Dla mnie np. transport psa w przypadku adopcji byłby bardzo ważny. Dlatego, że nie mam samochodu, nie mam przyjaciół ani rodziny majacej samochód, taksówkarz psa (często "pachnącego" schroniskiem) nie chce zabrać, a gdybym poprosiła kogos z pracy o przysługę, popukałby się w czoło i zapytał, czy w mojej miejscowości jest za mało psów, żeby jeszcze jakiegoś "ze świata" ściągać. Nie wyobrażam sobie też wiezienia zupełnie obcego śmierdziuszka pociągiem. Z moimi kolanami ktoś musiałby mnie do pociągu i z niego wnieść na rękach :evil_lol: Kiedyś, w mlodości, jeździłam pociągami i autobusami z psami, i zawsze spotykałam się z nieprzychylnością pasażerów i kierowców.
Ale: decydując się na adopcję psa uważam, że od tego momentu jest on już "mój", czyli zwracam kasę za transport z nawiązką - bo transport to nie tylko paliwo, ale także amortyzacja samochodu i czas osoby, ktora psa przywozi. Uważam, że jak najbardziej na miejscu jest też ofiarowanie dodatkowego datku na ratowanie następnych bied.
Podobnie z kosztami sterylizacji - albo w nowym domu, a jeśli przed adopcją, to ze zwrotem kosztów. Tak uważam ja, Isiak. Basta.