Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Opiszę kopiując post Uli:
[FONT=Verdana]Boze Narodzenie jest okresem cudow i jeden nam sie przytrafil.[/FONT]
[FONT=Verdana] [/FONT]
[FONT=Verdana]Prezes "wyszedł z obroży" na spacerze w Rembertowie 7 grudnia.[/FONT]
[FONT=Verdana]Kasia od irlandow spotkala go na Zakolu wawerskim w czwartek o zmroku - byl blisko, grzecznie przywital sie z psami, ale nie dal do siebie podjesc ludziom i w koncu uciekl. Mialam o tym informacje natychmiast i bylam tam jakies pol godziny pozniej, ale juz go nie bylo. Do dziewiątej czy dluzej na kilka zmian "deptalismy " zakolowe laki, nawolujac - ale bez skutku. Nastepnego dnia (wczoraj) rano Ania i ja ze swiezym zapasem ogloszen wybralysmy sie tam znow. Zabralysmy lornetki, przygotowane bylysmy na kilkugodzinne "czesanie zakola dwuosobowa tyraliera". Prezes wyszedl nam na przeciw (moze szedl po wczorjaszych sladach?) spotkalismy sie na koncu ulicy Kosmatki (dla "goclawian": przy tunelowym przejsciu dla pieszych pod trasa siekieowska). Najpier lekko nieufnie obszadl nas bokiem, ale gdy nas poznal doslownie rzucil sie nam w ramiona. Zalozlysmy mu szelki i obroze i ruszylysmy do mnie. Rownym szybkim marszem, bez klopotow i problemow Prezes zaprowadzil nas do mnie do domu. Ania trzymala smycze, ja otwieralm drzwi :)). Uszy do gory, ogon do gory, z mijanymi pasmi sie obwachiwal z wlasnej inicjatywy, ludzi mijal lukiem, ktory miescil sie na szerokosci chodnika nad kanalkiem. Jednym slowem zachowywal sie z wiekszym spokojem, opnaowaniem i pewnoscia siebie niz gdy byl u mnie w miescie latem.[/FONT]
[FONT=Verdana]Pierwsze doba minela bez problemu. Zulowy "ponton" zaakaceptwal od razu. Kanape tez :). Spokojnie znosil wchodzacyh i wychodzacych ludzi, interesujac sie nimi bez leku i namolnosci. Mialam umówiony transport stołu i krzesel z mojego obecnego do przyszłego mieszkania, wynoszenie mebli nie zrobilo na nim szczegolnego wrazenia. W nowym, pustym mieszkaniu spokojnie polozyl sie na wycieraczce. W nocy poszlam po zakupy (tesco 24), kolejki do kasy mimo polnocnej pory byly spore, wiec w sumie zostal sam na niemal dwie godziny - bez problemu. Spalam w sypialni - Prezes zostal w duzym pokoju na pontonie, ze dwa razy w nocy przyszedl sprawdzic "stan osobowy w domu", wyraznie pokazujac kiedy chcial wyjsc "sanitarnie" (kole 6 rano).[/FONT]
[FONT=Verdana]Dzis rano na spacerze "zaciagnal" mnie do mijanych w sporej odleglosci grup psow. ladnie sie przywital: "jak rowny z rownym" z psami, sukami, malymi, duzymi. Rozglada sie tez "po ludziach" - jakby kogos szukal.[/FONT]
[FONT=Verdana]Na razie zostanie u nas - trzeba go troszke "odchuchac".[/FONT]
[FONT=Verdana] [/FONT]
[FONT=Verdana]Wielkie, serdecznie dzieki wszystkim, ktorzy mysla, mowa i uczynkiem do tego cudu sie przyczynili. A szczegolnie: Julicie, ktora rozwiesila tony ogloszen wszedzie w zasiegu "psiego marszu" , jedzial sprawdzajac wszelkie sygnaly, Marcie, ktora koordynowal cala okcje z lozka, a ledwo z lozka wstawszy ruszyla z Tosia na poszukiwania Prezesa, Ani, przez dwa tygodnie niemal codzienne depczacej kilometry lasow i lak. No i Kasi z ekipa, ktora byla we właściwym miejscu o właściwym czasie i natychmiast dala znac, a potem wlaczyla sie do nocnych poszukiwan.[/FONT]
[FONT=Verdana]Reasumujac: WARTO szukac igly w stogu siana :)[/FONT]
[FONT=Verdana] [/FONT]
[FONT=Verdana]Zdrowych, radosnych Swiat Bozego Narodzenia![/FONT]
[FONT=Verdana]Urszula[/FONT]

  • Replies 204
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Prezes ma sie świetnie, byliśmy dzisiaj na wspólnym spacerku:)
To było dla mnie jedno z przyjemniejszych wydarzeń w tym roku, że sie odnalazł <yupi>!
Wszystkiego Dobrego!:)

  • 5 months later...
Posted

Prezes po odnalezieniu nie wrócił już do tych ludzi, od których uciekł. Od tego czasu jest u Uli i szuka nowego domu, jak dotąd nieskutecznie. Na przełomie maja i czerwca był na wakacjach:

Prezes jest nieuciążliwy w podroży, wyluzowany w terenie, spokojny w "nowym miejscu", ale "wśród ludzi" nadal boi się niemal wszystkich (w tym spokojnie siedzących pod wiejskim sklepem, czy pojedynczych ludzi mijanych na leśnej ścieżce).Ma tez paskudna tendencje do gonienia zajęcy i saren (w jednym przypadku cienka linka, na której był przypięty "wszorowala" mi się dość głęboko w palec, gdy ruszył z kopyta, a przy kolejnym spotkaniu gdy już nie próbowałam łapać linki szarpnięcia nie wytrzymał karabińczyk smyczy, do której linka była przypięta - w efekcie Prezes pogonił przez las z poszyciem ciągnąc za sobą łącznie około 10m linki i smyczy z kolkami i karabińczykami... na szczęście po 6 minutach był z powrotem, z całym "olinowaniem: reasumując czas od zera do 100km/h ma godny gończego, na szczęście ma "gorsza" wytrwałość, choć niestety i przywołanie tez gorsze niż pies do którego przywykłam :) ).
W domu, wobec znajomych, jest uroczym niekłopotliwym pieszczochem. Nie niszczy, nie hałasuje - jeśli to krotko sygnalizuje coś tuz pod drzwiami (czy za płotem, np. na działce). Na dużej posesji "w chacie za wsią", z ludźmi do których się przekona, byłby psem modelowym.
W mieście żyje w ciągłym napięciu.
Jest doskonale "kocioodoporny", ładnie układa sobie sprawy w niemal każdym psem, nie zdarzyło się, nawet w skrajnym stresie, aby był agresywny w stosunku do jakiegokolwiek człowieka.
I ten świetny pies jest do wzięcia!










  • 7 months later...
Posted

Już ponad rok minął odkąd Prezes się wyadoptował, uciekł i trafił do DT. Tak DT o nim pisze:

Pod koniec grudnia stuknął rok, od kiedy odnalazł się Prezes. Spędziliśmy ten rok razem – i chcąc nie chcąc, trochę się do siebie przywiązaliśmy. Nie mieliśmy zresztą innego wyjścia: od pół roku nikt się o niego nawet nie dowiadywał…

Prezes to bardzo fajny, pogodny, umiejący zająć się sobą, ale z natury ostrożny pies. W domu nie niszczy, nie hałasuje, nie nalega na włażenie na meble. Ostatnio zaczął żebrać, ale to już efekt uboczny mojej pracy nad jego oswajaniem z „obcymi przy stole” J. W terenie pięknie „trzyma się” kierunku spaceru, bez kłopotu melduje od czasu do czasu, gdy jest wyjątkowo zadowolony wyraża to całym sobą – lubi cieszyć się „z kimś”. W mieście nadal jest psem lękliwym, bojącym się gwałtownych dźwięków i obcych ludzi: w sytuacji, którą uznaje za krytyczną podejmuje próbę „salwowania się ucieczką”, przy czym ucieka przed tym czymś strasznym, a nie szuka ratunku u opiekuna (w kryzysie stosuje zasadę „umiesz liczyć, licz na siebie”). Na plus należy mu zaliczyć, że wraca, gdy ochłonie, w ciągu około 3 do 5 minut – zjawisko mimowolnie przetestowane przy okazji niespodziewanych fajerwerków w pozornie bezludnej okolicy oraz pogoni za zwierzyną (dwa przypadki- w tym raz na skutek zerwania smyczy).

