Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19191
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Wisniowe oko trzeba operować. Nasza wetka czeka 3 dni na kroplach.Wygoogluj sobie jak to wygląda. To stan zapalny gruczołu. Sa dwie metody:można go "schowac", ale to mało skuteczne, bo znowu wychodzi, a każda narkoza nie jest obojętnie za każdym razem trzeba pilnować szwów i żeby infekcja bakteryjna się nie wdała. Druga metoda polega na jego usunięciu. W niektórych malych rasach zdarza się często, w innych praktycznie wcale. Przepukliny pepkowe jesli nie idą genetycznie, to są wynikiem niewłaściwego odgryzienia pępowiny przez suke lub wylizywania i wygryzania jej kikuta. W tym miocie dwa maluchy je mają, ale u Złotka jest spory otwór. Zrobie Wam zdjęcie.
  2. Złotka ma przepuklinę pepkową raczej do zabiegu. I do tego pojawia się jej "wiśniowe oko".jednego dnia gruczol wychodzi, czasem go znowu nie widać. Jeśli nie unormuje się, to też trzeba usunąć. Mysle, że za jednym razem. Niestety u nas teraz zabiegi wstrzymane z powodu akcji szczepienia p wściekliznie po okolicznych wsiach, a jeśli jest w przychodni lekarz, to jest gigantyczna kolejka w poczekalni. Chcialam nie tracić czasu i na sterylki czy przepuklinę umówić w zaufanej przychodni w Jastrzębiu. Jednak oni z kolei zmieniają siedzibę i tez zabiegi są wstrzymane na najbliższy czas. Teraz w niektórych miejscach są ceny kosmiczne i lepiej poczekać. Co do wiśniowego oka, to i tak nie dalabym zrobić zabiegu gdzie indziej, bo pamiętam jak adopcyjny maltanczyk mial 3 razy operowany jeden gruczoł. Nasza wetka robi to perfekcyjnie i nie ma nigdy zespołu suchego oka po korekcie.
  3. Tez o tym myślę. Juz całkowicie zadomowil się, ma swoje przyzwyczajenia, ulubione miejsca, zachowania, codzienne rytuały. Pewnie mu przez mysl nie przyjdzie, ze będzie musiał znowu to stracić i zmieniać życie. Mam tylko nadzieję, że nie będzie jedynakiem w nowym domu, bo kocha psie towarzystwo. Dlatego tak nie lubie, kiedy psy się zasiedzą. Gdy są krótko, to bez problemu przechodzą zmiany. Nowy dom Wolfika chyba będzie musiał chować mu w różne miejsca jajka, bo to ulubione południowe zadanie pięknisia, sprawdzać czy przeoczyliśmy jakieś. A ze nasze kury niosą się gdzie chca, to dostarczają mu rozrywki i zdrowego pożywienia
  4. Tola jest bezradna w tej sytuacji, bo kobieta nie odpowiada już i nie kontaktuje się z Nią. Osobiście nie wyobrażam sobie, ze fundacja ma proponować "okup" za psa. Kobieta zgłosiła go, beztrosko w międzczasie wydała, bo liczyła ze fundacja w momencie zgłoszenia się do nich, po niego przyjedzie. Przykre bardzo, ale przecież Tola nie może nękać i nagabywać stale tej osoby smsami. Smutna sytuacja, bo psiak był krok od nowego życia, jednak fundacja musi działać w obrębie prawa. Niestety, to sytuacje niezależne od naszej woli i tak samo, jak Tola i wszyscy tu przeżywałam wiadomość, że psu nie da się pomóc.
  5. Nie widzę przeszkód, choć sa juz tylko dwa maluchy. Trochę musi sobie nadrabiać. Nie mieszkała raczej nigdy w domu. Czasem jeszcze wyje jak na poczatku, żeby ją wypuścić. Najszczęśliwsza jest luzem w ogrodzie. Nie wchodzi sama do domu i niekiedy nawet nie da się wziąć na ręce. Tzn nie gryzie tylko podbiega i ucieka, kiedy się wyciąga ręce. Na smyczy nie potrafi wcale chodzić, kladzie się i można ją ciągnąć na leżąco. Z psami ma dobre relacje. Ma ogromny apetyt i dobrze, bo pod bardzo gęstym futrem nie była zbyt dorodna.
  6. To samo napisalam Toli. Polecam psie przedszkole. Jej zachowanie było widać na zdjęciu w piwniczymy okienku, gdzie się schowała na widok prosiaka. Nikt jej wtedy nie "uratował" i sama przekonała się, że to nic strasznego. Kiedy przyjechały, to jazgotaly na wszystko jak szalone. Mysle, że warto ja od razu zapoznawać z psami pod okiem trenera, bo potem będzie trudniej.
