Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. [quote name='Talia']Idź za mnie jutro na egzamin z mikrobiologii :loveu:[/QUOTE] Miałam! Nawet 4 dostałam ;) Jeden z gorszych egzaminów, gorsza była chyba tylko zoologia bezkręgowców i podstawy biotechnologii :diabloti: Ogólnie u nas jest tak, że wydział biologii się nie lubi z wydziałem biotechnologii i nasz biotechnolodzy dręczyli ciężkimi egzaminami i kołami...
  2. Jaaa, aż mi się chce nad wodę.. Czemu muszę się uczyć :placz: Ale foty świetne :)
  3. Ja bym po pierwsze pomyślała o czymś lekkim na uspokojenie (ziołowym np), żeby sunia umiała lepiej nad sobą panować. A po drugie - klatka (kojec domowy, zwał jak zwał). Bardzo możliwe, że gdyby miała miejsce tylko dla siebie i nauczyła się, że tam jest bezpieczna, a Ciebie skojarzyła z wypuszczaniem z klatki to by się unormowała trochę. Miałam u siebie Maksa: staruszka-sikacza, psa kojcowego, który nigdy nie mieszkał w domu - niesamowite, jak szybko z użyciem klatki nauczył się wszystkich zasad życia w domu. I dobrze mnie kojarzył mimo początkowej nieufności, bo moje podejście = wypuszczenie psa. Akurat miałam łatwo, bo on był łasy na jedzenie i wystarczyło coś do klatki wrzucić do memłania, żeby cały szczęśliwy wskakiwał... Ogólnie, tak mi się wydaje, na psy bardzo dobrze działają jasne zasady i stała rutyna. Jak wprowadziłam określone zasady Maksiowi - rano wypuszczenie, spacer, po spacerze klatka, po odpoczynku wypuszczenie i spacer itd., zawsze tak samo - to bardzo szybko zrobił się spokojny, sam już leciał o określonej porze do klatki, o godzinie wypuszczenia kręcił się, żeby go wypuścić. To w sumie nie musi być klatka, ale mi akurat tak było najłatwiej ;) Nie wiem, czy to Ci coś pomoże... Moja suka Chibi jest takim lękliwcem i niestety, normalna nie jest, mimo ciężkiej pracy :roll: Trzeba znaleźć takiemu psu kogoś, kto nie oczekuje za wiele, a chce mieć pieska po prostu..
  4. Haha, jaka ona słodka :loveu: Ja też o wodzie marzę, ale sesja i egzaminy, błe :roll: Oby się pogoda zepsuła to mi się przynajmniej coś zachce :diabloti:
  5. Ech, niestety, z psami nigdy nie jest tak łatwo ;) Najgorsze uczucie to właśnie cofnięcie się do punktu wyjścia, gdy już się udało coś zrobić... Pamiętam, jak już wyciągnęłam Fro z agresji w 80%, a potem zaatakowały nas psy: nawrót agresji, cyrk, szał na widok psów :roll: Wtedy miałam straszną załamkę. Niestety, wychowanie i szkolenie to kawał ciężkiej pracy :roll: Moje psy też są zżyte i to mnie trochę martwi... Chociaż ten pies zabrany gdzieś jest ok, szczególnie Hera lubi wyjazdy :) Jak zabieram Herę bez Frotka to on przeżywa strasznie, miauczy, piszczy, chce uciec za za nami. Jak jedzie sam/z nami to jest ok ;) Suczki są typowo domowe, spacer-dom, jak się im to zaburzy to są bardzo zestresowane... Ale jak znowu zabiorę Frotka i Herę to Chibi jest biedna, czeka na nich, leży przy drzwiach. Luka ma wyrąbane na wszystkich. No, ale przyjdzie dzień wyprowadzki to Chibi będzie biedna, martwię się o nią :roll: Ona taka autystyczna jest, każda zmiana ją dobija. Pewnie w końcu się dostosuje, ale będzie ciężko.
  6. Pozowanie z wiankiem ;) [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250107_zps1b5dc517.jpg[/IMG] [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250109_zps114019c1.jpg[/IMG] [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250115_zps965c9038.jpg[/IMG] [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250129_zps2e775e84.jpg[/IMG] [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250132_zps19682f8b.jpg[/IMG] I tyle na razie, chociaż kolejne już czekają :diabloti:
  7. Puć :loveu: (taa, wiem, że krzywo poprzeczka) [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250090_zpsc768e9a1.jpg[/IMG] Szczęśliwe pieski :loveu: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250092_zpsbc80444a.jpg[/IMG] [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250093_zps47c99597.jpg[/IMG] Lusia we właściwej ramce... [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250095_zpsa5206aa3.jpg[/IMG] I prawie-jak-hawańczyk :diabloti: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250102_zps4df4e6e2.jpg[/IMG]
  8. Tina jest podobna do Chibi z charakteru :) Tylko że przy Chibi taki szczeniaczek to by chyba nie przeżył...:cool3: Wybaczcie, że zaniedbuję i Wasze i swoją galerię, ale dużo się dzieje... Ciągle jakieś psie akcje ;) Albo interwencje u psów w złych warunkach (nie chce ktoś pięknego, czarnego mixa labka z onkiem? :loveu:) albo znowu szukam właściciela znalezionych psów (teraz gończego polskiego z tatuażem... btw. dzięki[B] Talia[/B] za pomoc :p pan, jak pytałam, czemu gończaka nie szukał, powiedział: bo joł myśloł, że go mi myśliwi buchnęli :diabloti:) albo robię z siebie głupka na psich festynach... Albo się uczę :evil_lol: I zbieram opr od promotora :roll: Zdjęć mam mnóóóstwo i powoli będę nadrabiać zaległości ;) Tutaj jeszcze fotki z maja - kupiłam ten tor z Biedrony z mamą na spółę :evil_lol: Jest ok, łatwo się rozkłada i jest lekki. Skaczemy :) [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250058_zps0b07aa41.jpg[/IMG] Slalom :) [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250057_zps641cb06b.jpg[/IMG] Pies nie wytrzymał presji... [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250067_zpse01ff8b2.jpg[/IMG] ...Hera postanowiła go dobić :diabloti: [IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250068_zps35a4327f.jpg[/IMG] [I] Ok, ten tunel jest obrzydliwy, ale wejdę, może coś dostanę... [/I][IMG]http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Spring/P5250083_zpsc30dd86a.jpg[/IMG]
  9. [quote name='Talia']Polecam biotechnologie, czasem płakać się chce bo jest tyle do zrobienia, ale naprawdę dużo się dzieje. I in vitro sobie zrobię i roślinkę stranformuje :lol: Jeśli jeszcze gdzieś są to szukaj zamawianych przez unie - jest dużo fajnych dodatkowych kursów :) Z tego co wiem z rankingów biotechu najlepiej wypada Kraków i Toruń - tu właśnie przez projekty unijne.[/QUOTE] Biotechnolodzy nie są normalni, potwierdzam :diabloti: Mam na magisterskich kumpla, który przyszedł do nas po licencjacie z biotechnologii i wszystko o nim można powiedzieć, tylko nie to, że jest normalny... Ale on akurat ma hopla na punkcie mikroskopów, jest w tym niesamowity, naprawia nawet profesorom mikroskopy ;) A ja prosta biolożka jestem, roślinki, zwierzątka, pasożyty... takie tam :cool3:
  10. A na moje psy nic nie działa :( Hera się kąpnie, jak jest gorąco, przepłynie kółeczko i koniec. Na Frotka nie ma mocnych, ani aport, ani pańcia w wodzie, ani pływający psi kumple... A umie pływać doskonale! Jak go wzięłam na ręce, weszłam do wody i puściłam to niesamowicie sprawnie płynął. Ale tak samemu to neee :shake: Suczek nawet nie próbuję, bo by poszły na dno :diabloti: No, na fotki czekamy! :)
  11. Haha, wy sobie tu tylko dzieńdobrujecie i dobranocujecie ;) To ja nie będę gorsza, też dobranocnę i trzymam kciuki, żeby jutrzejszy dzień był chłodniejszy... Bo się roztopię w końcu :diabloti:
  12. Haha, uroki posiadania stada, nie? :diabloti: U mnie Luka sama jest super, ona w ogóle się bardzo cieszy jak jest sama, moja pierwszaczka :loveu: Chibi to makabra, jak jest sama to się zamyka, działa jak robot albo autystyk, musi być z nią inny pies, żeby się otworzyła... A znowu z całym stadem broi niesamowicie, jest prowodyrką wszelkich idiotycznych akcji w stylu "obszczekajmy kogoś, kto idzie 100 metrów od nas!" :mad: Ona mi najwięcej problemów sprawia, bo samej nie idzie jej wybiegać, a ze stadem jest nieznośna. Potem Frotek - jak jest sam to jest pobudzony jak na prochach :diabloti: Wolę go z Herą. I Hercia sama jest ok, bardziej się na mnie skupia, ale to chyba kwestia tego, że chodziłam z nią długo na szkolenie, a potem brała udział sama w szkoleniach jako demodog ;) A czemu Sonia sama jest straszna? ;)
  13. Powodzenia na kajakach, fajnie się pływa, na pewno warto spróbować :)
  14. Jaki padnięty piesek :loveu: Ja bym baaardzo chciała kota, ale nie mogę przez moje psy :( Nie są zupełnie nauczone życia z innym gatunkiem... Tzn jak byliśmy u znajomej, która ma kota lubiacego psy, to Frotek i Hera były zainteresowane bardzo, ale kot je olewał i one też odpuściły. Gdyby zaczął zwiewać, to by goniły na pewno. Chibi to koci maniak, niestety - znalazłam kiedyś kociaka i go zamknęłam w łazience. Chibi leżała tam równo godzinę, węsząc w szparze w drzwiach i kłapiąc zębami :roll: Za to Luka była wychowana ze świnką morską i ona dałaby radę żyć z kotem spokojnie... Najgorzej, jak całe stado jest razem, wtedy wystarczy sygnał jednego psa, aby ruszyć w pogoń :shake: Osobno może być cud-miód, ale stado odbiera psom rozum... Zresztą, to nie tylko moje psy, widzę to po psach znajomych, które do nas się podłączają - nagle i im udziela się "mentalność stadna" i są mniej karne :diabloti:
  15. [quote name='LadyS']Jasne. Ale jeśli nie ma miejsca, w które mogą Cię przesadzić, albo pies zagraża współpasażerom bądź utrudnia podróżowanie - mogą Cię wyprosić. Wtedy dostajesz adnotację na bilecie i możesz ubiegać się o zwrot części kwoty.[/QUOTE] W jaki sposób? Nie wyobrażam sobie, że jadę do Kołobrzegu i mnie wypraszają w jakimś Szczecinku na totalnym zadoopiu i nie mam jak dotrzeć ani domu ani na miejsce. Ok, jak pies zagraża pasażerom, ale jeśli nie ma mnie gdzie przesadzić? Albo bo mam dużego psa? Dla mnie to chore...
  16. Kurczę, dziewczyny, mnie to dobija, co piszecie :( U nas tak nie działa, fakt - nieraz ociągamy się z interwencjami. To wina tego, że jest w samej organizacji (był toz, ale zakłada się nowe stowarzyszenie niezależne) niewiele osób, a osób z samochodem - dwie. No i wtedy każda interwencja w nawet bliskiej wsi to akcja logistyczna...:roll: Ale ja powtarzam i będę powtarzać jak mantrę:[B] zgłaszajcie fakt zaniedbania psa do gmin, sołtysów, wójtów! [/B]Nie zliczę, ile mieliśmy interwencji na polecenie gminy lub prośbę jakiegoś urzędnika. A tego się nie ignoruje. Wysyłajcie oficjalne pisma na papierze z prośbą o interwencję. I czasem bądźcie upierdliwe, czasem powiedzcie, że chcecie zainteresować tym media: wtedy przyspieszą. Ale akurat mało ludzi do roboty to fakt niezaprzeczalny. Przyznam, że i mnie doprowadza do szału zgłoszenie: biedny pies wyje, chyba go nie karmią, chyba jest zamknięty, proszę o interwencję - wioska 50 km od mojego miasta. Odpisuję: proszę popytać sąsiadów o stan faktyczny psa i zgłosić sprawę ewentualnie do sołtysa, jeżeli będzie bardzo źle, przyjedziemy. Odpowiedź: ale ja nie mogę, ja mam dziecko/ale nie mogę, bo jadę do rodziny/nie mogę, pracuję... I tak dalej. Ale my też pracujemy, studiujemy, wyjeżdżamy, niektóre osoby mają dzieci albo stado psów/kotów :roll: Ktoś pisze na kogoś anonim i czuje się dobrze, że pomógł. Tylko dla organizacji to jest robota po robocie, kilka interwencji w tygodniu to zawalony egzamin, terminy w robocie, zaniedbana rodzina...:shake: Także znam sprawę od dwóch stron i wiem, że wcale nie jest łatwo. A do interwencji nikt się nie pali, bo to bardzo nieprzyjemna robota...
  17. Haha, u nas małe podwórko, wszyscy wiedzieli, że to my, więc domofonów rzadko używaliśmy... Najczęściej karty telefoniczne do budki, bo budkę nam postawili tuż przy bloku :evil_lol: "Dzień dobry, czy jest pani Ręka?" "Nie, pomyłka" "A czym pani trzyma słuchawkę?" itd :cool3: Ech, chamskie akcje, ale za to ile śmiechu było.. Mama nawet nie próbowała mnie stroić nigdy, raz w spódnicy wyskoczyłam, to akurat w ten dzień koleżance padł chomik, wzięłam szpadel z szopy i go zakopałyśmy... Nie muszę dodawać, jak wyglądałam po wczuciu się w rolę grabarza? :diabloti:
  18. Kurczę, próbować trzeba, a nuż się uda.[B] gojka,[/B] poszukaj w necie organizacji, zgłoś, prosząc o anonimowość. Jak my robimy interwencje, to patrzą na nas jak na wariatów - ale zaczynamy gadkę od innej strony. "Taki ładny ogród pan ma, a ten pies na łańcuchu, jak to paskudnie wygląda... Chodzimy do biednych ludzi i psy ładnie mają, a tutaj u pana śliczna altana, kwiatki, a pies okropnie, straszny ten kojec, miski brudne, jakby pies zaniedbany był" - to baaardzo działa na ego gospodarzy! Ostatnio facet po kilkunastu (!) latach psu z łańcucha świetny kojec wybudował, ładną budę postawił. Jak mówimy, że "ale ten pies odżył, inaczej mu z oczu patrzy, jest radosny!" to koleś nic nie mówi, tylko kręci głową - on ma to w doopie, że pies ma się lepiej. Jednak nadepnęliśmy mu na odcisk - zarzuciliśmy zaniedbanie gospodarstwa - i to go ubodło, psu warunki poprawił. Czasem trzeba wyczuć ludzi, może i z Twoją teściową się uda.
  19. [quote name='*Monia*']Moi rodzice są zdania że ja jestem dzieckiem bezstresowo wychowanym i to był wg nich błąd :evil_lol:. Chciała bym żeby moja córa miała choć w połowie tak udane dzieciństwo jak ja, mimo że w zupełnie innych realiach będzie dorastała - ja w blokach wśród znajomych a ona w domu wśród zupełnie obcych ludzi wokół, jedynie rodzinę mamy za płotem :roll:. Nie było internetu, tylu gier komputerowych, większość czasu się biegało po krzakach, bawiło w chowanego, budowało 'bazy' czy grało w piłkę. Ja jeszcze latałam za każdym bezdomnym psem ku niezadowoleniu rodziców :lol:. Szkoda że to już minęło.. Przez Was mnie wzięło na wspomnienia ;)[/QUOTE] Ooo właśnie ;) Ja od 22 lat mieszkam w tym samym miejscu, tu się wychowałam i pamiętam chmary dzieciaków na podwórku.. Budowanie baz, bieganie po piwnicach, dzwonienie do sąsiadów przez domofon, szukanie kart do budek telefonicznych i dzwonienie do ludzi, latanie do sąsiada po jabłka :diabloti: Niegrzeczne dzieciaki z nas były :evil_lol: No, ale ratowaliśmy wszystko, co się ruszało, psy, koty, ptaki, gryzonie, owady. Koło mnie zawsze się kręcił jakiś pies-włóczęga, bo dorastałam w okresie, gdzie nikt nic nie mówił na wałęsające się psy. Jak suki u sąsiadów miały cieczkę to bywało u nas i z 10 adoratorów - byłam zachwycona :loveu: Czasem jak jestem w Opolu i patrzę na te blokowiska, z jednej strony chodni, z drugiej parking... To się zastanawiam, jak te dzieci mogą tam żyć i budować jakieś społeczne relacje. Nie dziwota, że kolejne pokolenia są aspołeczne :diabloti: My zawsze byliśmy podzieleni na obozy, ci z jednego podwórka i ci z drugiego podwórka... Graliśmy ze sobą w nogę, tłukliśmy się, robiliśmy wojny na lany poniedziałek :cool3: Oj, nie zamieniłabym mojego brudnego, trzepakowego dzieciństwa na nic w świecie :p
  20. [quote name='*Monia*']Powiem Wam że Shina przechodziła samą siebie jak byłam w ciąży, była tak upierdliwie nierozłączna ze mną że momentami miałam ochotę ją po dachu na podwórko wypchnąć :mad: (mam daszek od tarasu za oknem). Było do tego stopnia źle że jak mój tata chciał ją zabrać na podwórko to chowała się w klatce i nie chciała z niej wyjść. Musiałam wstawać specjalnie żeby z nią przejść do połowy schodów i kazać wyjść na podwórko. Uciążliwe to było, bo pod koniec zasypiałam dopiero około 2 w nocy i miałam ochotę czasem pospać dłużej niż do 7 (psy tak mniej więcej jeść dostają, bez sensu było rano oddzielnie karmić i rozwalać "porządek"). [SIZE=1]Muszę dodawać że o mojej ciąży Shina wiedziała jako pierwsza? :diabloti:[/SIZE] Hexa dzisiaj zachowała się jak totalnie bezmyślny przygłup i jest poobijana :mdleje:. A wszystko przez to że koniecznie chciała przywitać się z listonoszem którego lubi a zapomniała że jakieś 2 miesiące temu tata zmienił ogrodzenie ogródka na takie chyba półtora metrowe, nie wymierzyła skoku, łapki się poplątały i zaliczyła upadek :shake:. W rezultacie z ogródka nie udało jej się wyskoczyć (wlazła z drugiej strony, ale to przecież za daleko od furtki), a łapka tylna tak bolała że piesek poległ pod drzewkiem i stamtąd majtała ogonkiem. Pan listonosz orzekł że widać że Hexolina ma adhd i życzył żeby to nie było nic poważnego. Momentami nie mam siły do tego czarnego wariata, 10 lat ma a w główce nadal dziwne pomysły :roll:. Z weselszych rzeczy - Hexolina przedwczoraj wypiła połowę zupy pomidorowej, a jak ją przyłapałam z ryjem w garnku to udawała że ona tylko przypadkiem przechodziła i jakaś tajemna siła jej łeb tam wepchnęła wbrew jej woli, a tak poza tym to ona już musi iść się położyć na kanapie bo łapki ją rozbolały :evil_lol:[/QUOTE] Haha, u was to zawsze ciekawie się dzieje :evil_lol: Biedna Hexa, szalone psy zwykle są bardziej poobijane... Shina z opowieści wydaje się przeurocza :loveu:
  21. Witamy się w te upały okropne ;)
  22. Popuszczanie moczu to może zapalenie pęcherza być ;) Warto iść do weta, bo potem z tym jest tylko gorzej.
  23. Kiepsko... Ja bym naprawdę próbowała do władz miasta, gminy czy sołtysa. Nie wiem, jak jest u was, ale u mnie się zajmują takimi rzeczami, nawet sekretarz gminy potrafi pojechać i zajrzeć czy wszystko jest ok, pogadać z właścicielem. Jak zgłaszam do gminy coś, to często gmina dzwoni do sołtysa czy wójta, żeby porozmawiać z właścicielem takiego psa. Pies może być w kojcu, jeżeli jest wypuszczany, nie może być na stałe w za małej klatce :shake: Ale póki nikt się nie dowali na poważnie to będą sobie tak gadać..
  24. [quote name='Beatrx']najgorsze jest to, że on ma rację... akurat w przypadku tego psa, o którym mówię nikt nie musiałby wchodzić na podwórko i go oglądać, bo kawałkiem klatki, tym krótszym, jest ogrodzenie od strony drogi, więc psa świetnie widać z ulicy. ja się z jednej strony nie dziwię, że organizacje nie podejmują działań, bo to czas i pieniądze, a skoro nie jest to prawnie zabronione to tak czy tak nic nie można z tym zrobić. ale chyba z nowej ustawie coś na ten temat ma być wspomniane? chociaż to też nic nie da, bo psy na metrowych łańcuchach jak stały tak stoją...[/QUOTE] Wiesz, jeśli warunki są nieodpowiednie, to można zadziałać mimo nieprecyzyjnej ustawy. My mieliśmy taką sytuację, pies w kojcu brudnym, ale dość dużym. Facet wyjeżdżał co jakiś czas na tydzień i pies zdychał z pragnienia. Zgłosiliśmy sprawę na policję, wolontariusze pojechali tam do tego psa z policjantami. Sprawa została ogarnięta, potem zebrała się komisja w postaci lekarza weterynarii z inspektoratu i jeszcze kogoś. Orzekli, że nie ma podstaw do zabrania psa :roll: Ale nakazali poprawę warunków. Tylko z tego co mówisz, u was nikt tej interwencji nie przeprowadził :shake: Pisałaś do organizacji tylko raz? Czasem trzeba się dobijać, być upierdliwym, najlepiej wysłać oficjalne pismo, bo wtedy tego się nie da olać.. Maile często się olewa. A z tymi łańcuchami to też nie jest tak, bo ustawa daje podstawę prawną do interwencji. Wiadomo, że żaden właściciel o mentalności totalnego buraka się nie rzuci teraz i nie zacznie psom poprawiać warunków, jeśli nie będzie stała organizacja z batem. Ale jeśli ludzie zgłaszają, że pies na metrowym łańcuchu się męczy to organizacja może (powinna) przeprowadzić interwencję i całkowicie zgodnie z prawem zagrozić policją. Sprawę można zgłosić do sołtysa czy wójta, a z nimi się liczą... Są różne drogi dotarcia do takich dręczycieli.
×
×
  • Create New...