-
Posts
13288 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by ulvhedinn
-
Wszystkie pieski i inne zwierzątka które odeszły w 2009r
ulvhedinn replied to wtatara's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nieznany pies, którego ciało, a własciwie jego resztki, znalazła Gosik :-( mam tylko nadzieję że umarł naturalną śmiercią, a jego właścicielowi po prostu zabrakło siły na wykopanie porządnego grobu... :-(:-(:-( -
Byłyśmy z Gosik, widok rzeczywiście koszmarny, ale to na szczęście nie Gaba, za mały ten pies.... Po namyśle dochodze do wniosku, że on chyba komus umarł i z racji mrozów, a moze braku siły został płytko zakopany, a nadgnite ciało wyciagneły i objadły zwierzęta- dziki, lisy, może psy... w płytkim dołku został kraciasty kocyk, a w nim resztki skóry z sierścią. Chyba nie chowa się psa w kocyku, jak sie go skrzywdziło? Po zębach sadząc, zbyt młody nie był... Chcemy pojechać jutro i pochowac to co z psiaka zostało, bo widok makabryczny, no i żal psiaka :-(
-
[quote name='yoreczka95']Każdy sie z tym zgodzi. Problemy zaczynają się wtedy gdy pies nie ma odpowiedzialnego właściciela. Powinien mieć a nie ma. Lata więc bez linki luzem. Właściciel nie kontroluje go. Pogryzie człowieka lub psa. Mocno pogryzie. Nie daj boże zagryzie. Wtedy idzie do likwidacji i wypchania. Bez wyjątku. Nie ma litości. Pogryziony pies ma prawo do życia w dobrym stanie. Takie jest moje zdanie. A właściciel spokojnie kupuje sobie nastepnego "amstaffa" z giełdy za 300 zł :eviltong: Jak ktos ma w doopie czy jego pies jest groźny dla otoczenia, to mu i strata psa będzie obojetna. Duzo lepsze byłyby dotkliwe kary finansowe plus np. prace społeczne (dla niektórych gorsze od grzywny :diabloti:). Bo inaczej jak zwykle najbardziej ucierpią ci, którym zależy i się starają. No i jak znam nasza polską rzeczywistość, to przepis byłby niepotrzebnie ostry, np. nie umozliwiałby wzięcia pod uwagę okolicznosci, leś psów poszłoby mniej lub bardziej sensownie do odstrzału, a potem przepis stałby się martwy.... A ja z cała pewności ą wolałabym spotkac agresywnego pita niz agresywnego bernardyna, kaukaza, czy azjatę. Z racji wielkości i możliwości.... 35 kg da się zatrzymać, czymś osłonic, wsadzić coś w zeby. 80 (lub więcej) kg - nie ma takiego mocnego, który by dał radę (chyba ze ma broń, refleks i nerwy ze stali). I prosze nie bajdurzyć na temat "siły szczęk"- to do "znawców". Sam rozmiar łba kaukaza mówi sam za siebie, a to że nie używa szczęk z całej siły, to jego dobra wola li tylko. Widziałm starcie benka z pitem i to po prostu byłoby śmieszne, gdyby nie było przerażające....
-
Prawda jest taka, że sa kolejne fale mody na "groźne psy" a za nimi idą fale strachu... Akurat na topie mamy TTB, wczesniej były dobki, rottki, kaukazy, ONy... To działa niestety tak- psy sa modne- więc kupowane przez kretynów- więc wiec zdarzają się pogryzienia- więc ludzie się ich boja- więc tworzy się mit "psa mordercy".... I dokładnie Martens ma rację- ludzie oddajac psa do schroniska tworzą bajki, wręcz epopeje, co też to piesek nie zrobił. Bywa że kłamią o pogryzieniu, o zdrowiu, o przeszłości psa. Po to żeby usprawiedliwić oddanie, nie wyjść na bezdusznych, podnieść swoją ocenę w oczach pracownika? O ugryzieniu to jeszcze małe piwo. Z lepszych numerów, to szczeniak odwieziony przez ludzi do uśpienia. znaleźli go 3 dni wcześniej po wypadku. Ze łzami w oczach opowiadali, ile to nie wydali na leczenie, badania, rentgeny, bla bla... no ale "piesek ma złamany kregosłup, tak oczywisci rtg był, nie wstaje, biedny, trzeba uśpic". Pracownikom coś nie pasowało- merdający ogon, a ja powiedziałm, ze wezme psa na leczenie. Wiecie co- pies maiła TYLKO złamana łape i kilka stłuczeń. Cała opowieść była kłamstwem....
