Też nie cierpię sylwestra. Zarówno Norcia, jak i Saruśka bały się bardzo wystrzałów. U Norci środki farmakologiczne działały, była otępiała ale widać, że spokojna. U Saruśki po środkach uspokajających był koszmar (podaliśmy tylko raz) i baliśmy się, że może się to źle skończyć:( Później cały czas podawaliśmy taki ziołowy środek, który wyciszał Saruśkę, ale nie otępiał. Bała się, ale znosiła huk ciut lepiej. Oczywiście najlepszym lekarstwem był kocyk w łazience. Nasza mała cholera śpi teraz na sofie i jak na razie wygląda, że hałas większego wrażenia na niej nie robi i mam nadzieję, że tak zostanie po hukowym szczycie o północy.
Szajbus, wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym roku. Dużo zdrowia, radości i pogody ducha.