Jump to content
Dogomania

maciaszek

Members
  • Posts

    23614
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by maciaszek

  1. O kurcze... nieciekawie to wygląda :(.
  2. To czekamy na wiadomości z pierwszej ręki :).
  3. Ja znam tylko ze zdjęć i opowiadań ;).
  4. Bounty, nie przeganiaj Erniego :). Ernii, witaj na dogo!
  5. Czyli mina szefa.... bezcenna ;). Miałam dziś NIEprzyjemność, po raz pierwszy w życiu, zawieźć psa do schroniska [IMG]http://www.dogomania.images/smilies/heul.gif[/IMG]. Jakiś dupek przywiązał go do słupa przy targowisku i zostawił. Podobno pies siedział tak 3 godziny, w pełnym słońcu i tylko szczekał czasami. Jakieś babki go odwiązały i chciały po schron dzwonić, kiedy napatoczyłam się ja. Wyręczyłam je, wzięłam psa ze sobą, bo akurat do schroniska jechałam... [IMG]http://www.dogomania.images/smilies/heul.gif[/IMG] [IMG]http://www.dogomania.images/smilies/heul.gif[/IMG] Taki fajny psiak - do wszystkich łagodny (tzn. dorosłych i dzieci), przylepny, dał sobie zaglądnąć w zęby, w uszy, obmacać się. W autobusie usiadł przy mnie i od czasu do czasu patrzył mi w oczy ([IMG]http://www.dogomania.images/smilies/icon_frown.gif[/IMG]). Wyraźną przyjemność sprawiało mu głaskanie. Jest posłuszny, reaguje na wołanie (był na flexi, zepsutej, więc zdarzyło się, pod schronem, że wypuścił się nieco do przodu). Widać, że sporo jeździł autobusami, bo czuje się w nich jak u siebie, a na nadjeżdżające busy reaguje z entuzjazmem i zainteresowanie. Grzeczny, fajowy pies, a ja mu takie kuku zrobiłam... Może jakbym z nim pojechała dalej to zawiózłby mnie do swojego domu? Choć co to za dom, który tak psa przywiązuje... Za karę chyba (że takie ze mnie zło wcielone, które psa do schronu oddaje...) dostał numer 666/10. Jakaś złośliwość losu normalnie. To po prostu był pierwszy wolny numer w ewidencji. Dobrze, że miałam w schronie co robić, bo zamiast ryczeć zajęłam się pracą. Teraz mam tylko nadzieję, że biedak nie podłapie kaszlu kenelowego na kwarantannie [IMG]http://www.dogomania.images/smilies/shake.gif[/IMG]. A może ktoś się po niego zgłosi? Marne szanse... Oto on: [URL="http://www.katowice.schronisko.net/kwarantanna-id-51863.html"]http://www.katowice.schronisko.net/k...-id-51863.html[/URL]
  6. Jesteśmy Piranio, jesteśmy. Trzymaj się!
  7. [quote name='rufusowa']Co do rozstań, to są trudne ale chyba najtrudniejsze dla nas, prawda?[/QUOTE]W większości przypadków tak, ale nie zawsze, czego najlepszy przykład miałam dziś :shake:. Wstaliśmy wszyscy o tej samej porze. I mniej więcej o tej samej mieliśmy wyjść. Ale już nie wszyscy - białas miał zostać. Ale wcześniej ja wyszłam z nim na spacer. W międzyczasie TZ chciał się "wymknąć" do samochodu. Tak niefortunnie się zdarzyło, że się spotkaliśmy (choć TZ starał się jeszcze, rzutem na taśmę, ukryć, ale białas go wypatrzył). No to pogadaliśmy chwilkę i TZ odwrócił się by iść na parking. Na nic tłumaczenia temu dogu, że pan wróci. Na nic próba pójścia w drugą stronę. Najpierw się zaparł, a potem jak nie ruszył.... Mimo praktycznie poziomej pozycji-przeciwwagi nie byłam go w stanie utrzymać :evil_lol:. Skończyło się na tym, że TZ odprowadził mnie do bloku. Przed wejściem się rozstaliśmy. Nawet jakoś bez problemu. Bazyl poszedł ze mną. Oglądnął się z 2 razy, ale sprawiał wrażenie, że jakoś już przełknął tą przykrość-porzucenie. W domu jednak wyraźnie zaczął czekać na powrót TZta. Nasypałam mu żarło i tu zdarzyła się rzecz, która świadczy chyba najlepiej o dramacie białasa. W ogóle nie podszedł do miski! Przypomnę tylko, że zawsze się nań rzuca i jedzenie wchłania w tempie ekspresowym ;). Po moim namowach raczył zaglądnąć co też tam jest, skubnął kilka kulek (tylko dlatego, że cały czas go dotykałam i wiedział, ze jestem obok) i wyszedł :crazyeye:. No to wzięłam miskę do ręki (wiem, wiem... rozpuszczam go :evil_lol:), poszłam do pokoju, siadłam i nakarmiłam bydlę z ręki. Gdzieś tam po drodze skurczył mi się czas. A kurczyć się nie powinien, bo miałam być punktualnie w pracy... Białas zjadł po czym udał się pod drzwi, zawodząc. Ja poszłam do kuchni, udając, że nic się nie dzieje. Odstawiłam miskę, napełniłam kong, ubrałam się spokojnie (przy akompaniamencie stęków białasa), wręczyłam kong. A raczej wręczyć chciałam, bo Bazyl spojrzał na mnie z miną wyrażającą: "co ty mi tu dajesz? Ja cierpię!". No to odłożyłam kong na ziemię, myśląc że zajmie się nim jak wyjdę. Jak wyjdę. Jak wyjdę, hahahaha... Wychodzenie trwało 5 minut i wzbogacone było o 3 przedarcia się białasa przez maleńką szparę w drzwiach, wciskanie jego wystającego łba do mieszkania i galopki po korytarzu, bo przecież on nie ma zamiaru wrócić do środka, a poza tym to taka fajna zabawa :mad:. Fajna może i tak, ale nie wtedy gdy ma się spory niedoczas... W końcu udało mi się jakoś tego doga porzucić i wtedy się zaczęło piekło. Wrzask do kwadratu, skakanie i drapanie po drzwiach, wrzask mobilny (czyli pies biegał po domu), skakanie na drzwi, wrzask przy samiusieńkich drzwiach (ałaaaa, biedne uszy sąsiadów). Musiałam wsiąść do windy, no musiałam. Tłumaczeń, że psa się nie dało zostawić nikt by u mnie w pracy nie zrozumiał :eviltong:. Wsiadłam. Podróż, która normalnie trwa ok. 2 minut trwała dwa razy dłużej, bo co kilka pięter stawałam, żeby posłuchać. A było czego :evil_lol:. Nawet się zastanawiałam po drodze czy nie wrócić i nie wziąć go ze sobą do roboty, ale po pracy miałam wizytę u lekarza, a tam z psem raczej bym nie poszła... ;). Dotoczyłam się do parteru, drzwi windy się otwarły i.......... usłyszałam wrzask z 13 piętra. :mdleje: Nie wiem jak długo się darł. Pytałam potem sąsiadki, która mieszka piętro niżej i powiedziała, że nie tak długo, ale jakoś tak bez przekonania :evil_lol:. I że potem (po czym? po jakim czasie?) już tylko popłakiwał i jęczał. W pracy siedziałam jak na szpilkach, bo oczywiście sobie wymyśliłam, że taki dramat to straszne emocje dla Bazyla i jego serca i że coś mu się stanie :roll:. Potem bałam się do domu wrócić... Czy ja jestem normalna? :shake: Kiedy wróciłam zastałam ciszę. Włożyłam klucz do pierwszego zamka. Cisza. Normalnie już wtedy Bazyl zaczyna być aktywny. Przekręciłam dwa razy. Cisza. No to już miałam zawał :cool3:. Drugi zamek. Cisza. Dopiero jak kończyłam otwierać drzwi usłyszałam, że dziad się rusza po drugiej stronie. W domu spokój i nic nie zniszczone (bo taką opcję też brałam pod uwagę). Legowisko białasa wygrzane :evil_lol:. Cała woda wypita (a zostawiłam jej naprawdę sporo). Podejrzewam, że tak się zmęczył tymi wrzaskami, że opił się jak smok i poszedł spać :evil_lol:. A dramat rzeczywiście musiał mieć wielki, bo KONG LEŻAŁ NIETKNIĘTY! Jak wróciłam to posiedziałam z nim chwilę, wzięłam go na spacer (który sam skrócił i olał Spodek - najwyraźniej był wykończony, ale nie na tyle, żeby się ciągle nie rozglądać i szukać TZta) i znowu musiałam zostawić. Oczywiście robiłam to z duszą na ramieniu (po porannych atrakcjach), ale widocznie tym razem wszystko było tak, jak powinno, bo wziął konga i poszedł konsumować :). [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images8.fotosik.pl/344/8af1c94ae16db771.jpg[/IMG][/URL]
  8. Wątroba chora... jeszcze tego brakowało :(. Mam nadzieję, że to nic poważnego...
  9. [quote name='rufusowa']czy nikt nie jest ciekaw jak zdrowie Herci? :obrazic:[/QUOTE] O kurcze... :oops: :oops: :oops:. Wybacz !!!! :modla::modla::modla::modla::modla: Taka wpadka... :flaming: :shake: Jak Herosława? Jakie wieści? Powiesz???
