Pierwszych kilka dni odchudzania małej mordki za nami. Nie jest mi łatwo, bo Gajulka jest przyzwyczajona do smaczków. Gdy idę do lodówki (tam są kacze przysmaki), albo w miejsce gdzie są inne przysmaki, Gajka patrzy na mnie wielkimi oczami, a mi się serce kraje. Podobnie jest na spacerkach, bo zazwyczaj miałem saszetkę ze smakołykami. Na razie daję radę.
A na dobry koniec weekendu fotka Gajulca wpatrzonego w Lepszą Połowę podczas weekendowych wędrówek