-
Wrocław. 17 letnia maleńka suczka! BABCIUNIA MA DOMEK !!!
ulvhedinn replied to iwa77's topic in Już w nowym domu
Babcia mnie wczoraj wieczorem wprawiła w głębokie osłupienie... Posz.łam ja karmic ze strzykawką, rozpaćkanym jedzeniem i nastawieniem na protesty. A tu zaskoczenie- bo babcia stwierdziła, że właśnie że zje i sama z palców zciamała jedzonko :lol: Dużo go nie było, bo nie mozna po dłuższym prawie niejedzeniu nagle dac wielkiej porcji, ale zjadła ją SAMA!!!!!!!! -
I to jest skrajna nieodpowiedzialność. Jednak na drugim biegunie stoi fanatyczne likwidowanie kazdego psa, który chociazby zawarczał, niezależnie od kontekstu, co moim zdaniem jest tak samo chore i nienormalne.... :roll: Poza przypadkami nieopanowanej, nie dającej sie przewidziec agresji, groźnej w skutkach, wiekszość psów z łatką "agresywny" zasługuje na adopcję- pod pewnymi warunkami- najważniejszy to opdpowiedzialny własciciel- i to wcale nie musi byc szkoleniowiec i behawiorysta, wystarczy osoba z doświadczniem z psami, zrównoważona. Byłoby pieknie gdyby od takiego adoptujacego mozna było wymóc zobowiązanie do zgłoszenia się na szkolenie. Kolejny ból- to brak osób umiejących rzetelnie i z sensem ocenić psychike psa. Dwa przypadki z "mojego" podwórka- suka oceniona jako "skrajnie agresywna" miotająca się ze szczekiem po boksie, ujadała szaleńczo do ludzi, zastanowiło nas to, że wrzaski i miotanie to jedno, ale nie pokazuje zębów do nikogo... "Agresja" okazała sie potwornym stresem, pierwsze kilka dni suka biegała nerwowo po domu, nie będąc w stanie sie wyciszyć. NIGDY nikogo nie ugryzła, nawet ostrzegawczo nie kłapnęła, mimo zabiegów, operacji itp. Drugie- warcząca i kłapiąca spanielka, która robiła to, ponieważ zastarzały stan zapalny w uszach powodował potworny ból. Jeśli się nie dotykało głowy, była najmilszym psem pod słońcem. Prawdopodobnie operacja i leczenie wystarczyłyby, niestety sunia miała kilka lat, "łatkę"- została uśpiona. No i sa jeszcze ogólne luki w procedurach adopcyjnych, które w polskich schroniskach nie dotyczą tylko psów agresywnych, ale wogóle braku kontroli nad oddawanymi do adopcji zwierzętami. Zwierzęta niewykastrowane, rasowe, lub niby-rasowe są sprzedawane na lewo, zasilajac pseudohodowle, psy wydaje sie jak leci, każdemu, kto przyjdzie. Co z tego że debil nie dostanie agresywnego psa, skoro adoptuje dowolnego dużego psa z nazwijmy to "potencjałem" i zrobi z niego potwora?
-
Wrocław. 17 letnia maleńka suczka! BABCIUNIA MA DOMEK !!!
ulvhedinn replied to iwa77's topic in Już w nowym domu
Właściwie bez wiekszych zmain, poza tym że mocno schudła i ciagle nie chce sama jeść, ale trudno- od teraz spróbuje zwiększac dawki żywieniowe, bo mi babuszka gotowa umrzeć nie na nerki, tylko z wycieńczenia... Ziołami pluje dalej jak widzi :mad: -
[quote name='gosikf & dogs']Od 13. 30 do 16. 00 mam czas i jestem w domu, potem niestety znów mam zajęcia. Możemy tam pójść. Co prawda nie wiem nawet, w którym to miejscu jest ale będę błagać brata żeby mi rozrysował najlepiej jak umie. (nie wiem czemu mój post pojawił się nad twoim skoro wcześniej przeczytałam ten twój- cofam się w czasie:diabloti:)[/quote] Odezwę się jeszcze ale tak wstepnie możemy się umówić na 14.30-15....
-
7msc pobity AMSTAFF-DS/DT bardzo pilne/wroclaw
ulvhedinn replied to monika083's topic in Już w nowym domu
On jest we Wro? Potrzebuję więcej danych o charakterze, czy on bardzo jest wystraszony? Znajomy szuka psa w typie bull, ma nie byc zgresywny, ale dobrze żeby nie wiał z podkulonym ogonem- słowem, ma "robic wrażenie". ;) Głównie dlatego że narzeczona boi sie czasem wyjść na dwór, mieszkaja w niefajnej klatce, a wiadomo, dziewczynę z TTB jakos mniej chetnie się zaczepia :diabloti: No i drugie- wiadomo jak on się zachowuje w mieszkaniu? Umie zostawać? Niszczy, wyje? -
10 letnia rottka wróciła do swojego właściciela :)
ulvhedinn replied to Agnieszka(Visenna)'s topic in Już w nowym domu
Koper, a może panu by podpasował inny pies? Nie wiem, zostały jakieś inne rotty? A moze "nasz" kaukaz? Nie podoba mi sie to pytanie o rasowość :cool1: No i co będzie jak sie stróż "popsuje"? Te stawy są niepokojące... Z drgiej strony moze przesadzamy i to bedzie świetny dom dla babci... chociaz mi to się marzy dla niej ciepła kanapa :-( -
Abstrahując od konkretnego przypadku, bo raz- nie znamy szczegółów, dwa, mediom to ja nie wierzę :diabloti: to się niestety nie moge zgodzić z p. Mrzewińską, co do usypiania "agresowrów". to znaczy, owszem- ale po DOKŁADNEJ ocenie faktów. Tzn. kto zaatakowła, czy był to atak bez powodu czy ostro sprowokowany, okoliczności itd. Jeden z moich psów bardzo poważnie pogryzł, nie wiem, czy nie zagryzł, psa. Za moim pozwoleniem. Po prostu nie widziałam innej mozliwości ocelenia swojego kurdupla przed agresywnym, szczutym przez pijanych właścicieli dobermanem, niz puszczenie Mili. Mila to był bernardyn. Po walkach. W efekcie ucierpiał dobek, alternatywa była zagryzienie Pałka, lub pogryzienie mnie. Sam Pałek w młodości poszarpał twarz człowieka. Bronił mnie przed pijanym agresywnym wielkim facetem. Nie wiem jakby się to skończyło w sądzie, bo uciekłam. I co oba do uspienia? Psy nad którymi panowałam, a które zareagowały prawidłowo na konkretną sytuację? Co do psów duzych i małych. Niestety duzy pies zawsze bedzie w opinii publicznej winny, jeżeli dojdzie do konfliktu, niezaleznie od tego która strona "zaczęła" a nawet kto bardziej ucierpiał.... Podejrzewam, że gdyby pit w kagańcu i na smyczy został dotkliwie pogryziony przez jamniczka, to tytuł byłby "dzielny mały piesek broni osiedla przed mordercą". Dlatego tak sceptycznie podchodzę do artykułów w mediach.... :diabloti: Żeby w pełni ocenić sytuacje rzeba by znac fakty- czy psy był na smyczach, w kagańcach, który wszczał bójke- czy pit napadł na jamnice, czy może to jamnik atakował pita. Czy pit miał jakieś obrażenia. Bo to, ze akurat jamnik bardziej ucierpiał może wynikać z różnicy siły i mozliwości psów. A oczywiście może byc i tak, że agresywny wielki pies napadł na jamnisia. Z własnego podwórka znam sprawę, kiedy doszło do starcia niewielkiego foksa i ONka. ON na smyczy, zaatakowany przez foksia, w końcu nie wytrzymał i przywalił małemu metalowym kagańcem. Więcej niz raz, bo fox nie miał ochoty odpuścić. Na tyle silnie że połamał mu żebra i łapę, uszkodził czaszkę. Oczywiscie była afera, ONa okrzyknięto mordercą- do momentu kiedy się okazało, że słodki mały foksik, będący luzem, zdążył przegryźć ONkowi łapę na wylot uszkadzajac ścięgna i uszkodził mu pachwinę i hmm... siusiaka, co skończyło się poważną operacją....
