Jump to content
Dogomania

konfirm31

Members
  • Posts

    12547
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by konfirm31

  1. Z rana, wizyta u "naszego weta", rozpiska z leczenia Aresa, spotkanie z Aresem - spacerek, sprzątanie boksu(mało nabrudzone), małe śniadanko - zjadł. Antybiotyk - udało się tylko podać połowę, ale nie chciałam go stresować walką przed podróżą. On mocno reaguje na łapanie za kark(złe skojarzenia?), zwłaszcza, jak w łapiącej ręce jest coś niemiłego ;). W dodatku, ma w takiej sytuacji tendencję do robienia padu na plecy i młócenia łapami. Solidnie mnie wczoraj podrapał w czasie robienia mu zastrzyków przez weta. Potem wróciliśmy do domu, przebraliśmy się w suche ciuchy, krótki spacerek z własnymi psami i...po szczeniaki i mamę. Zaraz przyjechała Pati, Pan już na nas czekał. Biedny, miał łzy w oczach - ale tak trzeba. To dla dobra psów. Żeby miały dobre, szczęśliwe życie...... Szczeniaki w kontener, mama (przy pomocy Pana), została załadowana do drugiego kontenerka. Po sterylce, Małą przywieziemy do Makowa, do Pana - pojedziemy po nią wspólnie Nim, żeby nie skakała zbytnio w aucie po operacji. Bedzie spokojniejsza - widać, że go kocha. Teraz po Aresa. Cieszył się, że znowu jesteśmy , no i w dodatku z fajną Panią a i psich gości, też przywieźliśmy :) - w dodatku - dobrze mu znanych: siostrę/żonę i przynajmniej jeden z chłopaków, chyba jest jego :). Ares obsikał kilka razy koło od samochodu, poszedł na spacer, posiusiał, dał się się pomiziać Pati, wrzuciłyśmy do kontenerka Aresa (obok Małej) pyszne kostki i kiełbasę i........chłopak już w środku ! Udało się! Pojechali...... Z tego wszystkiego, zapomniałam o zabraniu aparatu i robieniu zdjęć, przekazaniu Pati paczki dla maluchów i do Psiej Chaty. No, to wysłałam Panu Pawłowi skan z zastosowanego leczenia babeszjozy u Aresa, a resztę - wyslę pocztą, razem z podpisana umowa. Do Pani Małgosi, dowieziemy paczuszkę, jadąc po Małą Ewo, mówisz, ze jesteś pod wrażeniem, mojego poświęcenia dla Aresa. Nie czuję tak tego. W chwili, kiedy go poznałam, klęczącego na krótkim sznurku na mrozie w zimie bez budy i pod ścianką i wezwałam policję z prośbą o interwencję - powiedziałam "a" w jego historii i....mojej. Potem próbowałam wielokrotnie pomóc mu tam, gdzie był. Nie udało się. A zima - z pewnością by wróciła, jak co roku......W dodatku, ilekroć szłam ze swoimi psami na spacer w tamta stronę, słyszałam jak Ares wyje uwiązany. Prawie zawsze - nie miał wody. A upały - pewnie będą...... Wiem, że wiele wiejskich psów , ma jeszcze gorzej. On dostawał jeść i nie był bity, ani zastraszany przez właściciela. Ale.........nie słyszę na co dzień, jak wyją tamte psy, nie widzę, że nie mają wody, że marzną, że nie mają dachu nad głową. Że tęsknią do człowieka...... Wierzę, że Ares znajdzie swój dom. Swoją drogę do niego, zaczął w Papryczkowie. Czekam na info, że już tam jest :)
  2. Rudzik ma ogłoszenia na stronach makowskich http://www.makowmazowiecki.pl/ https://www.facebook.com/AdoptujPsiakazMakowa?ref=profile Istnienie tej ostatniej strony, to zasługa Pani Ewy, która jako pierwsza zaopiekowała się chłopakiem podbalkonowym, a teraz pomaga wielu bezdomnym psom i kotom makowskim.......
  3. Dzięki za kciuki. Aresowi już dzisiaj w 6 godzin po imizolu, było lepiej. Ucieszył się biedak, kiedy zobaczył mnie i TZta. Teraz dużo pije(dostał steryd), ale to dobrze, bo się płucze. Pospacerkował z Tomkiem, a ja posprzątałam boks. Jak wrócił, zjadł całkiem sporo gotowanego ryżu z kurczakiem. Jutro, jedziemy do niego na 8.30 i mam nadzieję, że uda mi się mu zrobić zastrzyk z antybiotyku. Mojego weta, strasznie znielubił po dzisiejszym dniu i nie chcę go nadmiernie nakręcać przed podróżą. Obszukałam go całego - kleszczy już nie znalazłam. Ares robi duże postępy w akceptowaniu bliskiego kontaktu z człowiekiem, tyle, że głównie ze mną :(, ale i TZtowi też już ufa. Dwa albo 3 lata swojego życia, stracił stojąc uwiązany pod ścianką, lub latając luzem, gdzie nos i oczy poniosą.....
