Jump to content
Dogomania

Leki psychotropowe? Proszę o pomoc.


Recommended Posts

Czy ktoś podawał środki psychotropowe psu i dało to jakieś efekty? Behawiorystka-weterynarz przepisała Anafranil mojej tymczasowiczce, daję go od kilku dni, ale nie jestem przekonana, czy to dobry pomysł. Sunia chodzi naćpana, lęki jakby się pogłębiły (wiem, że jest jeszcze za wcześnie na efekty, ale nie podoba mi się to za bardzo). Poza tym to starszy pies, nie chcę jej wyrządzić krzywdy i jeżeli szanse na poprawę są marne, to wolałabym to odstawić :shake: (pod kontrolą weterynarza oczywiście).
Bardzo proszę o wypowiedzi osób, które miały do czynienia z podawaniem takich leków, np. na co powinnam zwrócić uwagę?

Link to post
Share on other sites
  • Replies 81
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

[quote name='Delph']Czy ktoś podawał środki psychotropowe psu i dało to jakieś efekty? Behawiorystka-weterynarz przepisała Anafranil mojej tymczasowiczce, daję go od kilku dni, ale nie jestem przekonana, czy to dobry pomysł. Sunia chodzi naćpana, lęki jakby się pogłębiły (wiem, że jest jeszcze za wcześnie na efekty, ale nie podoba mi się to za bardzo). Poza tym to starszy pies, nie chcę jej wyrządzić krzywdy i jeżeli szanse na poprawę są marne, to wolałabym to odstawić :shake: (pod kontrolą weterynarza oczywiście).
Bardzo proszę o wypowiedzi osób, które miały do czynienia z podawaniem takich leków, np. na co powinnam zwrócić uwagę?[/QUOTE]


nie podawałam wprawdzie psu leków ale też mi 3 wetów proponowało- wprawdzie pies nie jest lękliwy ale bardzo nadpobudliwy- przy czym dyszy i reaguje nerwowo nawet na takie sprawy ,,przyziemne,, jak spacer:( problem się pogłębia bo wynika z problemów neurologicznych. na leki się nie zdecydowałam, omówiłam temat z behawiorystką - tez powiedziała że to bezsensu mimo że moja suka miała dostawać leki ziołowe.
leki tematu nie załatwią. pies będzie naćpany i tyle. po odstawienu leków problem powróci a z psem ,, pseudo wyciszonym,, lekami nie da się pracować:/ zreszta ile można obciążać wątrobę...dla mnie to zły pomysł. bardzo zły...
raczej stopniowe przyzwyczajanie psa do ,,stresujących,, sytuacji, zapewnienie mu spokojnego kąta i stopniowe wprowadzanie w świat. nie wiem też na czym polega problem bo od tego zależeć będzie postępowanie.

Link to post
Share on other sites

Nie napisałam, ale oczywiście z psem pracujemy, od 3 miesięcy. Rezultaty mizerne :-( To co działało na wiele innych psów przebywających u nas w tym przypadku zupełnie nie działa. Rady behawiorystów też. Właściwie wyczerpaliśmy już wszystkie metody, stąd to podawanie leków. Oczywiście pracujemy z nią dalej, same leki nie pomogą.

Problem polega na tym, że sunia najpierw się bała wszystkiego (co nie było nadzwyczajne, miałam już takie psy, ona siedziała 5 lat w schronisku, trafiła tam z interwencji, więc spodziewałam się problemów). Po jakimś czasie uporaliśmy się z lękami, nowymi sytuacjami itp. Teraz w domu to wesoły rozmerdany pies, to samo na działce, u weterynarza, w lesie. Problem dotyczy codziennych spacerów. Sunia panicznie boi się ruchu ulicznego, osiągneliśmy tyle, że jest w stanie zachowywać się w miarę normalnie przez pierwsze chwile spaceru, później jest dla niej "za wiele" i zaczyna się totalna panika, szarpanie w stronę domu, piszczenie/wycie, ślinienie, dyszenie, wytrzeszczone oczy, jednym słowem masakra :-( Ma lepsze i gorsze dni, na spotkaniu z behawiorystką było na przykład super, była w stanie nawet przyjąć smakołyki przy ulicy, ale mimo to i tak behawiorystka przepisała leki. A nie widziała suni w czasie "gorszych dni" :-(