-
Prąd już mam. Ostatnie trzy dni to był koszmar, bo fakt, jak pisze Bianka, u mnie brak prądu to brak wszystkiego- oprócz światła- ciepłej wody, herbaty, kawy, czy chociaz chińskiej zupki. I... co tu ukrywać- dobrze nie jest. Do tej pory starałam sie dokładać do tymczasów, ile mogłam. Teraz nie mogę. Nie mam lokatora, nie mam pracy. Padła pralka, bez której pranie zasikanych posłań, czy reczników to koszmar. W tej chwili robię to jedna ręką, bo druga odmówiła współpracy. Również padł odkurzacz. Kupiony nowy za 50 zł na allegro, właśnie czekam na niego. Bez odkurzacza nie da się żyć przy 12 futrzakach. Cała kasa, jaką miałam, ta "zapasowa" poszła na leczenie mojego Pałka, w ciagu 2 miesięcy wydałam ponad 800 zł. Za pozyczone pieniądze kupiłam karmę dla bandy, więc do końca miesiąca mają co jeść. Z wyjątkiem Ateny, kotki, która (co mi niektórzy skrupulatnie wytykają) nie jest tymczasem, lecz kotem na stałe. Otóż- Atena nie została z powodu chęci posiadania persa, lecz z powodu szybko rozwijającego się nowotworu w pysiu nie kwalifikowała się do adopcji. Potrafi jeść mokrą karmę, przetartą lub w postaci musu, oraz surowe mięso posiekane. Wszędzie ciapie krwią i śliną z paszczy i wymaga mycia codziennie. Policzyłam, na środki czystości idzie miesięcznie ok. 50 zł (1 płyn do podłogi na tydzień, ok. 8 zł i proszek, ok 20 zł/msc), w tej chwili mam lejka i powinnam kupic Vitopar. Plus odświeżaczek, które stosuję w okolicy drzwi, żeby sąsiadów nie wnerwiac, ok. 18 zł- starcza na miesiąc. .. Ogólnie jestem podłamana, tym bardziej, że jedna sąsiadka robi mi cholerne trudności i złośliwości, np. idiotyczne donosy do administracji :shake: Eeech....
-
Jest troszkę lepiej, ale wyglada że mu się zbiera woda, nie wiedomo, czy jednak od serca, czy od płuc :shake: RTG to dylemat- Jańcio boi sie zabiegów, wiec przymuszony do bezruchu będzie w wielkim stresie, a głupi jaś czy narkoza to za duze ryzyko.... :shake: Na razie więc leczymy "co się da" ;) Janeczek wczoraj w lecznicy zasnął mi tak słodko na rękach, że wszyscy w poczekalni mówili szeptem :loveu: żeby dziadzia nie budzić.
-
Wrocław. 17 letnia maleńka suczka! BABCIUNIA MA DOMEK !!!
ulvhedinn replied to iwa77's topic in Już w nowym domu
Babcia dzisiaj czuje sie wyraźnie gorzej..... :placz: -
Jestem wykończona...... całkiem. Stado postanowiło sobie pochorowac hurtowo, jak nie Pałek to Conan, wczoraj byłam u trzech wetów, na Powstańców staneły tramwaje, bo był wypadek, jechałam trzy razy dłużrej nic normalnie. No a Jańcio napadem duszności zafundował mi trzecią wizytę, na nocnym dyżurze weterynaryjnym, do domu wróciłam przed północą. Następne dwie godziny zajmowałam się Busią- kroplówki, karmienie.... niestety Buś czuje się źle :placz: Jeszcze krótki wieczorny spacerek.. A potem naiwnie myślę- dobra jeszcze tylko nakarmię stado i idę spać. Akurat. Przy karmieniu okazało się że wcięło mi kota!!!!!!! Dybuka. Nie ma i juz. Chodze kiciam, nic. Zajrzałam do wszystkich standardowych kryjówek, kota nie ma!!!! W szafie nie ma w lodówce nie ma, za szafą nie ma... Oczywiście następnym etapem była wizja- że wpełzł gdzieś i go przycięłam, albo przydusiłam i leży nieżywy, no bo czemu się nie odzywa??? Skutek- zdemolowałam sobie całkiem dokładnie mieszkanie, włącznie z wybebeszeniem wszystkiego pod łóżka, odsunięciem szafek w kuchni, pralki, lodówki, macaniem z tyłu piecyka i pod zlewem, wydłubaniem wszytkiego spod szafy przy radosnej asyście Kry, porywajacej kolejne odzyskane piłki, zrujnowałam sobie nawet łóżko (odkrywając przy okazji że Piki nasikała na kołdrę:mad: ). KOTA NIE MA!!!!!! Zdążyłam w międzyczasie dojść do wniosku że kompletnie nie nadaje sie na DT, a wogóle to nawet na posiadacza rybek, że NA PEWNO kotu coś sie strasznego stało, leży gdzieś zaklinowany i odkryję go za miesiąc węchowo, albo go KrA pożarła w całosci. W końcu postanowiłam iśc spać na ruinach, na następny dzień odkładając ściąganie drewna z szafy (kto był u mnie ten wie o czym mówię), oraz rozkładanie mebli. I w tym momencie słysze cichutkie "miauuuuuu..." Ten małpiszon wymknął się na klatkę i stał grzecznie pod drzwiami czekając aż go wpuszczę....................:angryy: Spać poszłam około 7 rano. Dom wyglada jak po rewizji generalnej. Stłukłam ozdobną butelkę i słoik. A koty cały ranek w ramach radochy skakały lejąc się wesoło z wrzaskiem i do kompletu rozbiły w drobny mak szklankę z grubego szkła, skutkiem czego musiałam wstać i pozamiatać..... :angryy:
-
Jańcio ZNÓW choruje :placz: Przestraszył mnie okropnie, dostając ataku kaszlu/rzężenia.... w te pędy poleciałam do weta, na nocny dyżur. Niestety Janeczek ma nawrót zapalenia oskrzeli, plus zapalenie krtani i katar :-( Został pokłuty jak poduszka do szpilek, dostał kupe leków i kropelki do łzawiących oczu.... Zbadane ma też serduszko i jak na swój wiek i choróbska jest bardzo fajne ;) Cała impreza kosztowała 95 zł... :-(
-
O rany, po przeczytaniu tytułu przypomniał mi sie ten dowcip o facecie który przyprowadził psa do weta, bo gonił samochody... "Wiele psów goni auta" mówi wet. "Ale mój je dogania, przynosi i zakopuje w ogródku"... stare ale mnie nieodmiennie śmieszy :evil_lol: Ja mam na szczęście problem "tylko" z ... końmi i jeżami. Jak Kra je wyczai to głuchnie, głupieje i ma mnie w głębokim poważaniu.... ale pracujemy :mad:;)
-
Wrocław. 17 letnia maleńka suczka! BABCIUNIA MA DOMEK !!!