  4. Pani i Pan latają w sprawach innych psów, a własne - siedzą same :(. Póki co - grzecznie. Lerka odzyskała radość życia, a Bliss spokojnie to toleruje. Co rano, Lerka jak kiedyś, przynosi mi zabrane wcześniej kapcie, i śpi na fotelach a Bliss podchodzi do tapczanu i nadstawia głowę do głaskania i drapania.
  5. Niedoczynność tarczycy, to jeden z ubocznych efektów kastracji - zarówno u psów, jak i suk....:( A idąc do lasu/na łąkę , stosować repelenty - np OFF. Psa, też można nim dopsikać. Miłej ;) lektury http://medycynapracy-portal.pl/prawo/wydawnictwa/poradnik_borelioza_dla_bhp.pdf Moją koleżankę, użarł kleszcz z boreliozą w jej własnym, przydomowym ogrodzie. Von Karajana - kleszcz z wiedeńskiego trawnika.......One są wszędzie.....Niestety :(
  6. Trzymaj, Nutusiu. Wreszcie musi być dobrze......
  7. Póki co, żaden kleszcz mnie nie użarł, ale Aresa - niestety tak. Miał i głodne i niestety - napite zarówno na na początku i po nałożeniu obroży p. kleszczowej. I nie zawsze, dawał je z siebie zdjąć :(. Niestety, dopadła go babeszjoza :(. U nas, urodzaj na kleszcze..... Od wczoraj gorzej jadł, dzisiaj rano - wcale (ale parówki - tak). Posmutniał, ale energii i werwy - nie stracił. W południe, podjechałam do niego z "moim" panem doktorem. Temperatura - 39.....(walczył jak lew - nawet mnie podrapał :) ). Dostał imizol, antybiotyk, steryd. Zawiadomiłam Papryczkowo o całej sprawie..... Wysłałam swoje dane do umowy. O 18 jadę z TZtem do niego. Jutro rano jedziemy na 8, potem o 9 dojedzie lekarz i poda mu antybiotyk. Potem, wracamy do MM i o 11.30, pakujemy sunię i szczeniaki. I znowu - po Aresa. Trzymajcie za niego kciuki. Biedak miał niewesołe życie, a teraz, jak ma mu się odmienić na lepsze, dopadła go babeszja....... :(. W drogę do hotelu(jak imizol przestanie działać), zabierze Fiprex spot-on..... O 16 - idę do szczeniaków................nie wiem, z kim, bo "moja" Pani Krysia, ma dzisiaj operację swojego starego psa(nowotwór jądra) :(. A chcę przypomnieć Panu o dniu jutrzejszym, dać maluchom ich mamie jeść i zakropić sunię Fyprystem.
  8. Pani Ewa od Rudzika podbalkonowego, wpłaciła na sterylizację Małej, kupiła podkłady i karmę, oraz wysłała jeszcze jakąś wielką pakę z różnymi psimi różnościami - spotkałam Ją na poczcie. Mała zapadła Jej w serce i często ją karmiła, kiedy biedulka biegała głodna i w ciąży po śmietnikach. Są dobrzy ludzie w MM, wrażliwi na psią i kocią biedę...... Ja, póki co, karmię czeredkę(razem z Panią Krysią) i....biegam do Aresa. Jego kolega Fifi znalazł dom (hurrra!!), więc od jutra(na szczęście - krótko), będzie sam, a ja "niezastąpiona" ;) biegam do niego rano i wieczorem. A w środę - transport. Przeraża mnie wszechobecność kleszczy :(. Z Aresa, zdjęłam kilka dorodnych egzemplarzy już na samym wstępie, założyłam mu nową obrożę Pess(niestety, z permetryną), zdjęłam kolejne - też napite :(. Dzisiaj, spsikałam go fipreksem, chociaż bardzo protestował. W dodatku, Ares broni swoich kleszczy(tych na głowie i szyi), jak niepodległości :(. W lesie z Lerką(krótka i jasna sierść), w krótkim czasie, kilka razy zdjęłam wędrującego kleszcza. Po powrocie do domu, obie panienki pofipreksowane dodatkowo
  9. Lerka bez kiecki. Wpadlismy po drodze do lasu - masakra. Jedno kleszczowisko. Lerka oczywiscie, odzyskała humor i chęć podgryzania Bliss. Końcżę, bo zaraz lecę z Krysia do szczeniaków i suni. Druga dawka "na robale" no i karmienie codzienne......
