mulinka Posted March 5, 2007 Posted March 5, 2007 ja też kiedyś tam byłam i widziałam psy, mam nawet kilka fotek ale to było w lecie, ta pani powiedziała, że nie mają strony internetowej, ze czasmi ktoś im ogłasza jakiegoś psa w internecie, ale nikt na stałe im w tym nie pomaga, adopcji prawie nie ma, również dlatego że prawie nikt nie wie o tym przytulisku... Quote
modliszka84 Posted March 5, 2007 Posted March 5, 2007 Mulinka - nam tez mówiła to samo. A oprócz tego ze razem jest tam ok 1600 psów, z czego gminy płaca na 800 psów... To ja sie pytam w takim razie, ZA CO JEST UTRZYMYWANA RESZTA PSÓW? :-o Pani mowi ze z jej własnych srodków, ale ciezko mi w to uwierzyc :p Jak dla mnie to to schronisko całe to troche podejrzana sprawa...ale moze sie myle. Quote
mulinka Posted March 5, 2007 Posted March 5, 2007 zanim tam pojechałam znalazłam w internecie takie artykuły na temat przytuliska pana Longina i jego żony: Siemiński Longin Gdy miał dziesięć lat, opiekował się już dwunastoma psami. Przez kilka lat hodował owczarki niemieckie i zawsze zbierał zbłąkane, zabiedzone kundle. W 2000 roku założył hotel dla zwierząt. Razem z żoną prowadzi też przy ul. Kosodrzewiny w Łodzi przytulisko dla zwierząt. Teraz mieszka tam: 160 psów, 40 kotów, gołębie, łabędzie, papugi, kury, króliki, kaczki, a nawet tchórzofretka. Miłością do zwierząt zaraził całą rodzinę - żonę i syna. Wcześniej Siemińscy mieszkali w bloku na Stokach. Ale podopiecznych przybywało. Sprzedali więc mieszkanie, przeprowadzili się do domku przy przytulisku. Siemiński, z zawodu lakiernik samochodowy, rzucił pracę i zajął się tylko zwierzętami. - Są lepsze i od samochodów, i od ludzi - mówi. Utrzymuje je z własnych oszczędności i z pieniędzy od gmin, z którymi podpisuje umowy dotyczące opieki nad bezdomnymi psami. -------------------------------------------------------------------------------------- Psie podrzutki w hotelu 16.08.2005 Hotelowe Azorki wychodzą na spacery trzy razy dziennie. fot. Michał Tuliński Do hotelu dla zwierząt Marioli i Longina Siemińskich w Łodzi coraz częściej trafiają... podrzutki, rzadziej psy, których właściciele wyjeżdżający w podróż chcą zapewnić swym pupilom komfortowe warunki na czas rozłąki. Trafia tu więcej podrzutków niż hotelowych gości. fot. Michał Tuliński – Ludzie wyjeżdżają na urlopy, wczasy, gdzie nie mogą zabrać ulubieńca – mówi Longin Siemiński. – Zdarzają się też wypadki losowe. Jakiś nieszczęśliwy wypadek, złamana noga, pobyt w szpitalu. Nie zawsze znajdzie się osoba, która może zaopiekować się zwierzęciem. Wtedy ludzie przyjeżdżają do nas. W tej chwili wśród hotelowych gości są dwa koty i dziesięć psów. Podrzutków jest ponad setka. Ludzie wyrzucają czworonogi, przywiązują przy płocie lub pobliskim drzewie, przerzucają przez płot. „Goście” hotelowi mają bardziej komfortowe warunki pobytu. Ich właściciele płacą za ten komfort od 15 do 30 zł za dobę. Wszystko zależy od wymagań pieszczocha. – Rozpieszczone i wybredne zwierzęta dostają u nas wszystko to, co w domu – mówi Longin Siemiński. Jakie są to wymagania, ustalamy z opiekunami zwierzątek. Pensjonariusze hotelu mają do dyspozycji wybieg, a trzy razy dziennie hotelowe zwierzęta wychodzą na spacery. Express Ilustrowany ---------------------------------------------------------------------------------------------- 17 marca 2006r. Longin Siemiński, który wczoraj próbował wyłapać bezpańskie psy, wałęsające się po terenie łagiewnickiego szpitala, chce zabrać je do swojego gospodarstwa w Wojtyszkach. Psom podano, w rozrzuconej karmie, środek uspokajający, by łatwiej można było podejść do nich z aplikatorem środka usypiającego (podanie go w karmie grozi śmiercią zwierzęcia). Udało się złapać dwa psy. --------------------------------------------------------------------------------------------- Longin Siemiński i jego żona Mariola na własny koszt leczą ranne zwierzęta, które łodzianie znajdują na ulicy. Są wśród nich zarówno psy, koty, ptaki, jak i dzikie zwierzęta: sarny, dziki itp - informuje "Express Ilustrowany". Do niedawna ranne zwierzęta przyjmował ogród zoologiczny. Odkąd przepisy tego zabraniają, nikt nie chce ich przyjąć: schronisko i leśnictwo miejskie zasłaniają się brakiem warunków. Państwo Siemińscy sprzedali mieszkanie, by mieć pieniądze na leczenie i utrzymanie znajd. Kupili dla nich dwie działki. Na półhektarowej w Łodzi mają 200 psów i 40 kotów. Na większej, liczącej 50 tys. m kw., w miejscowości Wojtyszki za Sieradzem stworzyli lokum dla kolejnych kilkuset psów, a także dzikich zwierząt i ptaków. Do tej pory wyleczyli i wypuścili do lasu samca sarny, dzika, lisa, daniela, myszołowa, sowę i jastrzębia. W dalszym ciągu opiekują się dwoma bocianami i dwoma łabędziami z połamanymi nogami i skrzydłami. - Zwierzęta przyprowadzają do nas mieszkańcy, policjanci, strażnicy miejscy, którzy nie wiedzą co z nimi zrobić - mówi Longin Siemiński. Rodzina Siemińskich żyje z prowadzenia hotelu dla zwierząt. Za przechowanie psa czy kota biorą od 15 do 25 zł za dobę (zależnie od menu i wymagań czworonoga). Przywiezione, ranne zwierzęta utrzymują sami i leczą u znajomych weterynarzy. Jak mówią - wyleczenie jednego (zależnie od choroby) kosztuje ich od 100 do 500 zł. żródło: Express Ilustrowany -------------------------------------------------------------------------------------------- Naj Historie z życia 2006-03-01 Sprzedaliśmy mieszkanie, by nakarmić głodne zwierzęta Założyli nieduży hotel dla 50 psów, a teraz mają aż tysiąc podopiecznych Skatowane, ledwo żywe zwierzaki trafiają pod opiekę Marioli i Longina Siemińskich. Mamy już 800 psów oraz mnóstwo kotów - przyznaje znane łódzkie małżeństwo. Każdy telefon o bezdomnym piesku stawia mnie na nogi. Wskakuję do samochodu i jadę po biedaka - Longin właśnie wrócił ze Zgierza z kolejnym psem. O, mój Boże, jaki chudy, jaki wynędzniały! Mariola płacze na widok zwierzęcia. Najpierw szczepionka, potem odkarmianie! - zarządza jej mąż. Pies jest zupełnie zrezygnowany, nie reaguje nawet na ukłucie igłą. Nie tylko mizerny, lecz także przerażony. Ktoś go głodził przez wiele tygodni - uważa Longin. Pięć lat temu Siemińscy postanowili, że na swojej działce na Widzewie otworzą hotel dla psów, a zyski przeznaczą na dokarmianie bezpańskich zwierząt. Ustalili cennik: 15-25 złotych za dobową opiekę - zależnie od tego, czy przyjmą na przechowanie małego jamnika, czy dużego owczarka. Wszystko działo się zgodnie z planem, ale do czasu. Ludzie dowiedzieli się, że para oszołomów ma słabość do zwierząt i zaczęli nam je podrzucać - opowiada Longin. I tak przy małym psim hotelu powstało wielkie schronisko. Duże i kosztowne, bo przygarnięte bezpańskie zwierzęta trzeba było nie tylko odkarmiać, ale i leczyć. Tak ostatnio było z Sarenką - suczką, którą Siemińscy znaleźli na ulicy. Ktoś ją potwornie pobił i wyrzucił. Była już w agonii! To niesamowite, że przeżyła! - Mariola bierze na ręce chudego ratlerka o bardzo smutnym spojrzeniu. Suczka boi się obcych. Kiedy kobieta znów stawia ją na podłodze, piesek chowa się w fałdach leżącego w kącie koca. Ludzie bywają okrutniGdy miałem siedem lat, zobaczyłem na ulicy bezpańskie psy. Rzuciłem się do nich z kanapką w ręku, bo martwiłem się, że są głodne. I tak mi już zostało - wyznaje Longin Siemiński. Jego żona Mariola