Wszystkie zdjęcia z konieczności robione są w tym samym pokoju i u mnie na rękach, bo inaczej Cofi ze wstydu umknąłby za wersalkę, albo schowałby się pod koc. Ale jak jestem w domu sama ze zwierzętami, to Cofi chodzi sobie swobodnie po mieszkaniu nikogo i niczego się nie bojąc. Oczka Cofi ma takie przymrużone ze względu na lampę błyskową, za każdym razem w momencie robienia zdjęcia zamykał oczy. Za jakiś czas, jak już Cofi się ośmieli, a syn przyjdzie sam, to pewnie uda się zrobić ciekawsze fotki. Wczoraj było dużo nowych dla Cofiego osób, w tym małe dziecko.