-
Posts
12546 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by konfirm31
-
Nie wiedziałam o tym, ale widocznie od samego początku, byliśmy sobie przeznaczeni. Tak chciał LOS...... Historia Aresa i moja, zaczęła się w grudniu 2014r. Była zima, mróz i coś stale skomlało "na starych blokach". Poszłam tam z moja Panią Krysią - kopiuję swoje stare posty z wątku o Bezdomniakach Makowskich Napisany 06 grudzień 2014 - 20:40 Pomału dochodzę do siebie. Z psem, było nie lepiej, tylko gorzej. Kiedy byłyśmy półtora tygodnia temu, pies był uwiazany na sznurku przed komórką (?)pod którą wykopał sobie jamkę na pół pupy. Sznurek na szyi, przybity do budy, krótki. Teren malutki, obs....any , z furteczką. Byłyśmy, rozmawiałyśmy z rodziną właściciela, bo jego - nie było. Prosiłyśmy o dłuższe uwiazanie psa, no i o budę. Zima tuż tuż. Miało się zmienić na lepsze. Przyszłyśmy, było gorzej. Sznurek był taki krótki, że pies nie mógł się normalnie położyć , bo by się powiesił. Na szyi był ciasno zawiązany. Miska, widoczna na zdjeciu, jest poza zasiegiem psa....... Zadzwoniłyśmy do Pani z Urzędu gminy, ze stosownego referatu . Powiedziała, że zajmuje się tylko psami bezdomnymi, a ten - ma właściciela. Zadzwoniłam do Powiatowego Weterynarza - nieczynne - nikt nie odbiera. Zadzwoniłam do Malagos, porozmawiałyśmy. Zadzwoniłam na policję. Przyjechali. Spisali protokół z zastałej sytuacji. Dobrze, że koleżanka jest wolontariuszką,bo ja mogłam tylko mówić, że każdy obywatel jak coś takiego widzi, to ma prawo i obowiązek interweniować. Miałam pełne usta Ustawy o Ochronie Zwierząt i....żadnej legitymacji, a tego wyraźnie oczekiwała policja. Panowie z policji, byli bardzo pomocni i mili. Poszłyśmy z nimi na górę - gospodarz był, ale - nierozmowny. Znowu była rozmowa tylko z rodziną. Policja poprosiła o zabranie psa do domu. Zeszłyśmy. Policja pojechała. Przyszedł mój TZ z obrożą i ze smyczą. Nikt po psa nie zszedł. Pożyczyłam od sąsiadów nóż, weszłam na teren "ogródka "(?), odcięłam psa, nałożyłam swoją obrożę i zaprowadziłyśmy go na górę. Pies nie chciał tam zostać, chciał znowu wyjść z nami........ Zdjęcie fatalne, ale to z telefonu i już było ciemno Jutro idę tam z koleżanką(Pani Krysia - wolontariuszka), zobaczyć, co z psem, ew. przymocować go do tej komórki na dłuższej lince(rano polecę do sklepu i kupię), bo po ciemku, bez narzędzi i w kupach, było to niemożliwe (no i linki nie miałyśmy). Pani Krysia, da mu jeść i pić, da też piguły na robaki. Gdybyśmy miały go gdzie zabrać, to byśmy go nawet "wykupiły". Ale - nie mamy gdzie :(. Malagos pytała u swoich sąsiadów - maja dużą i....ciężką budę. Oddadzą za darmo(dziękujemy stokrotnie)'.Pani Krysia, szuka samochodu z przyczepą, albo - żuka. Bo idzie zima, a pies pewnie budy od właściciela - nie doczeka. A zima się spóźnia, ale z pewnością - przyjdzie....... Pies nosi dumne imię ARES :( ************************************************** Napisany 07 grudzień 2014 - 16:20 Dzisiaj byłam z drugą Panią Wolontariuszką - Marzeną. Przed blokiem, zastałyśmy psa. Poznał mnie, podbiegł się witać. Poszłyśmy z nim na górę, do mieszkania. Gospodarza - nie było - tylko rodzina. Zmieniłam psu obrożę na dobrze dopasowaną, dałam dwie smycze i łacznik, powiedziałam, że staramy sie o wypozyczenie budy. Pani Marzena, tłumaczyła, jak należy zajmować się psem i że pies , to przyjaciel człowieka. Ona zna dobrze tych ludzi i wie, jak wiele spraw wyjaśnić. Obiecałam, że przyjdę z tabletkami na robaki i z kroplami na pchły (kupię u weta po niedzieli). Zostawiłyśmy jedzenie dla psa. ************************************************************ Ares spowodował, że zapisałam się do TOZ (Oddział Warszawski), ukończyłam kurs i zostałam społecznym inspektorem TOZ Chodziłam do niego często, próbowałam zmienić jego życie tam na miejscu - niestety, nie udało się. Zimę,Ares przetrwał (na szczęście) w mieszkaniu, ale wraz z ociepleniem - wrócił pod ściankę. Cały czas widziałam i słyszałam, jak Ares szarpie