była taka sama. Gdy się pobrali, w ich mieszkanku aż zaroiło się od przygarniętych psów. Zatrudniałem się wówczas na noce jako stróż albo palacz, żeby w dzień zajmować się zwierzętami - wspomina 48-letni łodzianin. Jednak co mogliśmy zdziałać, mieszkając w wielopiętrowym bloku? Stąd pomysł stworzenia hotelu dla psów i schroniska dla porzuconych, bezdomnych czworonogów. Z roku na rok w schronisku na Widzewie robiło się coraz ciaśniej i Siemińscy wpadli w popłoch. Gdzie pomieścić i jak wykarmić blisko tysiąc zwierzaków? Nie chcą mówić, które z nich wpadło na pomysł, żeby zaciągnąć pożyczkę w banku. Ale kredyt nie wystarczył, pieniędzy wciąż było za mało. Nieraz wchodziłem do boksu i przytulając psy, które tyle w życiu wycierpiały, obiecywałem sobie, że nigdy ich nie opuścimy. Aż wreszcie znaleźliśmy rozwiązanie - opowiada Longin. Doszli do wniosku, że muszą... spieniężyć mieszkanie. Sprzedaliśmy nasze trzy pokoje z kuchnią, a za uzyskaną gotówkę kupiliśmy nieduże gospodarstwo w Wojtyszkach koło Sieradza i przenieśliśmy tam część zwierząt. Zaopiekował się nimi mój tata. Mieszkania trochę nam było żal, lecz przecież zwierzęta są ważniejsze niż majątek - przekonuje Mariola. Tu, na działce, też nie jest nam źle. Siemińscy są teraz przez całą dobę ze swoimi psami i kotami. Mieszkają w niedużym domku obok boksów. Dzień i noc odbierają telefony, że gdzieś błąka się wychudzony pies czy kot. Albo że na jezdni leży zwierzę potrącone przez samochód. Czasami nawet nie mieści się w głowie, jak ludzie potrafią być okrutni! Wyrzucają zwierzęta na mróz, wywożą do lasu i przywiązują do drzewa, niemiłosiernie katują! - opowiada Longin, pokazując pętlę z drutu. Miała przeciąć gardło Łatki - małego, czarnego pieska. Na szczęście zanim tak się stało, ktoś ją znalazł i uwolnił. W podobny sposób omal nie straciła życia Ksena. Jej właściciel usiłował powiesić suczkę w lesie na sośnie. Zamocował sznurek za luźno i psina dostawała tylnymi nogami do ziemi. Więc sadysta uderzył ją czymś ciężkim i tak zostawił. Kłody pod nogi Łatka i Ksena wraz z innymi małymi pieskami przebywają nie w boksach, lecz w pokoju w domku Siemińskich. Odzyskały już radość życia, lubią się bawić. Właściciele schroniska mają nadzieję, że obie suczki zostaną adoptowane. Czasem takie poturbowane zwierzę ma szczęście trafić w dobre ręce. Longin opowiada o pewnym psie, którego ktoś chciał żywcem spalić w piecu do wypalania cegieł. Uratowany i wyleczony, trafił ze schroniska do normalnego domu. Jesteśmy jednak ostrożni w oddawaniu psów - zastrzega Longin. Gdy ktoś chce wziąć zwierzę tylko po to, by jego dzieci miały z kim się bawić, stanowczo odmawiamy. Pytamy też wcześniej, w jakich warunkach będzie żył zabierany od nas pies. Nie zawsze bowiem nadaje się do mieszkania w bloku. Niekiedy wymaga też terapii, bo cierpienia, jakich doznał, spowodowały, że nie ma zaufania do ludzi. Właściciele schroniska przypominają przypadki nieudanej adopcji. Czasem ktoś po dwóch tygodniach stwierdza, że nie stać go na utrzymanie psa, więc odprowadza go do schroniska. Ktoś inny miał konkretne oczekiwania, a pies im nie sprostał. Tak więc w boksach zwierząt wciąż przybywa, a ubywa niewiele. Zdani tylko na siebie Niektórzy mieszkańcy łódzkiego Widzewa i Wojtyszek nie są zadowoleni z psiego sąsiedztwa. Nasyłają na Siemińskich kontrolę za kontrolą. Zdarzyło się, że ktoś przez bramę przerzucił martwego psa, by inspektorzy oskarżyli właścicieli o zaniedbania. Niech nikt nie myśli, że się przestraszymy. Nadal będziemy pomagać skrzywdzonym zwierzętom - oświadcza stanowczym głosem Mariola. Ważne, że teraz mamy za co je leczyć i karmić! Ale na