leonarda Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 Postanowiłam założyć ten wątek i to właśnie tutaj. Nie czuję się od kogokolwiek mądrzejsza, broń Boże. Nie zamierzam też nikogo krytykować za to, co robi. Nie chciałabym za nic urazić uczuć tych, którzy starają się, jak mogą, a czasami jeszcze bardziej, znaleźć dobry dom dla psa. Bardzo szanuję każde, ale to każde działanie w tym kierunku. Też się staram, wiem, jak to trudno i wiem, że czasem człowiek zrobiłby wszystko, żeby ten dom był. Że czasem zwłoka może kosztować psie życie. Wiem o tym naprawdę. A jednak... Coraz częściej (zajmuję się adopcjami non stop od dwóch przeszło lat - czyli znacznie krócej niż wielu z Was, ale dość długo, by móc się wypowiedzieć) mam wrażenie, że przeginamy:roll: Ja postanowiłam przestać. Z wielu przeczytanych przez mnie postów wynika, że to nie tylko moje zdanie. Nie chcę i brakłoby mi czasu pisać wszystkiego naraz. Ale zarezerwuję sobie ze 3 posty i na dniach uzupełnię. Mam nadzieję, że moderator nie wyrzuci mi tego wątku i proszę o to - bo on powinien być właśnie w tym miejscu - uważam, nie gdzie indziej. Zacznę prawie od początku - czyli nie od ogłaszania, bo tu nie ma o czym pisać, każdy to robi, jak uważa i każda forma jest zwykle dobra. Zacznę od przewożenia psa do nowego domu. Chcę być dobrze zrozumiana, więc postaram się pisać wprost. Na ile potrafię. Mam nadzieję, że nie będzie to zbyt obcesowe. TRANSPORT PSA DO NOWEGO DOMU - jestem przeciw! Od razu zaznaczę, że mam na myśli domy stałe, te prawdziwe, a przynajmniej dające czymś popartą nadzieję na ostateczne dla psa. Nie chodzi mi tu o dowóz do DT, do hoteli - to inna zupełnie sprawa i tu się niczemu nie sprzeciwiam. Ale - ja mam psa do adopcji, pan X (będę się tym posługiwać dalej) chce dać mu dom. Czyli chce mieć psa. Tu pytanie: czy powinien po niego przyjechać osobiście? czy, jeśli z jakichś sensownych powodów jest to utrudnione, powinien sam zadbać o przewiezienie swojego już w sumie zwierzęcia? czy gdyby mimo wszystko - choć szczerze mówiąc, jeśli jestem zdolna opiekować się psem (nie tylko zresztą psem), to powinnam być zdolna do zorganizowania dla niego transportu - to chyba dość oczywiste...?) - ale jednak gdyby mimo wszystko było to dla mnie zanadto skomplikowane na dany czas, nie powinnam w całości pokryć kosztów dojazdu psa do mnie? Odpowiedź jest dla mnie bardzo prosta: trzy razy TAK. Jeśli jest inaczej, nie tylko nie zasługuję na tego psa, ale przede wszystkim daję pierwszy i to bardzo konkretny znak: nie jestem dobrym przyszłym domem. No, po prostu nie jestem. Bo mam psa (w tym przypadku jego dotarcie do mnie) najnormalniej w nosie. Czy ktoś zaprzeczy? (dodam, że do założenia tego wątku, o którym myślałam już wcześniej, natchnęła mnie ostatecznie dzisiejsza wiadomość od niestarego pana, któremu odmówiłam transportu urokliwego szczeniaka w typie rasy/ 2 godziny pociągiem lub 2 samochodem). Dlaczego biedni lub nawet bogaci ludzie z tego forum mają zbierać pieniądze na przewiezienie psa do nowego domu??? Ja wiem - bo gdyby nie to, czasem pies dalej będzie wegetował w schronisku, na ulicy, będzie trzeba opłacać mu hotelik itd. .. Rozumiem, sama znam przemożne pragnienie znalezienia psu domu. Ale czy naprawdę warto oddawać psa do takiego domu? Zapraszam do wypowiadania się, może nie mam racji...? Jeśli tylko uda mi się znaleźć chwilę, a mam nadzieję, że tak, jutro napiszę o szczepieniach, kastracji i wizytach przedadopcyjnych. To oczywiście tylko początek.. niestety.. Bo o co mi tak naprawdę chodzi? Że działamy czasem mocno na wyrost, chyba... Pomagajmy psom, kotom - ale nie róbmy wszystkiego za łaskawą zgodę zajęcia się nimi. To często jednak szkodzi. No, chyba, że naszym celem nie jest fajne psie życie, tylko nasze dobre samopoczucie.. na jakiś przynajmniej czas... Quote
