Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. Jak dobrze się czyta takie wątki....
  2. Jamniszony to śmieciary :evil_lol: Lubią się też czasem wytarzać w goowienku, albo w czymś wybitnie cuchnącym, np w zgniłej rybie :mad:
  3. Zupełnie jak nie Jaga. Ona pięknieje z dnia na dzień!:loveu: [URL="http://imageshack.us/"][IMG]http://img376.imageshack.us/img376/5599/puszcajvz1.jpg[/IMG][/URL] [B]Gospello,[/B] zaoffuję, ale muszę - co to za przsłodkie ropuszydełko masz na swoim avatarku? :razz:
  4. Cieszę się, że się rozchmurzyłaś, bo wiem, że czasem w naszych warunkach, szczególnie zimą, to raczej nie ma się z czego śmiać. Nie to, co w mieście :cool1:
  5. Loozy, sromotnie obnażasz moją krótką pamięć do wszelkiego rodzaju cen i kosztów :placz: Zresztą nie po raz pierwszy, a przecież sama na ten arthoflex wysyłałam kasę... :lol: Normalnie starość zagląda mi coraz głębiej w oczy....:stormy-sad::nerwy:
  6. Saksano, doskonale potrafię sobię Sonię w tych akcjach wyobrazić :evil_lol: Moja Lula pruła się żałośnie przez dzień cały. Mieszkałam w bloku i sąsiedzi dali mi do zrozumienia, co o tym myślą :roll: Lula z tego wyrosła, ale Soni to raczej nie grozi, trzeba liczyć na to, że się dziewczyna przyzwyczai, że nie zawsze jesteś przy niej.
  7. :loveu: Peter - dziękujemy i Rex też! :loveu: Buzi z jęzorkiem masz jak w banku - od Rexa oczywiście. :loveu: DT - nie, daję radę, tylko nerwa mam czasem, zresztą każdy, kto ma kilka psów, w tym 3 ze schronu i po przejściach zrozumie, że marudzenie też wchodzi w skład codziennych rytuałów :evil_lol: Majafaja...a niby gdzie, słońce, mam te smycze poprzywiązywać, hę? Do płota - żeby Rex wyrwał słup cementowy z korzeniami? Do drzewa - mam krótką smycz dla dużych psów i raczej nie da rady. Misiek to pestka, może i na sznurku od snopowiązałki ;) Nie widzę żadnych obiektów spełniających warunki. :roll: Poza tym, to niesamowicie silny pies - nie wyskubane chuchro, które mi przywiozła Hania. Wszystko, co zje idzie mu w mięśnie, bo jest wybiegany, wyskakany i zahartowany. Ja mam problem z utrzymaniem go za obrożę, kiedy np przyjeżdża listonosz. Boję się, że go najedzie, bo Rexio nie zwraca uwagi na to, że koła się kręcą, tylko zaczyna je w biegu wąchać zachodząc samochodowi drogę. Nie mówiąc już o próbie wylizania twarzy listonoszowi, który uchylając okienko podaje mi różne rzeczy :evil_lol: Jęzor Rexa ma daleki zasięg :evil_lol: Kiedy zmieni się pogoda i znikną roztopy :mad: tz obiecał wybudować kojec dla psów. Wtedy może trochę się uspokoją. Rex pójdzie do, a Miś poza. Dziś w sklepie oświecono mnie, że psom posmakuje mięcho ze świńskich głów :roll: Przedtem do głowy by mi nie przyszło, żeby to kupować. Kazałam sobie posiekać, poćwiartować i zapakować w szczelne wory. Jeden łep na jeden posiłek. Duży ten łep - ponad 2 kg. Do tego 1kg ryżu i trochę warzyw. Najpierw wygotowuję mięcho, potem je wyjmuję i dopiero ryż, bo kocioł nie daje rady. Idiotycznie wyglądałam na wysokich szpilkach, elegacka, z maleńką torebeczką i z torbami taniego mięcha ( że niby dla psów 8) - ludzie na wsi mają swoją teorię:"wyrób psi też się zji") Wybrałam wszystkie głowy - 4, smalec - cała rura - pół metra; kości - dwie siaty; 2 psie kiełbasy, bo więcej nie było, wszystkie świńskie nerki ( babka z tyłu aż stęknęła) i 10 kg torbę Puriny dla Rexa, bo Saba ma weterynaryjną. Tz chodził bokami, bo ludzie się gapili, ale siaty wynieść musiał, bo przecież nie ja 8) Tak robię zakupy w maleńkim miasteczku, jak się do niego ze swojej wsi wyrwę ;) Ale psiątka sobie smacznie zjedzą. Miś je odrobinkę, ale za to Gaja pożarłaby przydziały wszystkich razem :diabloti: :mad: :evil_lol: Jak widzi ogromny gar Rexa i spogląda w swoją tycią miseczkę od cioci Loozy, to serce ją z żalu ściska. Ale wygląda jak beczka po kapuście.
