To rzeczywiście tragiczne...
Supergogo, wiem, co czuje ta pani... ja uratowałam kociaka porzuconego w lesie jako maleństwo wielkości pięści... był cudowny... żył pół roku, kiedy z mojej winy w mieszkaniu wybuchł pożar (przeciążenie grzejnikiem instalacji elektrycznej i moja nieobecność w domu). Koteczka Smerfetka i moja pięcioletnia suczka Saba zaczadziły się... Do dziś mam poczucie, że przeze mnie... podobnie pewnie będzie czuła się opiekunka Melby...