leonarda Posted June 30, 2011 Author Posted June 30, 2011 ............................................................. Quote
leonarda Posted June 30, 2011 Author Posted June 30, 2011 .............................................................. Quote
leonarda Posted June 30, 2011 Author Posted June 30, 2011 .................................................................niewykluczone, że tu napiszę coś od siebie o Domach Tymczasowych.... ale aż się boję... Tak tylko krótko zacznę, bo właśnie wróciłam do domu i trochę padam na twarz.. Domyślam się, że temat DT jest tzw. "nośnym", czyli budzącym kontrowersje. Szczerze? Dla mnie nie jest to sprawa kontrowersyjna jakoś szczególnie. Poza tym często poruszana na dogo. Nie zamierzam krytykować płatnych DT. To dzieje się na niejednym wątku. Dlaczego nie skrytykuję? Z prostej, oczywistej przyczyny. Zwykła umowa. Jeśli ktoś oferuje mi coś za określoną cenę i na określonych warunkach, i ja się na to zgadzam - wszystko jest w porządku. Czy ktoś powie, że nie? Jeśli idę do sklepu i chcę mieć te buty, które kosztują akurat 350 zł - kupuję albo nie kupuję, ewentualnie mogę reklamować, jeśli nie spełniają oczekiwań. Ale nie mam pretensji, że ktoś mi je sprzedaje, a nie daje w prezencie, prawda? Pozostaje tylko proste pytanie - czy DT różni się od innych zakupów? Od butów na pewno. Czy mają prawo istnieć tzw. płatne DT? A czy mają prawo istnieć sklepy? Odpowiedź jest oczywista: TAK. Są, klienci jest towar, prawda? Oczywiście dopiero uzupełnię temat, czy raczej dopiero go rozwinę;) Na razie nie ma co wyciągać pochopnych wniosków.. Nie zamierzam zresztą krytykować kogokolwiek. Temat DT, na ile się uda, rozpatrzę na własnym przykładzie, inne widać na wątkach.. Quote
leonarda Posted June 30, 2011 Author Posted June 30, 2011 A tu będzie o zniechęcaniu....potencjalnych dobrych właścicieli, oczywiście. Przy okazji drobna samokrytyka, czyli że czasem należy zwykłych ludzi zrozumieć. Quote
Sheltii Posted June 30, 2011 Posted June 30, 2011 Faktycznie, to świadczy o właścicielu. Chociaż, jak wiadomo, każdy przypadek jest inny i nie warto wszystkich wrzucać do jednego worka... Będę subskrybować, chętnie poczytam jeszcze. Quote
leonarda Posted July 1, 2011 Author Posted July 1, 2011 Sheltii - jasne, że nie ma żadnego jednego worka. Pamiętam, jak zawoziłam starą sunię ze schroniska do starszych państwa, którzy nie mieli samochodu, a jeszcze pani miała problemy z chodzeniem. Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby od nich oczekiwać podróży po psa, a nawet zwrotu kosztów. Na sterylkę też razem jeździliśmy. Ale to była moja decyzja, nie ich żądanie. I aż wstyd wspomnieć o czekoladkach, które mi dawali za pomoc, i o tym, jak pan mi wpychał jakieś pieniądze na biedne inne pieski, bo stwierdził, że jak to - co najmniej za paliwo musi zwrócić, bo przecież to już jego pies i on go ma utrzymywać, a nie ktoś... bo jak go nie stać na psa, to by suni nie brał.. A na wizytach dostaławałam rosół, który musiałam;) zjeść i opowieści, na co sunia jest chora i jak jest leczona, i na którym łóżku śpi i kogo lubi bardziej - takie różne.. sami wiecie:) Ale oni chcieli psa. Nie obsługi psa. A to ogromna różnica, która - mam często wrażenie - gdzieś tu nam się zatraca... A na tym wątku staram się jednak uogólniać, bo to, o co mi chodzi, jest dość powszechne w dość powszechnych i nieuzasadnionych przypadkach. Quote