  8. Arthoflex Saba dostaje raz dziennie - niecałą łyżkę - wyliczyłam kiedyś ile ml jej trzeba i tak wyszło. Mam flachę 500ml, bierze już ok. miesiąca i widzę, starczy jeszcze na długo. Psy do 40 kg powinny przyjmować 5 ml dziennie / 500ml = 100 dni Arthofleks to koszt bodajże 70 zł i wychodzi najtaniej - starcza na kilka miesięcy. Poza tym Saba dostaje bonharen. Nie wiem, czy to jedyna kuracja na całe życie, czy jeszcze będzie kogoś stać na powtórkę. Wydaje mi się, że ta kombinacja leków + dobre jedzonko + ciepło i miłość dają Sabie kopa do życia.
  9. Warunki pogodowe mamy podobne....Jak wieś, to wieś... Nie wspomnę o paleniu w piecach :placz: Saba na początku też miała problem z udźwignięciem własnego ciała, kiedy jednak wstała, to szła jak czołg :evil_lol: Teraz dużo zeszczuplała i mimo, iż wciąż ma chęć na małą przystawkę, to wstaje dużo lepiej. Onki kochają zabawy w śniegu! Sabi tarza się, skacze w zaspy i ogólnie jest bardzo szczęsliwa. Na sioo po prostu ginie w zaspie, wystaje tylko połowa, a w przypadku Gajki - tylko koniuszki uszu :evil_lol:
  10. I w dodatku musiałam usunąć sobie podpis, bo się nie otwierał :placz:
  11. Nie odbieraam, bo nie syszałam. Julia hucznie obchodziła swoje 4 urodzinki, poprawiny też były ;) Poza tym reraz dla odmiany strasznie nas zasypało i znowu robota :mad: Jak nie cyklon, to śniegi, jak nie śniegi, to wiatry i deszcze. To są uroki mieszkania na wsi...Nie wspominając o bonusie w postaci starego domu. U psów 0 poprawy :roll: Kiedy rano wstaję - mam ściśle określony schemat działania: najpierw Misiek idzie na dwór, kociczka też, potem wracają, a ja wypuszczam "szopę". Potem kombinuję - kto do domu, kto na dwór, kto do pracowni, a kto przy mnie. I musi być po równo. Zależy jeszcze, które spały w szopie, a które w domu....W sobotę przysnęłam, a tz, który akurat miał wolne wstał skoro świt, wypuścił Misia i poszedł otworzyć szopę - wypadł Rex.... Katastrofa. Tz je rozdzielił, ale z wielkim trudem, bo Rex zastosował swoją pętlę śmierci. Bilans walki był taki, że Rex miał pokrwawioną brodę, a Misiek żadnego draśnięcia, pomijając uświnioną sierść :roll: Teraz widzę, że on się zaczyna obawiać wyjść na dwór. Patrzy mi głęboko w oczy, kiedy otwieram drzwi, czy aby nie wypuszczam go na bitwę. Zanim wyjdzie, czai się, wącha....W końcu staruszek jest i słaby, chociaż to Rex odnosi rany. Oczywiście separacja... W dodatku kocica przed samą imprezką nalała na dywan przed wejściem do pokoju - odór kociego moczu stał się dominującą nutą zapachową naszego domu :mad: W dodatku Gaja zrobiła to samo - już któryś raz z kolei - za fotelem, tam skubana znalazła swoje miejsce na ziemi :mad:
  12. Nie pisałam, bo w domu było trochę zamieszania z urodzinami córeczki - organizujemy co roku duże przyjęcie. Sabi ma się dobrze i zdecydowanie bardziej odpowiada jej przebywanie na dworze :lol: Zresztą, to było przez większą część życia jej środowisko naturalne.
