej tak było trzy lata temu), wejściem głównym nie ma nawet co próbować. A jeżeli ochrona zobaczy psa na terenie tego zoologa to awantura jest i wyganiają.[/QUOTE] Z tego co wiem, to Gliwice i Katowice są skrajnie nieprzyjazne dla psów. Jest tam jakiś zapis o tym, że nawet na swoim terenie pies może być puszczony luzem tylko, jeżeli teren jest oznakowany (coś o niebezpieczeństwie) i zabezpieczony i tak dalej.. Wiadomo, że tak powinno być, że teren powinien być zabezpieczony ;) Ale w innych miastach jakoś nie wyszczególnili tego w przepisach. Tak jakby pies był potencjalnym zabójcą i bestią. Moja znajoma mieszka w Gliwicach i zapłaciła za brak kagańca na spacerze, nie było zmiłuj, mimo że psy ułożone i na smyczy... Na Śląsku jest dziwny stosunek do psów, moja znajoma musiała się tłumaczyć policjantom z tego, że jej sunia biegała luzem bo JEJ ogrodzonym terenie :roll: Sąsiadka zgłosiła, że się boi... Sama ma psy na łańcuchach w makabrycznych warunkach :loveu: -
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
zmierzchnica replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='ulvhedinn']Zmierzchnica, byłam ostatnio w Opolu z Krą i Żubrem, nawet sobie pojeździliśmy komunikacją miejską i specjalnej tragedii nie było (poza jedną babcią ze standardowym komentem o uśpieniu, ale to normalne). A na placu (musiałam coś szybciutko kupić) wogóle był szał, mizianie, smaczki i do tego okazało się że jedna kobitka jest właścicielką cziłałek, więc Żubcio wzbudził wielką radochę ;) nie narzekaj, fajne miasto ;)[/QUOTE] Byłaś tam raz, a ja tam bywam codziennie od 6 lat ;) Nie mówię, że jest tragedia, ale na pewno nie ma gdzie wyjść z psem, a tym bardziej gdzie go spuścić. Jest bardzo mało terenów zielonych, przy rynku nic, a jak idzie się dalej, w stronę uniwerku bądź w stronę Plebiscytowej, to możesz pożegnać się z myślą o trawniku, a co dopiero terenie, gdzie psa można by puścić. Znany teren zielony to wyspa Bolko, ale tam pies może być tylko na smyczy i w kagańcu. Ostatnio mieli znieść to o smyczy - pies mógłby być w kagańcu luzem. Podniosło się larum i wycofano się z tego pomysłu ;) Miały powstać wybiegi - nie ma. Rok temu była w Opolu obława na właścicieli psów, bo stopniał śnieg i wiadomo jak wyglądały trawniki... Także moim zdaniem to miasto nie jest przyjazne psom, a to, że ktoś coś miłego powie, to nie wyznacznik, u mnie w Strzelcach też mówią miłe rzeczy, tuż obok tych o zamordowaniu stada kundli i utopienia wszystkich ;) -
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
zmierzchnica replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='Brezyl']Fakt, mamy ładne wybiegi, zeby jeszcze ludzie potrafili z nich korzystać. Zapewniam Cię, że nie robiłabyś tego często. [URL]https://www.facebook.com/psiapolanaszczecin[/URL] [URL]https://www.facebook.com/WybiegDlaPsowTaczaka[/URL] Szczecin jest tak pieknie położony, ma tyle lasów dookoła do których można dojechać miejską komunikacją, że pchanie się na wybiegi, pełne kup, dziur wykopanych przez nudzące się psy, dzieciarni i niewychowanych psów, nie jest zbyt ciekawe.