Tak w hotelu jest bezpieczny. Dzwoniła Marzena, że gdyby tam został, nie miałby absolutnie żadnego schronienia. Ten kojec był w najniższym miejscu podwórza. Kiedys miał tam być warzywnik ale po burzy warzywa odpłynęły. Ogrodzenie zostało. Buda i cały teren kojca teraz są pod wodą. W budzie na pewno jest woda. Całe szczęście, ze go zabrałyśmy.
Byłam tam przedwczoraj. Kiedy rozmawiałam z panią, która go dokarmiała, drogą leciała malutka sunia w cieczce a za nią wataha psów. Wielkości od ratlerka do wilka.
Przed nimi biegł mały rudy piesek, wyglądał okropnie. Dzis kiedy rozmawiałam z Marzeną zgadałyśmy się, ze to roczny psiak, pogryziony, z chorym okiem, który ma właściciela. W ubiegłym roku był rozkosznym szczeniakiem. W tym na widok człowieka ucieka i nie daje do siebie podejść.:shake:
Ręce opadają. Wpadam tam na godzinę, załatwiam sprawy i wpadam w depresję. Ta wieś to takie piękne miejsce. Jako dziecko spędzałam tam najwspanialsze wakacje. Czy miałam zamknięte oczy, czy ludzie są gorsi?
Dzwoniłam do hotelu. Boluś zachowuje sie całkiem dobrze, zaczął bawić się z psami. Poznaje do czego służą kanapy.