ulvhedinn replied to iwa77's topic in Już w nowym domu
U babci bez większych zmian..... nadal średnio kontaktowa (chyba że oprotestowuje zabiegi), na szczęście juz tak nie wymiotuje co chwilę, przyswaja podawane jedzenie (rozpaćkane, przez strzykawkę). Dla zaoszczędzenia stresu robię jej kroplówki w domu, bo weta odreagowuje bardzo długo...... po weekendzie, jesli nic się nie zmieni robimy kolejne badanie krwi i ... zobaczymy co dalej...... :roll: -
10 letnia rottka wróciła do swojego właściciela :)
ulvhedinn replied to Agnieszka(Visenna)'s topic in Już w nowym domu
Nie, ona nie może zostac uśpiona, ja się nie zgadzam :placz: Jest tak kochana, tak cudnie się garnie do człowieka..... nie wiedziałam tylko że ma aż 10 lat, nie wygladała na pierwszy rzut oka na tyle. No i chyba by jej się przydało lekkie odchudzanko z racji tych nóżek :oops: -
kary dla nieodpowiedzialnych wlascicieli psow
ulvhedinn replied to mistwalker1006's topic in Wszystko o psach
[quote name='marta23t']Ziele piszesz: [I],,Notabene, nie lubię uczłowieczania psów i traktowania ich jako psich zabaweczek, tzn. noszenia na rączkach, przebierania w ubranka, [B]uciekania przed innymi psami, bo jeszcze coś zrobią 'mojemu" maleństwu,[/B] nie uważam również aby spanie w łóżku z właścicielem było dla psa największym szczęściem (nie wiem czemu się tak sądzi, ale zauważyłam, że na dogomanii jest na to straszny nacisk-szczęśliwy pies to pies w piernatach)Może dlatego wolę duże psy bo ich nie da się traktować jak maskotki!ale się rozgadałam,,,[/I] uważam że jeśli mam małego psaktóry waży 4 kg / albo 1,5 kg jak moja 15 letnia ślepa staruszka/ nie powinnam zabrać na ręce, ochronić? przecież jeśli duży pies uderzy ją chociażby łapą czy na nią skoczy to tragedia gotowa.:shake: nie mam uciekać rzed psami z moją maltanką, która jest psem bardzo nerwowym, nadpobudliwym, z problemami z sercem i czekać czy ją miły, ogromny piesek zje czy tylko tak przerazi że mi pies na zawał na ulicy zejdzie? czy mam czekać czy pies sobie poradzi /wiedząc z góry że sobie nie poradzi?/. moje psy nie są maskotkami- wychodzą na spacery, biegają po lesie, owszem śpią w łóżku ale mimo że są maleńkie to sa zwyczajne psy. nie siedzą wieczorami w szlafroczkach i nie spacerują przebrane za baleriny:evil_lol: [B]jeśli uciekam z moim psem przed innym to nie dlatego, że on jest zabawką ale dlatego że jestem za niego odpowiedzialna, jest członkiem mojej rodziny a rodzine się chroni.[/B][/quote] Podpisuje sie wszystkimi kończynami!!!! Ogólnie nie mam nic przeciwko kontaktom moich psów z innymi, za obopólną zgodą właścicieli, oczywiście, ale np. Piki łapię na ręce i chronię i nie musze się każdemu na ulicy tłumaczyć, że nie, to nie jest dla mnie "zabawka", tylko 3,5 kg pies po dwóch operacjach kręgosłupa, trzymany w kupie dzięki drutom i żyłce i dla niej nawet "lekkie szturchnięcie" ze strony dużego psa może sie skończyć śmiercią.... :cool1: A w łóżku śpia ze mną te psy (i koty) które chcą i to lubią. Ja też to lubię. Ot wspólne legowisko :evil_lol: Piesia w zimie chodzi po domu w dresie bo marznie. Teraz Jańcio też. Po ulicy obowiazkowo, Pałek tez, w ubrankach. I nie widzę w tym nic z "robienia z psa maskotki". Pies ma zamarzać w imię "naturalności"? -
Ona może sie wyginac "nawykowo", po prostu długo była w innej pozycji. Spróbujcie regulowac wózek stopniowo, przez dłuzszy czas do poziomu ;) bo wtedy najmniej obciąża się przednie łapki ;)
-
O Fixie ,z ktorego zdjeto zły czar.MA DOM :) :) :)
ulvhedinn replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Pożyczyłabym takim Krę na tydzień, potem każdego psa by błogosławili, że taki grzeczny..... :diabloti: -
Gaja- starsza, poczciwa sunia- OWCZAREK NIEMIECKI! W nowym domu!
ulvhedinn replied to Rybc!a's topic in Już w nowym domu
Piękna psica.... :loveu: