Aniołeczku puchaty,
Jeden jedyny raz odważyłam się z aparatem w ręku, zaczaić się na Ciebie, podczas akcji plądrowania prezentów pod choinką. Zapominałaś się wówczas zupełnie, i tak cudownie było patrzeć na buszujący pod kolorowym drzewkiem psi ogon. Nigdy więcej nie zaburzyłam intymności tej chwili, nie utrwaliłam na wielu fotografiach Twojego zwycięskiego spojrzenia po wydobyciu własnego prezentu czy zaskocznego wzroku, po tym jak usłyszałaś wścibskie pytanie: Gabi gdzie jesteś? Zawsze wtedy udawałaś, że nie ma Ciebie pod choinką...To były magiczne chwile i świadomie wybrałam rolę aktywnie zaangażowanego uczestnika, śledziłam zza stołu każdy Twój ruch, z trudem powstrzymując się od głośnego ryknięcia śmiechem. Pysiu słodki jak Ty potrafiłaś lawirować po pokoju, żeby zupełnie przypadkowo i niepostrzeżenie zawitać wśród prezentów. Kochałam to szaleństwo. Dziś łzy mieszają się ze smutnym uśmiechem na twarzy, pozostały wzruszające wspomnienia i tylko te dwa zdjęcia...Obrazy wspólnie spędzonych chwil przechowuję w głębi mojego serca.
Gabi, kocham Cię