Od połowy października chodzimy w soboty na zajęcia dla nieśmiałych psów – zajęcia odbywają się w Sali gimnastycznej a współuczestnikami są pozostałe psy wawerskie: Tosia, Misio (dawniej Rysio) i Fuks. Prezes radzi sobie lepiej niż się spodziewałam – w tym trochę „sztucznym”, tzn. izolowanym od bodźców zewnętrznych i „zaludnionym” znajomymi środowisku jest wylewny, chętny do współpracy, często nakręcony do tego stopnia, że wokalizuje emocje (rzecz na co dzień nie tak częsta, a przynajmniej – i na szczęście J - nie w takich dawkach). W sensie stricte szkoleniowym nie zrobił postępów, a nawet trochę się uwstecznił (wszystkie psy wawerskie w Konstancinie przychodziły na wołanie i to „wykończone siadem” oraz siadały na polecenie – Prezes po roku często siada i w odpowiednich okolicznościach przychodzi J), nie udało mi się też nauczyć go nowych komend czy np. „wyjść na dwór” z tymi etc.:, ale tez i nie „wyszkolenie” było celem spotkań, no i ze względu na aurę zajęcia były w sali. Bardzo skorzystaliśmy na „zewnętrznym oku fachowca” – zebraliśmy podpowiedzi, co do tego, co robię nie tak (i aż dziw, że tyle tego J), zobaczyliśmy jak robią to inni etc. Prezes chce pracować, wymuszona zajęciami regularność doskonale mu zrobiła, „załapał”, że warto, „rozkręcił się” na tyle, że pracuje już za nagrody, na które kiedyś by nie spojrzał (jest niełakomy, a zawsze dotychczas pracowałam z psami „żartymi”). Poznaliśmy tez w praktyce metodę BAT, znaną dotychczas tylko z teorii – bardzo mi się podoba i Prezesowi chyba też J. Nadal nie do końca ma przekonanie, że da się ją konsekwentnie stosować, gdy mieszka się w bloku i gdy pies boi się tylu rzeczy w świecie zewnętrznym (nie zawsze jest jak i gdzie zawrócić, gdy z naprzeciwka jedzie chłopiec na deskorolce, za nami idzie kobieta stukająca obcasami i ciągnąca walizkę na kółkach, z boku jedzie autobus i robi „pssssst”, a ja przyjechałam do domu po to by wyjść z psem i mam na to nie więcej niż 30 minut….), ale przynajmniej wiem już co mogę próbować. Ostatnio zdecydowanie mniej ciągnie na smyczy (od kilku miesięcy ani razu mnie – odpukać J - nie przewrócił). Troszkę też z nim klikam – ucząc się po Zuli psa, który pracuje inaczej, ostrożniej, więc mniej moich błędów wybacza. Gdy „rozkładam kramik” i biorę kliker pies się cieszy i „chce” – i to jest w tym wszystkim najfajniejsze.

Nadal uważam, że byłby szczęśliwszy w „innych okolicznościach” – np. mieszkając poza miastem, z liczniejszą rodziną, gdy częściej ktoś jest w domu. Ja zaś zdecydowanie wolałabym mieć psa, który nie ma problemów lękowych, a tak naprawdę chcę gończego polskiego, a nie owczarka, nawet wawerskiego J. Niestety na Prezesa nie ma chętnych – a też i po poprzedniej próbie adopcji zakończonej ucieczką konieczne jest, aby potencjalni nowi ludzi byli dla Prezesa znajomymi:. Niestety jest mało realne wobec podaży psów do adopcji, aby znaleźć kogoś, kto na tyle będzie chciał mieć akurat tego psa (dorosłego, urody jakiej jest, z problemem lękowym), aby zadać sobie trud wizytowania go i „zaskarbiania go sobie”. Zresztą na razie nikt nawet się o warunki nie dowiaduje...

