-
Posts
3935 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Fela
-
I wreszcie Kola. Owczarkowata suczka w średnim wieku (ok. 4 lata). Niezwykle ujmująca! Podaje łapy, raz lewą raz prawą - bez względu na okoliczności, nawet jak się trochę boi. Strasznie ufna. Wygląda na mądre zwierzę, które wie, jak zachowac się w rozmaitych okolicznościach, potrafi dostosować się do sytuacji - co wg niektórych jest wyznacznikiem inteligencji. Średniej wielkości, nie musi mieszkać w domu, byle miała regularny kontakt z człowiekiem. Podejrzewam, że idalna do dzieci, dogaduje się z innymi sukami bez problemów [IMG]http://img6.imageshack.us/img6/3705/kola2v.jpg[/IMG] [IMG]http://img39.imageshack.us/img39/5162/kola1s.jpg[/IMG] [IMG]http://img844.imageshack.us/img844/5233/kola7.jpg[/IMG]
-
Wspomniana Ajsti. Trochę jamnikowata, nieduża. Cały czas uśmiechnięta. Rozmerdana, zaradna, rezolutna, kontaktowa. Przedsiębiorcza i opiekuńcza w stosunku do młodszej koleżanki. Nikomu krzywdy nie zrobi. Ma pewnie ze trzy lata. Dostała na imię Ajsti - zdecydowanie jest to ajsti brzoskiwiniowa ;-) [IMG]http://img641.imageshack.us/img641/5712/ajsti3.jpg[/IMG] [IMG]http://img714.imageshack.us/img714/3432/ajsti6.jpg[/IMG]
-
[SIZE=2]Młodzież absolutna, ma najwyżej rok, a może i mniej. Na początku taka trochę nieogarnięta była i przestraszona, chowała się za swoją koleżanką Ajsti i u niej szukała wsparcia. Ale się ośmieliła, cieszy się ze spacerów, gada do człowieka, podskakuje i pląsa z radości, kiedy jest na zewnątrz. Wącha kwiatki i całą sobą mówi: kocham życie, trawę, słońce, ludzi - wszystko. Tylko nie schronisko. Wróci tam za 4 dni. [/SIZE][SIZE=2]Jest malutka, do połowy łydki.[/SIZE] [IMG]http://img805.imageshack.us/img805/4883/mirinda4.jpg[/IMG] [IMG]http://img801.imageshack.us/img801/8161/mirinda1.jpg[/IMG]
-
Pepsi - kolejna przestraszona sunia, ale to jest maleństwo. Była wciśnięta w kąt klatki. Nie patrzyła, udawała, ze jej nie ma, chciała się schować za wszelką cenę, ale nie było w tej klatce wszelkiej ceny. Ani niczego innego, za czym mogłaby się ukryć. Po kilku minutach kucania przy niej, niuniania i cmokania, jej ogon zupełnie sam, niezależnie od psa zaczął stukać o podłogę. Najpierw powoli: pu, puk, puk, potem coraz szybciej i mocniej: bum, bum, bum. Przekonała się już, że nic jej nie grozi, merda zawsze, kiedy ktoś przechodzi obok, cieszy się najbardziej, gdy wychodzi na spacerek. Jest samą delikatnością i wrażliwością, kiedy trzeba, zagląda w oczy, kiedy wydaje jej się, że będzie przeszkadzać - stara się zniknąć z pola widzenia. Jest młoda: między rok a dwa. Wielkości kota, może trochę większa, ale niewiele. Powrót do schroniska to będzie dla niej kolejne, gigantyczne przeżycie. I tam już pewnie zostanie, bo jak coś jest przestraszone, to już szans nie ma żadnych. [IMG]http://img820.imageshack.us/img820/6899/pepsi9.jpg[/IMG] [IMG]http://img197.imageshack.us/img197/4065/pepsi5.jpg[/IMG]