[/QUOTE] Z tych facebookowych stron wygląda to fajnie, nawet widzę, że jest coś jak tor przeszkód dla psów na tych wybiegach ;) Naprawdę jest aż tak źle? Ja lasów nie kocham, jeśli chodzi o spacery z psami, bo mam problem ze zwierzyną.. Mimo pracy i prób oduczenia, moje psy nadal by ją ganiały, gdyby tylko mogły :roll: Szczerze, to marzy mi się właśnie miasto z wybiegami, gdzie psy mogę puścić i nie bać się o zające czy sarny (ani o moje psy, pędzące za zwierzyną). A że ludzie to imbecyle i jak im da się rękę, to ją odgryzą, naplują na nią i wdepczą w ziemię to nic nowego :lol: Chociaż czasem aż żal ściska, kiedy miasto coś z wielkiej łaski udostępni i mieszkańcy zamiast dbać i dać przykład, że warto inwestować w psiarzy, robią z tego sralnię :roll: Obawiam się, że my (nie wiem czy "ludzie" czy "Polacy" czy "psiarze", w sumie bez różnicy) cierpimy na straszne lenistwo. I wcale nie chcemy nic robić z psem, wcale nam nie zależy, żeby było lepiej, powstawały wybiegi. Wiem, jak jest u mnie - bloki, trawniczek przy blokach, park. Gdzie wychodzą ludzie z psami? Ano na trawniczek. Pies robi kupę i do domu. A wielki i piękny park aż kusi, żeby na spacer iść... Opole w sumie jest małe, a wokół lasy, na pewno dałoby się wybrać na spacer wykorzystując autobus. Boję się tylko jazdy z dwoma psami komunikacją miejską, to miasto jest strasznie zaściankowe i pewnie bym się nasłuchała, o ile w ogóle dane by mi było wsiąść... Raz jechałam tam autobusem, wsiadła pani z psem - pies w kagańcu, niewielki, nie przeszkadzał. Zaraz się zaczęło: pani trzyma tego psa, ja się psów boję, a kto to widział psa w autobusie, a po co pani psa wlecze... Jak na jakimś totalnym zadoopiu. Oczywiście nie omieszkałam skomentować, że do Opola chyba cywilizacja nie dotarła, skoro pies w autobusie budzi większe poruszenie niż cyrk na kółkach :evil_lol: Ale męczy mnie to ciągłe łamanie stereotypów, walka z zaściankiem, bitwy o to, żeby traktować mieszkańców z psami jak pełnoprawne osoby, a psy nie jak bestie, ale element społeczeństwa. Fajnie by było żyć trochę w miejscu, gdzie nie musisz być dziwadłem, mając psy i coś więcej z nimi robiąc :roll: Ale wiem też, że właściciele psów sami pracują na negatywny psi wizerunek i nieraz ich za to nie cierpię :diabloti: -
[quote name='maniutkowa kraina']Z Cętką nie miałam problemu, pierwszy dzień był taki stresowy i była nieufna, ale teraz skacze po ludziach strasznie wysoko podskakuje na tylnych łapkach, moze przy innych psach się czuje pewniej, ale strasznie miły pies, wesoła.Bardziej mam problem z Oreką, taka bura mała suczka, miała sterylkę ostatnio przy okazji okazało się, że miała ropomacicze, trzymała się z Witkiem podobno cały czas i tylko w klatkę łapke się dała złapać.Z tym, że Witek jest mega pozytywnie nastawiony do ludzi, a ona...dla niej ludzi mogło by nie być, biega sobie swobodnie z innymi psami, może się oswoi, jak się ją gdzieś zagoni w kąt to można ją pogłąskać, ale, żeby szła na smyczy, albo żeby ją wziąć na ręce...no to jeszcze nie ten etap...[/QUOTE] Akurat Oreki i Witka nie znam, może są z naszej gminy, ale akurat nie ze Strzelec... Biedna sunia :( Może od szczeniaka nie była nauczona kontaktu z człowiekiem. Cętka bardzo wysoko skacze, to fakt ;) Cieszę się, że jest taka radosna! Znaleziono ją zamkniętą w szklarni na działce, przerażoną zupełnie :(
-
A jak tam Cętka? U nas była przerażona, okropnie bała się obcych ludzi i psów. Frotka rzuciła się na moją sukę i to na poważnie... Ale była zestresowana, przy domu, nagle zapięta na smycz, kiedy nigdy na niej nie chodziła. Także się nie dziwię. Stres i nienaturalne sytuacje powodują różne reakcje. Jak już ją wzięłam dalej na spacer to było ok :) Cieszę się, że dziewczyny nie mają tego problemu co Reksio. Reks, nawet jak jest na podwórku, to idzie np załatwić się na taras albo do szopy. Ma tak wbite w łepetynkę, że się sika pod dachem :roll: