-
Posts
10672 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Czarodziejka
-
Malutki beżowy piesek Munio-wreszcie znalazł swój dom!!
Czarodziejka replied to modliszka84's topic in Już w nowym domu
[quote name='*zaba*']A co tu taka cisza?? Pancia oddechu jeszcze nie zlapala?? :)[/quote] Larysa coś mało ostatnio pisuje...:roll: -
Adoptowana?:cool3:
-
A może ktoś ma problemy z tz :diabloti: też można mu co nieco odbudować.:cool3: *** Czytałam na wątku molosów, że jedna lekarka sama sobie zapodała po złamaniu nogi. Link podałam wcześniej, więc można doczytać.
-
Schroniskowa weteranka Jaga znalazła swój DOM, przenosimy!!!
Czarodziejka replied to Masza4's topic in Już w nowym domu
[quote name='Nadja23']..dlaczego nikt sie jeszcze nie zglosil:( Tyle czasu minelo...jagusiu ... Prosimy o domeczek:)[/quote] No właśnie :mad: -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Czarodziejka replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Romenko, trzeba ogolić kawałek łapy - żeby żyłę znaleźć, ale bardzo szybko zarasta, po tygodniu znów trzeba golić. To tylko 2-3 cm...;) -
Diance...słyszały? Jak tak dalej pójdzie to w rozpaczy sama sobie zapakuje. Na odbudowanie wątłej chrząstki nerwowej :diabloti:
-
Dzięki :lol: !!! Ale czy siła pyska doprowadzonego do ostateczności Rexa nie rozerwie materiału? :evil_lol:
-
Schroniskowa weteranka Jaga znalazła swój DOM, przenosimy!!!
Czarodziejka replied to Masza4's topic in Już w nowym domu
Może by foty jakoweś? -
Psy nadal w separacji - Misiek szczeka na dworze, Rex leży w sieni. Odnośnie kagańca - ten duży, który mam jest niestety za krótki, podobno są jakieś humanitarne namordniki ( Przyjaciel Koni mi wczoraj tłumaczyła), które uniemożliwiają rozwarcie paszczy....Może dziś się dobije do kompa i opisze dokładniej. Miśkowi to chyba raczej nie jest potrzebny - on tylko robi dużo hałasu i jest irytujący, Rex ma inne szczytne cele - woli mnie obskakiwać i łapać za rękę, Miśka nie zauważa, ale ten trufel go podchodzi i powarkuje...porozdzierany, skołtuniony, bez ogona, który mu odpadł po jednej z walk o sukę, i o kulejących łapach - pozostałość z tych samych przyczyn. Ostatniej zimy przy - 38 stopniach mrozu warował pod domem suki. Myślałam, że po nim. Taka jego psia natura. Gdyby tu była sucz z cieczką, to walczyłby o nią, aż do ostatniego dechu. Rycerz psia krew :mad:
-
Peter, ja już drżę o stan twojego budżetu :nerwy: Może jednak coś się z tym bonharenem zrobi -wiem od Przyjaciel Koni, że można go rozcieńczać.