-
Fanta, ta która musiała mieć kiedyś dom. Nieśmiała, przestraszona, nie wie, co się z nią dzieje. Teraz, na spacerach, kiedy ma kontakt z człowiekiem, powoli się ośmiela. Myślę, że gdyby znalazła sie w domu, okazałoby się, że to domowa suczka. Jest bardzo wrażliwa i delikatna Spora, wielkości drobnego owczarka. Zero agresji. W największym stresie nawet jej nie przyjdzie do głowy, żeby pokazać zęby. Ma nie więcej niż 2 lata. Wyobraźcie sobie, co będzie czuła, jak wróci do schroniska. (Wbije się w kont śmierdziela i nikt jej nie zauważy, aż zdechnie.) [IMG]http://img43.imageshack.us/img43/5883/fanta1.jpg[/IMG]
-
Ciotki (i wujki), na SGGW są cały czas suczki, które przyjechały na sterylizację. Jak się okazało, jedna z nich już wcześniej była sterylizowana, najwyraźniej domowa. Tym bardziej, że przerażona tym, co się z nią dzieje, taka biedna... Niestety, za cztery dni muszą wrócić do schroniska. A tam przepadną wśród 500 innych psów. Tu były zaopiekowane, zadbane, miały spacery, głaskanie, studenci i technicy sprawili, że z przestraszonych, oszołomionych zwierzaków stały się przyjaznymi, kontaktowymi, naprawdę fajnymi psami! A teraz powrót :-((( Wyobraźcie sobie, co będą czuły, gdy znów trafią do schroniskowych boksów. Już raz to przeżyły. I teraz znowu. Bez spacerów, w potwornym upale, nie zawsze z wodą, z karmą w postaci odpadów z rojami much. Szanse, że ktoś je tam wtedy wypatrzy, pogłaszcze, adoptuje są prawie żadne. A jeśli nawet adoptuje to na łańcuch, bo przecież miejsce psa na łańcuchu jest. One jeszcze nie wiedzą, że mają wracać. Ale gwarantuję Wam, że nie chcielibyście widzieć ich oczu, kiedy w klatkach będą ładowane na schroniskowy samochód. Dlatego BŁAGGAM W ICH IMIENIU: pomóżcie je poogłaszać! Poszukać dla nich domów tymczasowych. Bo serca im pękną :-( Zaraz po kolei będę wrzucać ich zdjęcia i małe opisy. Proszę.
-
[SIZE=2]Mala_czarna - mocna rzecz ten link. [/SIZE] [SIZE=2] [/SIZE] [SIZE=2]Ludwa, a jakie to ma znaczenie??? Goofi nie był non stop uwiązany. Jak chcesz, to możesz dochodzić, czy przy płocie, czy gdzie indziej, tylko po co? [/SIZE] [SIZE=2][/SIZE] [SIZE=2] Ewidentnie to efekt działania trutki, tym bardziej, że tak właśnie jest, że może ona zadziałac na przewód pokarmowy - niedługo po spożyciu (w przypadku dobermana tak było), albo po kilku dniach spowodować brak krzepliwości i krwotoki (jak w przypadku Goofiego)[/SIZE] [SIZE=2]Oto fragment karty charakterystyki jednej z trutek - takie różowe granulki. [B][FONT=TimesNewRomanPS-BoldMT][SIZE=5][FONT=TimesNewRomanPS-BoldMT][SIZE=5] [/B][/SIZE][/FONT][/SIZE][/FONT][/SIZE][SIZE=2][/SIZE] [SIZE=2]"[/SIZE][FONT=TimesNewRomanPSMT][FONT=TimesNewRomanPSMT][SIZE=2]Substancja zawarta w trutce jest chemicznym antykoagulantem krwi.