Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 193
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Za dobrych wieści to nie mam. A właściwie to żadnych. Mimo mojego pobytu w Warszawie nie zastałam Oli (tymczasowej opiekunki Happy) w domu, nie odbierała też telefonu. Także ani nie widziałam małej, ani nic nie wiem... Miała być zabrana z tamtej kliniki, jutro mam nadzieję obejrzy ją inny wet. Ale mam jakieś złe przeczucia... Nie wiem czemu, ale chyba żałuje, że zawiozłam małą na tymczas. Weci zamiast jej pomóc tylko ją skrzywdzili...

Posted

Prawdopodobnie Happy zostanie uśpiona, Ola bagatelizuje moje prośby o opinię innego weta, twierdzi, że przez to męczę psa. A lecznica, do której ma podejść znajduje się na przeciwko tej, w której właśnie jest...

Posted

Przecież to jest chore! Czy ona zwariowała! Jak można w takiej sytuacji polegać na opinii jednego weta. To niedopuszczalne. Najgorsze jest to że jestem za daleko żeby móc coś zrobić. :-( HAPPY !!!!!!!!!!!!

Posted

Dam wszystkim radę kiedy ktoś będzie szukał DT dla psiaka z takimi problemami to jest na dogo ktoś kto wspaniałe z wielkim zaangażowaniem i troską zajmie się takim psiakiem. Była u niej suczka i ona nie dała za wygraną walczyła ze wszystkich sił.
Happy tak mi przykro że tam gdzie teraz jesteś nie chcą dać Ci szansy i nawet nie próbują walczyć. Przepraszam Cię za nich. Cały czas mam jednak cichą nadzieję że może jednak darują Ci życie :-(

Posted

malutka już za TM (*)
;(
to ja sprawdzałam dom dla Happy- bez zarzutów
klinika na bemowie- sama wielokrotnie woziłam tam różne psy i jak do tej pory miałam do nich zaufanie- fachowcy, nowoczesny sprzęt, wszystkie badania można zrobić na miejscu.....
nie wiem co się stało, nie rozumiem, mam tylko nadzieję, że sprawa się szybko wyjaśni

Posted

NIE!!!!!! To niewporządku to nie tak miało być nie wierzę że nie było żadnej szansy!!!!!!
Happy !!!!!! Kochana suniu nie znałam Cię ale bardzo kochałam i trudno mi się pogodzić z tym że nie dano Ci szansy nie próbowano walczyć.

Posted

Przekleję tylko to, co napisałam na labradory.info, to tak pokrótce.

Wybaczcie, nie wiem ile jestem w stanie dziś napisać... Szkoda tylko, że moje łzy nie przywrócą małej życia...

Specjalnie zajechałam wczoraj do Warszawy, chciałam zobaczyć Happy. Ola wiedziała, że się do nich wybieram, miałyśmy jechać razem do innego weta. Niestety, Oli nie było w domu, nie odbierała również telefonu. Dziś rano napisała mi sms, że była u siostry na spotkaniu komunijnym. Kilka godzin po tym sms Ola próbowała się do mnie dodzwonić, niestety, siedziałam w szkole, nie mogłam odebrać. Dostałam smsa treści "Zgadzacie się na uśpienie psa? Mówią, że nic nie da się zrobić, za dużo chorób i jej organizm już się poddał." Mimo tego, że rozmawiając przedwczoraj wieczorem z Olą zaznaczyłam, że ma małą w niedzielę stamtąd zabrać (została zostawiona w szpitalu) i pojedziemy razem do innego weta, to Happy trafiła dziś ponownie do tej samej kliniki. Jako, że nie mogłam odebrać (w moim liceum nie wychodzi się na lekcji nawet do toalety) wysłałam sms do kierownika naszego schroniska, z prośbą o kontakt z Olą. Okazało się, że Happy od dwóch dni była w agonii, była sztucznie podtrzymywana przy życiu. Aneta podjęła decyzje o uśpieniu małej, moim zdaniem w tym wypadku słuszną, nie było sensu przedłużać jej cierpień... Nakazaliśmy wykonanie sekcji Happy, ma być zrobiona na warszawskiej uczelni, nie wiem, czy coś wyjaśni...