  10. Dzieki za wsparcie - ja tez tego nie ogarniam. Jak złapie oddech - napisze co i jak
  11. Codzienne porannne wizyty u Aresa, a popołudniowe - u suni i szczeniaków. Karmienie (i tu i tam), sprzątanie boksu, spacery - to tylko u Aresa. Obroża Pess z permetryną - zupełnie nieskuteczna - stale zdejmuję z niego kleszcze. Jutro w Ostrołęce, kupię jemu i Małej spot - on z fipronilem. No i smycze, obroże i adresatki. Bo jutro o świcie - muszę w taxi i do Aresa - sprzątanie, spacerek, karmienie, pojenie. W tej działalności, jako singelka. Potem, jedziemy do Ostrołęki do lecznicy, zdjąć szwy (i kieckę) Lerce, Bliss - zrobić kontrolną morfologię po babeszjozie, oraz zrobić te bardziej ambitne zakupy weterynaryjne ;). Potem, w MM, kupić obroże, smycze i adresatki dla dorosłych psich podróżników :) Po południu - do suni ze szczeniakami - z moją Panią Krysią - ofkors :) - zanieść jedzonko O matko ;)
  12. Chyba masz rację, Irenko. Czysty ageizm u tego Świętego - ot co ;)
  13. Nutusiu, a czemu domek z goldenką nie będzie dobry dla Imki? Może w takim razie, Pomi się nada ;). Jak trzeba, zawieziemy :).
  14. I mnie jest słodko i promiennie jak na to patrzę i to czytam :)
  15. Wczoraj była u nas Mazowszanka po budę po Aresie (zabrała ją do siebie na wieś na działkę) - będzie dla Jej bezdomniaków i .......chyba ;) Lerka podbiła i Jej serce. Gosia zrozumiała moje lerkowe zauroczenie. Bo malizna jest słodka i przezabawna :)
  16. Nie lubisz czerwonego? ja też nie za bardzo ;). W ramach majówki, latam do Aresa (sprzątać boks, karmić, poić i wyprowadzać) i do szczeniaków - karmić , odrobaczać itd. Bardzo się cieszę, że wkrótce sobie pojadą - cała siódemka :D ( w dodatku, do takich wspaniałych miejsc), a ja wreszcie znormalnieję :) .
  17. Pozdrowienia dla Ptysia i Pianki - psów z Radys, a teraz szczęśliwych :) . No i dla całego Papryczkowa - ludzkiego i zwierzęcego :) Dzięki za Aresa. On o tym nie wie, ale się pakuje ;). Dzisiaj rano jak zwykle, zasuwam do niego. Sprzątnąć boks, dać jeść i pić, zaliczyć szarpany spacerek. Wieczorkiem - do szczeniaków. Dzień jak co dzień (ostatnio ;) ). Bardzo się cieszę, że wkrótce całe to towarzystwo( w sumie 7 psów) "spadnie" z mojej skołatanej głowy ;) i będę miała tylko dwa własne ;)
  18. Trafiłam :). Kredka, to mniejsza Blisia, a Krasnal - łaciata Lerka ;). Tyle, że u nas czapeczkę/okularki? ma Lerka, a nie Bliss. Fajny wątek, tylko szkoda, że zdjęcia "padły" .
  19. Nie martw się :) Już znalazłam http://www.dogomania.com/forum/topic/29547-kredka/ i idę czytać :) Na zdjęciach - Lerka w przerażającej czerwonej sukience - wkrótce p zabiegu. jak jej sukienke zdejmę, to skacze na dwóch łapkach rzuca sie z dzikim warkotem na pęciny Bliss i odzyskuje radość życia. Jak nałożę - klops :(. Musi jeszcze dotrwać do poniedziałku. Brzuszek ładny, ale sterczą z niego czarne nici. Przerażająca sukienka, nadal niezbędna. Unieruchamia Lerkę.
  20. Nie wyadoptujemy go z ulicy :(, chociaż jest piękny i łagodny.......
  21. Wiem, że Pani Małgosia, to cudowna osoba i Jej Mama - też. Rozmawiałam, weźmie maluszki, wysterylizuje i "przechowa" ich mamę tj Małą. Flo, wyślij mi adres na pw. Dzisiaj wieczorem idę z Krysią do maluchów i Małej, a w środę, pojadą po lepsze życie. Ares - też ;). To wspaniałe, że istnieje dogomania :) i ludzie pomagający psom w potrzebie :)
  22. Gdzie szukać tego wątku? Lerka ma fotkę w sukience. Obowiązkowo :)
  23. Całkowicie popieram malagos :). Kiedyś, na te chowające się, pomagał Św. Antoni. Teraz w niego nie wierzymy, to przestał
×
×
  • Create New...