  13. Saba wcześniej po zabawie, rozsiadła się na śniegu i ani mowy nie było, żeby wracać do domu - leżała tak przez jakiś czas, obok Rex, śnieg przysypał futerka, a one sobie tak kwitły przed domem. Najgorsze te mokre futra, łapy i zapaszek- szczególnie tych rosłych psów :roll: Gaja z rana wyleciała na dwór jak z procy, ale gdy zobaczyła, jak świat wygląda, zlała się tam gdzie akurat stała i pędem z piskiem do domu. W drzwiach podnosiła do góry to jedną, to drugą łapkę, że zimno i buch w poduchy. Naciągnęła kocyk i nie ma Gai :evil_lol:
  14. Moja Saba dziś dostała 3 zastrzyk bonharenu. U nas śnieżek i ona skubana cwałuje po nim, parska i tratuje łapkami :loveu: Wiem, że przy spondylozie musi unikać gwałtownych ruchów, ale ona tak się cieszy, że chyba instynktownie wyczuwa, gdzie granica możliwości. Ja się roztapiam patrząc na nią. Chciałabym, żeby Filipowi też się poprawiło. Saba przyjmuje równolegle arhoflex...Mam nadzieję, że to da długotrwały efekt...
  15. Saba po kolejnym zastrzyku :) Dziś nas zaśnieżyło, ale dla niej to raj na ziemi - biega, podbija śnieg nosem, tarza się, przewraca i podgryza mnie, żebym się z nią poganiała - trochę się pobawiłyśmy ;)
  16. Zaraz tam psia delikatność. One wszystkie, te schroniskowe małe sucze, są podszyte diabełkiem :loveu: Nie widzicie, jakie Jaga ma psiewiki w oczach? Gaja też była samo nieszczęście, a dziś najradośniejsza i najukochańsza franca swojej pani :mad: I jakie numery uchodzą jej płazem....
  17. Dorothy, wiem, że podjęłaś decyzję o kolejnej kuracji bonharenem?
  18. Ten humor, to chyba w domyśle, bo poważna jestem jak never. Julka tego nie widziała, tz również. Zaczaiłam się, żeby puścić je luzem w samotności, bez świadków. Mówię wam, że to jest jatka, wciąż je separuję. Tz zapowiedział, że wkrótce postawi mi kojec, bo bardzo chcę - dla psów of course, nie dla mnie :cool1: Może wówczas, zanim nie runą jego mury będzie odrobina normalności - wciąż chodzę, wypuszczam, kombinuję, atu żadnych perspekty.
