Psotuś ciężki tydzień za mną.
Masa pytań , które pozostaną bez odpowiedzi, szukania sensu w ludzkim cierpieniu.
Odeszla moja Izunia. Nigdy nie uslysze jej glosu, nigdy nie przeczytam jej literek. Zgasła jak płomyk świecy targany wiatrem.
Bardzo mi ciężko z tego powodu, bardzo. Nie jestem w stanie tego ogarnąć. Czasem myślałam , ze wspieranie jej mnie nie przerasta, ale wytrwałam. Tylko, że to tak cholernie boli. Bałam na to przygotowana, a jednak............
Zadawałam sobie dziś pytanie czy na czyjąś śmierć się w ogóle można przygotować? Juz znam odpowiedź. Nie można!
Psoniu , we wtorek idę do szpitala na badania. Mam nadzieje, ze dłużej tam nie poleżę jak dzień, dwa. Musze mi sprawdzić łepetynę. Trzymaj za mnie łapinki maluszku i wiedz, ze calutki czas nosze cię w serduszku piękna, żywą i radosną. Kocham cię stokrotko.
Jolu, Radku- dziekuję
PAMIĘTAM