Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

to mnie kundelek załatwił...
robię sobie grzecznie dla małżonka, wygłodzonego po pracy, obiadek...kotlety z piersi kureczki... miesko oczyściłam, slicznie leży...
ktoś zapukał, poleciałam otworzyc - kurier. super, czekałam na matę dla psa do autka!

wracam zadowolona...a Sasha, podłe, udające niewiniatko stworzenie, kończy pałaszowac kuraka! opitolił 70dag kury! mam nadzieję, że nic mu nie będzie... co za dyskrecja! on nic nie wie, to nie on, a jego alter ego! z kuchni wyprosiłam, ale opierdzielu nie dostał... w efekcie chłop dostanie kotlety z karkówki...

chyba wie Książe, że źle zrobił, bo właśnie dyskretnie wlazł na moje łóżko..w ramach przeprosin ;p

  • Replies 2k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Wiesz Emhokr, jak czytam Twoje posty ...... opisy Saszki, opisy koni, Wasz stosunek do zwierząt, wraca mi wiara w ludzi. Gdzieś się zdołuję, to przybiegam do Was, naczytam się, zamyślę, przemyślę, wyobraźnia się włącza.... wszystko widzę, nawet stajnię :smile: i jest mi lepiej od razu lepiej!!!! Jak dobrze, że jesteście!!!! :loveu::loveu::loveu:

Mój kiedyś mi wtrząsnął całą michę mięsa na zimne nóżki. Wystawiłam na balkon, żeby sie ostudziły. I sobie poszłam zadowolona, jak mi się przypomniało, z mięsa ani śladu, tylko same kości zostały, z tym że nie wiem w jaki sposób on takie gorące mięso zjadł, :shake: i nic mu nie było. Tez nie krzyczałam, bo to moja wina była niestety :shake:

Emhokr, mój pierwszy wyciągnięty ze schronu ślepaczek boksio wraca pod skrzydła Fundacji, potrzebny DT na cito, może wiesz kto by chciał boksia przetrzymać :-(:shake: http://www.dogomania.pl/threads/184992-Totik-niewidomy-uratowany-od-u%C5%9Bpienia-boksio-zostaje-w-DT-%29

Posted

rozesłałam Kapselku, komu mogę...sami na razie nie damy rady wziąc drugiego psa :( jak zmienimy mieszkanko na większe, będzie łatwiej :(

konie, psy, krowy, koty, gryzonie, jaszczury, papugi...w tym się wychowywałam :) wpływ Taty - leśnika. wpoił to we mnie...a i po pradziadku geny prozwierzaka... chyba tak mocno to jedyna w rodzinie... czasem się zastanawiam, jak wyglądało moje życie zanim pojawiły się konie...niby to było strasznie dawno temu, ale nie pamiętam... jak zaczęłam jeździc, to prawie każdy weekend...a jak już się dorobiłam Dziadka, a potem Siwego, jak doszły konie do pracy, to niemal codziennie... i jakoś to wszystko da się pogodzic :)

żal mi ludzi, którzy nie mają lub nie lubią zwierząt. tych, którzy je krzywdza na pal bym wbijała... i powinna byc tu praca od podstaw...od dzieciaka uczyc, edukowac... nie ma obowiązku posiadania zwierząt lub ich lubienia...ale skoro się bierze stworzenie to trzeba o nie dbac! ale zmienic mentalności, zwłaszcza na wsiach, tak szybko się da...

Alice, zasmrodzi to zasmrodzi...leżał napęczniały...ja nie wiem - z dumy czy kurą :D czuje się psinka podejrzanie dobrze... rzecz jasna żarcie w misce go, chwilowo, brzydzi... liźnie i juz zapuszcza żurawia na blat - czy aby na pewno nic tam nie ma... jak dobrze, że on jest mały (w porównaniu z dogami znajomej na przykład...)

zaliczył jeszcze jeden, nadprogramowy dla nas obojga, wypad do stajni i wygląda na szczęśliwego :)

gorzej, że mi łożysko w samochodzie poszło... co prawda było to słychac kilka dni, ale szanowny mąż dzisiaj mnie oświecił, że to jednak to...jutro warsztat...hurra ;/

Posted

i jak ja mam wierzyc w ludzi?! JAK?!

jakiś czas temu pracowałam z bardzo trudnym i skrzywdzonym koniem...właściciel szybko zobaczył, że nie będzie na nim mógł jeździc... koń nie znosił facetów - i dalej ich nie znosi...rany w sercu pozostały... jako źrebak był bardzo źle traktowany... nie dał mi czasu na zrobienie go... a szkoda, bo dziś koń chodziłby dobrze... z tym, że to koń dla kobiety...

w efekcie został sprzedany do osoby, która była podczepiona pod jakąs fundacje, nie chcieli na nim zarobic etc... efekt? zrobili konia i go wystawili na sprzedaż... serce mnie boli, szlag trafia, nie stac mnie na kupienie go na razie i wstawienie gdziekolwiek... a boli mnie to, że on - jest trudny, ja wiem i to jest przeszkoda spora - zostanie sprzedany, nie spodoba sie, to znowu i tak bedzie przerzucany z rąk do rąk... jak ja nienawidzę takiej bezsilności...

kupic to może i bym miała kase...ale ja go nie dam rady utrzymac! za dwa płacę 1500 zł na miesiąc, kolejny to dodatkowo 750... no nie mam :( idę się wyryczec :(

Posted

Sama widzisz jakie mamy dylematy. W jednej godzinie euforia bo udało się zwierzakowi pomóc, za godzinę, kolejna tragedia i nasza bezsilność :shake: zawirowania emocji u nas tak wielkie, że naprawdę mocnym psychicznie trzeba być. Pamiętam słowa, które napisała jedna pani.... całego świata nie da się zbawić, czasami przypominają mi się... niestety:-(

Posted

niby tak...tylko kiedy komuś (bo dla mnie zwierz to jest ktoś...) pomożesz, to gdzieś zostaje w duszy i w sercu ślad tego osobnika, czujesz się odpowiedzialna, kiedy jest jego byt zagrożony... tak, jak z Toticzkiem... a już jest najgorzej, kiedy zwierzak ma jakiś problem - Totik nie widzi, Horn jest mocno skrzywdzony...nie jest agresywny, ale nie każdy na niego wsiądzie...koniowi trudniej - dla wielu, nawet większości, jeśli nie chodzi pod siodłem - to jest do niczego... jak ludzie na mnie patrzą, kiedy dowiadują się, że jeden z moich koni ma 23 lata i nie ma ani jednej zdrowej nogi... mówią, wielcy sportowcy (nie koniarze, a jeźdźcy... jeździec tylko jeździ, koniarz konie kocha... nie traktuje ich jak towaru, maszyny - nie sprawdza się, to wynocha, następny) że powinnam go już oddac na łąki albo sprzedac gdzieś (wiadomo gdzie... ;/ ), a w zamian kupic coś młodego, lepszego... jak ciężko niektórym zrozumiec, że to mój przyjaciel, jemu ryczałam w grzywę, z nim się śmiałam, przy nim siedziałam dniami i nocami, smarując, robiąc wcierki w nogi... owszem, zwierzak trochę sportu ma za sobą...logiczne, że kupiłam konia do jazdy... ale jak nie mogłam na nim jeździc, to nic...wiem, że jest obok... tak samo z Siwym...

nie jestem normalna, wiem... mój ex nie był koniarzem...mielismy konkretne plany na przyszłośc...i stwierdził, że koń nam sie nie kalkuluje i musimy się go pozbyc...jakie oburzenie wywołałam wśród znajomych, kiedy, faktycznie, pozbyłam się...tamtego osobnika z mojego życia ;] ktoś, kto nigdy nie wtulał się w psa, nie spał z kotem, nie przytulał się do konia, nie był blisko ze zwierzęciem - nie zrozumie tego!

mam jedną zasadę, chyba jedyna zdrową w moim życiu - nie sprzedaję przyjaciół... skoro kupuję zwierzaka to musze tak kombinowac, żeby nie były zagrożone. bo to były bardzo przemyślane decyzje - czy konie, czy pies...przecież zwierzę też ma uczucia! i wystarczy trochę im się przyjżec, byc z nimi blisko, zeby je zobaczyc... a widac. może nie mówią, jak my, głosem...ale postawa ciała i... oczami... nawet mówią dosadniej...

Posted

Masz piękną zasadę!!!!!!!!!
One więcej myślą, czują i widzą, niż niejedna ludzka kreatura. Nie potrzebują mówić ludzkim głosem, jest im niepotrzebny, tylko ze tacy ludzie jak my (a zaczynam wierzyć, że ich jest coraz więcej), rozumieją je bez słów. Oby takich ludzi więcej było!!!