jak długo wystarczy pieniędzy za sprzedane mieszkanie? Próby zainteresowania łódzkich gmin potrzebami schroniska dały mizerny efekt. Tylko kilka urzędów podpisało z nimi umowy, że będą płacić po 4,50 zł za dobową opiekę nad bezpańskimi psami ze swojego terenu. I na tym na razie koniec. Wysiłki Marioli i Longina Siemińskich zostały natomiast docenione przez wydawców kolejnego tomu "Who is who (kto jest kto) w Polsce" z 2005 roku. Wśród życiorysów znanych Polek i Polaków znalazło się ich nazwisko. To wielka satysfakcja - przyznają oboje. autor: Irena Szaczkus =============================================== Mój Pies Miejsce magiczne Numer: 7/2004 (154) / Zwierzętom na ratunek Kim jest Longin Siemiński? W kręgu przyjaciół zwierząt to postać kultowa. Jego azyl dla bezdomnych zwierząt to jeden z niewielu, w jakich koty mruczą, a psy machają ogonami Znalezione i odkupione Zadowolone, mruczące koty chodzą po całym terenie przytuliska. W zamknięciu przebywają tylko podczas kwarantanny. Każdy czworonóg ma też założoną własną książeczkę zdrowia. Poza psami i kotami mieszka tu także pokaźna gromadka innych zwierząt: bażanty, świnki wietnamskie, jelonek wykarmiony smoczkiem, uratowane od śmierci głodowej konie, kuny i duże stadko ozdobnych kur. Większość pensjonariuszy została znaleziona na drodze lub odebrana kłusownikom, a niekiedy nawet odkupiona od nieodpowiedzialnych opiekunów. Największą sensację budzi daniel, ocalony przez właściciela azylu przed losem... pieczystego. Longin Siemiński odebrał biedaka włóczęgom, którzy planowali zjeść go na obiad. Zwiedzić i pomóc Do przytuliska przyjeżdżają nie tylko ci, którzy szukają psa lub kota, ale także ci, którzy chcą zobaczyć jego niezwykłych podopiecznych i samego Longina Siemińskiego. W opiece nad zwierzętami właścicielowi przytuliska pomagają tylko przyjaciele i najbliższa rodzina. Pan Longin nie dostaje też żadnych dotacji - utrzymuje się głównie z prowadzenia hoteliku dla zwierząt. Mimo to nie wprowadził opłaty za wejście do swojego minizoo, a psy i koty oddaje do adopcji za darmo. Mile widziane jest jednak skromne „co łaska” dla mieszkańców azylu... Przytulisko Longina Siemińskiego ul. Kosodrzewiny 56, Łódź Tel.: (0 42) 671 34 49 Tych, którzy mogą pomoc, prosimy o suchą karmę dla zwierząt Tekst: Joanna Wajs ========================================================= Quote
mulinka Posted March 6, 2007 Posted March 6, 2007 pozwolę sobie wkleić zdjęcia z mojej wizyty w tym przytulisku (sprawdziłam, byłam tam nie w lecie ale 9 maja 2006): same żółte :crazyeye: a tu szczeniaczki (upaćkane, bo właśnie skończyły jeść): szkoda, że nie ma tam kogoś kto by im pomagał w adopcjach Quote
AnkaRa Posted March 6, 2007 Posted March 6, 2007 mulinka napisał(a): pani powiedziała, że nie mają strony internetowej, ze czasmi ktoś im ogłasza jakiegoś psa w internecie, ale nikt na stałe im w tym nie pomaga, adopcji prawie nie ma, również dlatego że prawie nikt nie wie o tym przytulisku... Gdyby pozwolila wejsc tam komus, gdyby dalo sie zrobic fotki, to my goldeny i im podobne natychmiast dajemy na Szanse. Quote
modliszka84 Posted March 6, 2007 Posted March 6, 2007 AnkaRa napisał(a):Gdyby pozwolila wejsc tam komus, gdyby dalo sie zrobic fotki, to my goldeny i im podobne natychmiast dajemy na Szanse. tzn moze zle sie wyraziłam - to nie jest tak, że kategorycznie nikogo tam nie wpuści, ale trzeba sie wczesniej umówic i zadzwonic :p Ogólnie to wyrazili chec współpracy, cieszyła sie ze ktos chciałby pomóc w adopcjach. Niestety ja mam tam dosc daleko, rzadko bywam w tamtych okolicach, bo to jest na skraju Łodzi. A poza tym więksozsc psów i tak przebywa w Wojtyszkach pod Sieradzem... Quote
AnkaRa Posted March 7, 2007 Posted March 7, 2007 Nie jestem modem, ale proponuje schronisku Pana Longina zrobic oddzielny watek a tu skupic sie raczej na ZOLTYM bo to JEGO watek. Quote
ewa_z_zg Posted June 21, 2007 Posted June 21, 2007 Witam, czy coś wiadomo nowego o tym psie? Jaki jest jego los? Czy jeszcze choruje? Quote
AnkaRa Posted July 8, 2007 Posted July 8, 2007 Podobno Zolty jest pod specjalna kuratela tego pana. Jednak nikt nie zna szczegolow. Quote
Diana S Posted July 8, 2007 Posted July 8, 2007 ewa_z_zg napisał(a):Witam, czy coś wiadomo nowego o tym psie? Jaki jest jego los? Czy jeszcze choruje? Wlasnie sa jakies wiesci?:-( Quote
@Urwis@ Posted May 11, 2011 Posted May 11, 2011 [quote name='mulinka']ja też kiedyś tam byłam i widziałam psy, mam nawet kilka fotek ale to było w lecie, ta pani powiedziała, że nie mają strony internetowej, ze czasmi ktoś im ogłasza jakiegoś psa w internecie, ale nikt na stałe im w tym nie pomaga, adopcji prawie nie ma, również dlatego że prawie nikt nie wie o tym przytulisku... Witam wszystkich miłośników zwierząt, pasjonowały mnie one od dziecka, teraz są częścią mojego życia ! Pisze, by pokazać wam prawdziwe odzwierciedlenie Wojtyszek. Gdyż zapewne wiecie, iż niektórzy dogomaniacy na forum, opisują tę instytucje w ciemnych barwach. Bo kiedyś byłam/em ! Niektórzy z nich , są osobami ordynarnymi , aroganckimi , egocentrycznymi buntownikami. Są też tacy ,których obojętność sprawia , że choć nie byli w powyższej instytucji , to wtrącają słowa, bryżdzące i plamiące jej imie . Opierając się jedynie na opowieściach i często myląc pojęcia ''prawdy'' z ''większością zdań''. Stwarzają negatywną opinie , która dla nich jest bez żadnego znaczenia ,a dla innych jest istotną rzeczą. Nie tak dawno, byłem w wyżej wymienionej instytucji i dla mnie, jak i zapewne dla wielu , którzy mieli przyjemność spotkać i uścisnąć dłoń p.S . Wiedzą , że to osoba o niesamowitej i niepowtarzalnej osobowości , oraz wielkim i szlachetnym sercu. Wypełniająca go miłość do podopiecznych pupili , spowodowała że stworzył im miejsce ,gdzie mogą poczuć się jak w domu. Po straszliwych przeżyciach i doznaniach znieczulicy ludzkiej, to miejsce pozwala im, aby ich obolałe serduszka zaczeły się goić. Wyraz bólu w jego oczach ,gdy spogląda na skrzywdzoną psinkę, poruszy niejedno skamieniałe serce. A także w wyżej wymienionym miejscu , w odróżnieniu od domniemanych idealnych schronisk ,gdzie stare brzydkie i niechciane psiaki , oraz z powodu małego procenta adopcyjnego. Niema dla nich tam miejsca ! i zostają poddawane eutanazji . To u p.S dostają drugą szansę , nie zostają odrazu zdyskryminowane , i kolejny raz odrzucane od człowieka. Bo wychodzą z założenia ,że każdy pies jak i człowiek , potrzebują choć odrobine miłości , wspacia , opieki medycznej , a przedewszystkim poczucia bezpieczeństwa. Dzięki tym czynnikom, te zwierzęta dochodzą do siebie i zaczynają znów normalnie funkcjonować. Co powoduje kilkukrotne zwiększenie szans ,na dalsze spokojne życie wśród nas i poprostu odnajdują na nowo sens życia. I tak oto ludzie , dla zadowolenia swojego ego. Będą perfidnie oczerniać człowieka, który zrobił tak wiele i pomógł tak wielu niewinnym stworzeniom , które pragneły tylko odrobine miłości od człowieka , zostały odtrącone i pożucone. A przecież te zwierzęta to nasi towarzysze na całe życie i każdemu należy dać drugą szansę. pozdrawiam wszystkich. Quote
modliszka84 Posted May 12, 2011 Posted May 12, 2011 chyba ci sie wątki pomyliły :/ myslisz że tu cie mod nie znajdzie :/ ? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.