Sprawy przybrały nieoczekiwany obrót i nie ma w tym niczyjej winy. Po prostu los chciał, żeby Cofi został u mnie, a Cofi mu w tym z całych sił pomógł.
Pani zgodnie z planem przyjechała po Cofiego, ale z dużymi wątpliwościami, czy dobrze robi decydując się na kotka, bo sytuacja zdrowotna w Jej domu uległa niekorzystnej zmianie. Zapewniłam, że Cofi może w każdej chwili wrócić do mnie. Cofi natomiast już na początku coś zwęszył nosem, bo schował się, a przy próbach zamknięcia go w kontenerku wpadł w panikę - uciekał, drapał, wywijał się na wszystkie strony. W końcu jakoś się udało. Po przybyciu do nowego domu stanął niestety przy drzwiach i rozpaczliwie płakał. Pani rozważyła sytuację już teraz na żywo plus stan zdrowia swojego męża i zadzwoniła do mnie. Postanowiłyśmy, że Cofi wróci. On uznał mój dom za swój, zaprzyjaźnił się z kotami i psami, nie chce już żadnych zmian. Los tak chciał, Cofi tak chciał, więc ja też muszę tak chcieć, zresztą wcale nie czuję się pokrzywdzona. Bo tego kotka nie można nie pokochać, nawet po tak krótkim czasie. Jednym słowem [B]Cofi zostaje u mnie![/B]