Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. Ja poznałam osobiście tylko weimary i jak kiedyś pałałam do nich sympatią, tak mi przeszło... Kilka poznanych i kilka agresywnych :roll: Mieszanka węgra próbowała mi zabić sukę i gdyby nie kilka celnych kopów nie wiem, jak by to się skończyło. Ale to nie świadczy o niczym, mam pecha do tych psów po prostu :evil_lol: Co jest ciekawe, jako że kiedyś byłam w nich zakochana i z zapałem śledziłam wyżłowe galerie ;) Tak samo jak kiedyś, daaawno temu, miałam hopla na punkcie labradorów... I to właśnie labrador moim psem rzucał jak szmatą i przez niego Fro się zrobił strasznie agresywny. Szorściaków nigdy nie lubiłam, a mi się dwa trafiły i są super :loveu: Za to pudle i portugalskie psy wodne to teraz mój nowy "konik", ciekawe, kiedy spotkam jakiegoś, który mi je obrzydzi :lol:
  2. Jak tu nagadaaaane...:evil_lol: Moja znajoma ma użytkowego owczarka niemieckiego (z rodowodem oczywiście). Piękny pies, cały czarny, tylko łapy podpalane. Normalnie zakochałam się przez niego w użytkowych ONkach...:loveu: Ale charakter ma taki specyficzny. Od małego unikał obcych ludzi i psów (!). Szczeniak 3-4 miesiące i wpatrzony w swoją panią jak w obraz, a unika obcych psów - niesamowite, wspominając "normalne" szczeniaki, które na widok psa mało nie padną z podniecenia. I maniak pracy, jak go poznałam to był dzieciaczkiem, a już brał patyki w pysk i nosił cały spacer, albo sobie wymyślał zadania - np nie iść po ścieżce tylko po wąskim mostku BO TAK :evil_lol: Teraz jest jeszcze lepszy, taki skupiony. Umie się świetnie wyciszać, potrafi kilka godzin w spokoju przeleżeć, a weźmiesz zabawkę w rękę - od razu włącza mu się tryb pracy :loveu: Obcych ludzi olewa zupełnie, obce psy zazwyczaj też. Tylko jeśli ktoś wymusi na nim kontakt (np obce dziecko chce pogłaskać bez ostrzeżenia) to może się niefajnie skończyć i na takie akcje trzeba uważać. Ja raczej owczarków niemieckich nie lubię (w sensie: nie chciałabym mieć), ale przez tego psiaka zaczynam zmieniać zdanie :cool3: Wy nie tylko swoje psiaki chrońcie przed kleszczami, ale też siebie - moja mama ma boreliozę... Kleszcz przelazł z psa na nią, wpił się i choróbsko gotowe :shake:
  3. Ja na Herę mówię nieraz "Heroina" :lol:
  4. [quote name='wilczy zew']Mysle,ze to nie wina Kolei Ślaskich,ze jeden pracownik taki jest.[/QUOTE] Ale bardzo dobrze, że[B] Aneta Nowak [/B]do nich napisała. Dlaczego ma być karana za to, że ktoś nie lubi psów i jest marudny? Fakt, że tu przewoźnik nie jest winny, że jakiś konduktor ma nie tak w głowie - ja np. miałam niemiłe zdarzenie w pociągu TLK - obrzydliwa podłoga, taka jak wycieraczka, kująca, nie było jak psa posadzić ani położyć, musiałam rozkładać kilka warstw koców, żeby Hera się mogła jakoś usadowić. Zajęliśmy miejsce ostatnie, koło nas nie było ludzi, Hercia rozłożyła się na boku, pyskiem w stronę TZa i leży. Przychodzi konduktor z wielkim ale, czemu pies nie ma kagańca, mam szczepienie pokazywać, w ogóle wielce niezadowolony, że śmiem psa wieźć (a płacę za jego bilet więcej niż za swój!). Miałam ochotę mu powiedzieć, żeby usiadł na tej podłodze i jej założył :diabloti: Może jakby mu się te plastikowe, wycieraczkowe wypustki wbiły w tyłek to by odpuścił. Jasne, że miał prawo zapytać o kaganiec. Ale można to zrobić uprzejmie, można też być człowiekiem i dać spokój leżącemu i śpiącemu psu - co innego, jakby się wierciła i chciała wąchać, podłazić do ludzi czy coś. Założyłam przy nim kaganiec, a jak poszedł - ściągnęłam, bo nie znosże absurdalnych wymogów. Hera spała jak zabita na podłodze nadal :cool3: I to był jedyny raz, jak miałam problem w TLK...
  5. Sprawa ma swój finał: faktycznie pies mojej znajomej, o którym pisałam na początku, jest wnętrem :roll: Najlepsze jest to, że znajoma ma go z fundacji, fundacja wyciągnęła go ze schroniska i wszyscy (w tym weci) byli przekonani, że pies jest kastratem - mimo że w ewidencji nigdzie nie było na ten temat wzmianki. No i kastratem nie jest. Miał wszystkie objawy wnętorstwa: psy traktowały go jak sukę w cieczce, ma bardzo powiększone sutki, wykazuje agresję do psów. Co najgorsze, ma też przerost prostaty i guza, nie wiadomo, czy złośliwy, ale wielki :( Krew w moczu, w kale, biegunki, posikiwanie... Także dziewczyny, jeśli macie swojego psa ze schronu i jest "kastrowany", a inne psy traktują go jak sukę, to zróbcie mu USG. Może się okazać, że nikt nie wpadł na to, że pies może być wnętrem... A skutki wnętorstwa są kiepskie, jak widać :(
  6. Nieee no, trzech tysięcy na przyczepkę to ja nie mam :evil_lol: Chociaż faktycznie są świetne ;)
  7. No, na razie ma mieć niby zero ruchu, co przy jej skłonności do nadwagi jest jakąś makabrą :roll:
  8. [quote name='evel']Nie umiem pomóc, więc pozostaje mi trzymać kciuki. Będziecie robić RTG? Ja się właśnie mocno zastanawiam, czy ciachać młodą. Jeśli jej cieczki będą jakoś do ogarnięcia to chyba się wstrzymamy co najmniej do czasu, aż się do końca nie rozwinie, nie dojrzeje - jest jeszcze strasznym dzieciuchem, a już kilku wetów mnie pytało, co ze sterylką i czy nie chciałabym ciąć przed pierwszą cieczką :roll:[/QUOTE] Ja się nie czuję na siłach, żeby komukolwiek doradzać... Wiele osób mówi, że robiło sterylkę i nie było problemu, sunia żywa i bez problemów jak zawsze. Ale jest faktem nie do przeskoczenia, że sunię pozbawia się hormonów i gwałtownie się starzeje (u Chibi to było pół roku i stała się taka... stara, mentalnie starsza od Luki), wzrasta ryzyko raka kości i problemów ze stawami. Dlatego Hery nie ciacham, Luki nie ciachnęłam i jest sto razy bardziej żywa niż Chibi. Ma 10 lat i potrafi godzinę biegać za piłką tam i z powrotem, kiedy Chibi trzeba nakręcać specjalnie, żeby zechciała w ogóle za piłką polecić. Chibi ma też problemy ze wstawaniem, jest taka "połamana" jak się obudzi, długo dochodzi do siebie - żaden z reszty moich psów tak nie ma :roll: NA PEWNO nie ciachaj przed pierwszą cieczką. Za dużo znam psów z chorą tarczycą przez zbyt wczesną sterylkę/kastrację :shake: Wiesz, mi się wydaje, że to kwestia warunków... Jakbym mieszkała na wsi, gdzie pełno psów biega samopas i nie da się od nich odgonić, to na pewno bym sterylizowała sunie. Ale skoro mogę sobie pozwolić na to, by je po prostu pilnować, a kiedy mają cieczkę, nie spuszczać i po prostu z nimi biegać po lesie, to się na to nie piszę. Chcę robić rtg, niestety, nie wszystko zależy ode mnie (uroki mieszkania w domu rodzinnym). Myślę jednak, że wet to zaleci i uda się resztę stada przekonać, że trzeba Chibi zbadać porządnie. Sterydy wczoraj działały, a dzisiaj znowu ją boli bardzo :( Nawet na TZa nie reaguje, a ona go kocha nad życie... Jak przychodzi to go nie opuszcza, łazi za nim, próbuje polizać, miauczy i każe się głaskać.. Jak on u nas śpi to Chibi się czołga ukradkiem po materacu, żeby go dorwać :diabloti: Wczoraj mu tylko pokazała brzuszek i pomerdała ogonem, nic więcej :(