-
Faktycznie, na tle ostatnich losów Miśka, Rexa i Saby, Gajki żywot prezentuje się jakby blado...Ale na otarcie ciotczynych łez załączam kiepskie jak zwykle foty z dzisiejszej sesji modelingu. Kiedy ja jestem zajęta i mam wyłączone postrzeganie w moim domu dzieją się cuda :mad: To różowe na łebku, to majty mojej Julki...wczorajsze 8) Nie wiem, jak Gaja zniosła ubieranie, ale prezentuje się... Obrobiłam je nieco w Photoshopie, bo ciemne niemożliwie i w dodatku wszystko zanika w tle tej wykładziny, ale niestety, normalnej podłogi nie zdążyliśmy przed zimą położyć, więc jest beton i gumolit. Gaja za to wygląda wiosennie :)
-
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Czarodziejka replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ten bonharen dostawowy - intra-articular też można podawać dożylnie, ale: trzeba go rozcieńczyć: 1 ml bonharenu + [SIZE=2][SIZE=3]Traumeel S lub inną substancją, której nazwy nie pamiętam, a która jest dostępna w aprtekach. Wczoraj rozmawiałam z Przyjaciel Koni, a ona wyszperała taki oto link - wszystko o bonharenie: http://www.forum.molosy.pl/showthread.php?t=3876 -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Czarodziejka replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wystraszyłam sę, bo rozmawiałam z Przyjaciel Koni, i podobno podanie dostawowego dożylnie może się tragicznie odbić na zdrowiu psa, a Peter napisał, że właśnie ten bonharen - dostaje Filip... -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Czarodziejka replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dorothy, czy ten bonharen Filip dostaje dożylnie, czy dostawowo i jaki jest napis na fiolce? Intra - articular, czy invenous? -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Czarodziejka replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Psy inaczej pojmują takie fizyczne cierpienie związane z chorobą ciała ( nie z maltretowaniem). Wiem, że mając świadomość nieuchronności pewnych zdarzeń cieszą się tym, co mają - domem, miłością opiekunów i żyją swoją psią miłością do nich. Wiem też, że nigdy nie należy zwierzęciu okazywać litości, bo zaburza to jego świadomość, wprowadza niepewność i strach. Zwierzęta nie okazują sobie litości, nie żalą się nad sobą, tylko żyją chwilą i przyjmują wszystko pokornie starając się skubnąć z życia coś dobrego. Nie wspominają przeszłości i nie rozżalają się nad sobą, chyba, że mają na oku korzyść ;) Dorothy, Filipowi trzeba przekazywać tylko dobre wibrację, miłość, opiekę i dawać mu do zrozumienia, że jest ważny i że starasz mu się pomóc w jego cierpieniach. To mu daje siłę. -
Poszło o kociczkę. Misiek z nią bardzo dbrze żyje - śpią nawet wtuleni w siebie. Rex ją jednak goni i oboje z Miśkiem wiemy, że żywa by z tej łapanki nie wyszła. Kiedy podczas kolejnego ataku na kocinę rzuciłam w Rexa polanem, Misiek odebrał to jako przyzwolenie do ataku, również dla siebie ( a co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie :mad: ). Zawsze zresztą, kiedy podnosiłam głos na Rexa, Misiek mi wtórował. Rex ma naturę dominatora, Misiek to buntownik. Na początku jego pobytu u mnie kilka razy dotkliwie potraktował moją dawną kotkę. Jego były pan opowiadał mi, że zagryzał wszystkie koty, jakie mu się nawinęły... W naszych szopach mieszkały dzikie koty, które tak się kryły, że nie wiedziałam o ich istnieniu. Dojeżdżałam wtedy do pracy 30 km, więc po powrocie nie miałam sił niczego się domyślać, aż któregoś razu zobaczyłam, jak Misiek goni małe kociątko, za nim oddana mu bez reszty śp. Lula, pobiegłam ze sporym już brzuchem ( byłam w ciąży) przez pola do lasu, a tam na moich oczach psy pod przewodnictwem Miśka rozszarpywały kociątko, kopnęłam Miśka w zadek i chwyciłam kocię, ale ono było już w agonii i jeszcze w ostatnim odruchu bardzo boleśnie złapało mnie za palec - kiełek przebił mi paznokieć. Myślałam, że zemdleję z bólu, złapałam wtedy kamień i rzuciłam za Miśkiem, kazałam mu się wynosić, Lula dostała w doopę, ale, że była koślawa ( po nosówce jej tak zostało), więc dostała lekko. Miśka przez kilka dni nie chciałam znać. Nie dostawał żarcia i nie patrzyłam na niego. Leżał skubany, z głodu oczy mu wyszły, pysk ze smutku się wydłużył, ale nie poszedł do swojego dawnego pana - jego posesja jest zasięgu wzroku. Leżał i patrzył. W końcu powiedziałam mu, że jeżeli chce za mną mieszkać, musi akceptować wszystkie żywe stworzenia. I tak się stało - wszystkie koty mogą z nim robić co chcą...wychował kilka pokoleń. Odnośnie wieku: Misiek urodził się w Piotrkowie Trybunalskim. Wychowywały go dwie starsze babcie, leżał na fotelu i spijał śmietankę. Tak było lat 8, potem został przywieziony do rodziny na wieś i tam był lat 2, potem wypatrzył go sąsiad i u niego Misiek był - liczył doładnie 8 lat, u mnie jest od 2001... 6 rok...
-
Natomiast Loozy, jeżeli chodzi o sucze, to liczyłam przynajmniej na komitet protestacyjny 8) Się nie doczekałam.