Nad lękowością możemy pracować i się staramy – choć w tym tempie zabierze to jeszcze hohohoho, a może i dłużej. Gończego z niego nie będzie, pozostaje mi wiec tęsknić cichutko. Na drugiego psa, przy psie problemowym, jakim jest Prezes ze względu na lęki, nie mam niestety czasu (konieczne by były np. osobne spacery, żeby gończemu zapewnić spokojny kontakt z tym wszystkimi rzeczami, których obawia się Prezes, nie wyobrażam sobie Prezesa, jako „psa towarzyszącego” na konkursie etc.).

Oczywiście na co dzień jest to zawsze „futro w domu” i ciepłe ucho, któremu można opowiedzieć o tym co się wydarzyło, i zimny nos wsuwany do ucha na dzień dobry. Jest też „łatwiejszy” na co dzień niż rok temu (tuż po Sylwestrze zeszłego roku był w najgorszym dołku, problemem było przejście na światłach przez ulicę, „darł pazurami asfalt” i w ciągu dnia nie chciał w ogóle wyjść dalej niż do pierwszego trawnika, na dwór trzeba go było wyciągać „siłą”, bo po jakiś 30, 40 minutach na pokonanie schodów kończył się mi i czas i cierpliwość), w czym duża zasługa i szkolenia, i Ani od Zorki, która zabrała go wraz z Zorką na działkę na samą Sylwestrową noc, oszczędzając mu największej kanonady.

W marzeniach mam wyadoptowanie Prezesa, ale w planach: dalsza praca nad panowaniem nad lękiem, może kolejny kurs, lub nawet indywidualne szkolenie, regularne spotkania z pozostałymi wawerczakami i ich ludźmi (coś w rodzaju „wawerskiej grupy wsparcia” J). Chciałabym móc jeździć z nim komunikacją publiczną, pójść na spacer do parku (jako przyjemność dla psa), zyskać jego zaufanie także w „sytuacji zagrożenia”. No i jeszcze żebyśmy wszyscy zdrowi byli :). Czego we wciąż jeszcze Nowym roku i Wam życzę


I kilka obrazków z noworocznego spaceru, na ostatnich dwóch zdjęciach jest też Tosia :)








  • 1 year later...
Posted

Już trochę ponad rok minął od ostatniego wpisu i trochę się zmieniło. Z 6 psów, z którymi zaczynałyśmy mamy dalej kontakt (i to dobry) z 4.

Bebi niestety zaginęła bez śladu i pewnie nie dowiemy się nigdy co się z nią stało. Może miała szczęście i udało jej się znależć dom.

Ruda niestety odeszłą, alena koniec życie trafiła na naprawdę wspaniały dom. Była chora, ale czuła się żle tylko przez ostatnich kilka dni.

Rysio - teraz Misio - trafił na bardzo ciepłych, rozsądnych i wyrozumiałych ludzi i widać, że się do nich bardzo przywiązał i czuje się przy nich pewnie.

Fuks też ma kochający dom a ostatnio bardzo polubił kocie towarzystwo.

Tosia dalej jest z Martą i układa im się wspaniale.

Prezes - o czym pewnie nie wszuscy wiedzą - został u Uli już na stałe. Gdy ula wyjeźdza mieszka u mnie i jakoś dogadujesię z Zorką. Od czasu do czasu wyjeżdza na wspólne wakacje z Tosią i Martą, a czasem umawiamy się we 3 i w 3 psy (czasem i w więcej) na wspólny spacer.

Przynajmnie dla tych 4 psów wygląda to na happy end (choć może cdn....)

Pozdrowienia dla tych wszystkich, których to jeszcze interesuje

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...