Nie wiem co robić, z nią nawet ciężko jest pracować, bo to są ataki paniki, ona nie kontaktuje za bardzo. Radzimy sobie, ale pies się potwornie męczy, szkoda mi jej, dlatego bardzo chcę jej pomóc. Poza tym to kochany, posłuszny i wpatrzony w człowieka pies, inne nowości przyjęła bez mrugnięcia okiem, nauczyła się wszystkiego w mig, mimo że jest starsza. Zaczynam podejrzewać jakąś traumę, na przykład potrącenie przez samochód (boi się ruchu ulicznego i huku), a wtedy nie wiem, czy leki w ogóle mogą pomóc... Innych rzeczy nie boi się w ogóle, w domu nagłe hałasy (np. jak coś spadnie z półki) jej nie ruszają, lubi obcych ludzi, do psów trzyma dystans, ale to przez tłamszenie w schronisku. Zero agresji, mogę przy niej wszystko zrobić, ufna na maksa.

Link to post
Share on other sites

a może na początek spróbować oswajać ją ze spacerami w cichych i spokojnych miejscach i codziennie zwiększać natężenie? na początek skrócić spacery żeby nie osiągać takiego stanu emocji od razu po wyjściu z domu. leki niestety nic nie pomogą tym bardziej że pies w domu jest spokojny. mam podobny problem - u mnie to nie lęk ale emocje; dyszenie, ciągnięcie bez celu, zero reakcji z otoczeniem. u mnie póki co to mozolne i powolne oswajanie z wychodzeniem. wpierw za drzwi i smaczki / póki co jestem na tytm etapie/ potem stopniowo bedziemy wyciszać aż nie osiągniemy takiego stanu na spacerach.
możesz ją na początku nauczyć wychodzić w spokojne miejsce. a potem np. zabierać na parking stacji benzynowej, otworzyć okna auta dać powęszyć i dać smaczka, kolejnym razem wypuścić z auta na smyczy na bocznym parkingu stacji i dawać smaczki. ze spokojem raz po razie zwiększać natężenie bodźców. spróbowałabym też pracy z innym psem : zabrać ze sobą jakiegoś opanowanego, spokojnego i nie bojącego się psa. wbrew pozorom psy często naśladują swoich braci mniejszych i może akurat taka automatyczna reakcja pójdzie łatwiej?

Link to post
Share on other sites

Z drugim psem jest - moim osobistym, baaardzo wyluzowanym na spacerach, który boi się tylko wystrzałów (przeraża mnie lekko wizja okresu przedsylwestrowego), normalnie to nic go nie rusza, samochody uwielbia i nigdy się nie spina, nawet jak np. jakiś pies go atakuje. Sunia bez psa na spacerach to już totalna masakra, dlatego chodzą razem. Wtedy jest troszkę spokojniejsza. W ogóle najlepiej jest, jak wychodzimy we czwórkę: ja, mój TZ, mój pies i ona. Wtedy jest w stanie nawet pomerdać ogonem, jak się razem powygłupiamy. Ale to tylko na moment :-(
Ze stopniowym oswajaniem jest ciężko, mieszkam tuż przy jednej z najbardziej ruchliwych ulic w mieście, wychodzimy tylko od strony podwórka, ale tam też są samochody, no i słychać silniki z ulicy głównej.
Do podróży autem już ją przyzwyczaiłam (na początku bardzo się bała), teraz uwielbia jeździć na wycieczki. Ale jak tylko wracamy, wysiada przy ulicy, przy zaparkowanych samochodach i z powrotem panikuje :-(
Stosujemy wychodzenie na chwilkę, ale wtedy jest to bardzo "na rękę" suni, ona najchętniej by wychodziła właśnie tylko za potrzebą i pędem, ciągnąc ile sił na smyczy, do domu.
Sunia jest u mnie na tymczasie, teoretycznie powinnam jej po prostu znaleźć dom z ogrodem, bez spacerów, albo jeżeli to będzie spokojna okolica tylko "wypady" do lasu czy na łąki. Znaleźć domek jest ciężko (sunia jest starsza), dlatego o nią walczę, żeby "w razie czego" mogła u mnie zostać. Nie chcę skazać psa na tułaczkę po różnych domach, tym bardziej, że to wrażliwy psiak i wszystko, co wypracowaliśmy, może się cofnąć :-(