[/SIZE][/FONT] [/FONT][FONT=TimesNewRomanPSMT][FONT=TimesNewRomanPSMT][SIZE=2]Połknięcie przez człowieka lub zwierzęta domowe może spowodowaćzaburzenia w przewodzie [/SIZE][/FONT][/FONT][FONT=TimesNewRomanPSMT][FONT=TimesNewRomanPSMT][SIZE=2]pokarmowym, a w razie połknięcia większych ilości może spowodować obniżenie krzepliwości krwi, a [/SIZE][/FONT][FONT=TimesNewRomanPSMT][SIZE=2]także wewnętrzne krwawienia i krwotoki, krew w moczu i stolcu. Mdłości i wymioty mogą wystąpić [/SIZE][/FONT][FONT=TimesNewRomanPSMT][SIZE=2]wkrótce po połknięciu produktu, jakkolwiek skutek spożycia produktu może być opóźniony o kilka dni".[/SIZE][/FONT][SIZE=2][/SIZE][/FONT]
-
Doberman już kilka dni wcześniej miał objawy zatrucia pokarmowego, bardzo silne wymioty. Państrwo jeżdżą z nim codziennie do lecznicy na kroplówki, jest trochę lepiej, choć ma silny stan zapalny żołądka i jelit. Prawdopodobnie on też został otruty, ale zwymiotował trutkę, a Goofy "przyswoił". Do tego dołożyła się bardzo ostra babeszja. Prawdę mówiąc, jeśli z tego wyjdzie, to trzeba będzie tro zaliczyć do kategorii cudów. Jest wprawdzie młody, ale był zaniedbany i chudy, bardzo długo koczował w jednym miejscu, tam gdzie go zostawiono. Intensywnego odkarmianie p. Ewy w ciągu 3 tygodni za wiele nie zmieniło. Poza tym nawet najsilniejszy organizm ma małe szanse w takim przypadku: straszna ilość trucizny plus babeszjoza.
-
Goofi wstał sam, chwilę stał na łapach. W porównaniu z tym, co działo się wczoraj... Wczoraj około 18 lekarze opuścili ręcę. Było dramatycznie, nawet gorzej. Właściwie decyzja już zapadła. Około 18 lekarzom opadły ręce. Goofy był półprzytomny, z gorączką, cały czas krwawił: z nosa, z oczu, zewsząd. Do tego temperatura i najważniejsze: nerki. Wydawało się, że nerki stanęły, od rana prawie nie wyprodukował moczu, choć non-stop dostawał kroplówki. Wydawało się, że nie ma już cienia szans. Miałam oddzwonić do lecznicy z potwierdzeniem decyzji - w ciągu kwadransa. I w ciągu tego kwadransa nerki ruszyły! Mimo dramatycznego stanu lekarze postanowili wykorzystać ostatnią, naprawdę ostatnią szansę: transfuzję krwi bezpośrednio od dawcy (tak, aby była tam duża ilość płytek). Około godz. 21 przyjechał doktor z banku krwi i dawca – Brokat, który oddał Goofy'emu krew. Noc minęła spokojnie. Teraz krwawienie jest już mniejsze, ale ciągle utzrymuje się temperatura. Nerki pracują. Goofy stara się podnosić. Wczoraj leżał kompleetnie bezwładnie. Ale ja się boję cieszyć. Po tym, co działo się wczoraj. Jest tylko malutkie światełko nadziei.