  19. Tylko dlatego, że ja tam byłam :placz: :mad: Założyłam kaganiec Miśkowi i namordnik Rexowi. Misiek rzucił się w tym kagańcu i tak długo szarpał w Rexowym uścisku, aż oswobodził pysk. Wgryzł się w Rexa tak silnie że pękł mu kieł...pewnie go teraz boli, bo pół zdrowego została - jakby ktoś piłą w połowie ściął. Patrzyłam w na przeładowany wściekłością Misiowy wzrok i oczom nie wierzyłam, że to moje stare psiątko. Szarpałam Rexa, a Misiek wisiał mu pod brodą prawie na samych dziąsłach. Kieł wraz ze śliną i krwią wisiał na Misiowej mordce, a on tego nie czuł. Zrozumiałam dziś psią naturę...kiedyś wydawało mi się, że one walcząc czekają na koniec walki, żeby silniejszy puścił, a mniejszy i słabszy mógł się bezpiecznie oddalić. Dziś zrozumiałam, że ta psia wściekłość jest absolutnie ślepa, jest jak amok. Gdyby Rex zagryzł Miśka na śmierć - a to stałoby się napewno - Misiek wyzionąłby ducha nie czując bólu, rozwścieczony i walczący, rzucający się do samiutkiego końca. Pewnie jego butna dusza rzucałaby się jeszcze za Tęczowym Mostem.... Podczas tej walki wylałam 2 wiadra wody - jak widać wszędzie mokro. Rozdzielenie ich okazało się wyczynem ponad ludzkie siły. Mam świetną kondycję, jestem wysportowana, prowadzę dość aktywny tryb życia, ale po próbach rozdzielenia psów byłam skrajnie wykończona - serce mi waliło, jak po maratonie. Byłam zszokowana tym osłabieniem bardziej niż tym, że one się rzucają na siebie nawet w kagańcach. Misiek na tych ostatkach kłów wisiał u Rexowej szyi, a ten go dusił, wgniatał w beton.... Misiek wcale nie reagował na moje wołanie, zupełnie zdziczał, białka naszły krwią..."Trzymaj albo giń" - to chyba Miśkowe motto. Nie wiem, jakim cudem ich rozdzieliłam. Kiedy na chwilę Misiek odpadł od Rexa, odciągnęłam go za obrożę, a Misiek rzucił się do Rexa tylnej łapy i szarpał, jak dziki - tyle, że nie miał za bardzo czym złapać i Rex nie odniósł ran. Brodę miał tylko troszkę pokrwawioną. Musiałam podwieszając Rexa na obroży ciągnąć go do domu odkopując jednocześnie Miśka, bo to małe psie goowno nie odpuszczało. Gdyby Rex nie miał namordnika....ona ma takie zdrowe kły. A potem każdy w swoim kącie siedział i liczył na współczucie. Misiek bez zęba, ubłocony, uśliniony, zakrwawiony wyglądał jak brudna szmata. Patrzył na mnie tymi ślepkami :placz: ale widziałam, że nic do niego nie dociera, gdyby Rex wyszedł znów by się rzucił. Rex w pokoju patrzy na mnie swoimi sarnimi oczyskami i smutny taki...
  20. Zastosujemy :diabloti: Rozmiar faktycznie idealnie trafiony. Masz miarę w ręku :razz: Narazie psy siedzą w swoich kątach i żaden nie kwapi się wyjść. Rex zanim wystawi nos, najpierw dokładnie się rozgląda, czy gdzieś w pobliżu nie czai się małe zło. Misiek, kiedy ma wyjść z jednego pokiju do drugiego zaczyna popłakiwać i powarkiwać, ale już widzę, że podnosi mu się fantomowa kita - stracił ogon w walce rok temu.
  21. No...ciociu AniuG, namordnik raniuteńko dotarł - pięknie dziękujemy :loveu: Czym prędzej nadziałam go na Rexowy pysk i wypuściłam chłopaka na dwór...doleciał Misiek i....oto fotoreportaż :mad: :placz: Koszmar zaczął się już w progu. Pętla śmierci, Rexowi z pyska aż ślina kapie. Misiek wgryzł mu się w skórę do krwi, dobrze, że zęby ma nie za ostre, ale cudem go oderwałam. Oczy nabiegły mu krwią...Sama wściekłość. Spiję poranną kawę, trochę późno...i nadzieję na Misiowy pyszczek kagańczyk, w którym przyjechała do mnie ze schronu Frotka. Będzie chyba w sam raz. I niech się duszą i tarmoszą. Może się zmęczą i dadzą spokój.
  22. Jamnicom wydaje się, że na tych krótkich nóżkach to one są starsznie straszne ;) Poza tym są bardzo przedsiębiorcze i zaradne :) Jak nie dostaną jedzonka ile trzeba - a trzeba dużo, to znajdą mało elegancki sposób, żeby sobie podjeść :)
×
×
  • Create New...