edit: smakołyki oczywiście stosujemy, tak samo nagrody słowne, które ją bardzo cieszą. Poza tym wygłupiamy się, staramy się ją rozbawić, żeby odwrócić uwagę od lęku. Na początku tego nie robiłam, bo po pierwsze, był z nią zerowy kontakt, a po drugie nie chciałam nagradzać takiego zachowania. Po prostu nie reagowałam, dopóki sunia nie przestała się miotać. Wtedy dopiero ruszałyśmy dalej, bo dla niej największą nagrodą jest podążanie w kierunku domu (wiem, koszmarne, ale prawdziwe). Doszłyśmy do tego, że sunia wie, że żeby wrócić, musi przestać się szarpać, ustawić przy mojej nodze i wtedy ruszamy. Ale co z tego, jak nadal jest przerażona i po kilku sekundach znowu panikuje. A jak ma dobry dzień i idzie chwilę na luźnej smyczy, to wygląda, jakby szła na skazanie - serce się kraje :-(

Link to post
Share on other sites

ja rozumiem że sprawa jest ciężka ale jak dla mnie leki sprawdzają się tylko w sytuacjach stresowych na chwilę typu np. żeby przetrwać dzień sylwestrowy. na dłuższą metę to nie zadziała:( u ludzi oprócz leków się psychoterapię a i tak wiele osób sięga po nie ponownie po jakimś czasie od odstawienia:( myślę że jedynie cierpliwość i czas są w stanie pomóc. 3 miesiące może być za krótko. kupiłam fajną książkę ,,Mój pies się nie boi,, i jestem w trakcie czytania bo mam też problem tego typu. przewertuję ją wieczorem pod kątem Twojego problemu.
mimo że psiak powrót do domu traktuje jak nagrodę skróciłabym spacery do minimum na jakiś tydzień a potem stopniowo zwiększała ale o minuty. spróbujdzie też przyzwyczajać psinkę do gwaru i ruchu jak siedzi w aucie. w ciepłym samochodzie gdzie czuje się bezpiecznie osłuchiwanie z ruchem ulicznym przyzwyczai ją ,,słuchowo,, czy macie może na podwórku jakąś ławkę np i czy sunia jest duża? jeśli jest na tyle mała żeby ją wziąść na kolana można po każdym siku zabrać ją na kolanka i usiąść ze smakołykami na jakiejś ławeczce żeby nie było sytuacji że idziecie i suka wpada w panikę i chce do domu. poprostu chwilkę siedzicie, ona przyzwyczaja się do odgłosów. spróbuj też chociaż to ciężko zimą otworzyć okno i zobaczyć jak reaguje na gwar uliczny w zaciszu domu. jeśli oswoi się z dźwiękiem w miejscach, które są dla niej oazą bezpieczeństwa łatwiej będzie pracować na dworze.
i mimo wszystko wydaje mi się że powinnaś nadal lekceważyć zachowanie psinki a w nagrodę jak się uspokoi zamiast iść do domu dać smakołyk poczekać chwilę i dopiero iść żeby nie wpoił się jej łańcucha zachowań: pies robi siku- ma napad lęku- odwracacie uwagę- wyciszenie i powrót., bo wtedy może się okazać że uspakaja się ale na chwilę tylko żeby wrócić do domu

Link to post
Share on other sites

Bardzo dziękuję za rady.
Cały czas się waham z tymi lekami, na razie podaję skoro zaczęłam, ale jeszcze nie jestem przekonana. Zrobię suni niedługo badania, jeżeli okaże się, że ma np. obciążoną wątrobę, to pewnie odstawię (stopniowo).
Książkę "Mój pies się nie boi" mam i znam, ale tak jak pisałam, większość "tradycyjnych" metod, które działały u innych psiaków, tutaj zawodzi.
Sunia malutka nie jest, waży ok. 24 kg, co mi wcale nie ułatwia sprawy teraz na ośnieżonych chodnikach ;) Duża też nie jest, przynajmniej dla mnie to nie jest duży pies, ale ciągnie ile ma sił, a jak na psa w tym wieku ma ich sporo. Jak wystraszyła się wystrzału w lesie, to przecięła mi palce smyczą :-(
W domu jest obeznana z dźwiękiem samochodów, tak jak pisałam, mieszkam tuż przy bardzo ruchliwej ulicy, hałas przy otwartych oknach jest 24h/dobę, przy zamkniętych też słychać. Ale w domu jest spokojna, czuje się bezpiecznie. Naprawdę zaczynam uważać, że mieszkanie u mnie jej nie służy, w domu z ogrodem to byłby zupełnie bezproblemowy pies, jest przyjazna, łagodna, toleruje inne zwierzęta, lubi ludzi, dzieci, nie hałasuje, nie brudzi w domu, nie niszczy, pozwala ze sobą wszystko robić. Przytulanka straszna. Tym bardziej jest mi jej szkoda, bo to psi aniołek po prostu :-(