-
[B]Sytuacja jest dramatyczna. Wczoraj rano to był zdrowy, młody, wesoły pies. Teraz jest w stanie krytycznym. [/B] A to cała krótka (długa) historia: W sprawie tego psa zadzwonili do nas ludzie po programie w Pytaniu na śniadanie. Pies został wyrzucony z samochodu przy trasie na Białystok, za Radzyminem. Przez długi czas (tygodnie albo nawet miesiące) koczował w tym miejscu, pod drzewem. Osoba, która niedawno przeprowadziła się w tamte rejony, się ulitowała i go wzięła. Ale okazało się, że jej pies - doberman - rzuca się na niego i nie ma szans na ich pogodzenie. Pojechała tam Marta (jedna z nas) i potwierdziła słowa kobiety: Pies młody, wesoły, w typie sznaucera. Doberman na niego poluje, szuka okazji, żeby zaatakować. Pies pcha się do domu, ale ze względu na dobermana nie można go puścić, doberman szuka okazji, by tamtego wyeliminować, więc chodzi w kagańcu, doszło już do ostrej walki między nimi. Poza tym eksces z indykami: Goofy (bośmy go tak w końcu ochrzciły) pogonił indyki sąsiadów. Został uwiązany na łańcuchu. Ludzie dzwonili regularnie do Marty, licząc, że coś zdziałamy, a konkretnie zabierzemy psa. Nikt inny nie chciał nawet z nimi rozmawiać! Zwracali się do różnych organizacji. Pani Ewa (ta, która się zaopiekowała Goofym) sugerowała, że ludziom wokół się nie podoba, że mają dwa duże psy: "Wiadomo, jacy są ludzie, tu się może wszystko zdarzyć, potrują albo załatwią inaczej". Już zdecydowali, że do końca ubiegłego tygodnia zawiozą go do Warszawy i tutaj wezwą straż miesjką, żeby go zabrać na Paluch. Byli już zdesperowani. Naprawdę. W międzyczasie, za sprawą Sznaucerów, pojawiła się szansa na dom kilkaset km od Warszawy. Plan wstępny był taki, żeby go wykastrować w ramach naszej akcji na SGGW i w międzyczasie sprawdzić ten dom. Kastracja była już umówiona na najbliższy piątek. Wczoraj: Marta rano pojechała do po psa. Pani Ewa się ucieszyła tym bardziej, że mają właśnie problem z dobermanem: zatrucie. Od kilku dni ma silne wymioty, nie je. Jeżdżą z nim do lecznicy do Warszawy na kroplówki. Goofy jest wesoły, rozbrykany, liże Martę. Bez najmniejszych oporów wsiada do samochodu, jakby jeździł nim całe życie. Przyjeżdżają do kliniki na sggw. Niestety, lekarz ze szpitala nie zgadza się przyjąć psa. Okazuje się, że Goofy ma na tylnej łapie, na udzie sporą niezabliźnioną ranę. To uniemożliwia kastrację w najbliższym czasie. Marta z psem zostaje w poczekalni. Udaje się znaleźć dla niego miejsce w hotelu pod Warszawą. Jego właścicielka może przyjąć psa na 3 dni, ale dopiero po godzinie 20. Około godz. 14 Marta zauważa, że leci mu krew z nosa. Wcześniej otworzyła się mała ranka koło oka. Być może to efekt szamotaniny z kagańcem na sggw. Marta ma całe ubranie we krwi, bo Goofi jest wesoły, przytula się do niej i przystawia pieczątki. Wspólnie ustalamy, że zanim pojedzie do hotelu, trzeba go pokazać wetowi. Umawiamy się w lecznicy. Goofi wiita mnie szczekaniem, ale szybko się przekonuje. I oczywiście przystawia pieczątkę nosem. Jest trochę pobudzony, ale udaje sie pobrać krew i podać zastrzyki. Rana na udzie jest brzydka, ropieje. Jedziemy oddać Goofiego pani Małgosi do hotelu. Po niespełna godzinie Marta odbiera telefon od pani Młagosi. Nie jest dobrze. Krwawienie się nasila, mimo bardzo dużej dawki środków przeciwkrwotocznych. Pani Małosia twierdzi, że trzeba go zabrać do lecznicy, gdzie będą mogli zdiagnozować przyczynę i zatamować krwotok. Ona robiła co mogła - tamponowanie z adrenaliną nie pomogło. Oczywiście to nasza decyzja, ale