  9. [quote name='dwbem']Ludzie, przesadzacie ze szkoleniem 7 tg. szczeniaka, czy od dwumiesięcznego dziecka wymagalibyście rozumnego reagowania na polecenia? To psie dziecko, zabrane ze stada, potrzebuje ciepła, serca i cierpliwości. W nocy położyć go przy łóżku, jak zacznie płakać to pogłaskać, coś do niego powiedzieć i napewno się uspokoi. A szkolenie - po pierwsze trochę później, po drugie w formie zabawy, za smakołyki i powtarzam - dużo serca i cierpliwości. Wiem co mówię, wychowałam przez 15 lat owczarki niemieckie a przez 32 lata rottweilery szkolone na obronne a mogace chodzić bez smyczy i kagańca po mieście wśród ludzi, dzieci i mnóstwa różnych psów i nikomu nie zrobiły krzywdy. Ale ja je najpierw wychowywałam i socjalizowałam a potem szkoliłam.[/QUOTE] Oczywiście, to co piszesz, to nieprawda :) Szczeniak się uczy od urodzenia. Przecież wszystko, co poznaje, wszystko, czego się dowiaduje, jest "szkoleniem". Socjalizacja i wychowanie - to "szkolenie", to "nauka", bo to polega na zapamiętywaniu i kojarzeniu faktów. Jeśli ktoś jest w tak fajnej sytuacji, że ma pieska od małego, ma ogromne możliwości nauczyć go od początku zwracania uwagi na przewodnika i nauczenia, że to, co oferuje pan jest lepsze niż otoczenie. Ja moją sukę uczyłam "siad" od początku jak była u nas, ledwo chodzący kajtuś. Teraz siada na komendę tak automatycznie, że gdziekolwiek jest, cokolwiek nie robi, jak zawołam "siad" - jej tyłek sam na ziemię opada :evil_lol: Co jest ważne, gdy jesteśmy w parku, a nagle z krzaków wychodzi pies, albo jestem w grupie psów i gdzieś zaczyna się burda - wołam do mojej "siad!" i nie poleci. Ma tak wdrukowaną tą komendę. Nieraz uratowało to ją i mnie od stresu, być może od utraty zdrowia i życia. Oczywiście, że szkolenie powinno być w formie zabawy... ZAWSZE. Niezależnie od wieku psa. Tak malutkiemu szczeniakowi nie robisz sesji szkoleniowej, szkolenie jest przy okazji - bawisz się z nim, naprowadzasz na siad, jest "brawoooo!" i znowu zabawa. Przecież on ciągle się uczy tak czy siak. Jak się nie nauczy, że zabawa i jedzenie jest za "siad" to się nauczy, że zabawa i jedzenie jest za podgryzanie pana i piszczenie. To już lepiej od początku psu wytłumaczyć, jakie są zasady gry.
  10. Dziękuję za wsparcie :) Chibi już nieco lepiej, ale dalej widać, że nie jest tym psem, co zawsze. Kiedyś zaczęła kuleć i wtedy zaczęłam podawać glukozaminę. Wtedy była nie tym psem, nagle się ożywiła, zrobiła chętna do zabawy i biegania, z łatwością wstawała rano.. A ona jakiś czas po sterylce zrobiła się taka "stara" w zachowaniu. Widocznie ją boli. Nie wiem, czy może glukozamina nie sprawiła, że jej lżej biegać, więc szalała i uszkodziła sobie coś innego? Kurczę, ciężko z nią jest, to mój najbardziej chorowity pies :( I to obawiam się, że przez sterylkę, wcześniej była wulkanem energii i nie miała problemów...
  11. Dziękuję za opis ;) U Chibi to raczej jest na odwrót, kulenie pojawia się głównie po odpoczynku, szczególnie dłuższym. Im więcej biega i się rusza, tym mniejsze objawy... Ja się oczywiście naczytałam o nowotworach kości, zwyrodnieniach i innych dzikich rzeczach ;) Ale nie będę dramatyzować. Dziś jest lepiej, jutro znowu zastrzyk, przy okazji pogadam z wetem o prześwietleniu i możliwych przyczynach. W sumie przydałoby się jej morfologię krwi też zrobić.. Dam znać, jak będę coś wiedzieć. Może to komuś kiedyś pomoże.