się uwiązany na krótkim sznurku lub łańcuchu, najczęściej bez wody, skomlący, proszący o uwolnienie. Czasem na krótko odzyskiwał wolność i widywałam go, jak biega radośnie po okolicy i podbiega do mnie, a ja go drapałam za uszami. Szła mokra wiosna, a on znowu pod ścianką.....No to budę mu kupiłam. Będzie miał chociaż schronienie Niestety - buda z nieprzybitym przez właściciela dachem(zrzuconym przez skaczącego Aresa), za chwilę byłaby kolejną "ruiną", zdobiącą bezproduktywnie "przydomowy ogródek". Właściciel nie chciał/nie mógł, zabrać Aresa do domu, więc ten biedak uwiązany "na krótko" , tkwił tam na wygonie. Był spuszczany głównie na noc, a czasami "uwalniany" przez sąsiadów, którzy mieli dosyć jego zawodzenia. Nie miał najczęściej wody, schronienia - na dobrą sprawę- też nie. Tkwił we własnych odchodach. Wszystkim przeszkadzał. Ares nie był zagłodzony, nie był bity ani zastraszany. Kochał swojego Pana, a ten też go kochał, ale zbytnio się nim nie zajmował. Psem zajmowała się mama i bratowa i miały tego zajmowania się, serdecznie dosyć. I tak to trwało. Kolejnego mocno ciepłego dnia, Ares znowu był bez wody, buda nadal rozwalona, on na krótkim łańcuchu, oplatanym ciasno na szyi, bo "zdejmował obrożę, co ją pani dała...." Jako społeczny inspektor TOZ, mogłam wnioskować o odebranie psa ze względu na notoryczne naruszanie Ustawy o Ochronie Zwierząt: Art 4 ustęp 9, 11, 14,15; Art 9 ustęp1,2; Art 7 ustęp 4. Dokumentację miałam obszerną........Pies by wylądował w Schronisku(na koszt niewypłacalnego właściciela) i nie mógł by być wydany do adopcji, dopóki sąd by nie rozstrzygnął o dalszych jego losach.......Zupełnie bez sensu to nasze prozwierzęce (?) ustawodawstwo :( Porozmawiałam z właścicielem, wyjaśniłam całą sprawę i właściciel zrzekł się go nieodpłatnie(mam podpisany dokument) na rzecz TOZ i ............mnie. Tak Ares został moim psem i wzięłam za niego odpowiedzialność. Ares wylądował na krótko w TGPP i chodziłam tam codziennie go karmić, poić, wyprowadzać, sprzątać boks. W samej końcówce, zdążył jeszcze zachorować na babeszjozę - ale udało się! Imizol szybko podany, czyni cuda :) Chłopak pojechał do wspaniałego psiego hotelu i rozpoczął nowe życie w Papryczkowie - czyli w Psiej Chacie. Oczywiście, szukam mu domu :). W załączeniu, wybrane zdjęcia z kolejnych dotychczasowych etapów życia Aresa. Teraz czekamy na zdjęcia i informacje z Psiej Chaty, no i mam nadzieję, że niedługo i ze swojego wymarzonego domu......
-
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
konfirm31 replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
Zadzwoniłam. Pan miły i sympatyczny, ale 10 kg psa, to zbyt dużo do koszyka na rowerze, a za mało, żeby biegać "za" - tak powiedział. I nie był specjalnie zainteresowany. Przez chwilę, pomyślałam o Lerce i nawet coś zaczęłam bąkać , ale TZ z kanapy, załypał na mnie złowrogo. No, to przestałam. Z resztą, Lerka nie lubi tracić kontaktu z podłożem, ani być na wysokości - podniesiona z ziemi, czuje się mocno niepewnie....... -
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
konfirm31 replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
Właśnie wróciliśmy z lasu. Lerka była przeszczęśliwa. Bliss - też. Las już jest mocno zielony, zawilce więdną, konwalie jeszcze nie kwitną. Kwitnie gwiazdnica wielkokwiatowa, przetacznik perski, niezapominajka, gajowiec żółty, bodziszek leśny....i viola silvestris..... :). Na obrzeżu lasu - wspaniałe mlecze, ale tych, nikomu nie trzeba demonstrować :) -
Byliśmy w lesie, wróciliśmy bez(?) kleszczy. Konwalie dopiero chcą się puścić ;). Ewo, mam różową obrożę do zwrotu - przy najbliższej okazji :) Leśne zdjęcia, na wątku Lerki :) Zapraszam na wątek Aresa http://www.dogomania.com/forum/topic/146845-ares-czyli-nie-unikniesz-przeznaczenia/
-
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
konfirm31 replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
Dzięki :). Dostałam i będę dzwonić :) -
Też tak pomyślałam......