obawia się, że zastanie rano psa nieżywego w ogromnej kałuży krwi. Jest godzina 22. Jedziemy. Za Halinów zabrać Goofy'ego do lecznicy całodobowej. Trochę błądzimy, ale dojeżdżamy. Z psiego nosa rzeczywiście krew się leje, niemal strumieniem. Wkładamy go do samochodu Marty, z jasną tapicerką ;-). Trudno. Goofy jest dalej cały radosny, jakby nic się nie działo, wkłada mordę wszędzie gdzie się da. Żartujemy, że jeśli w drodze powrotnej, w nocy, pod Radzyminem zatrzyma Martę patrol policji, na pewno każą jej wyjśc z samochodu. I otworzyć bagażnik - czy nie ma tam jakichś atrakcyjnych zwłok. Dojeżdżamy do Multiwetu około 23. Spędzamy tam kilka godzin. W tym czasie pies krwawi coraz bardziej. Jest też pobudzony. Żeby prześwietlić mu czaszkę i wykluczyć uraz, trzeba podać głupiego jasia. Usypia, leży na podłodze, wokół coraz większa kałuża krwi. Krew jest w zasadzie wszędzie. Wygląda to jak niezły horror. Urazów mechanicznych nie ma. Wyniki krwi potwierdzają tylko niską krzepliwość. Ooło 1 w nocy jedziemy do domu. O 7 rano dzwoni do mnie lekarka z lecznicy. Stan psa jest bardzo poważny. Przez całą noc nie udało się zahamować krwawienia. Pojawiła się krew w moczu, krwawe wysięki wszędzie. To ewidentnie działanie trutki na szczury!!!, której składnik jest czymś w rodzaju przezciwieństwa witaminy K. Ktoś go postanowił otruć. Będzie transfuzja, czy się zgadzamy. Koszt samej transfuzji 600 zł. Czy możemy się nie zgodzić? Około 11 rozmawiam z recepcją. Lekarz szpitalny nie może podejść do telefonu, zajmuje się Goofym. Jego stan jest bardzo zły. Około 13 rozmawiam z lekarzem szpitalnym. Mówi, że stan jest dramatyczny. Ciągle nie udaje się zahamować krwawienia. Krwawią też oczy. Zrobiła prześwietlenie płuc, bo bała się, że krew się tam dostaje. Do tego w kolejnych badaniach wyszła babeszjoza!! Miał przetoczone osocze, podany imizol p. babesziozie, całą baterię wszytskiego, co się da. Miał gorączkę, był okładany lodem, ręcznikami. Niestabilny puls - toz wiązane ze znacznym ubytkiem krwi. Leży pod tlenem. Czekamy na efekt przetaczania osocza. Około 16 kolejna rozmowa ze szpitalem. Stan bardziej stabilny, niż rano. Czekamy. Boję się, że nie da rady. Boję się teraz dzownić do lecznicy - brak wiadomości traktuję jako dobrą wiadomość. Boję się też strasznie rachunku. Ale czy mam powiedzieć im, żeby dali spokój? Żeby już nie robili kolejnych badań krwi, transfuzji etc, że to bez sensu? Nie mamy pieniędzy, naprawdę. Nie stać nas na utrzymanie kolejnego psa, a tym bardziej na TAKIE leczenie. Jest dramatycznie - bez cienia przesady. Czy ktoś może nam pomóc? POMÓĆ GOOFY'EMU? W lecznicy, jeszcze jest w miarę ok. [IMG]http://img845.imageshack.us/img845/2621/imag0097kh.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-06-07 Pół godziny później [IMG]http://img101.imageshack.us/img101/3452/imag0109eb.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-06-07 [IMG]http://img193.imageshack.us/img193/2540/imag0111p.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-06-07 By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-06-07 [IMG]http://img69.imageshack.us/img69/1007/imag0105h.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-06-07
-
Kolejne suczki przyjechały na sterylizację na SGGW. Dwie duże, owczarkowate, trzy bardzo malutkie. Jesli nie znajdą domów tymczasowych (lub stałych) w ciągu tego tygodnia, wrócą do schroniska - te już na pewno. Nie mam niestety zdjęć. Może ktoś by chciał podjechać do spzitala sggw, zrobić zdjęcia i je zamieścić?