Sheltii Posted July 1, 2011 Posted July 1, 2011 Jeszcze nie słyszałam o takiej rodzince... :) W moim przypadku było tak, że pojechaliśmy sami po psa, mimo że schronisko oferowało transport, ale w późniejszym czasie. Tak nam było po stracie suczki pusto i potrzebowaliśmy nowego zwierzaka, żeby się nim zająć i jakoś nie myśleć o śmierci poprzedniego pieska. Quote
Nutusia Posted July 1, 2011 Posted July 1, 2011 Też się chętnie zapiszę. Bardzo trudno będzie uniknąć "wrzucania do jednego worka" ale fakt, że czasami mocno wychodzimy przed orkiestrę... Mnie w szczególności będzie interesował temat płatnych DT i hoteli. Dlaczego stale rosnąca ich liczba jest absolutnie nieproporcjonalna do liczby BDT ;) Quote
lika1771 Posted July 1, 2011 Posted July 1, 2011 Leonardo zgadam sie z Toba,jezeli ktos chce psa niech sam po niego przyjedzie,a jezeli nie moze to opłaci transport. Taki transport nieraz kosztuje tyle ile opłacenie np.sterylki lub operacji psiaka w potrzebie czy opłaty za hotelik. Jeszcze jestem w stanie zrozumiec jezeli ktos pisze ze go nie stac np.na cały transport, ale dołozy sie do transportu. Ale kto przyzwyczaił ludzi ze maja psiaka dowiezionego pod sam dom jeszcze były sytuacje,ze psiak sie nie spodobał(bo na zdjeciu wygladał inaczej) Dt płatne,hoteliki dojazdy wszystkiego nauczyła dogomania.......... Quote
Onaa Posted July 1, 2011 Posted July 1, 2011 Ciekawy temat. Myślę, że trzeba w pomaganiu zachować zdrowy rozsądek. Quote
mrowa23 Posted July 1, 2011 Posted July 1, 2011 w sprawie transportu - ja kiedyś miałam sytuację, że zawiozłam mikro sunie i... i była za duża o ok 1 kg ( a ważyła może z 2,5 kg) ... sunia została ale Pan był bardzo rozczarowany "brakiem profesjonalizmu", bo gdyby wiedział ze ona jednak "taka duza" to by się nie zdecydował. dodam tylko ze ja bylam tylko transportem i jechałam specjalnie z poznania do wawy odebrac sunie i z wawy do szczecina zawieźć mała a potem wracalam do domu do poznania (na raz trasa) i nie posredniczylam w adopcji, moim zadaniem bylo tylko przewiezienie suni. po takiej ilosci km i minie nowego Pana miałam ochote wyciagnac kalacha.... na szczescie Pani domu zakochala sie w tym dodatkowym kg i pan tez w koncu postanowil ze juz przeboleje ten kg i sunia ma sie ok z tego co wiem, ale... no wlasnie.... Quote
Isiak Posted July 1, 2011 Posted July 1, 2011 Dla mnie np. transport psa w przypadku adopcji byłby bardzo ważny. Dlatego, że nie mam samochodu, nie mam przyjaciół ani rodziny majacej samochód, taksówkarz psa (często "pachnącego" schroniskiem) nie chce zabrać, a gdybym poprosiła kogos z pracy o przysługę, popukałby się w czoło i zapytał, czy w mojej miejscowości jest za mało psów, żeby jeszcze jakiegoś "ze świata" ściągać. Nie wyobrażam sobie też wiezienia zupełnie obcego śmierdziuszka pociągiem. Z moimi kolanami ktoś musiałby mnie do pociągu i z niego wnieść na rękach :evil_lol: Kiedyś, w mlodości, jeździłam pociągami i autobusami z psami, i zawsze spotykałam się z nieprzychylnością pasażerów i kierowców. Ale: decydując się na adopcję psa uważam, że od tego momentu jest on już "mój", czyli zwracam kasę za transport z nawiązką - bo transport to nie tylko paliwo, ale także amortyzacja samochodu i czas osoby, ktora psa przywozi. Uważam, że jak najbardziej na miejscu jest też ofiarowanie dodatkowego datku na ratowanie następnych bied. Podobnie z kosztami sterylizacji - albo w nowym domu, a jeśli przed adopcją, to ze zwrotem kosztów. Tak uważam ja, Isiak. Basta. Quote