-
Dyszobabę - polecam :). Będę mieć do Ciebie blisko :), a "cywilizacja"= Różan ;) - blisko. Makowianki latają za psami i kotami, ale pomału zwalniają bieg ;)
-
I odjajczenie (w niedalekiej przyszłości), też chłopakowi dobrze zrobi.
-
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
konfirm31 replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
To by był wspaniały dom dla Pomi. Jak koszyk większy, to i na rower się nada. A że lubi biegać, to można i do biegania przy rowerze przyuczyć. Krysia Karniewska, daje mi do zrozumienia, że nie chce żeby Pomi zbytnio u Niej zaległa :). Do Zegrza, chętnie dowieziemy dziewczynkę na okazanie - znaczy, oryginał dostarczymy ;). Jak nie - zabierzemy z powrotem. Nutusiu, popytaj :) -
Nastał nowy dzień, po mojej pierwszej dobrze przespanej nocy - pierwszej od dłuższego czasu. Psy wyczuły, że pani wraca do normalności i witały mnie rano radośnie, jak kiedyś. Nie muszę gnać do Aresa, ani do bidulek szczeniorków i ich mamy :) Wszystkie psy zaopiekowane przewspaniale (cała siódemka :) ) i Mała już nie bedzie biegać głodna i z brzuchem po śmietnikach. Jest dobrze. Niedługo, jedziemy odwiedzić Krysię Karniewską, Blusa i Pomi - zawieźć psiakom karmę, pogadać. Potem powrót do domu i psacerek po lesie Na Grzance - tam, chyba mniej tych kleszczy, niż w innych makowskich lasach. Psy się wybiegają, zobaczę, czy już kwitną konwalie?
-
Frodo pojechał do nowego domu!!!! Trzymajcie kciuki!
konfirm31 replied to Xibalba's topic in Już w nowym domu
I ja jestem po dłuższej niebytności. Witaj Frodo:). Nawet nie wiesz, że pozazdrościłam ;) Twojej opiekunce i też sobie sprawiłam ...."utrzymanka"? Chłopak nie ma jeszcze nawet swojego wątku, ale niedługo mu założę. I też, rzecz jasna - szuka domu :) -
~ Psiaki z naszej wsi ~ szczesciarz Sonek na swój domek :)
konfirm31 replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Co u malagossów i Pikusia? -
Sonia - uroda może i przeciętna, ale charakter - ANIELSKI! :)
konfirm31 replied to Nutusia's topic in Już w nowym domu
Cieszę się, że u Soni kwitnie szczęście, ale trochę modów mi żal.......Całkiem zniknęli w nowej dogomanii ? -
Ale tu fajnie :) .
-
Co u Was? Jak Szerlok?
-
Cieszę się, że jest dobrze :) i mam nadzieję, że chłopak u Was znormalnieje. Dziękuję za jego przyjęcie pod Wasz dach :) Ares jest wspaniały( i bardzo ładny), ale niestety, z kolosalnymi brakami w wychowaniu i z energią, której by starczyło dla kilku zwykłych psów. Jest bardzo szybki i dynamiczny. Na smyczy, ciągnie jak dobry traktor i wcale mu nie przeszkadza, że ta smycz przechodzi mu pod brzuchem i oplątuje łapy. On albo był na krótkiej uwięzi pod ścianką, albo puszczany luzem. Ma ogromny talent do uwalniania się z obroży (musi być ciasna). To pewnie pochodna zamotanego ciasno na szyi sznura, lub łańcucha. Lubi skakać na człowieka na pierś, na plecy i szczególnie jest taki poufały w stosunku do pań. Z panami - bardziej się liczy (był psem mężczyzny i jest to wyczuwalne), ale za to łatwiej jest im wzbudzić jego silną niechęć.Póki co, to typowy seksista ;). Przyparty do przysłowiowego "muru", walczy zębami i pazurami o wolność. Pani Ewie, nie chciał oddać zabranego samowolnie jedzenia (ja mogłam mu zabrać). Nie bardzo wiem, jaki jest do psów. Malucha z boksu obok, szybko polubił i przyjaźnie się zachowywał. Razem chodzili na spacerki - każdy na swojej smyczy. Tyle, że Fifi wolno i spokojnie, a Ares chciał gnać gdzieś przed siebie , hen......
