Jump to content
Dogomania

Sznaucerowaty Goofi umiera :( Trutka na szczury i babeszjoza. Ratunku!!!!


Recommended Posts

Posted

Pozwalam sobie skopiować treść e-meila jakiego dostałam wczoraj od koleżanki. Nie wiem w zasadzie co robić, czy zbierać pieniądze na hotel, i czy w ogóle w przepełnionych w tej chwili hotelach znajdzie się dla niego miejsce? :( A może jakiś domek z ogródkiem, gdzie piesek miałby chociaż kawałek miejsca dla siebie? Powiem tylko tyle: psiak miał czas do ubiegłej środy.

Historia jest taka: psa najprawdopodobniej ktoś wyrzucił z samochodu i na pożegnanie jeszcze dał kopniaka a co tam... (psiak był jednak dość nieufny)
Koczował przez wiele tygodni przy drodze Warszawa-Białystok, przy zjeździe na Radzymin. Zamieszkał na polu pod jakimś drzewem, gdzie czekał na powrót "kochanego pana :(


Dokarmiali go różni ludzie, ale częściej nie dokarmiali. On siedział w tym miejscu jak zaklęty.


Pani Ewa zdecydowała się go zabrać i spróbować. przeprowadziła się w tamte rejony niedawno, to starsza kobieta. Poza tym ma - ona i mąż - dobermana, który nie akceptuje innych psów. A tego zwłaszcza. Przez cały czas doberman próbuje zaatakować kudłacza. Dobek jest w domu, a kudłacz pcha się do domu z całej siły. I wylądował na łańcuchu. Mimo to doszło już dwa razy do poważnego spięcia, p. Ewa i jej mąż ledwo psy rozdzielili. Boją się, nie mają doświadczenia w takich sytuacjach, obawiają się o życie kudłacza, naprawdę wygląda to bardzo poważnie.

Pies jest naprawdę ładny, na zdjęciach wygląda jak kupa kupy. Naprawdę wygląda jakby się uśmiechał! BARDZO CHĘTNY DO ZABAWY! Zero agresji do ludzi i chyba zresztą do zwierząt też, temu dobermanowi całkowicie się poddaje.

Mąż p. Ewy nie wytrzymuje już napięcia, w każdej chwili wywiezie psa i zostawi w okolicach Palucha, bo powiedzieliśmy, że Paluch od prywatnej osoby nie przyjmie. A jak nie na Paluch to zawiezie do Klembowa, bo to ten rejon.
:-(




  • Replies 93
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

obraczus87 napisał(a):
:roll:Zapisuje.. piekny.... :roll:

Tylko ze ja nie mam pomysłów :(


Ja również nie wiem co zrobić. Piesek pewnie wyglądałby zjawiskowo po wizycie u fryzjera, ale to wszystko kosztuje :(

Posted

wczoraj dostałam info o tym psie od mojej siostry;

podawałam jej namiary na Pana chętnego do adopcji takiego "sznaucerowatego" psiaka - nie wiem co z tego wyszło

Posted

jambi napisał(a):
wczoraj dostałam info o tym psie od mojej siostry;

podawałam jej namiary na Pana chętnego do adopcji takiego "sznaucerowatego" psiaka - nie wiem co z tego wyszło


Fajnie by było, bo sytuacja ponoć naprawdę nie przedstawia się najlepiej. Dobek chce go po prostu zagryźć.

Posted

warto zwrócić uwagę i rozpowszechnić

OSTRZEŻENIE z FB.
"Ostrzeżenie ze schroniska w Gaju, że jeździ po schroniskach facet z zamiarem adopcji szczeniąt. Psy podobno jadą do Niemiec jako przynęta dla amstafów szkolonych do walk !!! Ten facet to Lukasz
C. lub zona Ewa z Krzywinia kolo Gostynia. Może kontaktować się ze schroniskami w całej Polsce.... uprzedź znajome schroniska !"

Posted

mala_czarna napisał(a):
Fajnie by było, bo sytuacja ponoć naprawdę nie przedstawia się najlepiej. Dobek chce go po prostu zagryźć.


no to własnie słyszałam wczoraj, że doberman rezydent ma ochote go zeżreć, i to jest ponoć głowny powód

nie wiem co dalej - namiar podany, mam nadzieje, że coś z tego wyjdzie

mala_czarna, a od kogo dostałaś info o psie?

Posted

jambi napisał(a):
no to własnie słyszałam wczoraj, że doberman rezydent ma ochote go zeżreć, i to jest ponoć głowny powód

nie wiem co dalej - namiar podany, mam nadzieje, że coś z tego wyjdzie

mala_czarna, a od kogo dostałaś info o psie?


Zapytaj Waszki i informacje póki co zatrzymaj dla Siebie, ok? :)

Posted

Sytuacja jest dramatyczna. Wczoraj rano to był zdrowy, młody, wesoły pies. Teraz jest w stanie krytycznym.

A to cała krótka (długa) historia:
W sprawie tego psa zadzwonili do nas ludzie po programie w Pytaniu na śniadanie.
Pies został wyrzucony z samochodu przy trasie na Białystok, za Radzyminem. Przez długi czas (tygodnie albo nawet miesiące) koczował w tym miejscu, pod drzewem. Osoba, która niedawno przeprowadziła się w tamte rejony, się ulitowała i go wzięła. Ale okazało się, że jej pies - doberman - rzuca się na niego i nie ma szans na ich pogodzenie. Pojechała tam Marta (jedna z nas) i potwierdziła słowa kobiety: Pies młody, wesoły, w typie sznaucera. Doberman na niego poluje, szuka okazji, żeby zaatakować. Pies pcha się do domu, ale ze względu na dobermana nie można go puścić, doberman szuka okazji, by tamtego wyeliminować, więc chodzi w kagańcu, doszło już do ostrej walki między nimi. Poza tym eksces z indykami: Goofy (bośmy go tak w końcu ochrzciły) pogonił indyki sąsiadów. Został uwiązany na łańcuchu.

Ludzie dzwonili regularnie do Marty, licząc, że coś zdziałamy, a konkretnie zabierzemy psa. Nikt inny nie chciał nawet z nimi rozmawiać! Zwracali się do różnych organizacji.
Pani Ewa (ta, która się zaopiekowała Goofym) sugerowała, że ludziom wokół się nie podoba, że mają dwa duże psy: "Wiadomo, jacy są ludzie, tu się może wszystko zdarzyć, potrują albo załatwią inaczej". Już zdecydowali, że do końca ubiegłego tygodnia zawiozą go do Warszawy i tutaj wezwą straż miesjką, żeby go zabrać na Paluch. Byli już zdesperowani. Naprawdę.

W międzyczasie, za sprawą Sznaucerów, pojawiła się szansa na dom kilkaset km od Warszawy. Plan wstępny był taki, żeby go wykastrować w ramach naszej akcji na SGGW i w międzyczasie sprawdzić ten dom.
Kastracja była już umówiona na najbliższy piątek.
Wczoraj:
Marta rano pojechała do po psa. Pani Ewa się ucieszyła tym bardziej, że mają właśnie problem z dobermanem: zatrucie. Od kilku dni ma silne wymioty, nie je. Jeżdżą z nim do lecznicy do Warszawy na kroplówki. Goofy jest wesoły, rozbrykany, liże Martę. Bez najmniejszych oporów wsiada do samochodu, jakby jeździł nim całe życie.

Przyjeżdżają do kliniki na sggw. Niestety, lekarz ze szpitala nie zgadza się przyjąć psa. Okazuje się, że Goofy ma na tylnej łapie, na udzie sporą niezabliźnioną ranę. To uniemożliwia kastrację w najbliższym czasie.

Marta z psem zostaje w poczekalni. Udaje się znaleźć dla niego miejsce w hotelu pod Warszawą. Jego właścicielka może przyjąć psa na 3 dni, ale dopiero po godzinie 20.
Około godz. 14 Marta zauważa, że leci mu krew z nosa. Wcześniej otworzyła się mała ranka koło oka. Być może to efekt szamotaniny z kagańcem na sggw. Marta ma całe ubranie we krwi, bo Goofi jest wesoły, przytula się do niej i przystawia pieczątki. Wspólnie ustalamy, że zanim pojedzie do hotelu, trzeba go pokazać wetowi. Umawiamy się w lecznicy.
Goofi wiita mnie szczekaniem, ale szybko się przekonuje. I oczywiście przystawia pieczątkę nosem. Jest trochę pobudzony, ale udaje sie pobrać krew i podać zastrzyki. Rana na udzie jest brzydka, ropieje.

Jedziemy oddać Goofiego pani Małgosi do hotelu.
Po niespełna godzinie Marta odbiera telefon od pani Młagosi. Nie jest dobrze. Krwawienie się nasila, mimo bardzo dużej dawki środków przeciwkrwotocznych. Pani Małosia twierdzi, że trzeba go zabrać do lecznicy, gdzie będą mogli zdiagnozować przyczynę i zatamować krwotok. Ona robiła co mogła - tamponowanie z adrenaliną nie pomogło. Oczywiście to nasza decyzja, ale obawia się, że zastanie rano psa nieżywego w ogromnej kałuży krwi. Jest godzina 22. Jedziemy. Za Halinów zabrać Goofy'ego do lecznicy całodobowej.