To co mogę powiedzieć - strzeżcie się jak ognia tej kliniki. Tamtejsza pani weterynarz stwierdziła dzisiaj, że Happy trafiła do nich pod opiekę w takim stanie, że już nic nie mogli zrobić, że jej organizm był strasznie osłabiony itp. Totalna bzdura - Happy w tygodniu poprzedzającym wyjazd miała robione wszelkie badania, morfologia i biochemia wyszły książkowo, nic nie wychodziło ponad normy. Miała powtarzaną zeskrobinę, wyszedł psi nużeniec. W Warszawie zrobiono jej podobno zeskrobinę, weterynarze stwierdzili, że mała nie ma nużeńca tylko grzybicę. Po faxie, który od nas dostali (była tam między innymi informacja o tym, że z zeskrobiny robionej 2 tygodnie wcześniej wyszedł nużeniec) doszli do wniosku, że ona jednak grzybicy nie ma, za to ma problemy z przełykiem. Po drodze stwierdzili jeszcze, że ma alergię pokarmową, bo mała ma biegunkę (szkoda, że u nas jej nie miała, biegunki to chyba przez cały pobyt u nas nie miała) i zamienili jej acanę na jakąs weterynaryjną karmę. Pal licho karmę. Na samym początku ogolili też małą na łyso, a że podejrzewam, że wychodziła na dwór bez jakiegokolwiek ubranka (co przy ostatnich warunkach atmosferycznych raczej nie było wskazane, ale tutaj mój błąd, bo nie pomyślałam, że Ola może na to nie wpaść), więc nie dziwi mnie, że nabawiła się zapalenia płuc. Kolejna sprawa - u nas Happy już biegała (może to nie był jeszcze sprint, ale jednak), bawiła się itp. A tam? Przestała chodzić! A weterynarze stwierdzili zapalenie mięśni.

Happy zawiozłam w pełni zdiagnozowaną, z wynikami, z wpisem w książeczce odnośnie przyjmowanych leków. Leczenie wdrożone przez naszych wetów przynosiło rezultaty, które było widać gołym okiem. Tamtejsi weterynarze w faxie otrzymali również prywatne numery telefonów do weterynarzy, którzy w Głogowie prowadzili Happy. Żaden nawet nie zadzwonił. Co lepsze - wprowadzili swoje leczenie, po którym z Happy było niestety coraz gorzej... W ciągu dwóch tygodni doprowadzili Happy do śmierci...

Przykro mi to mówić, ale Ola, choć starsza ode mnie o kilka lat, nie jest jeszcze gotowa do opieki nad chorym psem. Bo uważam, że Happy nie miała właściwej opieki, szkoda, że okazało się to tak późno... Moim zdaniem, Ola jest zbytnio wpatrzona w tamtejszych weterynarzy, ufa wszystkiemu co mówią. Nie daje sobie wytłumaczyć nic, co jest odmienne ze zdaniem weterynarzy z tej kliniki. Smutne, ale prawdziwe. Szczerze mówiąc nie wiem też, czy Happy miała robione kąpiele, dla których był szukany DT. Bo jeśli weterynarz stwierdził, że ma ich nie robić (a mam wrażenie, że podważali każdą decyzję naszych wetów, dla durnego udowodnienia czegoś), to zapewne nie były one robione.

Ale i tak najbardziej to zła jestem chyba na samą siebie. Niepotrzebnie zaczęliśmy chyba poszukiwania DT dla małej, może teraz biegałaby sobie wśród nas... Wiem jedno - nigdy więcej nie oddam nikomu niedoświadczonemu (bo nie ma się co oszukiwać, Ola doświadczenia z chorymi zwierzakami nie ma) chorego zwierzęcia. Wszyscy myśleliśmy, że będzie dobrze, weterynarze mieli tylko pociągnąć nasze leczenie, niestety stało się inaczej i Happy przypłaciła to życiem... Mam tylko nadzieję, że jej ofiara nie pójdzie na marne i wszyscy nauczymy się czegoś na popełnionych już błędach...

Jak dostaniemy historię choroby i wyniki sekcji to będę mogła napisać coś więcej.

Posted

Na podstawie jakiej umowy byla u Oli Happy? na ds czy dt? Nie rozumiem jakim prawem ona nie stosowala sie do wytycznych twoich i Waszych wetów! Przeciez nie byla wlascicielem psa, tylko opiekunem tymczasowym a Wy za Happy odpowiadaliscie! Czy sie myle?
Oby sekcja wykazala, ze eutanazja byla jedynym rozwiazaniem bo w przeciwnym wypadku strace calkowicie zaufanie do ludzi.
Sama dopingowalam wyjazd Happy do dt, dzis robi mi sie niedobrze bo w ten sposob wydalismy na nią wyrok.

Posted

fiorsteinbock napisał(a):
Na podstawie jakiej umowy byla u Oli Happy? na ds czy dt? Nie rozumiem jakim prawem ona nie stosowala sie do wytycznych twoich i Waszych wetów! Przeciez nie byla wlascicielem psa, tylko opiekunem tymczasowym a Wy za Happy odpowiadaliscie! Czy sie myle?
Oby sekcja wykazala, ze eutanazja byla jedynym rozwiazaniem bo w przeciwnym wypadku strace calkowicie zaufanie do ludzi.
Sama dopingowalam wyjazd Happy do dt, dzis robi mi sie niedobrze bo w ten sposob wydalismy na nią wyrok.


Też o tym myślałam. Happy była u niej z tego co wiem na DT. A w tej sytuacji nie powinna decydować sama co zrobić z psem. Wniosek z tego jeden że tej osobie nie powinno powierzać się żadnego psa, bo niewiadomo co z nim zrobi. W takich sytuacjach nigdy nie polega się na opini jednego weta!
* * *
Anita ja też cały czas myślę o tym, że gdyby była u Daśki to byłoby inaczej. Daśka nie poddałaby się tak łatwo, walczyłaby, tak jak w przypadku Tuli.

Posted

Happy była u Oli na DT. Decyzje o uśpieniu my podjęliśmy, mała od dwóch dni była w śpiączce... Setką niepotrzebnych leków wykończyli jej w klinice chyba wszystko...

anita_happy tak, to klinika na Powstańców Śląskich. Tą klinikę poleciła Oli ciotka. Dziewczyna rozmawiała wcześniej na temat Happy z innym wetem, który powiedział jej, że cytuję "Chętnie się na małej nauczą". Kategorycznie zabroniłam iść tam z małą, nie chciałam, żeby trafiła do niedoświadczonego weta. Niestety w każdym mieście jest tak, że jakaś lecznica ma wyrobioną renomę i wszyscy ślepo do niej chodzą. U nas też jest taka lecznica, wszyscy wpatrzeni jak w obrazek, ceny z kosmosu (2 tys. zawołali od znajomej za amputację łapy u kota...), błędów pełno, ale i tak wszyscy tam chodzą, nawet Ci, których zwierzaki zakończyły tam swój żywot... U ludzi się utarło, że jak drogo, to najlepiej.

W tym wypadku błędem było to, że pies trafił do osoby, która nie miała doświadczenia z chorymi psami. Wierzę w to, że Ola nie chciała jej skrzywdzić, niestety opieka nad małą ją przerosła. Pewnie gdyby została u nas w schronisku i dalej mieszkała sobie w kuchni też by było inaczej... Ale teraz nie ma już co gdybać, trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość. Ja już wiem jedno - nigdy więcej nie powierzę na DT psa ani kota nikomu nieznajomemu, a już na pewno nie tak daleko. Gdyby to było w naszym mieście, Happy dalej leczona by była przez tych samych wetów. Gdyby to było w Poznaniu - też mam tam swoją zaufaną wetkę, która wyciągnęła nam już jednego psa z nużeńcem i grzybicą, był może w lepszym stanie jak Happy, ale za dobrym też nie. Pół grzbietu wyłysiałe, wszystko zaognione, sypało się z niego jak nie wiem, wyłysiały pysk i łapy itp. A Magda wyciągnęła psa z tego w dwa tygodnie. Dokładnie tyle, ile zajęło weterynarzom z Warszawy wykończenie Happy...

Wszyscy się cieszyli, że Happy jedzie na DT, dom był wcześniej sprawdzony, miało być tak pięknie, a wyszło jak wyszło... Dlatego mimo tego, że miałam szukać DT dla suni, która ma popękaną w kilku miejscach panewkę, będzie mieć usuwaną główkę kości udowej i coś tam jeszcze, zapowiedziałam już, że pies zostaje w schronisku. Pies z połamanym kręgosłupem, pękniętą w dwóch miejscach panewką i kością udową wyrwaną ze stawu doszedł do siebie w schronisku i aktualnie jest praktycznie w pełni sprawny (zarzuca lekko zadkiem), inny psiak, z przerwanym rdzeniem kręgowym stanął w schronisku na nogi, to i Happy doszłaby zapewne do siebie... Niestety jak widać czasem chcąc, aby zwierzak miał lepiej, dokładamy mu tylko cierpień...

Żeby było jasne - nie chcę od Oli wyciągać żadnych konsekwencji. Wina jest po naszej stronie, że pies tam trafił... A że Warszawscy lekarze pozjadali rozumy i uważają, że wiedzą lepiej niż lekarze z takiej małej mieściny jaką jest Głogów, to już inna sprawa...

Moim zdaniem, Ola mimo swojego wieku nie dorosła jeszcze do opieki nad zwierzakiem. Happy przypłaciła to życiem... Nie wiem Olu czy to czytasz, jeśli tak, to nie obraź się, ale ja już bym Ci żadnego psa nie powierzyła, nie jesteś jeszcze na niego gotowa. Mam nadzieję, że ten buldog angielski, którego chcesz w przyszłości mieć, nie będzie chorował, a jeżeli będzie - to że nie będziesz słuchać ślepo lekarzy, ludzie też się konsultują u kilku, jeśli mają jakieś wątpliwości.

W tym wypadku wszyscy zachowali się źle. Nie tylko Ola i weterynarze, ale i my wszyscy, którzy ślepo cieszyliśmy się z tymczasu dla Happy. W przyszłości serce trzeba odstawić na bok i zacząć trzeźwo myśleć...

Posted

Wiecie na FB jest wątek w którym jest wpisana lecznica z Warszawy do której nie należy chodzić (to akurat jest podane na ul. Reymonta 12) i propozycja aby wpisywać takie właśnie lecznice. Może warto wpisać tam kolejne takie?

Posted

a ja uważam, ze trzeba zrobić bardzo dobrą opinię schronisku w Głogowie - jak się czyta jakie psy tam dochodzą do siebie to aż się wierzyć nie chce. Przeczy to postrzeganiu schronu jako umieralni.

Posted

Przypadkiem trafiłam na ten wątek.
Lecznica na Powstańców to jedna z najgorszych lecznic z którymi miałam do czynienia przez blisko 20 lat posiadania psów. I nie jestem odosobniona w tej opinii.

Bardzo mi przykro, że sunia umarła :(

Posted

Happy ciągle pamiętam i już zawsze będę pamiętała jak o wielu innych psiakach u których bywalam na wątkach, a też odeszły za TM.
Tam już nie będzie bólu i cierpienia. Biegał szczęśliwa po zielonych łąkach za TM [*]
* * * *

P.S. Wogóle byłoby dobrze wiedzieć które lecznice są warte wiele, a obok których lepiej nawet nie przechodzić, w całej Polsce. W Warszawie wychodzi na to że są to już 2 lecznice.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...