Wspaniała historia z tym karpiem.
U moich rodziców w domu zawsze dostawaliśmy karpia od mojej, nieżyjącej już niestety, babci gdy wracaliśmy z wigilii. W związku z tym takich problemów nie było, poza jednym rokiem. Nie pamiętam już z jakiego powodu zamordowanie karpia spadło na moich rodziców.
Karp został zakupiony i położony na balkonie (mróz), ponieważ nikt nie miał sumienia zabić ryby. Poleżał trochę na mrozie i rodzice wzięli karpia do domu. Po położeniu na blacie karp się poruszył:) W związku z tym tatuś natychmiast napełnił wannę i ryba powędrowała do wody. Natychmiast tam odżył, pływał że aż miło. Rodzice po dłuższym zastanawianiu się postanowili zawieźć go do stawu. Napełniliśmy wiaderko (było w domu, bo wówczas u nas na osiedlu często brakowało wody) i z rybką do samochodu. Staw był obok domu mojej drugiej babci, tam ryba odzyskała wolność:) Tamta wigilia była bez karpia i było z tego powodu trochę nieprzyjemności (czasy ogólnego niedoboru), ale cóż, przecież nikt by karpia nie zabił. U nas w domu na szczęście ten problem nie istnieje. Żona zje trochę karpia u teściów, a ja nie jadam "od zawsze". Dla mnie karp nie jest zbyt smaczny, a mówiąc dosadniej smakuje jak woda z Bugu;) Jadam za to rybę po grecku robioną przez moją lepszą połowę z ryb morskich (nie mają takiego posmaku jak rzeczne)
Szajbus, z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia życzę Tobie i wszystkim odwiedzającym ten wątek wszystkiego, co najlepsze, spokoju, pogody ducha i co tylko można sobie zamarzyć.