Trochę błądzimy, ale dojeżdżamy. Z psiego nosa rzeczywiście krew się leje, niemal strumieniem. Wkładamy go do samochodu Marty, z jasną tapicerką ;-). Trudno. Goofy jest dalej cały radosny, jakby nic się nie działo, wkłada mordę wszędzie gdzie się da. Żartujemy, że jeśli w drodze powrotnej, w nocy, pod Radzyminem zatrzyma Martę patrol policji, na pewno każą jej wyjśc z samochodu. I otworzyć bagażnik - czy nie ma tam jakichś atrakcyjnych zwłok.

Dojeżdżamy do Multiwetu około 23. Spędzamy tam kilka godzin. W tym czasie pies krwawi coraz bardziej. Jest też pobudzony. Żeby prześwietlić mu czaszkę i wykluczyć uraz, trzeba podać głupiego jasia. Usypia, leży na podłodze, wokół coraz większa kałuża krwi. Krew jest w zasadzie wszędzie. Wygląda to jak niezły horror.
Urazów mechanicznych nie ma. Wyniki krwi potwierdzają tylko niską krzepliwość.

Ooło 1 w nocy jedziemy do domu.
O 7 rano dzwoni do mnie lekarka z lecznicy. Stan psa jest bardzo poważny. Przez całą noc nie udało się zahamować krwawienia. Pojawiła się krew w moczu, krwawe wysięki wszędzie. To ewidentnie działanie trutki na szczury!!!, której składnik jest czymś w rodzaju przezciwieństwa witaminy K. Ktoś go postanowił otruć.

Będzie transfuzja, czy się zgadzamy. Koszt samej transfuzji 600 zł. Czy możemy się nie zgodzić?

Około 11 rozmawiam z recepcją. Lekarz szpitalny nie może podejść do telefonu, zajmuje się Goofym. Jego stan jest bardzo zły.

Około 13 rozmawiam z lekarzem szpitalnym. Mówi, że stan jest dramatyczny. Ciągle nie udaje się zahamować krwawienia. Krwawią też oczy. Zrobiła prześwietlenie płuc, bo bała się, że krew się tam dostaje.

Do tego w kolejnych badaniach wyszła babeszjoza!!

Miał przetoczone osocze, podany imizol p. babesziozie, całą baterię wszytskiego, co się da. Miał gorączkę, był okładany lodem, ręcznikami. Niestabilny puls - toz wiązane ze znacznym ubytkiem krwi. Leży pod tlenem. Czekamy na efekt przetaczania osocza.

Około 16 kolejna rozmowa ze szpitalem. Stan bardziej stabilny, niż rano. Czekamy.

Boję się, że nie da rady. Boję się teraz dzownić do lecznicy - brak wiadomości traktuję jako dobrą wiadomość. Boję się też strasznie rachunku.
Ale czy mam powiedzieć im, żeby dali spokój? Żeby już nie robili kolejnych badań krwi, transfuzji etc, że to bez sensu?
Nie mamy pieniędzy, naprawdę. Nie stać nas na utrzymanie kolejnego psa, a tym bardziej na TAKIE leczenie. Jest dramatycznie - bez cienia przesady.
Czy ktoś może nam pomóc? POMÓĆ GOOFY'EMU?

W lecznicy, jeszcze jest w miarę ok.


By psyniczyje at 2011-06-07

Pół godziny później

By psyniczyje at 2011-06-07


By psyniczyje at 2011-06-07


By psyniczyje at 2011-06-07


By psyniczyje at 2011-06-07

Posted

Felu, tak jak obiecałam, dzisiaj zrobię wydarzenie na FB. Strasznie dramatyczne są te zdjęcia, i nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak to na żywo wyglądało :( Również pocieszam się, że jeśli nie zadzwonili, to nie jest źle. Gdybyś nie mogła napisać w necie, a będą już jakieś wiadomości to daj mi znać.

Posted

Fela napisał(a):
Kamila, dzięki. Jest dramatycznie. Pod każdym względem.


No tak myślałam:( trutka na szczury, do tego babeszja, to nie może być dobrze. To nawet o rokowania nie zapytam..

Posted

Kiepsko z Gufim . Teraz ma przetaczaną krew, przyjechał dawca. Jest kiepsko z krzepliwością. Jeśli sytuacja się nie unormuje, to trzeba będzie podjąć decyzję o eutanazji..

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...