-
Mała, Foksia z Ostrowi. Znalazła swoje miejsce i człowieka!
Fela replied to auraa's topic in Już w nowym domu
odwiedzi, odwiedzi, tylko tak cichcem -
Nie jestem na nikogo zła i nic Ninie nie robiłam. Nina - zamiast Foczki - przyjechała na dni Sggw. Już po wyjściu z samochodu była w stresie, stresowała ją smycz i miasto. Mimo, że nie wiedziałam kompletnie co to za pies i dlaczego przyjechał, stwierdziłam, że skoro już jest, to pokażemy ją jako psa do adocpji. Niestety, stres się nasilił. Na terenie kampusu zaczęła szczekać na ludzi, potem przy próbie pogłaskania pokazała zęby. Nie chciałyśmy jej stresować, resztę dnia spędziła w spokoju w kllinice. Nie twierdzę, że jest agresywna. Ale pisanie, że to pies bezproblemowy, że ideał, to giantyczna przesada. A przede wszystkim robienie psu niedźwiedziej przysługi.
-
Mała, Foksia z Ostrowi. Znalazła swoje miejsce i człowieka!
Fela replied to auraa's topic in Już w nowym domu
Foksia bardzo dzielnie zniosła występy podczas dni SGGW. Głaskanie przez dorosłych i dzieci, towarzystwo 11 innych psów, spacery (na spacerze bardzo ładnie się zachowywała, choć miała trochę "pieskie" zapędy - znaczyła wszystkie drzewa). Na nikogo nie szczekała, zachowywała się idealnie. Dwie rodziny były wstępnie zainteresowane, wzięły kontakt. Czekamy, ale bardzo się nie nastawiamy... A tu Foksia udziela wywiadu TV [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/835/sggw2011177.jpg/"][IMG]http://img835.imageshack.us/img835/9052/sggw2011177.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL] -
Ciotki, przepraszam, że się wtrącam, ale wczoraj miałam okazję poznać Ninkę. Zupełnie przez przypadek. I spędzić z nią trochę czasu oraz zaliczyć jej żeby, bynajmniej nie w zabawie ;-) I trochę ten jej opis wydaje mi się nazbyt optymistyczny. Nina potrzebuje cierpliwego opiekuna, który się nią zajmie i nauczy życia. Chodzenia na smyczy, spacerów w mieście, kontaktu z innymi ludźmi. Z tego opisu zgadza się to, że grzecznie jeździ samochodem. Ale to bardzo przestraszone biedactwo, które w stresie pokazuje zęby. Moim zdaniem absolutnie nie nadaje się do dzieci.
-
Mała, Foksia z Ostrowi. Znalazła swoje miejsce i człowieka!
Fela replied to auraa's topic in Już w nowym domu
[IMG]http://img41.imageshack.us/img41/1681/foksia16.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-05-22 [IMG]http://img854.imageshack.us/img854/3685/foksia17.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-05-22 [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/852/foksia15.jpg/"][IMG]http://img852.imageshack.us/img852/8775/foksia15.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL] [IMG]http://img11.imageshack.us/img11/2362/foksia14.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-05-22 IMG]http://img577.imageshack.us/img577/8848/foksia13.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-05-22 [IMG]http://img16.imageshack.us/img16/9796/foksia12.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-05-22 [IMG]http://img685.imageshack.us/img685/7048/foksia10.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-05-22 [IMG]http://img585.imageshack.us/img585/1667/foksia9.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-05-22 [IMG]http://img820.imageshack.us/img820/5489/foksia8.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-05-22 [IMG]http://img846.imageshack.us/img846/198/foksia7.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-05-22 [IMG]http://img542.imageshack.us/img542/2904/foksia5.jpg[/IMG] By [URL="http://profile.imageshack.us/user/psyniczyje"]psyniczyje[/URL] at 2011-05-22 -
Cisza straszna. Szczeniaki siedzą w kojcu prawie cały czas same. I nawet tutaj nikt do nich nie zajrzy. Smutno.