  12. [quote name='Baski_Kropka']Ja bym twardo też obstawiała, żeby zdiagnozować to obrazowo a nie faszerować psa zastrzykami nie wiedząc na co...[/QUOTE] Jak na razie sterydy pomogły.. Nie wiem, czy rtg łapy by pomogło, bo to na kręgosłup bardziej wygląda. Zobaczymy.
  13. [quote name='Majkowska']Ja też pokazuję dziecku psy i często widzę że wlaściciele są lekko zdegustowani moimi opisami ich "dziwnych" piesków. I też gadam do psa setne głupoty ale kiedy trzeba go przywołać do porządku nie proszę, nie błagam, ani nie tłumaczę, krótko ryczę komendę i ma być :diabloti: Choć czasem np z tż wygłupiamy się i gadamy do niego jak do ułoma, dziś np szliśmy i mówię do tż " zostawiam cię z psem pod sklepem, przywiążę go do klamki jak nie chcesz go trzymać, a jakby jakaś staruszka podeszła i ją pogryzie to się nie przejmuj, nic mu nie poradzimy że on jest taki żądny krwi..." na to tż pociągnął temat dalej :"nooo, ja nie wiem czemu on woli żywe mięso od swojego jedzonka, tak dobrze przeciez go wychowaliśmy, a on codziennie coś zabija, a to bażanta, a to sarne i jeszcze ludzi chce zjadać, taka już jego dzika natura " Myślałam że mówimy do siebie, a nagle zauważyłam wieeelkie gały jakiejś starszej pani która rozmawiała przez telefon, biedna babeczka jak ją mijaliśmy prawie się wcisnęła w krzaki :oops::evil_lol:[/QUOTE] Ja osobiście nie lubię, jak rodzice pokazują moje psy dzieciom ;) Szczególnie już takim dzieciom "na dwóch łapkach", które w efekcie ruszają prosto na moje psy z wyciągniętymi rękami... Chibi się panicznie dzieci boi i naprawdę nie jest to miłe. Kilka razy dziennie spotykam się też z sytuacją, że rodzic chce pokazać psa dziecku w wózku, na mój widok odwraca wózek na chodniku, tarasując przejście... A ja z czterema psami robię mijanki i slalomy wśród radosnego kwiku pacholęcia :evil_lol: Nic nie mówię, bo wiem, że nie ma w tym złych intencji ;) Ale przyjemne to nie jest, szczególnie, jak wracam z kilkugodzinnego spaceru zmęczona i marzę tylko, by jak najszybciej dotrzeć do domu... A co do waszych tekstów z TZem - genialne! Nie o psach, ale ja z moim TZem kiedyś wkręcaliśmy jego krewną, u której byliśmy na wakacjach - on powiedział coś głupiego, ja na to: "No, masz kolejny minus w zeszycie...", na co on, że niee, już tych minusów jest więcej niż plusów! Uwierzyła i była oburzona, że jak to tak, komuś kartotekę zakładać :diabloti: Z koleżanką też często mówimy coś w stylu: "weź ty tego kundla na łańcuch zapnij lepiej...", na co ona: "nieee, ja planuję go uśpić", ja: "szkoda kasy, lepiej od razu siekierą w łeb", ona: "a tam, po co, z auta go wyrzucę" itd itp :evil_lol: Jak jest ktoś trzeci z nami to widzę tylko wieeelkie oczy i cień niepewnego oburzenia na twarzy :diabloti:
  14. [quote name='*Monia*']Jedyne co to bym rtg mogła doradzić żeby zlokalizować ewentualne nieprawidłowości i źródło bólu. Będzie widać tylne łapy i kawałek kręgosłupa jeśli to nie łapa. U Shi na rtg poza dysplazją wyszło jakieś zwyrodnienie w okolicy ogona, nie bolesne. No i jakieś suplementy możesz jej na stawy podawać - nie zaszkodzi a może pomóc.[/QUOTE] Podaję glukozaminę już od dawna... Po zastrzykach trochę lepiej, stawiała tą łapę i nawet zainteresowała się światem. Jakie miała Shina objawy dysplazji? No, muszę z nim pogadać, dziś mama u niego była. Boję się narkozy, bo Chibi ma słabe serce i dużo narkoz już przeszła... Z drugiej strony, starutkiego Maksia usypialiśmy do operacji i nic mu nie było ;) Martwi mnie raczej to, że to nawraca. Ostatnio sterydy pomogły, a może po prostu ukryły problem :roll: Dziękuję za rady i zainteresowanie..
  15. [quote name='Brezyl']Kurcze gdyby były tak zbudowane, że psa miałabym z przodu nie zastanawiałabym się ani chwili. A tak jadąc nie miałabym go na oku, co mnie lekko przeraża, bo chłopak ma czasem takie pomysły, że głowa mała.[/QUOTE] To fakt ;) Też mnie to niepokoi. Moje psy nie są z tych, co kombinują z wyjściem z czegoś takiego, ale myślę, że bardziej "niszczycielski" uciekłby z łatwością z takiej przyczepki. Ja w sumie bym z TZem jeździła, kazałabym mu za mną jechać :diabloti: i mieć pieski na oku. Tylko nie wiem czy na dwa psy w ogóle taka przyczepa zda egzamin...
  16. [quote name='wooke']Moja psica nie stawała na łapie tylko dotykała ziemii paznokciami. Natomiast podczas wstawania słychać było takie charakterystyczne kliknięcie w łapie. Idź do innego weta zapytaj co on o tym sądzi. Ale najlepiej niech zrobią rtg. A chirurg powinien wyczuć rękoma czy jest przemieszczenie w łapie.[/QUOTE] No właśnie on twierdzi, że to chyba nie łapa. Zbadał łapkę i uznał, że nic tam się nie dzieje, a on jest dobrym chirurgiem. Chibi teraz też nie staje na łapę wcale :(
  17. Mamy masakrę z łapką Chibi... Zakaz spacerów itd :( Tutaj więcej: [URL="http://www.dogomania.pl/forum/threads/249607-Uszkodzona-tylna-%C5%82apa?p=22118008#post22118008"]http://www.dogomania.pl/forum/threads/249607-Uszkodzona-tylna-%C5%82apa?p=22118008#post22118008[/URL] Macie jakiś pomysł...?
  18. Podpinam się pod temat... Moja sześcioletnia suczka (średniej wielkości, ok 15 kg) jakiś czas temu mocno kulała, ale "rozchodziła" ból i na łapkę nawet biegała. Kulawizna pojawiała się rano, po wstaniu. Dostała sterydy, witaminę D i przeszło. To było jakieś dwa miesiące temu. Ponad tydzień temu zdarzyło jej się piszczeć przy wstawaniu. Potem widziałam, że ciężko jej wstawać, zdarzało jej się piszczeć, gdy wstawała. Wczoraj wieczorem podkulała nogę pod siebie, ale "rozeszła" to i potem łapkę już stawiała. Dzisiaj rano nie była w stanie chodzić. Wyraźnie bardzo ją boli, zarzuca całym tyłem, tylnej prawej łapy nie stawia w ogóle, jest osowiała. Weterynarz niewiele stwierdził - dostała dwa silne zastrzyki przeciwzapalne. Zbadał ją i stwierdził, że czuje gorąco w okolicy tylnej części kręgosłupa, tak jakby to była rwa kulszowa, ale w sumie nic nie wiadomo...:roll: Co dwa dni będzie dostawała zastrzyki, dwa tygodnie ma nie chodzić na spacery, jeśli to nie pomoże to zrobi RTG. Mi się wydaje, że to trochę za późno, a co, jeśli choroba będzie postępować? Macie jakiś pomysł? Co to może być, jaką diagnostykę zrobić? Jak się bada zerwane więzadło? Widzę, że mała cierpi, straszne to :(
  19. [quote name='Brezyl']Obawiam się, ze obciążenie dla typowo psich jest za duże. Ale jak u nas pojawiłyby się riksze, to sama zastanawiałabym się dla mojego trzydziestoparu kilogramowego [URL]http://www.triobike.com/projects/triobike-mono/[/URL] [URL]http://www.wintherbikes.com/da/kategori/kangaroo[/URL] tylko te ceny :-( ale z drugiej strony typowe tanie wózki nadają się raczej na deptak dla co najwyżej mopsa czy buldożka, a nie w teren [URL]http://www.zooplus.pl/shop/psy/transporter_klatka_dla_psa/torby_transportowe/wozki_torby_na_kolkach/218899[/URL][/QUOTE] Obciążenie w sensie kg? Przecież przyczepki są do 40 kg i do 50 kg... [url]http://www.zooplus.pl/shop/psy/zabawki_szkolenie_psa/kosz_na_rower_psa/przyczepa_rowerowa/221191[/url] [url]http://www.zooplus.pl/shop/psy/zabawki_szkolenie_psa/kosz_na_rower_psa/przyczepa_rowerowa/223073[/url] Ja się bardziej zastanawiam, jak to funkcjonalnie wygląda, czy ktoś przewoził psa i ma jakieś obiekcje, opinie czy uwagi. Dla jednego psa kupiłabym w ciemno, ale dla dwóch za taką cenę musiałabym być pewna, że to zadziała ;)