Posted

gnamy na Koncert Sabatona do Katowic :) pies obstawiony jedzonkiem, ludzia mamy zaufanego ugadanego na spacerki, da radę :) na szczęście wyjazd do znajomych odroczony :) więc we czwartek psisko się wystajniuje ;)

Posted

kocert nie wyszedł...3,5 godz jazdy, przejechalismy 70km, zostało do koncertu 2,5 i 250km...a korki składające się z TIRów wszędzie...ale Sasha był szczęśliwy z naszego szybszego powrotu :))

nie żałujemy, stało się, jak się stało. kumpel do nas wpadł, który miał sie nim zając jak nas nie będzie i siedzielismy plotkując cały wieczór :) do tego oglądalismy Harry'ego Potter'a ;p

Posted

serio ma klatę? :) miód na moje uszy :) na dupci zaczynają się robic mięśnie urocze, bo chłopak szaleje w stajni :) chyba już starczy tego tycia, żebra jak się wygnie widac, ale waży 32,5 (dzisiaj ważony) i chyba starczy :) pączuś kochany :D

Krzysiek ma już 3 psiaki, miejsca brak na czwartego :(

a Sasha podbija serca :D jak przychodzi ktoś, kto do psów czuje respekt, albo nie przepada, to w nim sie zakochuje - no nie dziwota, w sumie..jak on potrafi spojrzec tymi swoimi kaprawymi oczkami...i rzuca się na plecy mówiąc gałami "miziaj mnie"... :)

dostał nową piłeczkę...pogardził! no nic, następnym razem dostanie pora piszczącego :D a piłeczkę dam Zuzi, miała taka sama i ją uwielbia :)

doszła mata do samochodu :) Sasheńska jak król będzie podrózował :)

Posted

o kurczątko aż trzy:crazyeye:, a ja tu miejsce dla boksia widziałam.

Klata królewicza prawidłowa,serio,serio, karczek za chwilę tłuściutki będzie. Waga stop:smile: bo ja swojej suni nie upilnowałam i foczką się stała do końca...

Posted

U Saszki nie tylko klata, ale wszystko w ma na swoim miejscu :D
Wygląda ślicznie, wyczochrałabym te jego fafelki, echhh :razz:
Waga w sam raz. Kapsel ma 32-33 i jest szczuplutki, boksery nie mają tendencji do tycia, mają bardzo dobra przemianę materii. Jeśli przekroczy trochę wagi, to w stajni zgubi :grin:

Posted

chłopak mieszka w domku jednorodzinnym, moze nie jest za duży, ale mają też ogródek, więc się mieszczą z psiakami i rodzinką :) to jest ideal dla psa... otwierasz drzwi i psinka biega... oby i nam się to w końcu udało...ale to nie takie proste - musimy miec kawałek pola - bo jeszcze konie :D

Posted

Głupio mi pisać, ale... mieszkałam w bloku.Kapsel jako jedynak. Wychodził 5-6 razy dziennie na spacery. Po przeprowadzce do własnego domu z ogrodem, on sam nie wyjdzie z domu. Rano ubieram cos na siebie i wychodzę na siku.... latem słońce świeci , pięknie sobie leżą, Kapsel się bawi itp. Niech zobaczy że wchodzę do domu, juz nic go nie interesuje, leci za mną i tak w koło :roll:

Posted

Sasha poranny spacer i wieczorny ma krótki - 10 minut wychodzi na jedno wyjście. i wcale nie jest załamany, nie przeszkadza mu to absolutnie, czasem sam zrobi co ma zrobic i dyskretnie daje znac, że chce do domu :) za to od 4 do 6 godzin spędza w stajni :) a i tak nalezy do psów, które po powrocie ze stajni czy ze spaceru jak tylko widzą ruch - leci pod drzwi i piaffuje (taki element, jeden z najtrudniejszych, w jeździe konnej - koń idzie kłusem praktycznie w miejsce nisko opuszczając zad)

on najchętniej wychodziłby co 20 minut kontrolnie :D kto wie, czy ktoś w czasie jego nieobecnoci nie podpisał okolicznych drzew, słupków, znaków drogowych, płotów?

Posted

my tylko na chwilkę... dwa dni pełne roboty, wczoraj wizyta mojej Mamusi, którą Sasha testował - trafię jęzorem w usta, czy nie trafię?! :) - trafia ;p dzisiaj czekamy na weta i jedziemy z Sashą leczyc konia... mam nadzieję, że rokowania są dobre... koń ma ropień w kopycie, zaniedbania poprzedniego weterynarza... a skąd ropa w puszce kopytowej? mógł się zakuc na padoku..nie dojdziemy.;.. ale walczymy o Siwego!

kundel progresuje :) wczoraj latał z końmi po hali - konie puszczone, on też. zero reakcji. nawet nie był zainteresowany szczekaniem. swoją drogą, Sasha mało szczeka... no i kolejny sukces - wczoraj zaczął się integrowac z dwiema suniami - dożycami niemieckimi - nie robiąc przy tym afery! z panem psem się nie widział, ale tamten ma ogromne poczucie swojego terytorium.

doktorze!!! przyjeżdżaj!
ja już drepcze po domu jak Sasheńka pod drzwiami, jak widzi ruch w domu ;p

a dziś ledwo Tomek wyszedł z domu, Sasha wpakował się do mnei do wyra...nie chcąc go wyganiac, zmuszona byłam do poleżenia chwilkę dłużej w łózeczku ;p

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...