Aha, i jeszcze: próbuję właśnie takiego zatrzymywania się, siadania na ławce itp., bo ona bardziej panikuje w ruchu, za dużo jest bodźców dookoła i ona nie nadąża, więc wpada w panikę. Ale to też kiepsko wychodzi, bo sunia siedzi/stoi chwilę spokojnie, po czym zaczyna się szarpać na smyczy... Nie ma tak, że usiądzie i się odpręży. Wygląda to tak, że siedzi i czeka w napięciu, po czym nie wytrzymuje i wyrywa się z przerażeniem :shake:

Link to post
Share on other sites

Ja mojej suni w okresie sylwestrowo-noworocznym na zlecenie weta podaję hydroxyzynę dla dzieci w syropie(tylko na receptę).Wcześniej jeden raz dostała sedalin forte-lek weterynaryjny.Nie polecam nikomu.Psina nie mogła utrzymać się na łapach,a przerażona była tak samo!.Po hydroxyzynie jest ok ale jak mówiłam podaję tylko raz w roku doraznie.Dawka jest obliczona przez weta na wagę ciała.W Twoim przypadku jest inny problem.Nie ma takich leków,które można podawać psinie stale bez szkody a jak rozumiem chodzi o spacery.Pozostaje Ci długa praca z psinką.Przed podaniem każdego leku tego typu piesek musi być dokładnie przebadany-serduszko,nerki i wątroba!To są leki uzależniające i niebezpieczne tak samo jak u ludzi!!!

Link to post
Share on other sites

Sedalin absolutnie odradzam :shake: W ogóle takie leki powinny być przepisywane przez weterynarzy-behawiorystów, a nie w zwykłych lecznicach, co jest wielką plagą przed końcem roku.
O badaniach wiem, sunia miała robione ekg i podstawowe badania. Niedługo zrobię jej badania wątroby i nerek, żeby zobaczyć, czy nie dzieje się coś złego. Jeśli chodzi o Sylwestra, to podczas wizyty dostałam dla niej jeszcze lek o nazwie Afobam, mam go włączyć w okolicach Bożego Narodzenia i dawać do Sylwestra (jednorazowe podanie nic nie da, poza tym strzelają już przed Sylwestrem). Czyli przez jakiś czas sunia ma być na dwóch lekach psychotropowych :shake:
Praca pracą, ale jeżeli nie ma efektów, a pies cierpi (codziennie kilkakrotnie przeżywa ogromny stres), to coś z tym trzeba zrobić... Tylko ja już nie wiem co...

Link to post
Share on other sites

Nikt nie podawał tego typu leków? Wcale mnie to nie pociesza... Chciałabym wiedzieć, czego mogę się spodziewać, czy jakiemuś psu taka terapia w ogóle pomogła.

Powtórzyłam dzisiaj dla pewności badania krwi, jutro będą wyniki. Zamówiłam suni też obrożę z feromonami (mamy D.A.P w spray'u, ale to na nic, bo psikać mogę tylko w domu właściwie). I kolejne książki, może mnie zainspirują i wpadnę na jakiś nowy pomysł ;)

Dzisiaj był taki fajny spacer, sunia nawet nie ciągnęła za bardzo na smyczy, szłyśmy w miarę spokojnie, po czym w oddali coś wystrzeliło i dojechałam na butach pod klatkę :shake:

Bardzo proszę o wypowiedzi, jestem otwarta na dyskusję i pomysły. Interesuje mnie też co podaję suni, może ktoś z wiedzą na ten temat umiałby mi wytłumaczyć działanie takich leków i czy sprawdzają się w takich przypadkach jak nasz?