  20. To wielkością jest podobna do Hery :)
  21. Zastanawiam się nad kupnem przyczepki rowerowej dla moich psów. Chciałabym je zabierać na dłuższe rowerowe wyprawy, a nie chciałabym, żeby biegły przy rowerze po twardych nawierzchniach, poza tym nie miałabym serca kazać im biec przez 20-30 km ;) Nie wiem tylko, czy przyczepka zda egzamin w przypadku moich psów - Frotek waży 18 kg, Hera 19 kg. Obydwoje raczej nie są ruchliwi, myślę, że przyuczeni do przyczepki nie wierciliby się, a na leśnych duktach biegliby przy rowerze. Zastanawia mnie jednak wiezienie dwóch psów w jednej przyczepce - myślicie, że to zda egzamin? Macie jakieś doświadczenia z przyczepkami rowerowymi?
  22. Jeśli fundacja jawnie pisze, na co wydaje pieniądze, to moim zdaniem mają pełne prawo do leczenia nawet nierokującego psa. Nie musisz ich wspierać swoimi pieniędzmi, skoro uważasz, że ratowanie psiego życia to ich marnotrawstwo. Ja wolę dać kasę fundacji, co do której wiem, że uratowanego psa będą leczyć, a nie usypiać, jeśli wymaga trochę więcej zachodu. Kwestia gustu, z Twoich podatków na to nie idzie, nie ma o co się pieklić. Nie dajesz im kasy, śpij spokojnie. A inni ludzie, którzy dają, wiedzą na co się powołują. Człowiek ciężko zarabia i człowiek wydaje na benzynę do quadów, nowe ciuchy, lepsze buty, wymyślną biżuterię. Ale wydaje świadomie. Dając na fundację też nie ma klapek na oczach. Życzę zdrowia pieskowi.
  23. [quote name='kalyna']Gratuluję 2 miejsca, daliście czadu :) Ja sama boję się strasznie burzy, dlatego tez nie ma mowy o spacerze jak niebo wygląda podejrzanie :evil_lol: piłki już doszły, czy nadal czekasz? bo czekam na opinię :)[/QUOTE] Aj, wybacz, zapomniałam! ;) Moim zdaniem są super - nie wyglądają jakoś wybitnie, ale już zostały przegryzione i nadal piszczą ;) Są dość duże, ale dla owczarów w sam raz. Przestają piszczeć, jak uroczy piesek nie zechce złapać piłki zanim wpadnie ona do kałuży albo rzeczki i piszczałkę zaleje woda, ale jak wyschnie, to znowu piszczą ;) Frotek co prawda już ich nie kocha (co to za piszcząca piłka, której nie można zamordować, żeby przestała piszczeć?), ale sprawdzają się fajnie :)
  24. [quote name='wilczy zew']Szczeniak tez moze ugryź a tybetanik malutki nie jest.[/QUOTE] Nie przesadzajmy, przecież był na smyczy :roll: [B]Mała Nika[/B] - niestety, konduktor ma prawo się przyczepić, jakkolwiek zwykle tego nie robią. Ale zawsze musisz mieć kaganiec w razie czego. Musisz też brać pod uwagę, że z dużym psem będziesz zawsze mieć więcej problemów. Jakbyś wiozła yorka to w 90% przypadków nikt by nic nie powiedział, nawet gdyby pies był skory do gryzienia. Duży, łagodny "misiek" wzbudza strach niezależnie od swojej łagodności :roll: I trzeba się z tym liczyć.
×
×
  • Create New...