-
Superowo :). Pianeczka zasługuje na wspaniały domek :). A Wrocław - nie na końcu Świata :)
-
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
konfirm31 replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
Dziękuję :). Właśnie przestaliśmy biegać i zaczynamy się delektować. TZ przysypia na kanapie, ja siedzę w necie, ale też ziewam. Psice, też śpią..... Spokojnie i sennie..... Jutro jedziemy do Krysi Karniewskiej zawieźć karmę i odwiedzić Pomi, w sprawie której nikt nie dzwoni.....A to taka fajna sunia. -
Pierwsza i druga, to dziewczynki. Reszta, to chłopaki. Wszystkim im życzę wspaniałych domów i dziękuję Pani Małgosi za pomoc :) Mama= Mała, już w szpitaliku. Dziś lub jutro - sterylizacja. Żadnych dzieci, już mieć nie będzie. Nie będzie kolejnych, niepotrzebnych psich istnień Ares tez już w Papryczkowie. Podróż była szybka i bez żadnych kłopotów. Psy były grzeczne i spokojne :) Dzięki, Pati :)
-
Szczeniorki są już u Pani Małgosi :)
-
Z rana, wizyta u "naszego weta", rozpiska z leczenia Aresa, spotkanie z Aresem - spacerek, sprzątanie boksu(mało nabrudzone), małe śniadanko - zjadł. Antybiotyk - udało się tylko podać połowę, ale nie chciałam go stresować walką przed podróżą. On mocno reaguje na łapanie za kark(złe skojarzenia?), zwłaszcza, jak w łapiącej ręce jest coś niemiłego ;). W dodatku, ma w takiej sytuacji tendencję do robienia padu na plecy i młócenia łapami. Solidnie mnie wczoraj podrapał w czasie robienia mu zastrzyków przez weta. Potem wróciliśmy do domu, przebraliśmy się w suche ciuchy, krótki spacerek z własnymi psami i...po szczeniaki i mamę. Zaraz przyjechała Pati, Pan już na nas czekał. Biedny, miał łzy w oczach - ale tak trzeba. To dla dobra psów. Żeby miały dobre, szczęśliwe życie...... Szczeniaki w kontener, mama (przy pomocy Pana), została załadowana do drugiego kontenerka. Po sterylce, Małą przywieziemy do Makowa, do Pana - pojedziemy po nią wspólnie Nim, żeby nie skakała zbytnio w aucie po operacji. Bedzie spokojniejsza - widać, że go kocha. Teraz po Aresa. Cieszył się, że znowu jesteśmy , no i w dodatku z fajną Panią a i psich gości, też przywieźliśmy :) - w dodatku - dobrze mu znanych: siostrę/żonę i przynajmniej jeden z chłopaków, chyba jest jego :). Ares obsikał kilka razy koło od samochodu, poszedł na spacer, posiusiał, dał się się pomiziać Pati, wrzuciłyśmy do kontenerka Aresa (obok Małej) pyszne kostki i kiełbasę i........chłopak już w środku ! Udało się! Pojechali...... Z tego wszystkiego, zapomniałam o zabraniu aparatu i robieniu zdjęć, przekazaniu Pati paczki dla maluchów i do Psiej Chaty. No, to wysłałam Panu Pawłowi skan z zastosowanego leczenia babeszjozy u Aresa, a resztę - wyslę pocztą, razem z podpisana umowa. Do Pani Małgosi, dowieziemy paczuszkę, jadąc po Małą Ewo, mówisz, ze jesteś pod wrażeniem, mojego poświęcenia dla Aresa. Nie czuję tak tego. W chwili, kiedy go poznałam, klęczącego na krótkim sznurku na mrozie w zimie bez budy i pod ścianką i wezwałam policję z prośbą o interwencję - powiedziałam "a" w jego historii i....mojej. Potem próbowałam wielokrotnie pomóc mu tam, gdzie był. Nie udało się. A zima - z pewnością by wróciła, jak co roku......W dodatku, ilekroć szłam ze swoimi psami na spacer w tamta stronę, słyszałam jak Ares wyje uwiązany. Prawie zawsze - nie miał wody. A upały - pewnie będą...... Wiem, że wiele wiejskich psów , ma jeszcze gorzej. On dostawał jeść i nie był bity, ani zastraszany przez właściciela. Ale.........nie słyszę na co dzień, jak wyją tamte psy, nie widzę, że nie mają wody, że marzną, że nie mają dachu nad głową. Że tęsknią do człowieka...... Wierzę, że Ares znajdzie swój dom. Swoją drogę do niego, zaczął w Papryczkowie. Czekam na info, że już tam jest :)