Link to post
Share on other sites

Witam. Mam podobny problem i też zastanawiam sie nad lekami. Mój pies ma 8 miesięcy, owczarek australijski, znajomy przywiózł go od kuzynki zajmującej sie chodowlą rasowców. Od samego początku boi sie wszystkiego, każdy dźwięk, ruch, dalekie odgłosy powodują natychmiastową ucieczkę. Mnie zaakceptował, cieszy się aż miło, ale wystarczy nagły ruch, próba biegu, a ten ucieka. Dziś nawet nie chciał podejść, musiałem się "nagadać", aby podszedł, choć za chwilę sie cieszył. Znajomy mówi, że kiedy go wziął do samochodu był bardzo zainteresowany tym co widział przez pryzmat szyby, ale po pewnym czasie nie mógł znaleźć sobie miejsca, wkońcu padł na siedzenie okropnie wykończony. Pies boi się wszystkiego i wszystkich! Koszmar!!! Zastanawiam się, czy ktoś go czasem nie uderzył, ganiał itp. itd. Z nerwów dostaje rozwolnienia, ciężko potem po nim sprzątnąć, nie mówiąc o nim samym (o tyle). Z tego co piszecie leki nie rozwiążą być może problemu... więc...

Link to post
Share on other sites

A jak długo już u Ciebie jest? 8 miesięcy to młodziutki psiak, masz o tyle "lepszą" sytuację, że powinien szybciej się uczyć, więc spróbuj może najpierw ze szkoleniem, odwrażliwianiem go na bodźce i budową zaufania do Was. Ominął go najważniejszy okres socjalizacji (jak był młodszy), ale może można to jeszcze naprostować. Poza tym z doświadczenia wiem, że niektóre psy w tym wieku przechodzą okres zwiększonej lękliwości, coś jak chwiejność nastrojów u niektórych nastolatków ;) Trzymam kciuki za psiaka, daj znać, czy coś pomaga, ja bym na Twoim miejscu spróbowała najpierw szkoleniowo (może pomoc dobrego behawiorysty?), bez leków, tak jak próbowałam wielu metod u suni, o której tutaj piszę.

Suni zwiększyłam dawkę Anafranilu do takiej, która była docelowo przepisana (tam jest napisane, żeby stopniowo zwiększać). Znowu chodzi naćpana i mi jej szkoda :-(

Link to post
Share on other sites

kurde nadal nie mam przekonania co do tego leku:/ gadałam z bahawiorystką i na dłuższą metę leki i tak nic nie poradzą. pies się po nich nie nauczy nie bać:( owszem doraźnie psa rozluźniają i uspakajają ale spacer to czynność codzienna- wielokrotna a pies dopóki nie pokona lęków i tak będzie się meczyć:( dom z ogrodem nie rozwiążę problemu. z psem czasem musimy iść do weta, jechać na wakacje itd itd..u Ciebie jest ten plus że Ty ją rozumiesz, chcesz nad nią pracować, jest bezpieczna...inny dom może jej tego nie zapewnić:(i może nie być tak wyrozumiały. ludzie biorąc psa chcą z nim iść na spacer i żyć normalnie:( a jeśli ona zacznie zmieniać domy i krążyć z rąk do rąk to jej stan się pogorszy:(

Link to post
Share on other sites

[B]Corrida[/B]: Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, bo jednocześnie skróciliśmy spacery i ograniczyliśmy chodzenie przy ruchliwych ulicach. Więc niby troszkę mniej się boi, ale może wcale nie dzięki lekom. Poza tym zaczynają strzelać, a wtedy jest totalna panika... Leki mają zacząć działać najwcześniej po ok. 2 tygodniach, albo nawet dłużej, więc nadal czekam i robię swoje...

[B]marta23t[/B]: Ja też nie wierzę, że przestanie się bać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chciałabym tylko, żeby chociaż trochę wyluzowała, odblokowała się, żebym mogła ją nauczyć, że spacery nie są złe. Teraz jak się boi to nic do niej nie dociera :-( A jeśli chodzi o inny dom - właśnie dlatego boję się ją wyadoptować. Dom z ogrodem to dla niej bajka, ale jeśli na przykład wypadnie ludziom przeprowadzka, to nie wiem, czy sobie z nią poradzą. Jeżeli jeszcze zapomni, czego się nauczyła u nas, to w ogóle tego nie widzę. Na początku każdy spacer był totalnym koszmarem, ludzie nas zaczepiali na ulicy i zwracali uwagę, że chyba tego psa katujemy, skoro tak wygląda i się zachowuje. Teraz i tak jest o niebo lepiej, a jednak nadal olbrzymi problem :shake:

Link to post
Share on other sites

Wiesz [B]Delph[/B], moja sunia miewała irracjonalne napady panicznego lęku przed np. jadącymi samochodami. Tyle że u niej, to wynikało z padaczki i były to tylko epizody. Raz przechodziła obok ulicy zupełnie spokojnie, innym razem wpadała w totalną panikę. Nie byłam w stanie przewidzieć tego, jak Corri się zachowa. Zapobiegawczo wprowadziłam 'pikniki'. Polegało to na tym, że lekko przegłodzonego psa kusiłam już w domu np. szyją indyczą, ubierałam sunię i wychodziłyśmy na dwór. Cały czas trzymałam żarcie na widoku. Siadałyśmy na trawniku nieopodal mojego bloku, ja trzymałam szyję, a Corri zabierała się do jej rozpracowywania. Nie zawsze brałam ze sobą jej posiłek - czasami to był żwacz w formie kostki, innym razem psi kabanos etc. Warunki były trzy - musiała być głodna, musiało to być coś co Corri uwielbia żreć, musiało to być coś, czego nie była w stanie zmiażdżyć w swych szczękach w ciągu sekundy. Czas potrzebny na rozpracowanie przysmaku sprawiał, że Korek znieczulał się (choć trochę) na otoczenie i mogłyśmy w miarę spokojnie kontynuować spacer. Kiedy miałyśmy te gorsze dni, urządzałam taki piknik wcześnie rano, kiedy ruch uliczny był jeszcze mały, żeby stopniowo dawkować jej bodźce z zewnątrz. W miarę postępów przenosiłyśmy się coraz bliżej ulicy i w coraz bardziej 'szczytowe' godziny. Trochę to zaburzało naszą rutynę dnia, ale kiedy już wszystko zawiodło musiałam jakoś improwizować. Jednak tak, jak mówię...u nas była inna sytuacja niż u Was, ponieważ lęki Corri nie miały ciągłego charakteru. Poza tym, to była inna pora roku... Obecna pogoda nie ułatwia organizowania takich pikników.

Wet proponował nam włączenie Clonozepamu do leczenia Luminalem, niestety wtedy było dla nas za późno już na cokolwiek. Gdyby tak nie było, pewnie zdecydowałabym się na próbę farmakologicznego wyciszenia mojego psa. [B]Marto[/B], przechodziłam dokładnie przez to samo, przez co Ty przechodzisz teraz ze swoim psiakiem. Corri potrafiła się pobudzić z byle powodu do tego stopnia, że traciła oddech, dusiła się, piana leciała jej z pyska, dostawała niemal zapaści, a później przez kilkadziesiąt minut leżała na posadzce, ja chłodziłam jej rozpalone ciałko mokrymi ręcznikami, a ona nie mogła dojść do siebie, tylko ciężko dyszała. Kiedy była w stanie ekscytacji, nie było sposobu żeby do niej dotrzeć, po prostu nie było. Wraz z rozwojem choroby i kolejnymi atakami traciłam kontakt ze swoim psem. W końcu nie reagowała już na nic, nawet na swoje imię. Widzisz, to takie padaczkowe błędne koło - zmiany w zachowaniu mają podłoże chorobowe... Nadmierne pobudzenie wywołuje atak, a każda kolejna 'sesja atakowa' pogłębia te zmiany. Czasami da się zapanować nad tym wyłącznie farmakologicznie. Czasami nie da się nad tym zapanować wcale.

Link to post
Share on other sites

Ja ostatnio rozważam całkowite przeniesienie karmienia na dwór. Ze smakołykami chodzę, ale suńka jak się boi, to wypluwa żarcie albo w ogóle na nie nie zwraca uwagi. Ale teraz po lekach ma zwiększony apetyt, poza tym kiedyś będzie musiała zjeść, więc dlatego zastanawiam się, czy po prostu nie karmić jej tylko i wyłącznie na spacerze.

Doszłam do tego, że nagradzam sunię za każdy przejaw zainteresowania czymkolwiek na spacerze, oprócz lęku. Czyli np. jeżeli zacznie węszyć, zainteresuje się czymkolwiek innym niż paniczne rozglądanie się, dostaje nagrodę. Zdarza się bardzo rzadko, żeby węszyła czy coś sobie oglądała, ale częściej niż kiedyś. Może w ten sposób załapie, że spacer jest przyjemny...

Dziewczyny, nie straszcie mnie padaczką, teraz się będę zastanawiać, czy jej coś nie dolega :roll:

Link to post
Share on other sites

[quote name='Delph']

Dziewczyny, nie straszcie mnie padaczką, teraz się będę zastanawiać, czy jej coś nie dolega :roll:[/QUOTE]

Absolutnie nie to miałam na celu. Nie masz co się martwić na zapas jakimiś choróbskami - wybij to sobie z głowy :). A tak w ogóle to gratuluję postępów z sunią, wierzę, że -nawet jeśli małymi kroczkami - uda Ci się ustabilizować małą. Sama już zauważyłaś jakąś poprawę, a to duży sukces. Oby jakoś przetrwać Sylwestra, później już będzie lepiej. Do tego czasu przekonasz się czy leki działają, czy jest sens je podawać. Trzymam za Was kciuki.

Link to post
Share on other sites

z lekami psychotropiwymi u ludzi jest tak, ż epodaje sie je, aby wyciszyc, wynormalnic mózg. po to, zeby móc prowadzić psychoterapie. jeśli rzecz jest tak powazna, ze sie bierze psychotropy, to praca bez nich jest baaardzop trudna, abyć moze i realnie niemożliwa. najpierw tzreba doprowadzić chory mózg do równowagi chemicznej, aby móc z nim "dyskutować" o zmianie podejścia do życia. być moze tak samko jest u psów? psychotropy sa po to, aby móc zacząc praciwac?
byłam ostatnio u niziołka z zośka, sedalinu on nie cierpi i nie przepisuje, poleca zoopsychologa oraz dyfuzor i stresnal, ale to oczywiście na lekkie przypadki. natomiast bez pracy fachowej z psem może sie nie obejść. tylko jakoś tak mnie zatkało, ze nie spytałam, jakiego by zoopsychologa polecił....

Link to post
Share on other sites

Witam...a ja mam (prawie już "mialam" ) podobny problem... Moja psica,po roku spędzonym w lesie w stanie dzikim,po odłowieniu bała się wszystkiego ( auta,przechodnie na ulicy, spadające liście,cienie,krawężniki,nawet mala czarna kropka na suficie budziła przerażenie). Wszyscy byliśmy przekonani-samo przejdzie. Nie przeszło. Żadne stopniowe przyzwyczajanie,żadne odwracanie uwagi. Nic. Do tego niektóre fobie zaczęły narastać,mimo,że w domu stała się cudownym psem. Na spacerze,gdy tylko zobaczyła COŚ -wpadała w panikę (zero kontaktu,paniczna ucieczka przed siebie,dokądkolwiek). Któryś behawiorysta doradził jakieś psychotropy (nie pamiętam jakie) ale po 2 dniach podawania dotarło do mnie,ŻE ONA NIE BOI SIĘ MNIEJ TYLKO NIE MA SIŁY UCIEKAĆ... Przestałam jej to coś podawać i skończyło sie na hydroksyzynie pół godziny przed spacerem,w dawce takiej,zeby za bardzo nie ogłupić. Potem ktos doradził leki takie jak dla ludzi na depresję (np.zwykly Deprim bez recepty w aptece). Mam wrażenie,ze działało... Teraz (po ponad 2 latach ) jest duuużo lepiej,spacery wyglądają prawie normalnie (poza momentami,gdy zobaczy coś przerażającego). Ale i tak czasem mam wrażenie,że moja psica czasem żyje w innym świecie... Polecam książkę pt. "O psie,który kochał zbyt mocno", autorstwa angielskiego weterynarza. Tam jest dużo o wariatach;)

Link to post
Share on other sites

Z tego co wyczytałam, to Anafranil jest właśnie przeciwdepresyjny. To może pomoże? Gdybym wiedziała, że idę w dobrym kierunku i że jest w ogóle jakaś szansa, żeby sunia funkcjonowała w miarę normalnie w mieście, to mogę jej dać czas, mnóstwo czasu, nawet te dwa lata. Ja najbardziej się boję, że nic z tego nie wyjdzie, zniszczę suni zdrowie i narażę na życie w ciągłym stresie :-(

[B]sleepingbyday[/B]: Behawioryści nie chcą z nią pracować, bo to nie ma sensu. Pies jest zablokowany, na obce osoby nie reaguje wtedy zupełnie. Szkolenie w ogóle odpada w takich sytuacjach. W domu to co innego, ale tam radzimy sobie sami bez problemów. Pierwsze co chciałam zrobić, to właśnie kilka razy w tygodniu spotykać się na sesje z behawiorystą. Ale mówią, że nie ma sensu. Leki przepisała właśnie weterynarz-zoopsycholog. Nie na odległość, tylko po wnikliwej obserwacji suni. Dostaliśmy mnóstwo rad, ale generalnie stanęło na tym, że to co robiliśmy do tej pory jest ok i nic specjalnie nie zmieniać. Wypytałam o wszystkie moje pomysły szkoleniowe, które chciałam zastosować, ale potrzebowałam upewnienia się, że nie zaszkodzę. Dostałam pełną aprobatę. Więc kontynuujemy pracę. Innego wyjścia nie widzę. Jeszcze się waham z tym wzięciem do niej behawiorysty na regularne spotkania, ale jak ma to być wyrzucanie kasy w błoto, to nie ma sensu. Bo co zrobi nowego? Jeden powiedział szczerze, że nawet nie ma sensu żeby ją brał "do ręki", bo taki pies będzie się go bał i praca jest bezcelowa. Co prawda teraz jest o wiele lepiej, więc jeszcze się waham. Tylko właśnie - do kogo się zwrócić?

Link to post
Share on other sites

Corrida przepraszam za zmianę tematu ale możesz mi opisać jak dokładnie wyglądały pierwsze ataki u Twojego psiaka? mam w tym temacie b. duży problem i osoba co przez to przeszła jest dla mnie jak zbawienie jesli chodzi o porady bo ani behawioryści ani weci nic nie potrafią już pomóc

Link to post
Share on other sites

Delph behawiorysta może pomóc , ułożyć plan , pokazać pewne rzeczy ale nie wiem czy regularne spotkania coś dadzą. pies Cię zna, ufa Ci więc pewniej będzie z Tobą pracował niż z kimś obcym. a na mały sukces w takich przypadkach czasem się dłużej czeka więc behawiorysta owszem ale co jakiś czas jak już jest jakiś krok do przodu żeby doradzić jak zrobić kolejny. a jak sunia reaguje z kimś innym będąc na spacerze? tak sobie myślę że może Ty jesteś spięta i się stresujesz i boisz tych spacerów i ona to czuję? / oczywiście nie chcę Cię urazić, tak tylko gdybam bo zauważyłam że mój pies z moją rodzinką jest trochę spokojniejszy niż jak jest ze mną- ja się boję ataków na ulicy i spinam a moja to czuje/

Link to post
Share on other sites

Plan mamy ułożony przez behawiorystę, ale tak jak pisałam, nie ma tam właściwie nic nowego, stosowaliśmy to już wcześniej. Dlatego do tego przepisane są jeszcze leki.

Wiem co masz na myśli, najczęściej tak właśnie jest, że jak właściciel się stresuje, to pies też. Miałam taki problem z pitbullką, która lubiła małe pieski - zjadać :evil_lol: Jak wychodziła z moim tz'tem, który jest bardziej wyluzowany i pewny siebie przy psach, to było lepiej. Ale przy tej suni tego nie ma. Tak samo panikuje ze mną jak z nim. Poza tym to nie jest stres dla mnie - to ona bardzo się boi. Ja właściwie nie - o ile nie zacznie się tak miotać, że obawiam się, że wyślizgnie się z szelek. Jest natomiast olbrzymia różnica, gdy wychodzimy wszyscy razem (ja, TZ, nasz pies i sunia). Wtedy sunia się cieszy, jest najbardziej i najdłużej wyluzowana. Też się boi, ale ma wydłużony ten czas "tolerancji". No i o wiele łatwiej ją rozbawić czy zagadać. Najgorzej jest jak wychodzi bez drugiego psa i z jedną osobą :shake: Dlatego staramy się jak najczęściej chodzić na wspólne spacery.

Oczywiście jest mała różnica w zachowaniu ze mną i z TZ'tem. Ja stawiam na wyciszanie i chodzenie przy nodze, więc sunia trochę mniej ciągnie. Za to z TZ'tem jest bardziej ruchliwa, bo on z nią biega i się wygłupia, ale za to szarpie jak dzika wariatka. Boi się tak samo, tylko ja egzekwuję to, czego wymagam, a TZ stawia na rozładowanie sytuacji stresowej. W dużym uogólnieniu oczywiście, bo metody mamy podobne, nie chcemy robić psu wody z mózgu robieniem "każdy po swojemu". Myślę że w połączeniu to daje jakieś tam mizerne wyniki ;)

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Announcements


×
×
  • Create New...