Dziś zamykamy trzeci tydzień, od kiedy Tofik jest u nas w domu, więc kilka zdań podsumowania. Jest dość grzeczny, chociaż w miarę, jak poznaje nas i dom, nabiera też pewności siebie, zdradzając swój dość mocny charakterek. Dziś nawet zawarczał nam na gościa, dość niskim tonem, ale oczywiście nic poważnego z tego nie wyniknęło, po prostu zareagował na dość pewne siebie zachowanie odwiedzającego. Chłopak ma ewidentnie swoje zdanie na różne tematy toczącego się życia codziennego w domu - jest bardzo ciekawski, śmiały, ale jednocześnie nie mocno uparty, więc szybko korygujemy, to co niepożądane. Zostaje bez problemu sam w domu - wczoraj pierwsze 6 h był sam. Przespał cały ten czas i niezbyt się przejął naszą nieobecnościa (wiem dzięki kamerze ) Chętnie się bawi, więc nauka idzie dobrze - od kilku dni robi komendę "twist", czyli robi kółeczko. Często ćwiczymy też chodzenie po śladzie i szukanie pojemniczka ze snackami w lesie. Rozważamy szkolenie "nosework", bo będzie ruszać u nas w marcu właśnie takie, a Toffi ma widoczne predyspozycje do pracy nosem. A dziś niedzielny spacer, mimo złej, deszczowo-sztormowej pogody wzdłuż Wisły w kierunku jej ujścia, zakończone w połowie drogi, bo woda bardzo wysoka i dróżki pozalewane. Ale jak to u nas, bez względu na warunku pogodowe, zgodnie ze szwedzką maksymą: nie ma złej pogody, tylko źle ubrani ludzie Pozdrowienia!