Chyba za szybko chciałam oswoić strach, i przy wczorajszym wieczornym karmieniu zaplanowałam przypięcie smyczy do tej obróżki, którą ma i zabrać na noc do domu. Mróz aż się skrzył. I jak mała wyszła z budki i zabrała się za jedzenie, przykucnęłam przy niej i głaskałam po łepetynie, ale jak wyciągnęłam z kieszeni smycz, uciekła do budki. I wyszła dopiero, jak opuściłam kojec.
Dziś to samo. Bała sie smyczy w ręku. Zaraz myk, do budki.
Ale jest o niebo cieplej, -13 stopni teraz, najgorsze jest już za nami.