-
Posts
2947 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Dusia-Duszka
-
LALA ZOSTAJE NA STAŁE U NESIOWATEJ!!
Dusia-Duszka replied to Alaskan malamutte's topic in Już w nowym domu
Lalka, Ty jesteś kruszynka wśród towarzyszących Ci futrzaków :) -
No identycznie się bawi jak nasza kosmitka. Warczki, bryki, naskoki na legowisko, sama sobie zadaje zabawę, coś nosi, rzuca, gubi, znajduje. Duśka jeszcze przyczajki uskutecznia. Skrada się za narożnikami i wybrykuje do nas albo zastyga w bezruchu i czeka na ganianie. Takie same przewspaniałe istoty.
-
Ciężko stwierdzić (?) zależy też od ludzi czy ją odpowiednio ułożą. Myślę, że jeśli pies nigdy nie polował, to zawsze można ten odruch powstrzymać. Gorzej jak już próbowała pójścia na łowy. Moje suki, takie jak ona teriero-jamniki nigdy nic nie ścigały, chyba, że w zabawie. Obojętnie czy to ptaki w parku, kura, królik czy kot od początku musi być zdecydowany zakaz.
-
100% zgody z Sowa. Potwierdzanie psu właściwego zachowania (wykonania polecenia) smakołykiem, głaskaniem, szeptuchami do uszka, drapaniem brzusia, itp. bardzo buduje więź. Szczególnie w początkowym okresie. Pies ma satysfakcję i radochę z tego, że rozumie człowieka. A człowiek jest w stanie zapanować nad stworem. Tworzy się wspólny język. Duśka jak nie popracuje kilka dni na polecenia, to albo czuje się zaniedbana albo walczy o pozycję i wita nas w domu jak porąbana. Lata jak pershing i dziamgoli i skacze na nogi i takie tam głupotki. Zwraca na siebie uwagę za wszelką cenę. A wystarczy na wejściu polecenie: "siad - czekaj" na czas odkładania rzeczy, zdejmowania kurtki, butów, itp. Pies ma naszą uwagę, a my mamy spokój. A później za wykonanie polecenia głaski, drapanki i smaczek. I to już jest zupełnie inna energia powitania :)))
-
LALA ZOSTAJE NA STAŁE U NESIOWATEJ!!
Dusia-Duszka replied to Alaskan malamutte's topic in Już w nowym domu
Lalunia spryciulka :))) Takie psiuki trafiające z "łańcuchów" pod dach często pierwszy sezon, szczególnie jesienią przechorowują. Zmiana warunków życia robi swoje. W domku ciepełko, na zewnątrz chłód i przeziębienia gotowe. Duśka pierwszej jesieni u nas dwa razy miała zasmarkany, zakichany czas. Później już nie. Ja przez wrzesień-październik podaję Kiciuli i Duszce Vetomune wyciskane do jedzenia. Kuracja ok.35-40 zł za 60 kapsułek na 2 miesiące. U weterynarzy mają na sztuki ale wychodzi dużo drożej (liczą 1 zł za kapsułkę). Pozdrówki dla całego stada! -
Pańcio na medal i suka na medal! :))) A dziś zmokłam mocno, bo nas deszcz na spacerku dorwał. I pańcia mnie na kolankach w ręczniczku tula teraz. Fajnie jest :)
-
Ja używam szelek do smyczy, bo Dusieńka ma delikatną budowę krtani. Obrożę nosi tylko z imieniem i telefonem.
-
U mnie "działają" smaczki w lewej kieszeni :))) i po lewej stronie Dusia jest nauczona ustawiać się po odwołaniu. Dbaj, by przy obwąchiwaniu z innym psem smycz była luźna. Pies ciągnąc w kierunku innego na napiętej smyczy przyjmuje nienaturalne ustawienie ciała, co daje mylne sygnały spotykanemu psu.
-
To podstawa. Dodo, pies moich rodziców, do końca swego 17-letniego życia był takim porąbańcem, że przeciętny człowiek pewnie by go oddał do schronu po pierwszych zniszczeniach i ucieczkach. Miał potworny lęk separacyjny = dewastacyjny :))) Dokonania to, m.in.: drzwi od 3 szaf, futro matki, drzwi od łazienki x2, 4 dywany, narożnik schodów drewnianych, próg drzwi wejściowych, pasy w samochodzie, 2 stołki, butów, ręczników i poduszek ilość niezliczona, noga od pianina, chwytaki od wszystkich szuflad w kuchni, siatka ogrodzeniowa naprawiana bez przerwy, ciągłe podkopy pod fundamentem ogrodzenia. Dwa zęby sobie złamał w tej furiackiej aktywności. A mama i tak przy każdej ucieczce latała w koszuli nocnej, szlafroku po osiedlu i szukała szajbuska. Do ostatnich chwil nosili go na rękach, bo już nie miał sił, a na spacer wciąż jeszcze chciał. Ojciec od przyniesienia go w kieszeni kurtki (bo był taki maleńki) do zrobienia mu pogrzebu patrzył mu w te psie ślepia z wielką miłością.
-
Stwierdzam, że mój pańcio osiągnął absolutny SUKces (nie mylić z PIEScesem) socjalizacyjny w pracy ze mną. Już nie bojam siem chopów nic a nic :))) Nawet cudzych. A on się cieszy i cieszy, że mnie może tak z nacka i nienacka chapnąć bezlękowo i bezunikowo.
-
O, o, o, to właśnie to powiedziała pańcia jak wróciła z pracy: Niemożliwe! Myślała, że po nażarciu się wszystko w naszej wspólnej budzie będzie zarzyg... wymiotowane przeze mnie. A tu nic nie ruszone i czyściutko. Ja jej od razu pokazałam, że wiem, gdzie smaczki leżą i cały dzień ich tu pilnowałam. Dała mi za to aż 3 i to bez się uczenia czegoś.