martasekret Posted July 1, 2011 Posted July 1, 2011 Niedawno szukałam domu dla młodej koteczki. Dałam ogłoszenie na lokalny portal, ale kiedy dostawałam smsy (swoją drogą to też mało poważne podejście - prowadzić rozmowy nt adopcji zwierzęcia za pośrednictwem smsów...) o treści: "(...) jeśli z dowiezieniem, to wezmę...", to wiedziałam, że to nie jest odpowiedni dom dla niej. Myślę podobnie jak ty - kiedy przyszły właściciel ewidentnie wykręca się (bo jeśli faktycznie nie może, to co innego, aczkolwiek...powiedzmy, że to zależy od sytuacji) od przyjechania po zwierzę, na które się zdecydował, to u mnie także zapala się "lampka ostrzegawcza"... Quote
leonarda Posted July 2, 2011 Author Posted July 2, 2011 Dzięki za zainteresowanie:) Miałam bardzo zajęty czas i znów wyjeżdżam na 2 dni, ale rozpoczęte tematy pociągnę dalej od poniedziałku.. Quote
basiaaap Posted July 2, 2011 Posted July 2, 2011 Ja też czekam z zainteresowaniem;) Coś czuję, że w wielu sprawach będziemy się zgadzały... Co do poruszonej kwestii transportu zwierzaka do nowego domu - zgadzam się w 100 %. Nowi opiekunowie powinni absolutnie poczuwać się do przyjechania po zwierzaka bądź pokrycia kosztów transportu. Oczekiwanie, że "dostarczy" się im go pod drzwi, a oni wtedy łaskawie go przyjmą, dla mnie skreśla takich ludzi od razu. Pewnie, że każdemu z nas bardzo zależy, żeby pies czy kot, którym się opiekujemy, znalazł dom, że wyczekujemy na te maile i telefony... Ale nie można upychać zwierzaków byle gdzie i za wszelką cenę. Nie można w desperacji dawać ludziom do zrozumienia, że robią wielką łaskę, i że w związku z tym podstawimy im wszystko "pod nos", żeby tylko w łaskawości swej psa czy kota przygarnęli... A mam wrażenie, że tak właśnie często, zbyt często się dzieje... Wszystko to nie zmienia faktu, że "moje" zwierzaki zawsze dostarczam do nowych domów osobiście:p. Tłukłam się już w związku z tym po różnych miejscach, choć oczywiście preferuję własne miasto i okolicę, bo wtedy łatwiej o kontrolę i reakcję, jeśli coś zaczyna być nie tak. Zawiezienie zwierza do nowego domu pozwala mi lepiej ocenić trafność mojej decyzji - widzę wtedy, jakie warunki nowi opiekunowie zapewnią zwierzakowi, czy w domu porządek (żartuję:eviltong:), czy np. opłotowanie ogrodu solidne, okna zabezpieczone (jeśli to kot), widzę reakcję zwierzaków rezydentów na nowego domownika itp. Ale zawsze OCZEKUJĘ od drugiej strony deklaracji, że po zwierzaka przyjedzie. Dopiero potem mówię, że wolę sama dowieźć;) Są oczywiście sytuacje szczególne, kiedy państwo są starszymi ludźmi, nie są zmotoryzowani itp., wtedy możemy wspólnie zastanowić się, jak rozwiązać kwestię dowozu, ale zawsze oczekuję współpracy i współdziałania. Bardzo chętnie też podyskutuję o tzw. "płatnych domach tymczasowych", bo to moim zdaniem patologia wyhodowana przez dogomanię... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.