  10. No i wyszło bez sensu...:shake: Ale zdarza się. Niestety. [B]Malawaszko[/B], stworzysz jakiś tekst do ogłoszeń i wybierzesz z 4-5 zdjęć? :)
  11. Ale kastracja to nie tylko rozwiązanie problemu zainteresowania suczkami. To również eliminacja kilku chorób, które spotykają psiaki, w tym przerost prostaty, z którym większość psów ma problemy na starość (i wtedy, często, i tak trzeba kastrować, a ryzyko jest o wiele wiele większe). Że już o nowotworach nie wspomnę... Wcale się nie upieram przy wykastrowaniu Homera. Jeśli trafi się dom, który na milion procent będzie go pilnował i nie przydarzy mu się nigdy żadna miłosna przygoda, efektem której byłyby małe homerkopodobne to ok. Ale to musi być taki dom, który w tym względzie na pewno nie zawiedzie!
  12. A co tutaj taka cisza nagle się zrobiła? Temat niewygodny :eviltong:?
  13. A mogłabyś jeszcze w poście z wydatkami zrobić takie podsumowanie-saldo, żebyśmy wiedzieli ile Uzi ma kasy obecnie? :) Wiem, jestem upierd... ;).
  14. [quote name='fizia']A teraz dr Gut pisze o natychmiastowym rozliczeniu - nie wiem własnie o co chodzi, bo pieniądze już od 30 czerwca chyba wpłynęły na konto Do tego chce natychmiastowego odebrania Leny - tylko jak i gdzie to nie mam pojęcia[/QUOTE]To odpisz mu, że zawarł z Tobą/Wami umowę. Hotel został opłacony, nie interesuje Cię, że jedna strona umowę zrywa, Lena ma opłacony pobyt do 18 lipca i do tej pory tam zostanie. Amen. Jeśli będzie jakiś hotelik/dt na oku to potwierdzam swoją wcześniejszą deklarację. Ponieważ Snoopy jest za TM :-( to wtedy przeleję deklarowane 30 zł na Lenkę.
  15. [quote name='fizia']Chciałam jeszcze tylko dodać, że 30 czerwca wpłaciłam 300 zł za pobyt Leny w hotelu[/QUOTE]To opłata za lipiec? Bo jeśli tak to Lenka powinna móc zostać w całym opłaconym okresie w hoteliku. Pytanie tylko czy powinna tam zostać. Ale skoro nie ma na razie nic innego...
  16. Zwierzyniec. Przychodnia weterynaryjna. Witek-Szymańska J., lek. wet. 43-100 Tychy; Zwierzyniecka 53, tel. 32 329 80 38‎ Wet nazywa się Sławomir Szymański. Może źle wytłumaczyłam o co mi chodzi z tymi 40 zł. One są wpisane we wpływy, ale nie ma ich w wydatkach, czyli jakby ciągle są niewydane. Rozumiesz? A przecież badanie, za które siostra zapłaciła jest zrobione, opłacone (czyli wydatek).Jak podliczysz wszystkie wpływy i odejmiesz od nich wszystkie wydatki to w kwocie, która powstanie wciąż będzie zawartych tych 40 zł, które de facto są już wydane. Czyli, moim zdaniem, powinno być tak: we wpływach 40 zł od siostryleonardy, w wydatkach 40 zł za test na nosówkę.
  17. A ja tylko tak dla porządku zapytam czy w wydatkach (w tej kwocie 105,.. zł) ujęłaś też test na nosówkę? Zulusik miał robione badania krwi i kooo? Jak wyszły?
  18. [quote name='Jasza']23 godziny......[/QUOTE]32 ;). Ale sama się machnęłam i odjęłam całą dobę! To było 56 godzin !!!! Kupa czasu... :roll: [quote name='Jasza']Uściski były? Całusy?[/QUOTE]Były hopki i galopki :), bo białas wyszedł z TZtem po mnie do pracy i spotkaliśmy się ulicy. Ale powitanie było, że tak powiem, dość skromne. Takie, jak normalnie każdego wieczoru :). W ogóle zauważyłam, że stopień radości z mego powrotu jest związany ze sposobem w jaki dom opuściłam. Jeśli wychodzę w takich godzinach jak do pracy i bez wielu pakunków to powitanie jest takie, jak wieczorami, gdy z pracy wracam. A gdy wychodzę o innych porach i nie daj boże mam większy plecak albo więcej toreb to białas tęskni, a radość z mego powrotu jest ogromna :).
  19. Na katowickie konto wpłynęło 20 zł od soboz4 i 6 zł z bazarku zapki. Razem 26 zł. Wypłaciłam 50 zł za transport Zeusa i 150 zł na leczenie i diagnozowanie Zulusa. Razem 200 zł. Mamy teraz: [SIZE=4][COLOR=Red][B]501,79 zł[/B].[/COLOR][/SIZE] [SIZE=1]Zapko, przy okazji przelałam Twoje 10 zł za maszynkę na konto fundacji.[/SIZE]
  20. Przelałam z katowickiego konta 150 zł na diagnozowanie i leczenie Zulusa :).
×
×
  • Create New...