  7. Rzeczywiście nie ma opiekuna, bo decyzja o jej zabraniu była praktycznie natychmiastowa ze względu na transport rodzinki. Nie dam niestety rady zbierać na swoje konto pojedynczych wpłat. Może Limonka80 dałaby radę zostać skarbniczką Tusi? Najlepiej zebrać deklaracje dla niej i Tola wstawi je na pierwszą stronę. Tolu może zaktualizuj tytuł i dopisz, że Tusia potrzebuje deklaracji?
  8. Postaram się dzis zrobić. Wczoraj było słonecznie i ślicznie, ale byłam sama w domu i do tego przytrzasłam sobie palec zamkiem w drzwiach. Na razie jestem wiec leworęczna, bo palec spuchnięty z sinym paznokciem pulsuje bólem przy każdym ruchu. Dzis niestety jest deszczowo i chmurnie. Mam nadzieje ze jednak parę fotek uda się zrobic. Małe rosną w oczach. Sa juz dwa razy takie, jak przyjechały.
  9. Jesli zastanawialiście się kiedyś, co mają w środku pod warstwą gąbki wasze fotele, to szczeniaki z nory to przed wami odkryły.
  10. Jeszcze co do zalatwiania się do legowiska, to pojawil się ten problem z dziką Adą. Naraz zaczęła to robić tylko do legowisk. Okazało się, że zrobil jej się guz na listwie mlecznej. Po operacji przytyla, wyładniała i zaczęła załatwiać się normalnie. Czasem wiec warto psa dobrze zbadać, bo takie zachowanie moze wynikać z choroby. Ada gryzie przy próbie dotykania jej. Kupilam więc rękawice spawalnicze i w nich sobie Adę dokladnie pooglądałam, a potem z rękawicami pojechaliśmy do przychodni.
  11. Ja stosuje dyfuzor i wcale nie działa tak, ze inne psy stają się mniej aktywne czy ospałe. To samo mialam przy kotach. Tylko dzikusy uspokajały się i wyluzowywały. Melcia tez była miesiąc na dyfuzorze. Ma sens w zamkniętym pomieszczeniu. Normalne psy normalnie się zachowują, przecież to są tylko feromony, a nie jakiś środek uspokajajacy. U dzikiego Jimmiego stosowałam obrożę co miesiąc i nie było rezultatu. Zależy od psa. Amely była miesiące na dyfuzorze i byłam zadowolona. Stala się bardziej otwarta, mniej zestresowana. Teraz mam 3 dzikie psy w domu. Melę gdybym wziela na smycz, to też balaby się, gryzła ją, mnie i wycofała się. Luzem na terenie ogrodu super chodzi, przychodzi na wołanie po imieniu, współpracuje, byle jej nie dotykać. Wydaje mi się, że taki sposób uczenia życia psiaka małymi krokami bardziej sprawdza się, niz zrobienie raz czegoś na siłę i mierzenie się potem z ogromnym krokiem do tyłu. Mela jest tyle samo u nas, co Sabinka w nowym miejscu i bardzo fajnie funkcjonuje jak na swoje możliwości. Nauczyła się załatwiać na zewnątrz, podchodzi pod drzwi, żeby pokazać, że chce wyjść. Podchodzi do miski, kiedy jest głodna, bezstresowo kontaktuje się z innymi psami.
  12. one razem na zewnątrz były, ale teraz Wen jest w ubranku, wiec wzbudza zainteresowanie.
  13. Rozumiem, gdyby to była zmiana typowo nowotworowa, zajmująca moczowód, to też tak myślę. To wszystko jednak lekarz jest w stanie zobaczyć dopiero w trakcie operacji.
  14. Jest w ubranku, dostaje leki przeciwbólowe i siedzi w domu. Wena nie jest psem bardzo kontaktowym, nie zabiega o uwagę I prawie sie nie rusza. w domu po operacji nawet je na leżąco. po zagojeniu trzeba jej zrobić zdjęcia i ogłaszać. Musi się znaleźć ktos, kto ją rozrusza :)
  15. Rozi, pisałam że jedna zmiana jest tak umiejscowiona, że może wchodzić już w moczowód, wtedy jej nie da sie usunąć.
  16. To może ktoś wezmie go pod opiekę i umiesi u Anety pod Wieliczką? Inaczej marnie skończy, a o transport tez może być latwiej w ok. Krakowa.
  17. jaki śliczny, a jego spojrzenie kiedy wspina sie po nodze Facet bez serca, zostawić bez pomocy. Wygląda na podrostka.
×
×
  • Create New...